Drugim spotkaniem, jakie piłkarze Martina Jola rozegrają w Nowym Roku, będą ponownie derby Londynu, choć znacznie innego kalibru, niż pojedynek z Arsenalem. W meczu, którym The Whites rozpoczną swój udział w kolejnej edycji najstarszych rozgrywek świata – Pucharu Anglii, Fulham zmierzy się na Craven Cottage z zespołem Charlton Athletic, występującym aktualnie w League One. Będzie to pierwsze po ponad pięciu latach starcie obu zespołów, które swego czasu toczyły regularne boje w Premier League.
Derby – to w futbolowym słowniku wyraz szczególny. Oznacza pojedynek o potężnym ładunku emocjonalnym, na który zwaśnieni kibice miejskich rywali czekają miesiącami, zakreślając go w terminarzu na samym początku sezonu jako jego najważniejszy moment. Zwycięzcy będą przez następne pół roku przechadzać się po ulicach triumfalnym krokiem; kibiców strony przegranej poznasz po posępnych minach, wyrażających wewnętrzne pragnienie zemsty. Stolica Anglii jest jednak w tej kwestii przypadkiem wyjątkowym, naruszającym nieco derbową unikalność. Co sezon spotkamy w Premier League nie dwie, a pięć-sześć londyńskich drużyn, co powoduje wielkie zróżnicowanie w odbieraniu poszczególnych pojedynków przez fanów, którzy w skrajnym przypadku – najmniej interesującego rywala zza miedzy – traktować będą wewnątrzmiejski pojedynek niczym zwykłą potyczkę ligową. Taką, wywołującą niewielkie derbowe emocje, była przez znaczną część ubiegłej dekady rywalizacja właśnie Fulham i Charltonu, skromnych i sympatycznych londyńskich średniaków, które, w cieniu wielkich mark z sąsiedztwa, rozgrywały bodaj najmniej pasjonujące dla swoich fanów stołeczne bitwy. Kibica The Cottagers nie trzeba wszak motywować na pojedynek z Chelsea, czy lepszymi kadrowo reprezentantami północnego Londynu – Arsenalem i Tottenhamem. West Ham nadrabiał zaś zawsze sportową przeciętność charyzmą, dzięki której starcia z „Młotami” także miały swój urok. QPR w poprzednim dziesięcioleciu w ekstraklasie nie grało (a gdyby grało, to i tak, jako klub z zachodniego Londynu, byłoby dla The Whites rywalem szczególnym); „Orły” z Crystal Palace pojawiły się w niej wtedy tylko na rok. Siłą rzeczy, to pojedynki Fulham z popularnymi The Addicks były tymi, po których fani jednych, bądź drugich czuli najmniejsze parcie na to, by obnosić sie na mieście z derbowym triumfem.
Wzajemne starcia przyniosły co prawda jedną ciekawą historię – gdy drużyny mierzyły się w styczniu 2003 roku…na Craven Cottage w Pucharze Anglii, a w kadrze The Whites znajdował się znany z celebrowania bramek poprzez zakładanie maski Facundo Sava, przybyli na mecz kibice Charltonu zaopatrzyli się właśnie w maski, by świętować ewentualne bramki dla swojej drużyny. Doczekali się tylko wyśmiania przez zgromadzonych w innych sektorach the Cottage, bowiem Fulham wygrało 3:0 po hattricku Steeda Malbranque’a. Owo jedno wydarzenie to było jednak zbyt mało, by nadać derbom The Whites i The Addicks unikalności i spowodować, by przez resztę Londynu, o innych częściach Anglii nie wspominając, kluby te nie były wsadzane do jednego worka. Osiągały one bardzo podobne wyniki, kończąc każdy z pierwszych wspólnych pięciu sezonów w Premier League najdalej dwie pozycje od siebie. W sezonie szóstym – 2006/2007 – Fulham skończyło rozgrywki trzy miejsca nad Charltonem, jednak to spowodowało, że więcej okazji do wzajemnych ligowych starć już – jak na razie – nie było. The Cottagers uplasowali się bowiem na pozycji 16-tej, utrzymując się w lidze, zaś The Addicks spadli do Championship. W pojedynkach rozgrywanych między tymi ekipami w Premier League, Fulham nigdy u siebie nie przegrało, wygrywając cztery z sześciu spotkań.

Kiedy Fulham mierzyło się z The Addicks w Premier League. Bramkę dla Charltonu zdobywa... Danny Murphy.
Marzenia sympatyków Charltonu o szybkim powrocie do elity były brutalnie zweryfikowane przez rzeczywistość, w której ekipa ze wschodniolondyńskiej, znanej z geograficznych powodów dzielnicy Greenwich, najpierw uplasowała się na zapleczu ekstraklasy ledwie na 11. miejscu, a w kolejnym sezonie zanotowała następny spadek, wracając do trzeciej ligi po raz pierwszy od 30 lat. Obecność The Addicks na takim szczeblu rozgrywek była jednak dla większości szokiem i było więcej niż pewne, że tym razem klub z The Valley się odbije. Nic jednak z tego – po dwóch latach, Charlton wciąż znajduje się w League One, choć staje się coraz bardziej prawdopodobne, że w tym sezonie wreszcie zacznie marsz do góry. Po 24. kolejkach, The Addicks są liderem trzeciej ligi, doznając tylko dwóch porażek i mając pięć punktów przewagi nad drugą drużyną w tabeli. Uśmiech na twarzach przywraca fanom tego zespołu Chris Powell – manager Charltonu od tego sezonu i wieloletni były zawodnik klubu, uczestniczący w potyczkach z Fulham w latach 2000-nych. Głównym boiskowym bohaterem jest natomiast Bradley Wright-Phillips (brat bardziej znanego Shauna), który w obecnych rozgrywkach zdobył już w lidze 14 bramek. Z drużyny, która 5 lat temu spadała z Premier League, nie ostał się już nikt, choć latem powrócił do niej grający w barwach The Addicks w elicie Jason Euell, a występują tam także inni zawodnicy z ekstraklasowym doświadczeniem, jak Gary Doherty, czy Leon Cort (wszyscy grają jednak u Powella niewiele).
Martin Jol nie zamierza lekceważyć świetnych poczynań The Addicks w tym sezonie i zapowiedział, że wystawi w spotkaniu możliwie najsilniejszą 11-tkę. Holender wie, że po zawodzie w Lidze Europy, kibice Fulham domagają się dobrej serii w Pucharze Anglii – ostatnich rozgrywkach w tym sezonie, w których The Whites mogą jeszcze zdziałać coś poważnego. Pytanie, czy sami piłkarze The Cottagers podejdą do spotkania z odpowiednią mentalnością, bowiem w obecnych rozgrywkach regułą jest jak na razie nie tylko zatrzymywanie przez Fulham gigantów, co stało się w meczu z Arsenalem, ale i słabsza dyspozycja w spotkaniu, które następuje potem.
Przewidywane składy:
Fulham (4-2-3-1): Stockdale – Kelly, Senderos, Hangeland, J. Riise – Sidwell, Murphy – Ruiz, Dembele, Dempsey – Zamora
Niepewni: Johnson, Duff, Davies
Kontuzjowani: Schwarzer, Grygera
Charlton (4-4-2): Sullivan – Solly, Taylor, Morrison, Wiggins – Green, Hollands, Russell, Jackson – Wright-Phillips, Kermorgant

Czy Bobby Zamora powróci do regularnych występów w barwach Fulham?
Najnowsze komentarze