The Cottagers zakończyli sezon 2012/2013 w równie imponującym stylu, co go rozpoczęli, wygrywając na Liberty Stadium z tamtejszą Swansea aż 3-0 i sprawiając tym samym przemiłą pożegnalną niespodziankę swoim kibicom. Bramki Alexa Kačaniklicia, Dimitara Berbatowa oraz Urby’ego Emanuelsona dały klubowi ostateczne, przyzwoite 12-te miejsce w lidze oraz 2 miliony funtów do kasy (różnica w nagrodach za 15-tą oraz 12-tą lokatę), a biało-czarnym sympatykom szczyptę radości po ostatnich przygnębiających tygodniach i nadzieję, że sukces w południowej Walii będzie podwaliną pod dużo lepsze rezultaty w przyszłych rozgrywkach. Nie trzeba jednak wybitnie zgorzkniałego charakteru, by stwierdzić, że wyniki w meczach o “pietruszkę” w ostatniej kolejce sezonu należy przyjmować z przymrużeniem oka, a o aspiracjach Fulham w następnym sezonie zadecyduje tylko i wyłącznie to, jak Martin Jol poradzi sobie z zadaniem przebudowy kadry w letniej przerwie i na ile zostanie w tym wsparty przez klubowy zarząd.

Nie było chyba przed meczem osoby, która typowała takie rozstrzygnięcie wyniku na Liberty Stadium. Nawet najwięksi optymiści pośród kibiców The Whites zdawali sobie sprawę, że Fulham uciułało zaledwie punkt w ostatnich siedmiu kolejkach i chociaż walijskie “Łabędzie” same przeżywały kryzys, mając na koncie tylko jedno zwycięstwo w poprzednich dziewięciu pojedynkach, to klub z półwyspu Gower miał do tej pory w Premier League doskonały patent na londyńczyków, wygrywając wszystkie trzy dotychczasowe mecze z The Cottagers. Martin Jol, po trzech bolesnych lekcjach od Swansea, obmyślił nowy plan na radośnie wymieniające piłkę “Łabędzie” i tym razem wystawił 11-tkę niemającą konkurować piłkarsko z podopiecznymi Michaela Laudrupa, ale nastawioną na cierpliwe niszczenie ataków gospodarzy w środku pola i kontrowanie. W ten sposób, nie zobaczyliśmy w pomocy kreatywnego Giorgosa Karagounisa, a środkowy blok utworzyli destrukcyjni Emmanuel Frimpong oraz Eyong Enoh; zmiany nastąpiły także w obronie, do której powrócili John Arne Riise i Philippe Senderos. Plan holenderskiego szkoleniowca Fulham zadziałał w stu procentach i przez 90 minut obserwowaliśmy przeważnie bezowocne rozgrywanie piłki przez gospodarzy, na co londyńczycy odpowiadali zabójczymi kontratakami. Pierwszy cios The Whites nastąpił w 22 minucie spotkania, kiedy to, po kilku nieudanych próbach autorstwa Pablo Hernándeza, akcję w końcu rozegrało Fulham, a Frimpong przytomnie zagrał do wybiegającego na wolną pozycję Alexa Kačaniklicia. Szwed ze spokojem i precyzją godną Dimitara Berbatowa strzelił nie do obrony w długi róg bramki strzeżonej przez Michela Vorma. Otwarty mecz z wieloma sytuacjami z obu stron (w barwach Fulham najwięcej miał ich imponujący Kačaniklić) nie przyniósł już więcej bramek w pierwszej odsłonie spotkania i The Cottagers schodzili na przerwę z jednobramkową przewagą, a biało-czarni kibice mogli bawić się w przeliczanie, na jaką pozycję klub awansowałby przy takim układzie wyników.

Pierwszy zwiastun zaskakująco miłego popołudnia – Alex Kačaniklić ze spokojem kieruje piłkę obok bezradnego Vorma do siatki.
Wszelkie rachuby mogły zostać błyskawicznie unieważnione tuż po gwizdku Lee Masona otwierającym drugie 45 minut, bowiem w ich początkowej fazie, mieliśmy do czynienia z prawdziwą nawałnicą ze strony “Łabędzi”. Jak to wielokrotnie szczęśliwie bywało w takich momentach w tym sezonie – i tym razem bohatersko z oblężenia swojej twierdzy wyszedł Mark Schwarzer, m.in. broniąc w fenomenalny sposób “setkę” Hernándeza. Australijczyka starało się następnie pokonać wielu innych piłkarzy Swansea, również bez powodzenia, a na kwadrans przed końcem meczu, Fulham wyprowadziło drugie perfekcyjne uderzenie. Tak jak wcześniej Frimpong zauważył Kačaniklicia, tak teraz Ruiz zauważył wychodzącego na czystą pozycję Dimitara Berbatowa i Bułgar stanął niebawem przed doskonałą szansą na zdobycie piętnastej bramki w lidze. Ponieważ gol musiał być zdobyty z gracją, do jakiej przyzwyczaiła nas klubowa “9-tka”, nie zobaczyliśmy tym razem uderzenia z dalszej odległości, lecz “Berba” ze stoickim spokojem ominął kładącego się Vorma i strzałem z kilku metrów do pustej siatki rozwiał wszelkie nadzieje Walijczyków. A to nie było jeszcze wszystko – zauważając, że ostatnim meczem sezonu można odbić sobie kilka wcześniejszych niepowodzeń, The Cottagers grali do końca i zaliczyli jeszcze jedno trafienie niemal równo z gwizdkiem kończącym całoroczne rozgrywki. W doliczonym czasie gry, groźny strzał oddał Kačaniklić, którego na dobrą pozycję wypuścił zmiennik Karagounis i choć Vorm obronił uderzenie Szweda, to nie miał najmniejszych szans przy dobitce wbiegającego w pole karne innego zmiennika – Urby’ego Emanuelsona. Holender, wracający po sezonie do Milanu, miłym akcentem zakończył swój epizod w barwach The Whites, a chwilę potem miły pożegnalny prezent od całej drużyny, jakim było okazałe wyjazdowe zwycięstwo nad niezłym przeciwnikiem, oficjalnie stał się faktem. Czy jest on zwiastunem lepszych następnych rozgrywek dla Fulham niż te, które właśnie dobiegły końca i czy nad Craven Cottage dotrze latem tak wyczekiwany wiatr przemian i niezbędnych poważnych transferów? Na te pytania, jest w stanie odpowiedzieć w tym momencie niewielu.
—
Rozstajemy się także i my, choć niestety już nie jedynie do rozpoczęcia przyszłego sezonu – blog Fulham Polska, przynajmniej w takim składzie redaktorskim i takiej formule strony, kończy swoją działalność. Na pożegnalną notkę od założyciela bloga – Maca – przyjdzie jeszcze czas, a ze swojej strony zwykłe, proste, choć szczere: dziękuję. Dzięki za to, że współtworzyliście z nami ten kącik przez ostatnie 3,5 roku, za ponad 90 tysięcy wyświetleń i 7 tysięcy komentarzy, dzięki czemu koncept centrum polskich fanów Fulham okazał się być jak najbardziej trafiony i w którym to centrum odbywała się stojąca na wysokim poziomie żywa dyskusja. Wierzę, że ten potencjał nie zostanie zmarnowany i w tym miejscu zapraszam do rozmowy wszystkie zainteresowane przejęciem projektu osoby.
cookie

Oby jak najwięcej tak radosnych obrazków z udziałem Fulham w przyszłym i wielu następnych sezonach. Dziękujemy!
Spotkaniem z walijskimi “Łabędziami” ze Swansea żegnaliśmy ubiegły rok; meczem z tym samym przeciwnikiem pożegnamy jutro dobiegający końca sezon 2012/2013. W pojedynku na Liberty Stadium, piłkarze Fulham, mający na koncie zaledwie jeden punkt zdobyty w ostatnich siedmiu kolejkach, będą walczyć o zwieńczenie rozgrywek optymistycznym akcentem i wspięcie się na nieco wyższą pozycję w tabeli niż 15-ta, zaś zaliczający dużo lepszy sezon gospodarze zagrają o zakończenie go w najlepszej “ósemce”. W jakich nastrojach rozstaniemy się z The Cottagers do połowy sierpnia?




Nie tak wyobrażaliśmy sobie rozwój sytuacji, gdy Fulham wygrywało na własnym boisku z QPR 1-ego kwietnia, a po dobiciu dzięki temu do liczby 39 punktów odtrąbialiśmy praktyczne pewne utrzymanie w Premier League. W sześciu następnych pojedynkach, The Cottagers zdobyli zaledwie punkt, tydzień temu przegrywając u siebie nawet z już zdegradowanym Reading i na dwie kolejki przed końcem rozgrywek, londyńczycy wciąż nie są w lidze matematycznie bezpieczni. Tragiczna forma prezentowana przez The Whites w ostatnich tygodniach spowodowała, że na niedzielny, ostatni domowy mecz tego sezonu – przeciwko Liverpoolowi – podopieczni Martina Jola muszą rozpakować wakacyjne walizki, wyciągnąć kalkulatory i z nimi w dłoniach powalczyć z The Reds o punkty, równocześnie rachując, czy ich starania, połączone z sytuacją na innych boiskach, dadzą Fulham w końcu stuprocentowo pewny byt w przyszłej edycji angielskiej ekstraklasy. Czy The Whites godnie pożegnają się z Craven Cottage?
Zaledwie jeden punkt zdobyty w ostatnich pięciu kolejkach przez The Cottagers sprawił, że, choć sezon jest już na absolutnym finiszu, zaś o ligowy byt obawiać się nie trzeba, biało-czarni fani z chęcią zasmakowaliby od dawna niewidzianego zwycięstwa jeszcze przed zakończeniem obecnych rozgrywek. W ostatnich trzech spotkaniach sezonu, najlepszą okazję do zdobycia kompletu oczek, Fulham zdecydowanie będzie miało jutro – na Craven Cottage podejmie bowiem już zdegradowaną do Championship drużynę Reading.


Po dwóch ostatnich derbach Londynu w tym sezonie, w których The Cottagers ponieśli niestety dwie porażki, londyńczycy będą próbowali odkuć się dziś w spotkaniu, które… zapowiada się na jeszcze cięższe. Fulham podejmie na Goodison Park drużynę Evertonu, która nie tylko – podobnie jak dwójka poprzednich rywali The Whites – walczy o udział w Lidze Mistrzów, ale do tego wygrała z The Cottagers WSZYSTKIE dotychczasowe pojedynki na swoim stadionie w Premier League. Fulham przełamało już za kadencji Martina Jola klątwę Anfield, zwyciężyło również po raz pierwszy od niepamiętnych czasów na White Hart Lane, ale czy warto łudzić się, że w końcu uzyskają także godny odnotowania wynik na obiekcie popularnych The Toffees?



Dopiero co, Craven Cottage opuścili sąsiedzi z pobliskiego Stamford Bridge, a już trzeba szykować cukier dla kolejnych mieszkających nieopodal przybyszów. W drugim meczu z rzędu, w którym Fulham podejmie na własnej murawie stołeczny klub walczący o udział w Lidze Mistrzów, The Whites zmierzą się z Arsenalem. Będą to zarazem ostatnie z udziałem The Cottagers derby Londynu w tym sezonie. Czy po sromotnej, ale nieco zafałszowującej przebieg meczu porażce z Chelsea, podopiecznym Martina Jola będzie sprzyjać tym razem nieco większe szczęście?
































Najnowsze komentarze