Napisane przez: Macu | Wrzesień 22, 2011

O jedenaście metrów od derbowego triumfu. Chelsea 0-0 (4-3) Fulham.

Jedenaście metrów w konfrontacjach z Chelsea powoli staje się dla Fulham przeklętą liczbą. Do jednoosobowego klubu przestrzelonych derbowych karnych Clinta Dempsey’a zapisały się nowe twarze. Czerwona kartka Alexa w 47 minucie i jedenastka dla The Whites zdawała się stwarzać kolejną fantastyczną okazję na wygraną z lokalnym rywalem. Niestety, wszystko znowu poszło nie tak. Kasami przestrzelił i skazał nas na wielominutowy maraton z opcją dogrywki, w którym, mimo wartkiej gry, bramek nie zobaczyliśmy. W serii jedenastek złe uderzenie Dembele i poprzeczka Ruiza pozbawiły Fulham szans wyeliminowania rywala zza miedzy.

Wczorajsza wizyta na Stamford Bridge była wizytą na poligonie doświadczalnym. Choć obie strony konfliktu zdawały sobie sprawę z symbolicznego znaczenia rywalizacji, generałowie zarówno białej, jak i niebieskiej armii zdecydowali się postawić na bronie przyszłości. A wszystko dla tego, że mając na uwadze intensywność obecnej batalii ligowej i europejskiej, w Carling Cup oddziały frontowe zasłużyły na odpoczynek. Tym sposobem, zamiast ciężkostrawnego pojedynku z udziałem największych gwiazd obu zespołów, otrzymaliśmy derby w wersji ‘light’, które zawierały zdecydowanie mniejszy ładunek emocjonalny. Czy miało to negatywny wpływ na widowisko? Wręcz przeciwnie, spotkanie przebiegało sprawnie, często przenosiło się spod jednej bramki pod drugą – okopywania się i wyczekiwania na ruch rywala nie było. Jedynym mankamentem była fatalna celność zaprezentowanego arsenału. Białe mundury miały już nawet przed sobą przeciwnika stojącego z podniesionymi do góry rękami, a jednak zabrakło zimnej krwi by dokonać egzekucji. Na maszcie znów zawisła niebieska flaga.

Choć środowemu pojedynkowi z Chelsea brakowało nieco tej prawdziwej intensywności derbów, mecz ten nadal pozostaję ciekawym materiałem do analizy i rozmyślań. Na boisku Stamford Bridge ujrzeliśmy wiele nowych twarzy, które w przyszłości mogą stanowić o silę Fulham. Ci interesujący się mediolańskimi wybiegami mogli natomiast podziwiać wyjazdową kreację The Cottagers w kolorze czarnym. Po raz kolejny zawodnicy z Craven Cottage mieli wyborną okazję by wygrać derbową batalię i z dumą obnosić się po Londonborough of Hammersith & Fulham. W poprzednim odcinku derbowego serialu, prawdziwym wyciskaczem łez okazał się Clint Dempsey, który będąc w samej końcówce spotkania jedenaście metrów od Petra Cecha huknął wprost w niego, potwierdzając piłkarskie banały, że poszkodowany karnego strzelać nie powinien, jak również, że karny to jeszcze nie gol. Tym razem kluczowe dla przebiegu meczu zdarzenie miało miejsce w 47 minucie. Bryan Ruiz kapitalnie piętką odegrał do wbiegającego w pole karne Frei’a, a szybko biegający Austriak został wykoszony przez Alexa. Były stoper PSV został odesłany przez Chrisa Foy’a do szatni, a Fulham wykonywała jedenastkę tuż przed grupą około 3000 kibiców, którzy drogą pieszą, bez pomocy GPS przywędrowali na stadion Chelsea. Tym razem o emocje zadbał Pajtim Kasami. Zawodnik oznaczony numerem 10 na plecach podszedł do jedenastki i wysłał futbolówkę w lot na poprzeczkę, która za okazane zainteresowanie odwdzięczyła się metalicznym brzdękiem. Do 47 minuty rywalizacja przebiegała pod dyktando gospodarzy, którzy jednak nie potrafili wyjść na prowadzenie. Zwieńczeniem niemocy The Blues było sytuacja z 39 minuty, kiedy McEachran wbiegł z futbolówką w pole karne, oddał strzał, który minął już Schwarzera, by na pomóc defensywie Fulham przyszedł … Daniel Sturridge. Anglik tak bardzo chciał zapisać sobie gola, że będąc na spalonym zupełnie niepotrzebnie dotykał futbolówkę, niwecząc piękną aukcję swojego młodszego kolegi. Fulham potrafiło groźnie kontratakować, ale Portugalczyk Orlando Sa, nowy nabytek The Whites, nie potrafił wykończyć żadnej ze stworzonych okazji. Druga połowa, z racji zmian ilościowych na boisku, to okres bardziej wyrównanej gry. Grający w przewadze zawodnicy Fulham próbowali przycisnąć, parę razy zagrozili bramce Turnbulla, nie mniej do ich zaangażowania ofensywnego można było mieć zastrzeżenia. Zwłaszcza, że gospodarze i tak stwarzali sobie sytuacje, a Mark Schwarzer kilkukrotnie pokazywał czemu nadal jest numerem jeden i skąd ta opaska kapitańska na jego ramieniu. Tak jak 90 minut nie przyniosło rozstrzygnięcia, tak kolejne 30 również. Piłkarzom Fulham nie pomogły zmiany i wprowadzenie killku zawodników pierwszego składu. Wszystko miało rozstrzygnąć się w karnych…

Znowu było 11 metrów od szczęścia.

Zanim jednak przejdziemy do ostatecznej kapitulacji, proponuję zagłębić się w chwilę w personalia środowego spotkania Carling Cup. W roli bocznych obrońców ujrzeliśmy Stephena Kelly’ego i Matta Briggsa. Podobnie jak cała linia defensywna, obaj zagrali bez większych zarzutów. Kelly solidnie prezentował się w grze destrukcyjnej, Briggs był aktywniejszy w grze do przodu. Młody anglik czyni ciągłe postępy, a z pewnością duża ilość szans jaką otrzymuje od Jola dużo mu w tym pomaga. Parę stoperów uformowali Grygera i Senderos. Oni też zagrali bez większych błędów, choć jestem zdania, że nieco agresywniej powinni atakować zawodników Chelsea będących w obrębie pola karnego z piłką. Zbyt wiele razy musiało się to kończyć paradami Schwarzera. Środek pola należał do Chrisa Bairda i Marcela Gegova. Doświadczony Północny Irlandczyk był mózgiem wszelkich poczynań Fulham, to on najczęściej rozgrywał piłkę. Baird nieźle spisał się w tej roli, popisał się paroma fantastycznymi przerzutami, choć zdarzyło mu się parę strat. Jednak co rzuciło mi się w oczy, to takt, że Baird grał o wiele głębiej niż Murphy, co zdecydowanie utrudniało grę  środkiem boiska, większość akcji przechodziła przez skrzydła. To natomiast czyniło grę The Cottagers dość czytelną. Gecov, który zaliczył oficjalny debiut w koszulce FFC, zagrał solidnie, aczkolwiek nic spektakularnego nie pokazał. Dał się poznać jako agresywny defensywny pomocnik, który w rozegraniu woli wybierać zachowawcze rozwiązania. Zdecydowanie najlepszym zawodnikiem tego spotkania w barwach Fulham był Kerim Frei. Wychowanek klubu był prawdziwym motorem napędowym wielu akcji, zachwycał dynamiką i odwagą. Mógł nawet strzelić zwycięskiego gola, ale naciskany przez rywala uderzył koło bramki. Przy kontuzji Simona Daviesa i nie najlepszej formie Damiena Duffa Austriak powinien otrzymywać więcej szans. Nieźle prezentował się też Pajtim Kasami, jakkolwiek jego występ będzie pamiętany przez pryzmat spartaczonego rzutu karnego. Szwajcar wydaje się ciekawym zawodnikiem pod względem możliwości ofensywnych, ale musi popracować nad wyprowadzaniem piłki ze strefy obronnej, bo kilka razy zachował się nieodpowiedzialnie. Wreszcie dochodzimy do werdyktu najtrudniejszego: Bryan Ruiz. Oczekiwania wobec tego piłkarza są duże, bo i kwota na metce była niemała. Występ Kostarykanina wzbudził we mnie uczucia ambiwalentne. Z jednej strony popisał się kilkoma przepięknymi, technicznymi zagraniami, które koledzy zmarnowali. Z drugiej, ewidentnie brakowało mu nieco siły, wytrzymałości, nie pomagał w defensywie. Uważam, że błędem było pozostawienie go do końca dogrywki, gdyż im spotkanie dłużej trwało, tym zawodnik ten stawał się coraz bardziej anonimowy. Jeżeli chodzi o Orlando Sa, mimo braku skuteczności Portugalczyka, był to pozytywny występ w jego wykonaniu. Udownił, że potrafi powalczyć o piłkę i wyjść w tempo do podania. Jako zmiennik Zamory nadaję się idealnie. Tymczasem wszyscy trzej doświadczeni zawodnicy, którzy pojawili się z ławki zawiedli. Zamora nie otrzymał żadnego dobrego podania, a jedną jedyną dogodną okazję wystrzelił w kierunku trybuny. Dembele powrócił do swojej pozbawionej taktycznego sensu gry, polegającej się na pchaniu z piłką w gąszcz nóg rywala. Ilość strat Belga była zatrważająca. Wreszcie Sidwell, który z tej trójki chyba zaprezentował się najlpeiej, zwyczajnie nie był w stanie swoją obecnością na boisku odmienić obrazu gry i losów meczu. Mimo paru słów krytyki, które spłynęły na piłkarzy, mimo ostatecznej porażki po rzutach karnych, w meczu w którym mało kto dawał szansę przyjezdnym z Craven Cottage, ci pokazali się z niezłej strony. Wreszcie można stwierdzić, żę Fulham posiada wystarczająco szeroką kadrę by zmagać się na czterech frontach. O, przepraszam, już na trzech.

A jednak pewien niedosyt pozostaje. Bez względu na faktyczną rangę meczu, zawsze wygrana w pojedynku ligowym dodaje skrzydeł, a przede wszystkim, przynosi wiele radości kibicom. Fulham znów stanęło o krok od pokonania Chelsea i ponownie przewróciło się na ostatnim płotku. Mogło być szczęście, duma, awans do następnej rundy, a tak otrzymaliśmy kolejne spotkanie na zobrazowanie co znaczy angielski przymiotnik “fulhamish“. W serii jedenastek zaczęło się fenomenalnie, bo Schwarzer wybronił uderzenie Lamparda, a Zamora z nieznanych przyczyn postanowił akurat prawą nogą pokonać Turnbulla, który wcześniej zmienił kontuzjowanego Cecha. Udało mu się. Następnie Luiz i Sidwell strzelili, podobnie jak John Terry, który tym razem nie poślizgnął się przy wykonywaniu jedenastki. Następnym w kolejce był Moussa Dembele. Belg podsumował swój słaby występ i ogółem swoje umiejętności strzeleckie, uderzył beznadziejnie i zrobił się remis 2-2. Kalou i Baird strzelili niezwykle pewnie, podobnie jak Malouda. Do ostatniej jedenastki delegowano Bryan Ruiza. Wszyscy zastanawiali się czy Kostarykanin wytrzyma presję. Nie wytrzymał. Bryan uderzył w poprzeczkę, futbolówka zatańczyła w okolicach linii, ale nie przekroczyła jej pełnym obwodem. Tak więc znowu wszystko rozstrzygnęło się na 11 metrze od bramki Chelsea, a Fulham ponownie zaprzepaściło szansę. Może do trzech razy sztuka? Miejmy nadzieje, że następnym razem na murawie będzie Danny Murphy…

Alex dostaje czerwoną kartkę. Czyli niewykorzystana sytuacja, która się zemściła.

About these ads

Responses

  1. No i znowu nam nie wyszlo a moglo byc tak pieknie…jestem podwojnie zly: raz ze przegralismy a dwa ze przegralem zaklad i przez nastepny tydzien bede musial myc gary i sprzatac mieszkanie…grrrr…:( tak Cookie to byl taki maly domowy horror :)

    Mimo przegranej na SB cieszy to ze nienajgorzej spisali sie nasi debiutanci, zwlaszcza Frei. Zreszta pal diabli Carling Cup, full koncentracja na Premiership i EL, tego potrzebujemy najbardziej.

  2. Czyli wychodzi na to, że było tak blisko, a skończyło się na KARNYM sprzątaniu dla Jacka… :)

  3. Widać, że Ruiz jeszcze się nie przyzwyczaił do angielskiej gry, tempo gry było nieraz dla niego za szybkie, widać nie jest przyzwyczajony do tego, że trzeba wracać, jeszcze musi trochę częściej na siłownię chodzić, mimo, że jest wysoki to za łatwo daję się przepchać,widoczne było w dogrywce zmęczenie i trzeba było go zmienić. Myślałem, że Moussa będzie już grał na wysokim poziomie po tym swoim świetnym meczu z MC.

    Jakiej narodowości jest Kerim Frei, bo pochodzi z Turcji, urodził się w Austrii, a gra dla młodzieżówki Szwajcarskiej (grał w ostatnim meczu Irlandia Płn U-19 vs Szwajcaria U-19), więc chyba trzeba mówić o nim jako Szwajcarze.

  4. :) dobrze ze tylko na tym Macu, dzieki Bogu ze nie zalozylem sie kto komu bedzie kupowal bilet na nastepny mecz Premiership…

  5. Dzięki Macu. Wszystko świetnie ująłeś w słowa, właściwie zgadzam się co do oceny każdego piłkarza. Bezapelacyjną gwiazdą był Frei, nie wyobrażam sobie aby tym wstępem nie wskoczył co najmniej do meczowej 18-tki. To już nie było Crusaders, tylko Chelsea, a i tak ponownie radził sobie wyśmienicie. Nasz skarb. Choć nie wiem, czy on jest wychowankiem, czy nie jest, wg wiki przyszedł ze szkółki Grasshoppers w 2010 roku. Jego narodowościowe perypetie są faktycznie nie gorsze, niż w przypadku Kevina Kuranyi’ego, bosko to brzmi: “He was raised in Switzerland having been born in Austria to a Turkish father and Moroccan mother but has chosen to represent his father’s country of birth.” :-) Wynikałoby, że wybrał grę dla Turcji, aczkolwiek też zdaje mi się, że zdecydował się jednak na Szwajcarię.

    Do 18-tki powinien też wskoczyć Orlando Medżik, w przeciwieństwie do takiego Elma drewnem nie jest, był szybki i silny. Z Pajtimem jest oczywiście związany duży zawód, ale podejście do tego karnego pokazuje jego ogromny charakter. Gdyby trafił, zapewne skoczyłby jak nurek w kibiców Fulham. Oby ten karny go nie podłamał, jak na razie mentalnie był kapitalny i teraz musi sobie poradzić z tym nie do końca wypełnionym planem. W Zdenasie też drzemie moc, wczoraj wielokrotnie powstrzymał Chelsea bohaterskimi wślizgami. Bryan to problematyczna kwestia, w fizycznym i kondycyjnym aspekcie wiele przed nim pracy, niestety pod tym względem było koszmarnie. Technicznie już pokazuje klasę.

    Carling Cup jest oczywiście nieistotny, jak dla mnie mogli nawet poddać grę w kolejnych rundach. Chodziło o derby, wygrana na SB jednak byłaby wspominana latami. Ale też myślę, że echo tego meczu będzie i tak słyszalne jeszcze długo, były to znakomite derby, nie gorsze niż na lidze i brawurowa gra młodego, dzikiego Fulham. Gdybać będziemy na pewno jeszcze trochę czasu.

    Jacku, współczujemy i wspieramy duchowo :-)

  6. Faktycznie namotałem z tym Frei’em. Zwłaszcza, że już mnie raz Cookie informował, że reprezentuje Szwajcarię. :)

    Co do Kasamiego, to nie mam wątpliwości, że chłopak jest silny mentalnie, z pewnością nie załamie się po jednym niewykorzystanym karnym. Zwłaszcza, że w jego strzale nie brakowało pewności siebie, a i piłka nie poleciała w kibiców. Zabrakło trochę szczęścia. Choć osobiście zwolennikiem strzałów pod poprzeczkę z rzutu karnego nie jestem.

    No Bryan rzeczywiście wzbudza bardzo mieszane uczucia. Tak jak Piter zauważa, koleś jest wysoki, więc powinien nieco lepiej sobie radzić w pojedynkach siłowych. To na pewno jego bardzo słaba strona. Zobaczymy czy będzie potrafił nadrabiać te braki swoją techniką i sprytem. Przecież Silva ciężarowcem też nie jest.

    Na koniec, nie zgodzę się jednak Cookie, że echo tego meczu będzie słyszalne jeszcze długo. :) Dla mnie to była mimo wszystko mało znacząca potyczka w mało znaczącym pucharze, a fakt derbowości jedynie nieco dodawał jej pikanterii. Mecz ten można zapamiętać ze względu na obecność na boisku zaplecza kadrowego, natomiast ewentualna wygrana chyba stanowiłaby jednak jedynie wartość statystyczną. Takie jest przynajmniej moje zdanie. :P

  7. A, zapomniałem dodać, że atmosfera na trybunach była słabiutka. Długie minuty ciszy. No ale chwali się, że jak już kibice brali się do roboty, to nasi byli całkiem dobrze słyszalni. W końcu: it’s so quiet, it’s so quiet at the Bridge!

  8. Macu, ja wynoszę taką refleksję nie tylko przez swój beznadziejnie sentymentalny charakter, ale także po czytaniu kilku for, na których ludzie prześcigali się w gdybaniu i wylewaniu swojego bólu… :-) Puchar absolutnie nic nie znaczył, grały oczywiście głównie rezerwy, ale mecz z Chelsea to jednak mecz z Chelsea, wydaje mi się, że każdy ma szczególne miejsce w pamięci kibiców Fulham. Nie mówię, że tak musi być z fanami Chelsea. Nasi kibice, zwłaszcza ci osiadli w Londynie, co tu dużo mówić, jednak patrzą nieco z dołu na sąsiadów i każdy pojedynek z Chelsea, który daje okazję na ogranie ich, jest niemalże traktowany jak świętość. Być może się mylę, może być tak, aczkolwiek nadal widzę wiele postów ludzi temu poświęconych :-) chciałbym oczywiście, by o tym meczu już nie pisano, bo to znaczyłoby, że zaczęliśmy wreszcie świetną grę, osiąganie świetnych wyników i można będzie skupić się na podsumowywaniu zwycięstw. Jeśli jednak nie będzie nam szło, to taka martyrologia moze się utrzymać i będziemy wracać do tych najbardziej dramatycznych porażek… :-)

    Kibiców Fulham dało się słyszeć przez dlugie okresy, ale pełnej mocy faktycznie nie ukazali, bo te puste krzesełka po “naszej” stronie to były chyba niewykupione bilety. Pamiętam, że byla mowa o 6000 biletach przekazanych przez Chelsea, a na trybunach było właśnie około 3 tysięcy kibiców Fulham.

  9. [...] już raz w tym sezonie na Stamford Bridge, spisując się przyzwoicie w meczu Pucharu Ligi i przegrywając z zespołem Andre Villasa-Boasa dopiero po rzutach karnych. Derby zachodniego Londynu, także te rozgrywane na obiekcie The Blues, niemal za każdym razem są [...]

  10. [...] utrapieniem dla popularnych The Blues. W lidze padł remis 1-1, zaś w rozgrywkach Pucharu Ligi, Chelsea wygrała dopiero w rzutach karnych. Po takich wynikach, mając tym razem atut w postaci swojego obiektu, wielu kibiców Fulham liczy [...]


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: