Napisane przez: Macu | Listopad 19, 2011

Jedną nogą w grze. Sunderland 0-0 Fulham.

Fortuna kołem się toczy

Jak to zwykle bywa z konstruktami, których nie można dotknąć, szczęście jest pojęciem mocno niejasnym i kontrowersyjnym, zwłaszcza w futbolu. Granica miedzy umiejętnościami, a sprzyjającą fortuną wydaje się bardzo zatarta, nasza ocena wydarzeń jest często mało obiektywna, a podczas zwycięskich meczów nie dostrzegamy, że los nierzadko zwraca nam to, co nam wcześniej zabrał. Szczęście jest zwyczajnie niezwykle przewrotne i nie mam wątpliwości, że z punktu widzenia statystyki jest ono najsprawiedliwszym sędzią jaki istnieje. W spotkaniu z Sunderlandem długo sprzyjało ono przyjezdnym z Londynu, bowiem w poprzeczkę trafiali Richardson i Colback. Jednak już w doliczonym czasie gry, fortuna niemal nie wykonała niespodziewanego zwrotu przez rufę. Gospodarze ze Stadium of Light do ostatnich sekund naciskali. W 93 minucie Benińczyk Sessegnon uderzył zza pola karnego, potężnie kopnięta piłka sunęła w kierunku bramki Schwarzera i wówczas …

Jedną nogą w grze

… cóż za pech, odbiła się od nogi stojącego w polu karnym Senderosa. Wszyscy kibice wstrzymali oddech, Steve Bruce zamarł w berzruchu, z nadzieją malującą się na jego twarzy. Pozostało nam jedynie śledzić lot piłki, która wydawała się nieuchronnie zmierzać do siatki. W tym czasie Mark Schwarzer frunął już w kierunku przeciwnego rogu, oszukany przed defleksję. Zdawało się, że już nic nie zabierze graczom z Sunderlandu trzech punktów. A jednak wysunięta przez goalkeepera The Whites noga zdołała jakimś cudem wybić futbolówkę, ratując jedno oczko dla gości. Po spotkaniu szkoleniowiec gospodarzy nie omieszkał zauważyć, że w opisanej sytuacji zabrakło im nieco szczęścia. Pytanie, jak bardzo temu nieszczęściu pomógł kunszt bramkarski Australijczyka?

Szybciej, szybciej, Panowie!

Ogółem rzecz biorąc, piłkarze Jola ponownie nie zachwycili. Jedyna formacja, która zasługuje na pochwały, to, jak łatwo się domyślić, obrona. Mimo tego, że grała ona w mocno eksperymentalnym składzie, z Chrisem Bairdem na lewej stronie (Riise nie mógł zagrać z powodów osobistych) i Aaronem Hughesem na przeciwległej, nie straciła bramki i zdawała się z zasady kontrolować ofensywne zapędy przeciwnika. Pozostałe formacje mocno rozczarowały. Co prawda niezłe zawody rozgrywał Etuhu i Murphy, obaj tracili mało piłek, ale nie potrafili nadać odpowiedniego tempa poczynaniom gości, jakkolwiek kilka dłuższych piłek naszego kapitana zasługuje na uznanie. Fulham grało zwyczajnie nazbyt wolno, nazbyt szablonowo, pozwalając Sunderlandowi na spokojny powrót znaczącej liczby zawodników za linię futbolówki. Mało obejrzeliśmy zagrań na jeden kontakt, błyskotliwych zgrań i prostopadłych podań. Zamora zaliczył niezwykle niemrawy występ, a partnerujący mu Dembele nie miał swojego dnia. Trzeba oddać Belgowi, że dużo biegał i walczył, ale tak na prawdę okazał się bardziej przydatny w defensywie (zaliczył kilka przejęć), niż w ofensywie, gdzie partaczył niemal każdą akcję. Z graczy mających strzelać bramki, chyba najlepsze wrażenie po sobie zostawił Andy Johnson, który wszedł na murawę z ławki rezerwowych. Od samego początku przejawiał dużą chęć do gry, próbował ruchem bez piłki nękać defensywę rywala. Niestety partnerzy bali się podjąć ryzyko i z rzadka próbowali dograć prostopadłą piłkę do byłego reprezentanta Anglii.

Momenty były

Negatywna ocena poczynań piłkarzy z Londynu nie oznacza wcale, że okazji bramkowych w ogóle nie było. W 7 minucie Dembele ładnie oszukał Turnera, zrobił sobie miejsce do strzału, ale raz jeszcze potwierdził, że raczej operacji na sercu przeprowadzać by nie mógł. Ponownie zadrżała mu noga – Belg huknął o tyle mocno, jak i bez precyzji i trafił wprost w interweniującego Westwooda. Potem dwa ciosy wyprowadzili piłkarze Bruce’a. Świetne wrzutka Sessegnona znalazła się na głowie Richardsona, ale były piłkarz Manchesteru United trafił w poprzeczkę. Po kwadransie gry przed szansą stanął młodziutki Colback, który przebił się z futbolówką przez Bairda, a następnie wypalił pocisk wprost w to samo miejsce, które naznaczył Richardson. Żwawy początek meczu nie zapowiadał posuchy, która miała przyjść. Jakiekolwiek ciekawe zagranie zobaczyliśmy dopiero tuż przed przerwą. Z rożnego wrzucał Duff, najwyżej wyskoczył Etuhu, jego strzał szedł w światło bramki, ale z linii bramkowej wybił go Cattermole. Po przerwie mecz się nieco otworzył, nie mniej nadal nie było to wielkie widowisko. Fulham próbowało szczęścia z wolnego i zaprezentowało kolejne ze swoich nieszablonowych rozegrań. Tym razem futbolówka powędrowała do Bairda, ten strzelił precyzyjnie, ale Westwood był tego dnia niezwykle czujny. Druga połówka należała głównie do gospodarzy, bardziej zdeterminowanych by sięgnąć po komplet oczek. Dobrze prezentował się Sessegnon, który w swoim tanecznym dryblingu kilkukrotnie zwiódł na skrzydle Hughesa. Tymczasem w 86 minucie nieoczekiwana kontra Fulham mogła zagwarantować kolejny niezasłużony triumf na wyjeździe. Nagle po rzucie rożnym Dembele i Dempsey znaleźli się w sytuacji “dwóch na jednego” z obrońcą Sunderlandu. Dembele dograł do Amerykanina, a ten, będąc pod dość małym kątem do bramki, strzelił obok słupka. Tak jakbyśmy nie chcieli nadużyć gościnności gospodarza. I kiedy zdawało się, że to był ostatni akcent meczu, w 93 minucie Sunderland był o nogę od wygranej.

Premierze Tusk, to Pana wina!

Na dzień dzisiejszy ocena praca Martina Jola jest dla nie straszliwie ciężkim zdaniem. Chciałbym powiedzieć coś dobrego o grze zespołu, ale na usta ciśnie się tylko jedno słowo: bylejakość. Tak jak Fulham słabo grało na wyjazdach, tak nadal gra tak samo. Problem tkwi w tym, że zespół przestał zdobywać punkty na Craven Cottage. W zeszłym roku drużyna jakoś magiczne “zaskoczyła” po świętach. Czy Jol też będzie wreszcie w stanie znaleźć ten tajemniczy przełącznik? Na razie Holender w wypowiedzi po meczowej broni się … brakiem szczęścia przy sytuacji Dempsey’a. A ja, Panie Jol, myślę, że to wszystko wina Donalda Tuska!

Wszystko przez tego Tuska...

About these ads

Odpowiedzi

  1. Stadium of Light to trudny teren, więc jeden punkt zdobyty w 93 minucie pozornie mógłby chyba cieszyć. Statystyki bardzo wyrównane, jednak nie zawsze oddają one obraz meczu. Trochę szkoda jednak, że nie udało się zdobyć trzech punktów, ponieważ w następnej kolejce macie Arsenal.

  2. Dzięki Macu, kolejny świetny, przemyślany artykuł o ciekawej, nowatorskiej formie. Z niezależnych przyczyn nie mogłem oglądać całego meczu, ale po zapoznaniu się ze skrótami (dla chętnych: http://www.101greatgoals.com/sunderland-0-fulham-0-motd/115773/) i porównaniu ich z Twoim opisem mam całkiem wyraźny obraz tego meczu. Jol raczej nie ma się czym zasłaniać i można równie dobrze za winowajcę uznać Tuska :-) To nas ratowały poprzeczki, a my swoje wyborne okazje po prostu zmarnowaliśmy. Dembele ponownie połączył genialne wypracowanie akcji z jej fatalnym wykończeniem. Naprawdę fatalnym – 3/4 bramki było wolne, a do tego po lewej stronie na podanie czekał niekryty Clint. Sam Dempsey także zawiódł pod koniec meczu, mając przed sobą tylko Westwooda (taka dygresja – ależ ta liga jest silna, jeśli Sunderland, mając kontuzjowanych Gordona – nr 1 w Szkocji – i Mignoleta – nr 1 w Belgii, może sobie wystawić Westwooda, reprezentanta Irlandii, który w Coventry był czołowym bramkarzem Championship). Ostatni akcent meczu to szczęśliwa, ale – jak słusznie zauważasz – także nieprzypadkowa interwencja Schwarzera. Mark to czołówka światowa, który to już raz zachowuje się zupełnie niekonwencjonalnie i celnie przewiduje zupełnie nieoczekiwany rykoszet. Nasza linia obronna to jedyne, co po takim meczu podtrzymuje na duchu – liczyłem na zwycięstwo, więc generalnie jestem zawiedziony. Szczelna defensywa to jednak coś, co musi utrzymać nas na wodzie, o te kilka bezpiecznych kroków nad zespołami pod nami.

    Siedem spotkań do końca roku, w tym Chelsea, MU, Arsenal i Liverpool. Będzie ciężko o 20 punktów na półmetku…

  3. No ten mecz to było takie typowe wyjazdowe Fulham. Choć w sumie i tak mieliśmy dość dużo sytuacji. :) No właśnie ten terminarz trochę mnie martwi, ale z drugiej strony mam wrażenie, że postaramy się o jakieś niespodzianki. Ten zespół jest zwyczajnie nieprzewidywalny.

  4. [...] gdy The Whites będą się jutro pojedynkować z Sunderlandem. W trakcie rozgrywek, niedługo po bezbramkowym remisie obu zespołów na Stadium of Light, klub z hrabstwa Tyne and Wear zwolnił rozczarowującego Steve’a Bruce’a, z którym [...]


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: