Napisane przez: Macu | Grudzień 2, 2011

Dwadzieścia Grzechów Głównych. FC Twente 1-0 Fulham.

I wylądował!

Spotkanie z holenderskim FC Twente miało wprowadzić Fulham na trasę grudniowego biegu długodystansowego. Od początku było wiadomo, że bieg ten łatwy nie będzie, a zespołowi Martina Jola przyjdzie pokonać wiele przeszkód. Tylko czy ktoś podziewał się, że już na pierwszym z możliwych płotków Fulham potknie się, straci równowagę i runie z hukiem na ziemię, żegnając się tym samym z perspektywami zajęcia pierwszego miejsca w grupie Ligi Europy? Co prawda, mając w pamięci wydarzenia sprzed dwóch lat, fakt ten sam w sobie jakoś straszliwie mnie nie martwi. Problem leży zupełnie gdzie indziej. Kiedy zdawało się, że w meczu z Arsenalem drużyna złapała odpowiednie tempo i oddech, spotkanie w krainie tulipanów szybko wyprowadziło nas z tego błędnego założenia. Gra Fulham, gdzie słowo „gra” należy traktować jako eufemizm, była niczym uderzenie w policzek każdego fana, który pofatygował się na stały ląd w celu obejrzenia tego widowiska. Każdy funciak wydany na tę niskogatunkową szmirę winien być refundowany przez władze kluby, a w przypadku odmowy, przez pobliskie stadionowi dzielnice winna przetoczyć się fala kibicowskich strajków i demonstracji. Te w Anglii wydają się być ostatnio w modzie.

Pseudo-relacja

Osobiście, choć obejrzenie spotkania Fulham nie kosztowało mnie nic w wymiarze materialnym, także czuję się jakby ktoś mi coś zabrał. Drodzy piłkarze, oddajcie mi mój czas, mój prąd i moje stracone nadzieje! Przez pełne 90 minut tkwiłem w oczekiwaniu na tę jedną składną akcję. Nie doczekałem się. Dlatego po strawieniu tego pseudo-meczu postanowiłem,  że graczom Fulham odwdzięczę się pseudo-relacja. A co!? Po przegranej 1-0 z holenderskim Twente, wypiszę dwadzieścia rzeczy, które wczoraj irytowały aż do bólu. Twente – to prawie jak dwadzieścia, tak jakby ktoś jeszcze nie zauważył. Cóż zniewalająca  pomysłowość! Koncept może i jest jest mocno infantylny, ale czy nie pasuję do czwartkowej gry zespołu, w którym ze świecą można było szukać piłkarskiej dojrzałości?

Jeden, dwa, trzy…

  1. Holendrzy byli dwadzieścia razy lepsi! Taki stan rzeczy można by zaakceptować, gdyby nie pewien lekko drażniący fakt – zawodnicy Co Adiraanse wcale nie grali wielkiego meczu. To Fulham było tak słabe.
  2. Jedno podanie, drugie podanie … strata. Ciężko znaleźć bardziej irytującą rzecz w grze drużyny piłkarskiej jak nieumiejętność wymienienia kilku celnych podań. Wszystko można wybaczyć: błędy w obronie, niewykorzystane sytuacje. Ale to co prezentowali wczoraj gracze Jola graniczyło z zawodową niekompetencją.
  3. Gra na remis w meczu, który trzeba wygrać. Panie Jol, to apel do Pana. Dlaczego z jednej strony wystawił Pan skład, który teoretycznie powinien walczyć o zwycięstwo na obcym terenie, skoro przez całe 90 minut drużyna próbowała bronić nic nie dającego jej wyniku?
  4. Większości zawodników również należy się bura. Momentami można było odnieść wrażenie, że piłkarze przebywają na trawie za karę. Po piłkę biegli tylko wtedy kiedy już trzeba było, a najchętniej wzięli by w plecaki bezbramkowy remis i wrócili najbliższym pociągiem do Londynu.
  5. Bobby Zamora. Reprezentant Anglii, który być może wsiądzie na pokład samolotu wiozącego Synów Albionu do Polski i Ukrainy. Wczoraj nie był nawet w stanie celnie podać, a jego wyluzowana postawa nie szła zupełnie w parze  z jego boiskowymi  wyczynami. Bobby zawiódł na całej linii.
  6. Andy Johnson. Jeden z najskuteczniejszych zawodników w obecnej edycji LE. Przegrywał niemal każdy pojedynek fizyczny, a kiedy wreszcie stanął oko w oko z bramkarzem, z kilku metrów fatalnie przestrzelił obok słupka.
  7. Na oddzielny punkt zasługuje fakt, że najlepsza meczowa sytuacja gości nie powstała wcale w rezultacie znakomitej kombinacji Fulham, a była efektem fatalnej pomyłki w linii defensywnej Twente.
  8. Andy Johnson po raz drugi. Żółtą kartkę za faul można mu wybaczyć. Ale żeby wylecieć z murawy w rezultacie niesportowego zachowania?  Zwykła głupota. Nagle piłkarzowi Fulham zachciało się kopać futbolówkę…
  9. Środek pola. O ile w rywalizacji z kanonierami wyglądał on zaskakująco dobrze, o tyle w czwaertkowym spotkaniu to Holendrzy rządzili i dzieli w tej strefie.
  10. Moussa Dembele. Osobiście już nawet nie wymagam od Belga bramek. Niech po prostu kupiony z AZ Alkmaar utrzymuje wysoki poziom formy. Na razie nadal jest sinusoida, a wczoraj ewidentnie oglądaliśmy jej dno.
  11. Przyszedł czas na lewą flankę. W zeszłym roku narzekaliśmy na umiejętności obronne Carlosa Salcido. Teraz chciałoby się powiedzieć, że zamienił stryjek siekierkę na kijek. John Arne Riise, mimo paru niewątpliwych zalet, jest defensorem równie słabym co Carlos. Niby Norweg wczoraj nie popełnił żadnego wielkiego błędu, a jednak dośrodkowanie skutkujące golem poszło właśnie z jego strony. Podobnie jak z Arsenalem.
  12. Kolejny punkt pragnę poświęcić taktyce. Oczywiście wielkim specjalistą w tej materii nie jestem, ale ciągle trudno jest mi pozbyć się wrażenia, że Jol ma do niej dość iberalne podejście. Przykładowo, doprawdy ciężko jest stwierdzić, którą pozycję na boisku piastował Dembele, a czemu Johnson biegał w drugiej połowie po prawym skrzydle też pozostaje tajemnicą.
  13. Numer trzynasty pozwolę sobie odpuścić, albowiem pech w żadnej mierze nie był wczoraj przyczyną porażki.
  14. Wysoki pressing i bezradność Fulham. Momentami aż smutno było patrzeć jak londyńczycy na oślep wybijali futbolówkę z okolic własnej bramki, co skutkowało natychmiastowa statą.
  15. Samego siebie przeszedł Riise, który mając piłkę ustawioną idealnie na „wyjazd” prawą nogą, koniecznie musiał kopnąć stopą lewą, co wyglądało przekomicznie, jakkolwiek zakończyło się mniej zabawnym oddaniem piłki rywalowi.
  16. Kontuzja Duffa. Mimo wielkiego szacunku i sympatii dla tego piłkarza, niestety jestem coraz bardziej przekonany, że jego czas w Fulham powoli dobiega końca. Reprezentant Irlandii coraz rzadziej pokazuje wiążący nogi obrońcom drybling, a nawrót kontuzji łydki nie rokuje najlepiej na najbliższe tygodnie i formę popularnego Duffera.
  17. Mało opcji na ławce rezerwowych. Przeglądam właśnie nazwiska, które zasiadły wczoraj w boksie Fulham obok Martina Jola i pocieram głowę ze zdumieniem. W zasadzie nie było tam żadnego zawodnika zdolnego odmienić losy meczu. Młoidziutkiego Frei’a ciężko obarczyć takim zadaniem, Kasami na razie zawodzi, a pozostali gracze zagrali między sobą kilkanaście meczów na krzyż w pierwszej jedenastce, wyłączywszy obrońcę Senderosa.
  18. Obie połowy równie mizerne. W piłce niejednokrotnie bywało tak, że kwadrans przerwy między połowami meczu potrafił odmienić drużynę nie do poznania. Metody trenerskie są różne. Sir Alex Ferguson zwyczajnie włącza swoją słynną suszarkę, inni preferują filozoficzne wywody. Cokolwiek próbował zastosować Martin Jol, tym razem to nie podziałało, bo the Whites zagrali równie niemrawo jak wcześniej.
  19. Niech im będzie. Jeden punkt poświecę pozytywom. Na szczęście będzie on krótki. Gra obronna zespołu wyglądała wczoraj nieźle, w czym wielką zasługę miał niepokonany w walce powietrznej Hangeland. Ponownie bez zastrzeżeń zagrał Schwarzer. Kilka niezłych akcji na lewej pomocy pokazał Frei. Przyzwoite zawody rozegrał zastępujący Bairda Kelly. To by było na tyle. Dalej niż 20 metrów od bramki Schwarzera suwerenem byli gospodarze- z pozdrowieniami dla Matiego Borka.
  20. By spełnić swoją obietnicę i wyprodukować 20 punktów musiałem parę z nich „naciągnąć”. Mam nadzieję, że nikt nie ma mi tego za złe. Wszakże lista i tak jest okazała, a myślę, że wielu z Was zgodzi się co do jej zawartości.

Spowiedź

Dwadzieścia grzechów zostało wyznanych, teraz czas na ich odpuszczenie. Wszystko w nogach graczy Fulham. Już w poniedziałek mogą odprawić swoją pokutę, bowiem na Cottage przyjeżdża Liverpool. Pozostaje mieć nadzieję, że rachunek sumienia zostanie przeprowadzony, a kolejny płotek zostanie pokonany, o ile nie z wielką gracją, to przynajmniej bez wrotki. Byle na ostatniej prostej nie okazało się, że w zasięgu wzroku pozostają już tylko plecy rywali.

Spuszczone głowy. Czas na pokorę i refleksję.

About these ads

Responses

  1. Świetny tekst w 100% się z tobą zgadzam, a jeszcze jedno o co chodziło Borkiem?

  2. Dzięki Piter. Tekst momentami może nieco ponaciągany, ale niestety w większości spostrzeżenia chyba są dość trafne… A z Borkiem chodziło o to, że jednym z jego ulubionych tekstów podczas komentowania meczu jest stwierdzenie, że dana osoba jest „suwerenem”, tj. rządzi i dzieli na boisku, wyróżnia się. :)

    http://www.transfermarkt.de/de/robert-snodgrass/leistungsdaten/spieler_22614.html – hmm, przydałby się nam taki pomocnik. Nie widziałem go w akcji, ale ze statystyk prezentuje się ciekawie. :P

  3. Znakomity artykuł, Macu, naszych idoli kopnął niezły zaszczyt że za ten anty-futbol doczekali się takiego poematu :-) Choć tych grzechów może faktycznie nie było aż 20, ale bardzo celnie wyraziłeś frustrację wszystkich nas. Dla mnie grzechem głównym był ten wymieniony przez Ciebie w punkcie trzecim. Nie pojmuję, o co w ogóle nam chodziło w tym meczu. Jeśli Jol wystawia taki skład, to powinien on zapewniać nam punkty, a przynajmniej o nie walczyć. Tymczasem naszym herosom nie chciało się niczego i straciliśmy na tym podwójnie: prócz samej porażki, ominęła nas też okazja by wypróbować w wymagającym meczu młodzież. Ten grzech odpuścić mogę, ale tylko, jeśli zobaczę ich w poniedziałek gryzących trawę. Zwłaszcza pewnego Wikinga, który będzie się mierzył ze swoim byłym klubem – bo w tym momencie jego nastawienie do wszystkiego wydaje się tak obojętne, że nie zdziwię się, jak ewentualne bramki dla Liverpoolu będzie razem z nimi celebrował :P

    Snodgrass, dlaczego akurat on? :P wertujesz profile na transfermarkcie? On jak i wielu innych z Leeds to jak dla mnie nieoszlifowane diamenciki, świetna ekipa, dziwię się że tyle im zajmuje ten powrót do PL.

    Ciekawostka: Olga Freimut – Ukrainka, która razem z Piotrem Sobczyńskim prowadziła losowanie Euro, jest… zagorzałą fanką Fulham :P

  4. Słuszna uwaga z tym Riise. :D

    Co do Snodgrassa, po prostu zauważyłem przeglądając wyniki meczów Champiosnip, że Szkot dużo strzela. Więc postanowiłem przyjrzeć się jego profilowi na transfrmakt’cie. No i po zrobieniu tego, zwyczajnie uznałem, że taki bramkostrzelny środkowy pomocnik baardzo by się nam przydał, o czym rozprawialiśmy już dawno. Co prawda później zorientowałem się, że Robert gra na skrzydle, co nie zmienia faktu, że kontuzje i wiek Daviesa i Duffa powodują, że ktoś na tę pozycję też nam się przyda. Ponadto, osobiście jestem zwolennikiem ściągania zawodników z Anglii, nawet z Championship, kosztem wynalazków z innych lig. :)

    A jeżeli chodzi o ciekawostkę, to wyjątkowo słyszałem o tym. :)

  5. Riise jednak nie zawiódł, widać było po nim, że dziś chciał zwycięstwa Fulham. Dużo się pokazywał i emocjonalnie reagował, gdy sędzia odgwizdywał faul na korzyść Liverpoolu.

    Zgadzam się z Tobą w całości, Championship to rynek pełen skarbów, o czym ostatnio przekonało się MU w potyczce z Crystal Palace. Snodgrassa mam na radarze od dawna, jak również mojego ulubieńca z tej klasy rozgrywkowej – Petera Whittinghama z Cardiff (też głównie skrzydlowy, ale i okazyjnie playmaker, a strzela 2 x tyle co Snodgrass :-) ) – no ale nie polujemy chyba niestety na piłkarzy z tej ligi. A szkoda. Może to być też kwestia tego, o czym kiedyś mówiliśmy, a więc stosunku ceny za Brytyjczyka, nawet z niższych lig, do ceny tych „wynalazków”.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: