Napisane przez: Macu | Grudzień 17, 2011

Nie tacy źli? Fulham 2-0 Bolton.

Niepokonani

Parafrazując pewną znaną piosenkę: gdy emocje już opadły, jak po wielkiej bitwie kurz, przyszedł czas na  trzeźwą ocenę środowych wydarzeń. Jak na ironię, rzeczywiście w tym feralnym spotkaniu Fulham okazało się niepokonane. Niestety wynik remisowy oznaczał jedno: the Whites nie tylko musieli zarządzić odwrót z Ligi Europy, ale także wywiesić białe flagi. Czerwonawe były natomiast twarze kibiców, i bynajmniej nie był to efekt spożycia nadmiernej ilości alkoholu, a gotującej się w żyłach krwi i złości. Taki sam kolor mają też koszulki Standardu Liege, który mógł być stosunkowo łatwym rywalem londyńskiej drużyny, gdyby nie tak potwornie spartaczona robota. O tym co poszło nie tak powiedzieliśmy już wiele. Padło wiele cierpkich słów, zarysowanych zostało wiele mrocznych wizji, palcami zostali wskazani główni winowajcy. Szok spowodowany niespodziewanym odpadnięciem sprawił, że  mało kto zwrócił uwagę, że środowi (anty)bohaterowie wyszli na murawę Cottage w wybitnie eksperymentalnym składzie. Tak jak w piątek Reprezentacja Polski grała z Bośnią zapewne po raz pierwszy i ostatni w danym zestawieniu personalnym, tak i Fulham prawdopodobnie już nigdy tak nie zagra. Rzecz jasna jestem daleki od rozgrzeszania zawodników, bo brak koncentracji i motywacji w drugiej połowie był ewidentny, by nie powiedzieć bezczelny, a sposób w jaki oddaliśmy prowadzenie frajerski. Co gorsza, podobne problemy pojawiały się w lidze.  A jednak po wysłuchaniu wywiadu z Jolem przyznałem mu rację, że w pewnej  mierze to właśnie brak doświadczenia niektórych piłkarzy kosztował nas tak drogo. Cena jaką przyszło nam zapłacić to powrót do codzienności, bez możliwości ponownego się od niej oderwania. Spotkanie z Boltonem nie tylko miało służyć jako kolejny akt wyrażania przeprosin w stosunku do kibiców, ale także w pewnym stopniu pokazać dokąd zmierza zespół. Złośliwie zmuszony jestem wtrącić, że ta  nierówna forma Fulham w tym sezonie powoduje, że niemal  co drugi mecz służy nam jako pewnego rodzaju wyznacznik tego, co zespół może osiągnąć. I kiedy wydaje się, że jest lepiej, że widzimy słońce, w następnej kolejce nadciągają ciemną chmury i zaskakują nas bez parasola. Tak więc mecz z Kłusakami, choć ważny w kontekście środowego boju, musimy traktować z dystansem, widząc na horyzoncie to co czeka nasz w dalszej kolejności. A są to zjawiska budzące grozę, wielkie firmy pokroju Manchesteru United i Chelsea.

Nie tacy źli?

Bolton nie może pełnić funkcji skutecznego papierku lakmusowego jeszcze z jednej prostej przyczyny. Piłkarze Owena Coyle’a fatalnie spisują się w tym sezonie, zajmują ostatnie miejsce w tabeli i są jednym z kandydatów do spadku. Ale … zaraz … czy przypadkiem w swoim ostatnim artykule nie roztaczałem przed piłkarzami Jola wizji degradacji? Prześledźmy zatem przebieg tego spotkania i zobaczmy czy z Fulham rzeczywiście jest tak źle.

Przepiękne popołudniowe słońce przywitało na Craven Cottage jedenastkę wystawioną przez Martina Jola. Holender sięgnął po możliwie najsilniejszy skład. Kolejna „kontuzja” Bobby’ego Zamory spowodowała, że od pierwszej minuty na boisku pojawił się Andy Johnson. Uraz Marka Schwarzera oznaczał z kolei, że to podglądany przez Fabio Capello David Stockdale’a stanął między słupkami bramki. Istotny dla przebiegu gry był także powrót Danny’ego Murphy’ego, który wraz z powracającym do wysokiej formy Etuhu stworzył środek pola. Od samego początku spotkania futboliści the Cottagers nie sprawiali wrażenia psychicznie obciążonych tym co zdarzyło się w środę. Danny Murphy wprawnie dyrygował grą zespołu, a wymieniający dużo podań na jeden kontakt piłkarze Fulham wyglądali na zespół wiele dojrzalszy niż Bolton. Obrona drużyny z Reebok Stadium okazała się z resztą niezwykle AJ-podatna.  Ośmiokrotny reprezentant Anglii był niezwykle aktywny i swoim ruchem bez piłki wprawiał najbardziej dziurawą defensywę w lidze w niemałe zakłopotanie. Dobrze prezentowała się również pozostała trójka obarczona zadaniami ofensywnymi: Dempsey, Dembele i Ruiz. Cieszy zwłaszcza coraz lepsza postawa tego ostatniego, który z każdym meczem zdaje się nabierać pewności siebie. Po raz kolejny problemem była za to skuteczność, a w marnowaniu niezłych okazji przodował właśnie ogółem świetnie grający Johnson. The Whites dominowali nie tylko na ziemi, ale także w powietrzu, gdzie niepodzielnie panował Brede Hangeland. Po serii świetnych dośrodkowań Murphy’ego wice kapitan był kilkukrotnie bliski wbicia piłki do siatki. Ostatecznie mecz rozstrzygnął się zaledwie w przeciągu 66 sekund,  za sprawą duetu Ruiz – Dempsey. W 32 minucie Ruiz dostał futbolówkę na prawym skrzydle, przełożył ją sobie na swoją ulubioną lewą nogę i dorzucił w pole karne w kierunku Dempsey’a. Z zasady taka wrzutkę można byłoby uznać za akt desperacji zespołu atakującego, ale nie tym razem. Wypożyczony z Manchesteru City Dedryck Boyata chyba myślami był gdzie indziej, bo zamiast wyblokować Amerykanina i nie dać mu oddać strzału, zrobił coś zupełnie przeciwnego. Najskuteczniejszy zawodnik Fulham dołożył zatem głowę i z dość dużej odległości od bramki idealnie zmieścił piłkę przy słupku. Następnie nie pozostało mu nic innego jak pobiec celebrować tego gola, w czym z uśmiechami na twarzy towarzyszyli mu inni piłkarze Fulham. Wystarczyła nieco ponad minuta by ten akt zespołowej jedności został powtórzony raz jeszcze. W charakterystyczny dla siebie sposób Hangeland postanowił wyprowadzić futbolówkę przy pomocy długiego zagrania po ziemi.  Adresatem tego podania był Clint Dempsey, który zbiegł w strefę między  pomocą i defensywą the Trotters, która przez całe spotkanie sprawiała wrażenie zdemilitaryzowanej. Obaj stoperzy zespołu Coyle’a podjęli samobójczą próbę wyjścia do Amerykanina, co sprawiło, że ten mógł zagrać prostopadle do Ruiza. Kostarykanin wyprzedził Alonso, opanował futbolówkę lewą nogą, a następnie beznamiętnie, z wielkim spokojem przerzucił piłkę w nieco podwórkowy sposób nad doświadczonym Jääskeläinenem. Zrobiło się 2-0, a wynik ten, jak najbardziej sprawiedliwy, utrzymał się do końca pierwszej połówki. Dodajmy, że forma strzelecka Boltonu była tak mizerna, że momentami Stockdale’a mógł żałować powrotu do Premier League. Podczas jednej godziny lekcyjnej w Ipswich miał z pewnością więcej do roboty i bramkarskiej nauki niż obronę jednego jedynego strzału, na dodatek w środek bramki.

Jak nauczyło nas doświadczenie, prowadzenie dwoma bramkami na własnym stadionie wcale nie jest gwarantem wygranej. Dla tego z wielką ciekawością przyglądaliśmy się zmaganiom w drugiej połowie, wypatrując sygnałów rozprężenia. Na Cottage ponownie zawitał deszcz, ale tym razem nie w znaczeniu metaforycznym, a dosłownym. Lało jak z cebra. Po przeprowadzeniu zmian i wprowadzeniu Eaglesa i Steinssona Bolton rzeczywiście zaczął grać nieco lepiej, choć nadal piłkarze Coyle’a byli zdecydowanie za słabi by poważnie zagrozić defensywie i bramce Fulham. Gospodarze grali o wiele bardziej spokojnie niż w pierwszej odsłonie, co mogło irytować fanów, którzy chcieliby zobaczyć drużynę dominującą do ostatniego gwizdka, by chociażby w ten sposób zamazać wspomnienia blamażu z Odense. The Whites mieli kilka okazji na podwyższenie wyniku, a większość zaczepnych akcji ponownie była napędzana przez Andy’ego Johnsona. Szukający przedłużenia kontraktu zawodnik biegał, podawał, dawał się faulować, a do ukoronowania występu brakowało mu tylko gola. Był tego bardzo blisko, ale jego kąśliwe uderzenie lewą nogą zostało zablokowane przez jedynego obrońcę Boltonu z prawdziwego zdarzenia, Garry’ego Cahilla, kilkukrotnie ratującego zespół przed kolejnymi bramkami. AJ nie zdołał jednak zdobyć swojej bramki, podobnie jak Kłusaki, którzy przed ostatnim gwizdkiem jeszcze kilkukrotnie oddali treningowe strzału w kierunku Stockdale’a.

Kontast

W medycynie, by lepiej zobaczyć pewne struktury ciała na prześwietleniu, lekarze wstrzykują do niego kontrast. Jeżeli pojęcie to przenieść na futbol, bez cienia wątpliwości piłkarze Bolton Wanderers najlepszym kontrastem się nie okazali. Zawodnicy z północy Anglii zaprezentowali się na Cottage jako jeden z głównych kandydatów do spadku, przegrali piąty mecz z rzędu i ogółem po raz 18 w 21 meczach rozegranych tuż nad Tamizą. Po upokorzeniu z Odense Fulham nie mogli trafić na lepszego przeciwnika, bowiem na ich tle the Cottagers wyglądali na profesorów i niebywałych sztukmistrzów. Technika Dembele i Ruiza mogła czarować, podobnie jak zwinność Johnsona i spokój Murphy’ego. Teraz do organizmu Fulham wprowadzone zostaną jednak mieszkanki zawierające Manchester United i Chelsea. Jeżeli Jol i spółka chcą pokazać, że całe to gadanie o spadku jest bezpodstawne, tym razem nie mogą wypaść blado.

W przeciągu 66 sekund dwukrotnie byliśmy świadkami radości. Zespołowej.

About these ads

Responses

  1. Właśnie obejrzałem sobie skrót… Wynika z niego jedna niezbyt dobra wiadomość, a mianowicie ogromna niefrasobliwość w obronie…

  2. Czerwek —> Dlaczego? Jakiś większych błędów sobie nie przypominam? Może raz Hangeland za daleko wybiegł i pozostał bez asekuracji (w pierwszej połowie, Davies strzelił wprost w Stocky’ego).

  3. Etuhu pod koniec meczu mial ogromne problemy z wybiciem pilki tuz przed 16.
    Ze skrotow widac bylo, ze przeciwnik po naszych bledach na szczescie bardzo slabo strzelal w bramkarza…

  4. No faktycznie pod koniec trochę na za dużo im pozwoliliśmy. Ale też bez przesady, tym razem raczej mieliśmy wszystko pod kontrolą. Nie mniej, oczywiście zrozumiałe wobec ostatnich wydarzeń jest to, że na taką grę jesteśmy wyczuleni… :)

  5. Ciekawie napisany artykuł. Zgadzam się, że trochę umyka nam to, że z Odense grał jakiś personalny eksperyment, jednak ten eksperyment wyglądał naprawdę nieźle na papierze, no i co ważniejsze, przez I połowę spotkania. Byli wyrózniający się zawodnicy, jak Frei czy Briggs, Gecov też grał do pewnego momentu kapitalnie. Rozumiem jednak co masz na myśli, Macu, dlatego w poprzedniej dyskusji starałem się zrzucić trochę winy z Orlando na tych spośród piłkarzy, którzy byli doświadczeni i tym doświadczeniem powinni zgnieść Odense, zamiast zagrzewać ich do walki bezsensownym graniem do tyłu. To było niedopuszczalne. No ale, to już minęło i jeśli w każdym meczu ligowy, w którym będziemy faworytami, będą grać tak pewnie, to może im wybaczę ten grzech. Też się jednak nie ekscytuję i też uważam, że Bolton to żaden wyznacznik, nie tylko z powodu poziomu, ale i dlatego że był to jeden, pojedynczy mecz. Naszym chciało się jak na razie grać co drugie, co trzecie spotkanie, najlepiej takie, które coś znaczyło, dlatego na pełną pochwałę zasłużą, jak pokażą regularność w grze i wynikach i będą spisywać się dobrze w spotkaniach bez jakiejś kolosalnej wagi. Oczywiście z United i Chelsea będzie o wyniki cięzko, MU dziś przespacerowało się w pierwszej wizycie w zachodnim Londynie, ale będę zadowolony, jeśli nasi pokażą chociaż dobrą grę, do czego są zdolni.

    Czerwek, rozumiem Twój punkt widzenia, ale jednak nie można też być po Odense zbyt bardzo przewrażliwionym. Oczywiście nauczyło to nas, że wynik 2-0 nie znaczy nic, ale raczej nie zmieni tego, że nadal po osiągnięciu dwubramkowego prowadzenia będzie się nieco spuszczać z tonu i przekazywać kontrolę rywalowi. To jest schemat chyba każdego meczu, w którym tak się dzieje. Cięzko jest dominować nad przeciwnikiem przez pełne 90 minut, zwłaszcza na poziomie PL. Trzeba jednak w momencie dwubramkowego prowadzenia i zejścia do defensywy wykorzystywać nadarzające się kontry w pelni, strzelać gola i zaklepywać mecz, a nie, jak z Odense, grać na czas i czekać na ostatni gwizdek.

  6. [...] na Reebok Stadium z tamtejszym Boltonem. Popularne “Kłusaki”, które w kiepskim stylu uległy w grudniu na obiekcie Fulham 0:2, do niedawna jawiły się jako pewny kandydat do spadku z ligi. Przed trzema kolejkami, podopieczni [...]


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: