Napisane przez: Macu | Grudzień 26, 2011

Paragon potrzebny nie będzie. Chelsea 1-1 Fulham.

Piłkarskie upominki

Boxing Day to dzień w którym mieszkańcy Wysp Brytyjskich masowo ruszają do sklepów, by w zakupowej gorączce pochwycić na przecenach przeróżne rzeczy, te potrzebne i te mniej potrzebne, by następnie, po uporaniu się z olbrzymimi torbami, pójść na stadiony piłkarskie. Co prawda w Polsce podobnej tradycji nie ma, jednak dla wielu fanów piłki nożnej drugi dzień świąt to fantastyczna okazja na odpoczynek przed telewizorem. Wreszcie można posadzić swój napełniony po granice możliwości brzuch na kanapie, wyluzować mięśnie mimiczne twarzy nadwerężone od uśmiechów podczas rodzinnej Wigilii, wsłuchać się w coś innego niż w narzekania autorek potraw i zapewniania o ich pyszności płynące od pałaszujących je mężczyzn. Czas na piłkarską ucztę, unikalny podarunek made in UK, świąteczną kolejkę Premier League. Tutaj rozdającymi prezenty są piłkarze, a jedynie część kibiców może się cieszyć z otrzymanego podarunku. Szczęśliwie dla fanów Fulham, po niedawnym blamażu z Manchesterem, gracze z Craven Cottage zatroszczyli się tym razem o swoich kibiców. W trudnym, wyjazdowym, niezwykle prestiżowym derbowym meczu z Chelsea sprawili swoim fanom miłą niespodziankę i wynagrodzili fatalnie zepsute święta sprzed roku. Ten prezent do zwrotu nie będzie.

O rany Boga, a cóż jest w środku?

Obrazek wzięty ze strony "transfermarkt". Dembele i Frei powinni być zamienieni miejscami.

Trzeba jednak przyznać, że pierwsze chwile po zerwaniu papieru ozdobnego to istny szok. Niecieszący się nazbyt dużym poparciem kibiców Martin Jol raz jeszcze pokazał, że jest człowiekiem o bardzo silnym charakterze, nie poddającym się presji. Fulham gra z odwiecznym rywalem, w jaskini lwa – Stamford Bridge, a Holender decyduje się na olbrzymi eksperyment taktyczno-kadrowy. Z zasady staram się nie analizować taktyki, gdyż zwyczajnie brakuje mi wiedzy w tym temacie, ale eksperyment Jola aż prosi się o komentarz.  Tak więc gracze The Whites ruszyli w bój w zestawieniu 4-5-1, ze Stephenem Kelly na prawej obronie, Dannym Murphym jako jedynym defensywnym pomocnikiem, Dempsey’em i Dembele na środku i Frei’em oraz Ruizem na skrzydłach. Na szpicy zagrał, uwaga, uwaga, Orlando Sa. Gdy zobaczyłem ten skład, popukałem się w głowę i zacząłem gratulować rywalowi wygranej.  Pozostawienie Murphy’ego w środku pola bez wsparcia dużo biegającego zawodnika od czarnej roboty zdawało się być istnym strzałem w piętę, a armata w postaci przeraźliwie słabego w poprzednich meczach Sa była jak zabawka z plastiku. Zdawało się, że ten złoty środek, odpowiednie wyważenie siły defensywnej i ofensywnej zostało zachwiane, a na placu znalazło się za dużo zawodników atakujących. Trudno było o optymizm i prawdziwy uśmiech. Zwłaszcza, że Bobby Zamora, Damien Duff i Andy Johnson nie znaleźli się nawet w składzie meczowym, przynosząc tym samym nawet nie powiew zmian, a przede wszystkim powiew niepewności.

Niezawodny Clint i Stocky na sprężynie

Szczęśliwie, pierwsze momenty niezadowolenia z czasem przemieniły się w w szeroki, tym razem szczery uśmiech. Wysoka determinacja Fulham, jak również cała masa słabości Chelsea sprawiła, że mimo ewidentnych mankamentów kadrowych gracze z Craven Cottage ugrali jakże cenny punkcik. Istniejąca na papierze słabość defensywna Fulham nie znalazła potwierdzenia w rzeczywistości. The Cottagers bronili się pewnie, jak za najlepszych czasów, a pomocnicy często wracali się do obrony, wspomagając tę formację. Na szczególne wyróżnienie zasłużył Moussa Dembele, który odebrał całą masę piłek i biegał jak szalony po całej długości boiska. Oczywiście scenariusz meczowy pisali głównie gracze Villas-Boasa, którzy długo utrzymywali się przy piłce i już pod bramką Stockdale’a atakowali gości. Skutkowało to dużą liczbą odbiorów w tej strefie boiska, a ich ofiarą często padał osamotniony Danny Murphy, nie posiadający partnera, który by go odciążył. Zawodnicy Jola próbowali grać z kontry, co często wychodziło im całkiem nieźle. Nieco nieokiełznani i nieprzewidywalni, a zarazem błyskotliwi Dembele i Frei sprawiali rywalowi dużo problemów. Momentami brakowało jednak zawodnika umiejącego przytrzymać futbolówkę pod polem karnym Petra Cecha. Orlando Sa walczył, przepychał się, ale niestety z marnym skutkiem. Pozostało mu głównie częste rozkładanie rąk. Ale bogacze z Chelsea też mieli swoje problemy. Przewodzący linii ataku Fernando Torres starał się, szarpał, grał całkiem nieźle, ale Stockdale’a zaskoczyć nie umiał. Tymczasem jeszcze nieco nierówny Sturridge miał tym razem gorszy dzień. I kiedy Hiszpan Juan Mata wyprowadził wreszcie gospodarzy na prowadzenie w 47 minucie, zdawało się, że będzie to kolejny smutny dzień dla licznej grupy fanów The Whites przybyłej na derby i głośno dopingującej swój zespół. Fulham zareagowało jednak znakomicie, zagrało odważniej, poszanowało futbolówkę i 9 minut później zostało wynagrodzone. Senderos zaszarżował do przodu, powalczył do końca, piłka spadła pod nogi Ruiza, a ten pięknie nawinął sobie Cole’a i posłał zabójcze dośrodkowanie, które zamknął Clint Dempsey. Ten to ma dopiero snajperskiego nosa, znowu znalazł się idealnie w tempo tam, gdzie być powinien, wyprzedził obrońcę i wpakował piłkę do siatki. Tym samym Amerykanin dołączył do elitarnego grona zawodników, którzy w kolejnych 5 sezonach strzelili ponad 6 bramek w Premier League. A towarzystwo przy stoliku nie byle jakie, bowiem są to takie nazwiska jak Rooney, Van Persie i Lampard. Oczywiście bramka wyrównująca mocno zezłościła Chelsea, które z całą mocą ruszyło do ataku. Jednak na drodze tej niebieskiej maszyny stanął jeden człowiek, David Stockdale, który wyskoczył z pudełka niczym klaun na sprężynie i swoim elastycznym ciałem uratował jeden punkcik dla gości. Drogba próbował głową,  Drogba próbował z wolnego, próbowali i inni, ale kandydat do gry w reprezentacji Anglii bronił jak w transie. Raz po raz odrywał się od ziemi i wyciągając się chronił światło swojej bramki. Gdzieś tam przed telewizorem Mark Schwarzer mógł być dumny ze swojego młodszego kolegi. Fulham nieco za mocno się cofnęło, ale mimo tego Kasami miał na nodze piłkę meczową. Niestety pod naciskiem rywali zdołał strzelić jedynie w środek. Byłoby za pięknie. Kiedy sędzia Friend zakończył mecz, cieszyli się tylko piłkarze i kibice the Whites. Punkcik zabrany odwiecznemu rywalowi prezentem okazał się wybornym.

Co teraz? – odcinek setny…

Szczerze powiedziawszy, już nieco znudziłem się wspominaniem o znakach zapytania, niewiadomych i niepewności. Ale cóż innego mam pisać, skoro piłkarze grają w kratkę, a zimowe okienko transferowe może spowodować w klubie prawdziwą śniegową lawinę. Oczywiście niesamowicie cieszę się z derbowego remisu, gdyż piłkarze pokazali charakter i chęć do walki. Występ ten pozwolił nam zapomnieć o fatalnym meczu z Manchesterem, jednak pytania dotyczące atmosfery w zespole, planów Jola i przyszłości kadrowej pozostają bez odpowiedzi. Gracze z Craven Cottage raz po raz podrzucają nam takie miłe prezenciki, ale zamiast takiego mamienia wolelibyśmy konkrety. Do Wielkanocy czekać nie zmierzamy.

David Stockdale nie sprawiał wrażenia jakby przejadł się przy świątecznym stole. Jego interwencje dały w derbach upragniony punkcik.

About these ads

Odpowiedzi

  1. Wynik na prawdę bardzo dobry dla Fulham. Oczywiście w derbach może cieszyć tylko wygrana, ale urwanie punktów bardziej renomowanemu, bogatszemu rywalowi na wyjeździe na pewno powinno cieszyć.

  2. Clint jest faktycznie w bardzo wąskim gronie jeśli chodzi o rekordy strzeleckie, jest już prawdziwym Premier League’owym rutyniarzem. I tak jak sezon temu, znów strzela tyle samo, albo więcej niż Zamora i Johnson razem wzięci (oczywiście wyłączam europejskie bramki Andrzeja). Należy do ligowej czołówki, jeśli chodzi o instynkt strzelecki, prawdziwy lis pola karnego. Po meczu zastanawiano się w Match of the Day, czy to najlepszy Amerykanin w historii Premier League. Prawdopodobnie tak, choć sam łatwo o takim McBridzie nie zapomnę (w studiu oczywiście pewnie nie wiedzieli kto to jest i obok Dempsa znają co najwyzej Howarda i Friedela).

    Roszady jeśli chodzi o atak należy już raczej uznać za fakt, nie wierzę by pod koniec stycznia i Bobby i Andy byli w klubie. Zwłaszcza, jak Jol przekonał się w meczu z Chelsea, że bez nich dajemy radę, a można mieć za nich łącznie jakieś 10 baniek. Ogólnie dałbym szansę z przodu, choć na chwilę, młodzikowi Trotcie, który szaleje na wypożyczeniu w Wycombe (3. liga) i w czterech meczach zdobył 6 goli- niedawno walnął hattricka. To typ wysokiego napastnika i na pewno spisałby się nie gorzej niż daremny Orlando. A jeśli już szukać wzmocnień z zewnątrz, to gazety rozpisują się, że tym razem nic nie zatrzyma wypożyczenia przez nas Andre-Pierre Gignaca (zwanego też gdzieniegdzie Andre-Pierre BigMakiem :P), a poza tym jesteśmy ponoć zainteresowani Carltonem Colem z WHU.

  3. Oby ten BigMak do nas nie trafił, nie gra regularnie od blisko roku, jeśli się nie mylę zagrał 6 meczy w lidze w tym sezonie i strzelił gola w pucharze ligi, nie poradził by sobie w tak wymagającej lidze, już Cole’a to bym chętniej u nas widział.

    Niesamowicie gra ten młody Trotta, ale na pierwszy zespół jeszcze za wcześnie, co nie dość, że dużo strzela, bo u nas w rezerwach też dużo strzela to w Wycombe strzela w każdym meczu jest regularny to też jest bardzo ważne.

  4. Gigniac to słaby zawodnik, to co napisał Piter potwierdza moje zdanie. Widziałem go na Mundialu i kilka razy w lidze – był beznadziejny.

  5. Cole to rzeczywiście nie najgorszy pomysł, ale z pewnością nie skok jakościowy w stosunku do Bobby’ego. Gignaca też osobiście nie widzę, ale jeszcze pojawiły się głosy dotyczące Hoarau. To jest na prawdę niezły piłkarz, może warto się nim zainteresować, PSG powinno tanio go puścić.

    Co do Trotty, to oczywiście jestem za tym by włączyć go do pierwszego zespołu, ale cudów bym się nie spodziewał. Różnica między Premier League i League One mała nie jest. Ale Włoch na szansę na pewno zasługuje.

  6. Nie lubicie dawać szans piłkarzom, którzy obecnie są w dołku :-) a ja byłbym za BigMakiem, gdyby ugadali się z Marsylią na jakąś rozsądną umowę. Marsylia chce się go pozbyć i na pewno będzie chciała nam go wcisnąć nie tylko w ramach wypożyczenia (choć tu się rodzi pytanie – dlaczego nie puścili go do nas w ostatni dzień letniego okienka, też wszystko było ugadane), ale możemy skonstruować jakiś deal, że wykupimy go po wypożyczeniu, jeśli zrobi coś tam pożytecznego. Facet ma tylko 26 lat, jeszcze trochę przed sobą, Anglia może okazać się dla niego strzałem w dziesiątkę i powodem do zmotywowania się do zrzucenia tej wagi. Choć oczywiście, gdyby ten Hoarau był realny, to lepiej wziąć się na niego, ma trochę lepszą markę, choć nie wiem jak sobie radzi w tym sezonie, w PSG to tam raczej biegają Gameiro i Erding. Aż prosi się o opinię specjalisty od Ligue 1 – Krzysia. Halo, halo, Krzysiu! :-)

    Carlton Cole to na pewno spadek jakościowy w stosunku do Bobby’ego w pelnej formie, ale Bobby’ego w pelnej formie już tutaj pewnie nie ujrzymy. Dlatego Cole nie byłby takim najgorszym rozwiązaniem, jeden z lepszych target manów ogranych w Premier League.

    Co do Trotty, różnica poziomów jest na pewno ogromna, ale jak patrzę na wyczyny Orlando, który pojedynczej piłki nie umie wygrać/przytrzymać, to na pewno nie byłoby grzechem choć raz dać szansę młodemu.

    A w ogóle wszystkie te plotki dotyczą samych dryblasów, a przecież z dużym prawdopodobieństwem odejdzie też Andy Johnson, a na jego miejscu nie mamy nawet żadnego Orlando czy Trotty, nie mamy żadnego innego małego napastnika. W ciągu sezonu były ploty, że Jol będzie chciał się starać o Defoe… :P

  7. P.S. – Jacku, rozumiem że zakład wygrany i miałeś wolne od sprzątania? :-)

  8. [...] Stamford Bridge, za każdym razem będąc prawdziwym utrapieniem dla popularnych The Blues. W lidze padł remis 1-1, zaś w rozgrywkach Pucharu Ligi, Chelsea wygrała dopiero w rzutach karnych. Po takich wynikach, [...]


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: