Napisane przez: Macu | Grudzień 31, 2011

Już odliczali sekundy. Norwich 1-1 Fulham.

Kozioł ofiarny znaleziony. Kiedy na Carrow Road w Norwich na zegarze ukazała się 90 minuta, Fulham prowadziło 0-1 i było o sekundy od zwycięstwa. Wówczas sędzie techniczny podniósł swoją elektroniczną tablicę i oznajmił, że piłkarze zagrają jeszcze pięć minut dłużej. Tracące w ostatnim czasie mnóstwo bramek w końcówkach meczów Fulham nie omieszkało tej tradycji podtrzymać i pozwoliło Simeonowi Jakcosnowi na wbicie bramki na wagę jednego punktu. Oczywiście na forach kibiców Fulham zawrzało, a całą winę za porażkę zrzucono na Howarda Webba, który z niewiadomych przyczyn doliczył aż tak wiele dodatkowego czasu. Dostało się też Philippe Senderosowi, który rzekomo źle zachował się przy bramce rywala. Nawet jeśli tak było, piłkarze Martina Jola byli sami sobie winni. Pierwsza połowa była w ich wykonaniu koncertowa. Już w 7 minucie goście objęli prowadzenie. Dembele ruszył w środku pola, minął rywala i dograł do Sa. Krytykowany mocno przeze mnie Portugalczyk świetnie zgubił defensora pierwszym dotknięciem futbolówki, a potem posłał strzał nie do obrony wprost do siatki Ruddy’ego. Fulham kontynuowało ładną dla oka grę, a na szczególne wyróżnienie zasłużył Kerim Frei, który raz po raz szarżował na lewej flance. Fulham ponownie grało nowym ustawieniem 4-1-4-1, które zdawało się funkcjonować znakomicie, jakkolwiek centralna pozycja Dempsey’a chyba nie do końca mu służy. Tylko przez krótki okres czasu, po serii rożnych, gospodarze byli w stanie zagrozić bramce Stockdale’a. Jednak szczęście było po stronie the Whites, którzy dwa razy zdołali wybić piłkę z linii bramkowej. Niestety po zamianie stron Fulham zupełnie oddało gościom inicjatywę i przestało grać szybki, kombinacyjny futbol. Nieco podobnie jak w meczu z Odense piłkarze Jola cofnęli się i pozwolili rozdawać karty rywalowi. The Whites w zasadzie nie stanowili już żadnego zagrożenia pod bramką Ruddy’ego, a jedyna poważna kontra została spartaczona złym podaniem Dembele (Duff był na spalonym). Im bliżej było końca, tym bliżsi gola byli zawodnicy popularnych the Canaries. Na nic się zdała zmiana osamotnionego w pomocy Muprhy’ego, który został zastąpiony człowiekiem do rozbijania akcji rywala, Dicksonem Etuhu. Goście dominowali, a na zasłużoną nagrodę zapracowali już w doliczonym czasie gry. The Cottagers raz jeszcze podzielili się punktami, a na twarzach kibiców mógł malować się zawód. Takie spotkania wielu sympatyków Martinowi Jolowi nie przysporzą.

Jol trafił z Orlando, ale z taktyką na drugą połowę już niekoniecznie.

About these ads

Responses

  1. Eh, nasi to się niczego nie nauczą. Może w… przyszłym roku.

    Udanej zabawy wszystkim :-)

  2. udana była ;)
    choć zaczęło się niefajnie, jak wszedłem na livescore i zobaczyłem, ze znów przez końcówkę mamy jeden punkt zamiast trzech.; /

  3. A mam takie nieco inne pytanie – co się dzieje aktualnie z Steed Malbranque? Bo przeczytałem dziwną informacje na wikipedii. ‚problemy natury osobistej’ – wiecie coś więcej? :)

  4. Ze Steed’em wszystko w porządku. Te problemy to tylko wymysł mających problemy natury psychicznej dziennikarzy. Rzekomo jego syn ma raka. Tyle że on nie ma syna :X

  5. Też zobaczyłem końcowy wynik już na livescorze, będąc już u znajomych i długo do mnie dochodziło, jak nasi to zrobili. Dopóki oglądałem, wydawalo się że mielismy wszystko pod kontrolą. Pisałem jednak wczoraj, że jedna bramka może nic nie dać i Norwich dało się już poznać jako ekipa grająca do końca. Szkoda, widziałem już przy nazwie Fulham 22 punkty na półmetku, tak jest tylko 20.

    To prawda, że były plotki nt. rzekomego raka u rzekomego syna Steeda, ale Malbranque sam oficjalnie się do wszystkiego ustosunkował, mówiąc że to nieprawda. Też jestem ciekaw, dlaczego jego przygoda z St Etienne trwała tak krótko, być może przeskok z PL do Ligue 1 go przeraził, być może były jakieś niedopowiedzenia w jego umowie, stwierdził że to go jednak nie satysfakcjonuje i szlus.

  6. No niestety znowu wrzutka, znowu główka i znowu ostatnie sekundy. Ale z przebiegu drugiej połowy zapowiadało się na to. To najbardziej boli, bo można było coś zrobić pod względem taktycznym. Niby decyzje Jola były logiczne, bo Sidwell i Etuhu mieli utrudnić Norwich rozegranie. Niestety nie przyniosły skutku. Chyba ponownie przegraliśmy w głowach.

  7. Mnie również ta bramka pokrzyżowała szyki. Już sobie układałem w głowie komentarz, wyrażający moją dezaprobatę dla stylu wygranej. Nie wiem jak Wy, ale mi się skojarzyły minimalne porażki z Liverpoolem i Tottenhamem z zeszłorocznej wiosny. Minimalne prowadzenie rywali i bronienie całą jedenastką swojego pola karnego przed zmasowanymi atakami The Cottagers. Z Norwich było to samo, spowalniali każdą kontrę, od 70. minuty grali na czas, zamiast spróbować dobić rywala. Nie brak u nas szybkich, błyskotliwych graczy. Co innego, jakbyśmy mieli Zamorę, Daviesa i Murphy’ego z przodu. Ale Frei, Dempsey czy Ruiz doskonale nadają się do szybkich akcji, gry 1 na 1. Frajersko stracone punkty, nie po raz pierwszy w tym sezonie.

  8. [...] się to już 17 razy). Idealnym przykładem tendencji wykazywanych przez obie drużyny było pierwsze bezpośrednie spotkanie Fulham i Norwich w tych rozgrywkach, dokładnie trzy miesiące temu, w sylwestrowe popołudnie na Carrow Road, kiedy to po bramce [...]


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: