Napisane przez: Macu | Marzec 17, 2012

Walijski koszmar. Fulham 0-3 Swansea City.

Fulham pikujące

Były trzy wygrane z rzędu, wilcze apetyty i błyskające z nadzieją oczy. Nie potrzeba było jednak dwóch tygodni, by ponownie na powierzchnie wyłonili się krytycy Martina Jola, a w te same oczy zajrzało widmo trzech kolejnych przegranych meczów. Na Villa Park nikt cudów nie oczekiwał, a porażka, jakkolwiek mocno frajerska, była wkalkulowana w scenariusz. Jednak rywalizacja na Craven Cottage z beniaminkiem Swansea zaliczała się do zgoła odmiennej kategorii meczów. Tutaj faworyt mógł być tylko jeden,  a kibice bezwzględnie oczekiwali trzech punktów. Mając jeszcze w pamięci rywalizację z Wolverhampton, przyszli na Cottage celem obejrzenia kolejnej bezwzględnej egzekucji, niczym widzowie zasiadający na starożytnych arenach podczas walk gladiatorów. Fani zwyczajnie byli żądni krwi. No i krew rzeczywiście się polała. I nie mam wcale na myśli zakrwawionej koszulki Diarry, którego głowa miała bliskie spotkanie z bandą reklamową. Tym ranionym okazał się zespół Fulham, który na własnym stadionie otrzymał trzy śmiertelne ciosy. Piłkarze Swansea w tydzień po pokonaniu Manchesteru City udowodnili, że miano rywalizacji rozgrywek nie zostało im nadane na wyrost. Zdobyli jedną z lepiej bronionych twierdzy w Premier League, jednocześnie kwestionując dziwaczne dobory personalne, których przed tym meczem dokonał Marti Jol. Tymczasem dla Fulham wielkimi krokami zbliża się wyjazdowy mecz z Manchesterem United, przed którym ciężko o optymizm. Zespół zaczął mocno pikować w dół, Jol ponownie traci swoich zwolenników i przyszłość ponownie rysuje się pod dużym znakiem zapytania. Który to już raz?

Taktyczna katastrofa

Na wstępie zmuszony jestem przyznać, że pierwszej połowy spotkania nie dane było mi obejrzeć, więc swoje wnioski bazuje wyłącznie na drugiej części gry. Jednak 45 minut wystarczyło mi, by dojść do wniosku, że holenderski szkoleniowiec dobitnie pomógł Swansea w odniesieniu drugiego zwycięstwa nad the Whites w obecnym sezonie. Najbardziej szokującą decyzją było pozostawienie na ławce dzisiejszego jubilata (wszystkiego najlepszego!) i kapitana zespołu Danny’ego Murphy’ego. W środku pola grę kreować mieli Moussa Dembele i Mahmadou Diarra. Szybko okazało się jednak, że obaj nie najlepiej się rozumieją, a żaden z nich nie potrafi tak dobrze regulować tempa gry jak doświadczony Anglik. Do tego doszły wielbłądy taktyczne, takie jak chociażby przy drugim golu Sigurdssona, kiedy obaj zapędzili się do przodu, pozostawiając za sobą wielką dziurę, która okazała się być autostradą do bramki Fulham. Nie lepiej sytuacja wyglądała na skrzydłach. Jol wystawił na nich Dempsey’a i Ruiza, którzy jak wiadomo, typowymi wingerami nie są. W rezultacie the Cottagers grali przeraźliwie wąsko, nie wykorzystując całej szerokości boiska. Nie trzeba mówić, że bronienie się przeciwko takiemu zespołowi jest zadaniem o wiele prostszym. Tutaj zatrzymam się przy osobie Kostarykanina. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że pieniądze,  które wydał na byłego gracza Twente, nadal mocno siedzą w głowie Jola. Stąd Ruiz dostaje kolejne szanse, choć tak naprawdę one mu się nie należą. Damien Duff grał ostatnio bardzo dobrze, i to on powinien zacząć ten mecz od pierwszych minut. Zresztą Holender sam szybko przyznał się do błędu, zdejmując Ruiza tuż po rozpoczęciu drugiej połowy. Wprowadzenie Frei’a, który podpisał niedawno nowy kontrakt, też miało służyć poszerzeniu gry zespołu, ale wtedy było już za późno. Wreszcie docieramy do osoby Stephena Kelly’ego. Z całą sympatią dla Irlandczyka, niestety od dawna było wiadomo, że Stephen może co najwyżej pełnić funkcję uzupełniającego skład. Do regularnej gry jednak się nie nadaje. Z meczu na mecz mamy tego potwierdzenie, bowiem kolega reprezentacyjny Duffa raz po raz gubi się w akcjach, daje się za łatwo ogrywać i prezentuje za małe zagrożenie w ofensywie. Czemu Chris Baird nie dostaje szans na tej pozycji? Nie wiadomo. No i standardowo należy dotrzeć do punktu, w którym zastanowimy się, czy Philippe Senderos w sercu defenyswy to na pewno najlepszy wybór. Szwajcar zaliczył ostatnio kilka solidnych występów, ale niestety w sobotnim meczu na tacy sprezentował trzecią bramkę dla gości. Wpierw fatalnie wybił, by potem poślizgnąć się w pojedynku jeden na jeden. Szwajcar będzie musiał się mieć na baczności w najbliższych meczach. Na koniec, na skarcenie zasługuje też ofensywna formacja Fulham, której brakowało kreatywności. Dempsey coraz częściej występuje w systemie zero-jedynkowym. Albo strzela jak na zawołanie, albo przechodzi obok meczu. Tym razem ewidentnie trafiliśmy na zero. Osamotniony Pogrebniak, pozbawiony podań, zaliczył już drugi kolejny mecz bez gola, co powoduje, że jego znakomite statystyki zaczynają powszednieć. Warto zaznaczyć jednak, że to nie tylko słaba gra Fulham była przyczyną tak fatalnego wyniku. To Swansea spisało się wręcz fenomenalnie, grając zaangażowaniem, pomysłem i werwą. Niczym wielka Barcelona, ku uciesze niezwykle głośnych kibiców Swansea, długimi minutami gracze Rodgersa utrzymywali się przy piłce, pokazując coś co stało znakiem rozpoznawczym Walijskiego zespołu. Cottage zostało opanowane gromik „ole!”. Tego popołudnia the Whites zwyczajnie gorzej grali w piłkę.

Przeciętniactwo

Czas chyba pozbyć się złudzeń. Fulham jest obecnie przeciętnym zespołem, który przeplata występy ponad możliwości, z tymi gorszymi, zdecydowanie niezachwycającymi. Walka o utrzymanie piłkarzom z Londynu nie grozi, ale próba podboju miejsc premiowanych awansem do Ligi Europy zakrawa chyba o porywanie się z motyką na słońce. Czas skupić się na finiszu w górnej części tabeli, ale przede wszystkim, na budowaniu jakiejś spójności. W moim przekonaniu obecna dysharmonia zespołowi nie pomaga.

W tym miejscu w imieniu całego serwisu Fulham Polska pragnę przesłać najlepsze życzenia dla zawodnika Boltonu Fabrice’a Muamby, który we wczorajszym meczu Pucharu Anglii doznał zawału serca. Mamy szczerą nadzieję, że Fabrice wygra walkę o własne życie i wróci do zdrowia! Wobec takich tragedii, nawet najstraszliwsza porażka ukochanego zespołu nie boli tak bardzo.

Diarra za Murphy'ego? Pierwszy test oblany.

About these ads

Responses

  1. Dobra, zajebiście dobra decyzja, aby przy 0:1 przestać oglądać ten mecz.

  2. To co rzucało mi się w oczy… Błędy Schwarzera, błędy Hangelanda, błędy Senderosa, ogromna ociężałość całej 11… Dopiero jak Frei wszedł to było widać, że komuś się chce biegać… A błędy defensywy wołają wręcz o rewolucję i zmiany…
    Zresztą widać, że po tym sezonie powinno dojść do dużych zmian.

  3. Fulham znowu przegrywa a w meczu pucharu anglii Tottenham vs Bolton Muamba walczy o życie.Mecz został odwolany,ludzie na stadionie i piłkarze płakali.

  4. Wszystko w tej chwili schodzi na dalszy plan w sytuacji kiedy Muamba walczy o życie, zdrowia mu życzę.
    Co do meczu to krótko zagraliśmy katastrofalnie i porażka w pełni zasłużona, tak źle nie zagraliśmy już bardzo dawno.

  5. Pozwoliłem sobie przekazać najlepsze życzenia dla Muamby od nas wszystkich. W piłkę to raczej on już nie pogra, ale trzymajmy kciuku, by przeżył to.

    Co do meczu, każdemu zdarzają się gorsze dni, ale moim zdaniem nasz szkoleniowiec mocno Swansea pomógł.

  6. Katastrofalny wynik, chyba dobrze, że ominąłem ten mecz, choć na skrótach wyglądało to tak, że dominowaliśmy, a bramki padały po kontrach bądź totalnych wielbłądach z naszej strony. Przynajmniej dwie z nich powinien też wyjąć lepiej dysponowany Schwarzer. Robiąc zapowiedź, zastanawiałem się czy Diarra wyjdzie w pierwszej 11-tce. Jol nie bez kozery musiał ogłaszać, że doszedł on do pełnej sprawności. Tak więc wrzuciłem Diarrę do pierwszej 11-tki, po chwili zauważając, że oznacza to, że nie zagra Danny. Stwierdziłem, że jest to niemożliwe, że wizjonerstwo naszego kapitana będzie niezbędne, by sprostać Swansea i wstawiłem Murphy’ego kosztem Diarry. Nie rozumiem, dlaczego Jol postąpił inaczej… Wciąż ma niestety jakieś napady z tym eksperymentowaniem. Nie nazwiska grają, lecz zgrany zespół, a wczoraj przeciwko idealnie zgranemu teamowi wyszliśmy eksperymentem. Ruiza kosztem Duffa też wstawiłem do pierwszego składu z powodu przypuszczeń, że tak będzie kombinował Jol, bo dla mnie Damien to w tej chwili i w przekroju całego sezonu znacznie bardziej przydatny zawodnik. W ogóle, skłania mnie do myślenia, że przygoda Bryana może tutaj potrwać równiutki sezon, że będziemy szukać drogi, by te 10 milionów za niego nie przepadło.

    Koszmarne wieści odnośnie Muamby. Jako osoba, która ma za sobą jakieś tam dolegliwości z sercem i m.in. z tego powodu nie chciała się angażować w jakikolwiek sport na poważnie, jestem ciekaw, czy coś kiedykolwiek wskazywało u niego na słabsze serce i świadomie ryzykował grając profesjonalnie w piłkę…

  7. Straszna sprawa z Muambą, teraz mi się przypomniało jak się nawet spierałem na jego temat po meczu z Boltonem, z Cookiem chyba (bo z kim innym bym się spierał?). Zawsze będę go kojarzył z tego wypożyczenia do Birmingham, kiedy będąc teoretycznie graczem Arsenalu, okrzyknięto go nowym Vieirą. Straszna sprawa, żadnemu zawodnikowi nie życzę takiej tragedii.

    PS. Jeszcze bardziej boli jak się czyta takie rzeczy:
    „The player, who has represented England at every level, from under 16 to 21, was 11 when he came to the UK and could not speak English.
    He went on however to earn 10 GCSEs as well as A-levels in French, maths and English. Off the pitch he enjoys listening to opera music.
    On his Twitter account he describes himself as a “proud dad” to Joshua Jeremiah, his child with Shauna Magunda, to whom he became engaged on Valentine’s Day .”
    :(

  8. Czytałem już wcześnie to co tutaj zamieścił krzysiek jeszcze bardziej mną tą wstrząsnęło, nie wiem czy znacie Evandera Sno ale on miał zawał serca w sierpniu 2010 roku w meczu rezerw Ajaxu z Vitesse, przeżył, a gra w piłkę dalej w tym sezonie zagrał 19 meczy i strzelił 2 gole, gra w 8 drużynie Eredivisie RKC Waalwijk. Sprawa Muamby jest chyba jednak poważniejsza i zdecydowanie najważniejsze jest by przeżył ale jak widać po przykładzie Sno można z tego wyjść i grać dalej.

  9. Z tego co czytałem jego serce nie biło aż przez 2 godziny to może spowodować nieodwracalne zmiany w mózgu jeżeli w ogóle przeżyje.

  10. Krzysiek, prawdopodobnie o nim rozmawialiśmy, chyba byłeś sympatykiem jego talentu, ja faktycznie nie. Wciąż uważam, że drugi Vieira z niego nie byłby, co nie zmienia faktu, że bardzo imponuje mi to, w jaki sposób poukładał swoje życie – nierzadko właśnie ci, którzy nie są największymi gwiazdami na boisku, są najciekawszymi i najbardziej godnymi uwagi postaciami. Dodam jeszcze że przez pierwsze 11 lat swojego życia mieszkał w opętanej wojnami Demokratycznej Republice Konga, gdzie prawdopodobnie również miał bliską styczność z ludzką śmiercią, być może także samemu się o nią ocierając…

    Najnowsze doniesienia z ostatniej chwili mówią, że stan Muamby jest wciąż krytyczny…

    Piter, masz rację, jeżeli zatrzymanie pracy serca trwało tak długo, to niestety niemal na pewno oznacza, co najmniej, w „najlepszym” przypadku, straszne, nieodwracalne zmiany w mózgu…


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: