Napisane przez: Macu | Marzec 26, 2012

Patent na wygrywanie – nie do złamania. Manchester United 1-0 Fulham.

Zgodnie z przewidywaniami, Fulham przegrało na Old Trafford z Manchesterem United, odnosząc tym samym trzecią porażkę ligową z rzędu. Jak na ironię, drużyna Jola zagrała jednak najlepszy mecz ze wspomnianej serii, i przy nieco większej dozie szczęścia, mogła mieć w 90 minucie rzut karny na wagę jednego punktu. Niestety arbiter nie odważył się rozwścieczyć wielkiego Sir Alexa Fergusona i na wapno nie wskazał. Podstawy do tego były.

Od pewnego czasu zastanawia mnie jak oni to robią. Kogo mam na myśli pisząc „oni”? Rzecz jasna chodzi o Manchester United. Kiedy rywale wydają grube miliony na kolejne transfery, Sir Alex Ferguson siedzi sobie spokojnie i przeżuwa kolejną paczkę gumy do żucia. Pozostaje niewzruszony nawet wtedy, gdy szeregi zespołu opuszczają kolejne gwiazdy, takie jak Cristiano Ronaldo, czy też Carlos Tevez. Nie wzdryga się wcale na wieść o następnych urodzinach Ryana Giggsa, tudzież Paula Scholesa. Czas leci, a Szkot nadal pozostaje na topie. I nic nie zapowiada, aby miało się to zmienić. Jednak najbardziej niebywała umiejętność Czerwonych Diabłów polega na tym, że potrafią wygrywać mecze w których nie grają wcale lepiej aniżeli przeciwnik. Już rywal czuje krew, węszy swoją szansę, jest o krok od przełomu. I właśnie wtedy, znienacka,  United wpycha gola i zgarnia kolejne trzy punkty, pozostawiając osłupiałego rywala z pustymi rękoma. W poniedziałek może nie mieliśmy typowego przykładu takiego spotkania, bo Manchester był lepszy od Fulham, ale niewiele brakowało, a londyńczycy mogliby sprawić Fergusonowi psikusa. Sęk w tym, że skończyło się jak zawsze.

Dlaczego tylko mogli? Oczywiście wiąże się to z kontrowersyjną sytuacją z 89 minuty meczu, kiedy w polu karnym gospodarzy padł Danny Murphy. Może i kapitan the Whites nieco dodał od siebie, jak by to powiedział Radek Majdan, nieco przyaktorzył. Natomiast fakt był taki, że Carrick piłki nie dotknął, za to smyrgnął Murphy’ego po achillesie. Podstawy do wskazania na wapno z pewnością były. Niestety sędzia Olivier nie odważył się tego zrobić. I trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że w 90 minucie na Old Trafford karnego się zwyczajnie nie dostaje. Skąd to się bierze? Ano nie bez przyczyny Szkot zawsze tak bardzo narzeka na każdą decyzję sędziowską, która niesprawiedliwie obraca się przeciwko jednemu zespołowi. W ten sposób, od wielu lat, Ferguson wywiera presję na arbitrach, która w takich momentach jak ten poniedziałkowy, przynosi mu jak najbardziej wymierne korzyści.

Wygrać się zatem nie udało, ale pewien powiew optymizmu znowu zawitał na Cottage. Bowiem Fulham zagrało doprawdy niezłe spotkanie i gdyby nie jeden moment dekoncentracji, kto wie jakby się ono zakończyło. Podstawą tej dobrej gry była solidność w obronie. Do wyjściowego składu powrócił Aaron Hughes i z marszu zagrał chyba swój najlepszy mecz od dłuższego czasu. Walczył, czytał grę, blokował  i wyprzedzał rywali. Był wszędzie. Gdy dodać do tego poprawną i ofiarną grę pozostałej trójki defensorów (w tym Kelly’ego!), a także jedną kapitalną, podwójną interwencję Schwarzera, trzeba obiektywnie stwierdzić, że to nie był przypadek, iż Diabły cieszyły się z gola tylko raz. Oczywiście to gospodarze długimi minutami prowadzili grę i spychali the Cottagers do głębokiej defensywy. Ale trzeba oddać podopiecznym Jola, że i oni potrafili się chwilami utrzymać dłużej  przy futbolówce z dala od własnej bramki i wymienić kilka podań. Nawet mimo nieobecności od pierwszej minuty Murphy’ego. Jego rolę przejął Mahmadou Diarra, ale nie do końca się w niej sprawdził. Malijczyk przeplatał świetne zagrania z bardzo słabymi, niecelnymi. Czyli pokazywał dokładnie to, z czego pamiętam go jeszcze z Realu Madryt. Jego partner w środku pomocy, Dembele, jak zwykle był aktywny, ale nie za bardzo efektywny. Na skrzydłach zarówno w ataku, jak i w obronie pracowali Duff i Frei, jednakże Manchester łatwo niwelował zagrożenie z ich strony. Zwłaszcza na lewej flance, gdzie młody Szwajcar usilnie w każdej akcji schodził do prawej nogi, co było zdecydowanie nazbyt czytelne. W ataku starali się operować Dempsey i Pogrebniak, ale faktycznie tylko Rosjanin nie brał udziału w grze obronnej, najczęściej zostając osamotniony i skazany na pastwę losu pośród gąszczu czerwonych koszulek. Ale miało być optymistycznie, więc nacisnę guzik przewijania. Największe uznanie należy się the Whites za ostatnie minuty rywalizacji. Londyńczycy mieli już wówczas świadomość, że do stracenia nie mają już nic i postanowili mocniej zaatakować. Wprowadzeni na boisku Ruiz i Murphy przejawiali dużą ochotę do gry, a goście byli wstanie zmusić Manchester do nieco wzmożonego wysiłku obronnego. Na trybunach Odl Trafford można było nawet wyczuć pewną dozę nerwowości i niepewności, bowiem to gracze w białych koszulkach zaczęli dyktować boiskowe wydarzenia. Zwieńczeniem tego wszystkiego była wspominana już wcześniej sytuacja, kiedy sędzia Olivier mógł, ale nie podyktował karnego. Manchester znowu to zrobił, znowu mu się upiekło, a Fulham nie pozostało pozostało nic innego, jak przyjąć trzecią kolejną porażkę, tym razem z podniesionym czołem. Tyle że z Norwich już nie może być mowy o honorowych przegranych.

Jeden punkt upada na ziemię. Czy Murphy nie mógł spróbować strzelić?

About these ads

Responses

  1. http://www.image-upload.net/di-VCQK.jpg – nie ma to jak żarciki. :D

  2. Kurcze szkoda, bo 0:1 to porażka minimalna i choćby po przypadkowej akcji można wyrównać, myślałem, że United wygra wysoko, ale byli i nieskuteczni ale i my też nie najgorzej się broniliśmy.
    Strasznie mnie Murphy zdenerwował, bo idiotycznie się zachował nie lubię takiego zachowania, Carrick lekko go dotknął a ten już leży, szukał tego karnego i dla mnie słuszna decyzja sędziego, powinien strzelać bo miał dobrą sytuację.

  3. United to jednak ma masę „hejterów” :D nie no, drugiego Webba jeszcze z tego Olivera bym nie robił. Tak jak Piter, też bardziej zawiodłem się w tej sytuacji na Dannym, któremu raczej nogi nie zrobiły się nagle jak z waty i mógł się zachować inaczej, niż na arbitrze. Mi to nie będzie przeszkadzać ani trochę, jeśli będziemy grać po męsku, zdecydowanie, bez cackania się w polu karnym i wybłagiwania sędziów o 11-tki.

  4. Mecz zakończył się słuszną wygraną MU, wręcz powinno być 2 czy 3 do 0.
    FFC zagrało poprawnie w obronie, może nawet dobrze, jedynie przypadkowa (lecz zasłużona) bramka trochę psuje ocenę.
    A w klubie chyba wszyscy szykują się do dużych zmian. Hangeland, Dempsey, Dembele to pewnie w tym sezonie będziemy ich oglądać ostatni raz w FFC… Akurat ich może się nie udać zatrzymać, do tego jeszcze kilku, którym kończą się kontrakty. Czas zmian…

  5. Sorry, że znowu dałem ciała, ale wczoraj ledwo na oczy widziałem jak wróciłem do domu. Dzisiaj coś krótkiego napiszę, bo mam pomysł.

  6. Ku mojemu zdziwieniu, o karnym pisali już nie tylko zagorzali fani kibice Fulham tudzież -z innych przyczyn -Manchesteru City, ale także dziennikarze w całkiem szanowanych tytułach prasowych, ale swojego zdania nie zmieniam. Myślę, że Danny’emu zbyt mocno zaświtała myśl, że wygodniej będzie strzelić sobie z 11 metrów. To już jednak za nami, o tym warto i powinno się zapomnieć. Należy zbudować coś na pozytywach z tego meczu, faktycznie paru dotąd krytykowanych spisało się nieźle. Oby, jak ta drużyna ma już w sumie trochę w zwyczaju, wszystko poszło zgodnie z planem, kiedy jest ta sportowa złość i kiedy mają coś do udowodnienia.

    Dobra analiza Man United, mam podobne spostrzeżenia co do swoistego fenomenu SAFa i właśnie dlatego nie obrażę się specjalnie, jeśli mieliby sięgnąć po tytuł.

  7. Kurde, nie mam pojęcia dlaczego WordPress nie chciał opublikować komentarzu Czerwka pod tym artykulem oraz Becksa pod zapowiedzią meczu z MU. Macu, może warto by jednak zrezygnować z tego Akismeta? W ostatnich czasie blokuje chyba więcej zwykłych komentarzy zwykłych uzytkowników, niż jakiegokolwiek spamu :P

  8. No właśnie mi się zdaje, że ta medialna wrzawa bardziej wynikała z tego, że zwyczajnie w tym momencie miarka się przelała i dziennikarze postanowili ponarzekać na lekkie faworyzowanie Man U. Bo na pewno sam faul nie był jakiś oczywisty. Choć trzeba przyznać, że jak się gra, to nawet niewielkie trącenie może spowodować upadek.

    A co do tego Akismeta, rzeczywiście trzeba to wyłączyć. Zwłaszcza, że ja nie patrzę na to co zostaje w filtrze, przez co może dochodzić do takich niemiłych sytuacji.

  9. Kurde, chyba nie da się go wyłączyć. Ponownie ta opcja dostępna jest tylko jeżeli strona jest hostowana zewnętrznie… Jedyne wyjście, to częściej sprawdzać, czy nic nie zostało w filtrze. Postaram się częściej to robić.

  10. Rzeczywiście, chyba tylko tyle da się zrobić. Szkoda, że WordPress usunął też coś takiego, jak przydzielanie stałym komentującym roli „użytkownika”, dzięki czemu sami byliby takimi małymi adminami tego bloga i mieli pełną władzę nad wprowadzanymi przez siebie komentarzami. Mogę zapewnić użytkowników bloga, że wiele razy omawialiśmy z Macem takie kwestie, ale żadnego rozwiązania z różnych powodów nie da się niestety wprowadzić w życie. Będziemy częściej przeglądać filtr, a najlepiej będzie to chyba robić parę razy w ciągu spotkań i choć raz dziennie podczas „zwykłych” dni.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: