Napisane przez: Macu | Kwiecień 21, 2012

W końcu(wce) uderzający, a nie uderzeni. Fulham 2-1 Wigan.

Może nie jestem wielkim fanem filmów akcji, ale jedną scenę z tego typu produkcji kojarzę doskonale: główny bohater, oblany potem i z rysującym się na twarzy przerażeniem, pędzi ile sił w nogach w kierunku widzów przed telewizorem, uciekając przed kulą ognia, tudzież innymi przychodzącymi do głowy scenarzyście żywiołami. Podobny scenariusz, rok po roku oglądamy także w Premier League, kiedy zespoły znajdujące się na dole tabeli próbują okazać się szybszymi od goniące je kreski, corocznie zabierającej ze sobą trzech najsłabszych. Choć jak pisaliśmy w zapowiedzi, Fulham zabawę w ściąganego ma już za sobą, w  piękne sobotnie popołudnie na Craven Cottage kibice mogli przyglądać się jak tym razem to Wigan Athletic sprawdza swoje siły w tej grze. Drużyna Roberta Martineza w ostatnim czasie bardzo skutecznie uciekała przed widmem spadku, by nie powiedzieć, że biegła ponad swoje możliwości. Fulham okazało się jednak kreaturą podstępną i podłożyło piłkarzom z północnej Anglii nogę.

Oczywiście nie chodziło jednak o złośliwość, a także o realizację celów, która posiada również ekipa Martina Jola. Oprócz coraz bardziej realnego finiszu w górnej części tabeli, w dystansie kusi także to siódme miejsce, dające awans do Ligi Europy. Coraz lepsza forma the Whites i zadyszka niektórych zespołów z górnej części tabeli, przykładowo Tottenhamu, daje pewne powody do optymizmu. Trzy punkty z Wigan były warunkiem koniecznym do potrzymania marzeń. Cel udało się osiągnąć, choć sukces zrodził się w niemałych bólach, które potwierdziły, że the Latics tanio skóry sprzedać nie zamierzają. Martin Jol miał do dyspozycji na to spotkanie niemal najsilniejszą kadrę, choć kontuzja nadgarstka Kelly’ego oznaczała, że Hughes powędrował na prawą obronę, a partnerem Hangelanda w sercu defensywy został ponownie Senderos. Tymczasem strata ofensywna spowodowana poważnym urazem Ruiza została zrekompensowana powrotem wielce skutecznego Pogrebniaka. Warto również wspomnieć, że środek pomocy ponownie utworzyli Diarra i Murphy, a przed tą dwójką hasał sobie Moussa Dembele. Goście od pierwszych minut zagrali z zaskakująco dużą dozą respektu dla piłkarzy the Cottagers, co niewątpliwie wystawia dobrą opinie drużynie z Londynu. Wigan przede wszystkim skupiało się na defensywie, próbując ograniczyć do minimum liczbę sytuacji bramkowych dla Dempsey’a i Pogrebniaka. Oczywiście taka postawa gości nie sprzyjała widowiskowej grze, przez co pierwsza połowa upłynęła pod znakiem przeraźliwych nudów. Gospodarze lekko przeważali, ale nie wypracowali żadnej stuprocentowej okazji. Z dobrej strony prezentował się Mahamadou Diarra, który udowodnił mi, że rozegrać piłkę także potrafi, w co śmiałem niegdyś wątpić. Ba, za jedno ze swoich podań dostał nawet uścisk ręki od Danny’ego Murphy’ego, a to o czymś świadczy. Nieciekawy obraz meczu mogło tylko zmienić jedno wydarzenie: bramka. No i w 57 minucie stało się. Z pozoru niegroźny atak Wigan prawą flanką przyniósł gola, po tym jak Emeerson Boyce huknął zza pola karnego, po nieco przypadkowym podaniu od kolegi. Dość pasywnie w tej sytuacji zachował się Philippe Senderos, który nieco nieporadnie powstrzymywał asystującego Colina Sammona. Szwajcar ogółem sprawiał wrażenie mocno zestresowanego powrotem do składu, a problemy sprawiały mu nawet podania na kilka metrów. Szczęśliwie, na odpowiedź the Whites długo nie trzeba było czekać, ponieważ po nieco ponad minucie gospodarze w stylu Barcelony szybko wymienili kilka podań, a następnie Paweł Pogrebniak ułożył sobie futbolówkę do strzału i huknął z 20 metra na krótki słupek bramki Al Habsi’ego. Fani Wigan, którzy zaczynali już z uśmiechem na twarzach obliczać przewagę nad strefą spadkową, musieli w swoich kalkulacjach ponownie zastosować operację odejmowania. Tymczasem kibice Fulham znowu mogli odnieść wrażenie, że wszystko czego popularny “Pog” się dotknie, zamienia się w gola – taka fulhamowa wersja Króla Midasa. Niestety Rosjanin szybko wyprowadził nas z tego przeświadczenia, kiedy wpierw z 4 metrów trafił po świetnym dośrodkowaniu Riise w poprzeczkę, a w 78 minucie w równie dogodnej okazji wepchnął piłkę na słupek. Wepchnął, bo trudno było nazwać to nieudolne dotknięcie piłki strzałem. Nie mniej, mimo że nieco podworowałem sobie z byłego snajpera Zenitu, Rosjanin prezentował się na prawdę dobrze i należy przyznać, że w ostatnim meczach brakowało nam go w linii ataku. Drugie 45 minut przebiegało pod znakiem zdecydowanej przewagi Fulham. Choć nie wymieniłem naszej gwiazdy wcześniej, bardzo dobre zawody rozgrywał Clint Dempsey, który także i na skrzydle sprawiał wiele kłopotów rywalom. Na pochwałę zasługiwał także Moussa Dembele, który po przerwie miał dużo miejsca na 30 metrze od bramki rywala i skrzętnie to wykorzystywał. I kiedy wydawało się, że Wigan dowiezie upragniony jeden punkt do końca, strzelec bramki Emmerson Boyce bezsensownie sfaulował wprowadzonego jakiś czas wcześniej Frei’a. Pod nieobecność Murphy’ego, piłkę ustawił Riise i wrzucił wprost na głowę Senderosa. Szwajcar może nie zachwycał w tym meczu, ale w najważniejszym momencie głowę przystawił idealnie, posyłając futbolówkę tuż przy słupku. Game. Set. Match.

Gospodarze zgarnęli trzy punkty, zasłużone, ale i również wydarte z wielkim trudem. Co warte zauważenia, wydarte w ostatnich sekundach meczu. Dotychczas Fulham przyzwyczaiło nas do tego, że w tym fragmencie spotkań jest nadzwyczaj dobre w gubieniu oczek. Tym razem uczyniło coś zupełnie odwrotnego.  Jeżeli chodzi o całokształt spotkania, w pewnym sensie nieco zawiodłem się na Wigan, gdyż od zespołu który pokonał m.in. Arsenal spodziewałem się bardziej ofensywnej gry. Z drugiej strony, piłkarze Martineza długimi minutami bronili się doskonale, skutecznie rozbijając ataki Fulham. I choć ostatecznie the Latics ponownie poczuli na plecach ciepło goniącej ich kuli ognia i zapach spalenizny, osobiście mam wrażenie, że Wigan zdoła szczęśliwie dotrzeć do bezpiecznego miejsca, czego im życzę. Tymczasem Fulham zagra teraz z dwoma kontrkandydatami do siódmego miejsca: Liverpoolem i … Evertonem. W 2012 Londyn z pewnością będzie miał u siebie olimpiadę. Czy uda się także z Ligą Europejską? Może być ciężko, ale jest to jak najbardziej realne. A co najważniejsze, sami kibice powoli zaczynają w to wierzyć. We still believe, jak głosi jedna z słynnych flag na Craven Cottage!

Królu Midasie, dotknij piłki raz jeszcze.

About these ads

Odpowiedzi

  1. Trochę niewyrobiłem się czasowo z pisaniem podczas meczu, ale sam mecz dałem radę obejrzeć, więc moje opinie z pewnym opóźnieniem publikuję w artykule. :)

    Jeszcze prośba, jakby ktoś miał lepsze zdjęcie tej flagi, to chętnie podmienię, bo tylko takie miałem na dysku. Tymczasem w necie nie mogłem znaleźć.

    Dodatkowo napiszę jeszcze odnośnie linku zarzuconego przez Cookiego, dotyczącego 20 lecia ligi (http://www.premierleague.com/content/premierleague/en-gb/20-seasons.html). Już wcześniej głosowałem i oto moje typy:

    Najlepszy mecz: akurat tutaj nie chciało mi się skrótów oglądać, ale pamiętałem, że śmiesznie było w spotkaniu Portsmouth 7-4 Reading, więc zagłosowałem na ów mecz. ;)

    Najlepszy gol: ciężki wybór, nie mogłem się zdecydować czy zagłosować na Bergkampa, czy też na Henry’ego. I szczerze mówiąc, to nie pamiętam na co się ostatecznie zdecydowałem. ;P Zresztą gole Cantony, Beckhama i Le Tissiera też niczego sobie. :)

    Cieszynka: nie miałem większych wątpliwości: Temuri Ketsbaia. Głównie ze względu na całą historię związaną z tym golem i z jego celebracją. Niektóre inne nominacje są dla mnie zupełnie niezrozumiałe. I też dziwie się, że nie dali Robbiego Fowlera, który udawał, że wciąga działkę, ciekawe czemu. :D

    Obrona: patriotyzm nakazywał zagłosować na Kuszczaka i jego obronę w meczu z Wigan. Ale szczerze mówiąc, nawet obiektywnie patrząc, to była fenomenalna interwencja. Dodatkowy smaczek: Jimmy Bullard w barwach Latics. :)

    Team: strasznie ciężko było wybrać, a że robiłem to w przerwie meczu LM, to się trochę śpieszyłem. Więc tak na szybko dałem:

    Schwarzer (a jak:P) – Neville, Campbell, Vidić, Evra – Ronaldo, Gerrard, Scholes, Giggs – Henry, van Nistelrooy

    Aczkolwiek odrzucenie takich graczy jak: Bergkamp, Ginola, Cole, Makelele, Adams i jeszcze paru innych łatwe nie było. ;P

  2. Ja zdjęciem tej flagi nie dysponuję, ale wydaje mi się, że ta fotka jest dobra, fani Fulham wiedzą, o co chodzi :-)

    Celebracja Temura też dobra, a co masz na myśli, mówiąc o historii związanej z tym golem? Wydawało mi się, że facet po prostu nie lubił wielkich korporacji :D

    A na Ligę Europy niestety chyba nie ma w tym sezonie szans :( Tym razem prawo do gry w LE nie będzie przysługiwać drużynie, która skończy na siódmej pozycji. Jedno miejsce zabrał juz Liverpool, wygrywając Puchar Ligi. Drugie prawdopodobnie trafi do Chelsea, która gra w finale Pucharu Anglii (do LE dostaje się zwycięzca bądź finalista tych rozgrywek). Chyba, że Chelsea awansuje do LM – wtedy “jej” miejsce przypadnie 5-tej drużynie w lidze. Tak samo będzie, jeśli FA Cup wygra Liverpool – wtedy “ich” miejsce z racji wygrania Pucharu Ligi przejdzie na 5-ekipę w lidze.

    No i trzecie miejsce w LE przypadnie najwyżej sklasyfikowanej ekipie w tabeli, która jeszcze nigdzie się nie dostała, czyli drużynie nr 6.

    Wszystko nieźle zamotane, ale chyba bez pomyślnego scenariusza dla nas. Zresztą, żeby skończyć na miejscu 7-mym, trzeba by jednocześnie przełamać kompleks Anfield i Goodison – fikcja :D

  3. Dear Sir,

    we are from http://www.tips-free-bets.com and we are interested in exchanging a link with you. Our site is PR 4. We are also open to do a content exchange with link embedded if you prefer.

    Our link is:

    URL: http://www.tips-free-bets.com

    Title: Football Betting

    Many thanks

    Marco Narardi

    Tips-Free-Bets.com

  4. Szczerze, to trochę pogubiłem się w tym wszystkim, ale o ile dobrze rozumiem, nie ma żadnego układu, który dawałby 7 miejsce za LE? Chyba awans Chelsea do finału sprawy nie polepszyło, bo gdyby wygrali w Monchium, będzie to oznaczało, że z ligi tylko 3 zespoły wejdą do Champions League?

    Ale faktycznie chyba zbyteczne te dywagacje, bo może zwyżka formy ostatnio była, ale o siódme miejsce będzie faktycznie ciężko. I jakkolwiek mecze w Liverpoolu zapowiadają się ekscytująco, zdobycie 3-4 punktów będzie dużym sukcesem. Już znając życie, większe szanse na LE mamy przez fair play. :P

    Co do Ketsbaii, z tego co ja słyszałem, w ten sposób chciał pokazać swoje niezadowolenie z bycia odsuniętym od składu przez dłuższy czas. Bramka był a o tyle ważna, że dawało Newcastle jakieś punkty. Pewnie Cookie spodziewałeś się bardziej ekscytującej historii, ale co tam. :P

  5. Niestety, tak w tym sezonie jest i faktycznie może skończyć się bez żadnej przepustki do Europy nawet dla 6-tej ekipy w lidze, jeśli Chelsea wygra w Monachium – wtedy, na chwilę obecną, w LE zagrałoby 4-te Newcastle, 5-ty Tottenham i Liverpool, który wygrał Puchar Ligi.

    Awansować poprzez fair play też mamy tylko znikome szanse, bo w ligowym rankingu jesteśmy w środku stawki (prowadzi z dużą przewagą Swansea), a poza tym Anglia była na półmetku sezonu bardzo nisko w rankingu krajów. Zresztą, osobiście nie chciałbym już dobijać się znów przez fair play i zaczynać sezon w czerwcu :P Niech Jol ma normalny, pełny sezon żeby zrobić jak najlepszy wynik w lidze.

    Ketsbaia mógł w takim razie na trenerze się wyładować, a nie na biednych banerach :P


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: