Czterdzieści punktów minęło. Czy jak jeden dzień? Z pewnością nie, bo w chylącym się ku końcowi sezonie, Fulham znajdowało się na wielu zakrętach, ale The Whites zdobyli w końcu magiczną liczbę oczek i prawie bezstresowo, mogą w ostatnich sześciu kolejkach po prostu starać się o maksymalne powiększenie swojego dorobku. Prawie, bo pierwszym z pozostałych spotkań rozgrywek będzie batalia najwyższej rangi dla kibiców The Cottagers, w której od podopiecznych Martina Jola będzie wymagane podejście, jak do ostatniej misji specjalnej sezonu. Dziś wieczorem, w ramach zaległego pojedynku, na Craven Cottage zawitają niebiescy sąsiedzi z Chelsea, a biało-czarna część zachodniego Londynu będzie, jak co sześć miesięcy, wierzyć w nadejście pierwszego zwycięstwa nad odwiecznymi rywalami od 2006 roku. Czy po siedmiu chudych latach, nastanie w końcu słodki moment triumfu dla fanów Fulham?
Choć na ostatniej prostej sezonu, oprócz dzisiejszego wieczoru, The Whites odbędą wiele ciekawych pojedynków – pojadą m.in. do Walii oraz na Goodison Park, a u siebie, ugoszczą choćby Arsenal i Liverpool – to każdy biało-czarny fan zamieniłby nawet jak najlepszy bilans punktowy w nich na jedno, wielce wyczekiwane, upragnione zwycięstwo derbowe nad The Blues. Od czasu pierwszego i jak na razie jedynego zwycięstwa Fulham nad Chelsea w czasach Premier League – w marcu 2006 roku, The Cottagers wielokrotnie znajdowali się w znakomitej kondycji w chwili podejmowania utytułowanego rywala, jednak pokonać go nie byli w stanie. Potentata ze Stamford Bridge potrafili – i to dwa razy – ograć w ostatnim czasie inni zachodniolondyńscy sąsiedzi z QPR, natomiast piłkarzom The Whites, na dźwięk nazwy Chelsea, nogi zawsze wydawały się w minionych latach odrobinę uginać, mimo, że los dawał Fulham naprawdę sporo szans do przełamania przedłużającej się klątwy. W sezonie 2010/2011, w 90. minucie ligowego meczu na the Cottage, karnego dającego wiktorię przestrzelił Clint Dempsey; w ubiegłych rozgrywkach, podczas spotkania w Pucharze Ligi, mogącą owocować triumfem “jedenastkę” zmarnował z kolei Pajtim Kasami. Choć o takiej passie z Chelsea, jaką może się pochwalić Fulham – ostatnia ligowa porażka w listopadzie 2010 roku, a cztery kolejne pojedynki w Premier League na remis – śni zapewne wiele klubów w stawce, to fanów The Cottagers, marzących o ostatecznym pokonaniu lokalnego giganta, taki stan rzeczy absolutnie nie zadowala. Jak będzie tym razem? Od ostatniego “rozczarowania” derbowym podziałem punktów trochę czasu minęło, a więc akumulatory i nadzieja napełnione wśród biało-czarnych fanów na nowo. Ponownie, jak w wielu przypadkach w ostatnich latach, są podstawy, by wierzyć w zwycięstwo Fulham. The Cottagers przegrali w 2013 roku na własnym stadionie jedynie z Manchesterem United; znakomicie idzie im także w rundzie rewanżowej z londyńskimi klubami – piłkarze Martina Jola odnieśli same zwycięstwa w meczach z West Hamem, Tottenhamem i QPR. Na Stamford Bridge, jak to na Stamford Bridge od czasu zatrudnienia Rafaela Beníteza – kibice The Blues żyją w permanentnej niezgodzie z Hiszpanem, a dodatkowo klub czeka ciężka walka do ostatniej kolejki o miejsce w pierwszej czwórce ligi. Sąsiedzi The Whites, ktorzy przed kilkoma dniami zostali wyeliminowani w Pucharze Anglii przez Manchester City, grają na krajowych boiskach w kratkę, marnując poza domem punkty wypracowywane na własnym obiekcie (The Blues przegrali trzy ostatnie wyjazdowe pojedynki w lidze). Chelsea awansowała wprawdzie do półfinału Ligi Europy, będąc jedyną pozostałą angielską drużyną w europejskich pucharach, ale wszyscy wokół klubu myślą przede wszystkim o obronie w tabeli pozycji, która daje prawo udziału w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. W tym momencie, The Blues są w ligowej drabince na 4. miejscu i w razie dzisiejszej wygranej, mogą wyprzedzić trzeci Arsenal, ale jednocześnie, tyle samo punktów, co aktualnie Chelsea, ma piąty w tabeli i czyhający na wszelkie błędy “Niebieskich” Tottenham.
W obozie Fulham nikt jednak nie myśli o robieniu jakiejkolwiek przysługi innym londyńskim sąsiadom, a chodzi o pokazanie prawdziwego charakteru oraz autentycznej woli zwycięstwa w meczu z odwiecznym wrogiem. Wierzymy, niestrudzenie, że ten dzień nastapi właśnie dzisiaj. Come On You Whites – ruszajcie po najważniejszą z wygranych!
Przewidywane składy:
Fulham (4-4-1-1): Schwarzer – Riether, Hangeland, Senderos, Riise – Manolew, Enoh, Karagounis, Emanuelson – Ruiz – Berbatow
Kontuzje: Duff, Dejagah, Diarra
Zawieszony: Sidwell
Chelsea (4-2-3-1): Čech – Azpilicueta, Ivanović, David Luiz, Bertrand – Mikel, Lampard – Oscar, Mata, Hazard – Ba
Kontuzje: Cahill, Cole, Romeu

Oczekujemy już tylko tego jednego, a potem, sezon można z powodzeniem zamykać. The Cottagers – powalczcie o upragnione zwycięstwo!


Nie udało się podopiecznym Martina Jola dobić do magicznej granicy 40 punktów na St James’ Park, a zatem zadanie to zostało odłożone w czasie przynajmniej o tydzień. Szkopuł tkwi w tym, że swoje kolejne spotkanie, The Cottagers ponownie rozegrają poza domem i ponownie zmierzą się z zespołem szalenie poszukującym punktów – na Villa Park, Fulham zmierzy się dziś z tamtejszymi wygłodniałymi “Lwami”, które desperacko walczą o przetrwanie tego sezonu. Czy londyńczycy wspomogą w potrzebie kolejnych ligowych rywali i “nakarmią” birminghamskie stworzenia, czy też tym razem, uda im się już zrealizować swoje własne cele?


Wymarzone derbowe zwycięstwo z QPR miało, oprócz nieocenionego prestiżu i wartości psychologicznej, jeszcze jeden szalenie istotny wymiar – inkasując komplet punktów, Fulham powiększyło dorobek całego sezonu do 39-ciu oczek i jest niemal pewne utrzymania w Premier League. Niemal, wszak co roku mówimy o wirtualnej granicy bezpieczeństwa zawieszonej na liczbie 40-ciu punktów (rzadko sprawdzającej się w praktyce, o czym niżej), a zatem The Cottagers są już o najmniejszy krok od teoretycznego dotarcia do najważniejszego z ważnych sezonowych etapów. Dziś, londyńczycy stoczą bój w północno-wschodniej Anglii, próbując wyrwać brakujące oczka podmęczonym grą w Lidze Europy i przeżywającym ciężką końcówkę sezonu w lidze “Srokom” z Newcastle.



Po kolejnym dwutygodniowym rozbracie z Fulham, piłkarze The Whites wracają na ligowe boiska, by w szczególnym dniu rozegrać nie mniej szczególne spotkanie. W Poniedziałek Wielkanocny, który w tym roku wypada wyjątkowo pierwszego dnia kwietnia (dzieje się to średnio raz na 11 lat), The Cottagers stoczą bój, w którym miejsca na łagodne, primaaprilisowe żarty bynajmniej nie będzie, a prędzej będzie się w nim można spodziewać znanego nam “dyngusowego” obyczaju lania na całego. Żądni rewanżu za grudniową klęskę na Loftus Road, podopieczni Martina Jola podejmą na własnym obiekcie walczących o życie głośnych sąsiadów z QPR, których – przy zwycięstwie – mogą z dużym prawdopodobieństwem odesłać do Championship. Czy okazja na zrealizowanie idealnego dla biało-czarnych fanów scenariusza zostanie wykorzystana?


Po przymusowym, dwutygodniowym urlopie (spowodowanym przełożeniem meczu z Chelsea ze względu na uczestnictwo The Blues w Pucharze Anglii), piłkarze Fulham powracają na boiska Premier League, by rozegrać ostatnich dziesięć kolejek sezonu. Jutro, na White Hart Lane, podejmą w stołecznych derbach “Koguty”z Tottenhamu, choć po nowym klubie Moussy Dembélé i Clinta Dempsey’a, który znakomicie radzi sobie zarówno w lidze, jak i rozgrywkach Ligi Europy, z pewnością nie należy oczekiwać rywala wagi koguciej.






























Najnowsze komentarze