Napisane przez: Macu | Grudzień 28, 2009

Zabrakło szczęścia. Cheslea 2-1 Fulham.

Cheslea 2-1 Fulham

A zaczęło się tak wspaniale… Od pierwszego gwizdka minęły zaledwie cztery minuty, a Fulham prowadziło w jaskini lwa po ekwilibrystycznym golu Zoltana Gery. W pierwszej połowie Chelsea raziło nieporadnością i nie było wstanie sforsować znakomicie ustawionej i uzupełniającej się defensywy The Whites. Kibice Fulham, którzy na dzisiejsze derby przyszli zapewne na piechotę, mieli zatem w przerwie powody do wielkiego zadowolenia. Tuż po wznowieniu miał szanse powtórzyć się scenariusz z potyczki z Manchesterem. Niestety tym razem Zamora nie zdołał wykorzystać błędu Carvalho. Z każdą minutą rósł napór gospodarzy, a pomocnicy bronili dostępu do bramki Schwarzera tuż przed polem karnym. O wszystkim zaważyło 120 sekund. Wpierw w 73 minucie piłkę do siatki skierował głową Drogba, a chwilę potem futbolówkę do własnej siatki wbił Chris Smalling. Do końca spotkania Fulham stworzyło kilka niezłych sytuacji, ale wynik nie uległ zmianie i Chelsea zdobyło dość szczęśliwie trzy punkty.

Zgodnie z przedmeczowymi zapowiedziami w zespole gospodarzy mogli dziś wystąpić zawodnicy, którzy będą brali udział w Pucharze Narodów Afryki: Mikel, Kalou i przede wszystkim Drogba. W składzie The Blues zabrakło za to zawieszonego Maloudy, a także Anelki, Bosingwy, Essiena oraz Deco. Zespół Ancelottiego wybiegł w typowym dla siebie ustawieniu 4-4-2 z ustawionymi dość centralnie pomocnikami i wspomagającymi akcje ofensywne bocznymi obrońcami. Włoch zaskoczył jednak delegując do gry od pierwszej minuty dwóch nowych obrońców: Zhirkova i Paulo Ferreirę. Dla Rosjanina był to debiut w pierwszym składzie zespołu w rozgrywkach Premiership. W ataku zagrali dwaj czarnoskórzy reprezentanci Wybrzeża Kości Słoniowej: Drogba i Kalou. Fulham ponownie wyszło w zestawieniu, które sprawdziło się w dwóch poprzednich meczach –  zjednym prawdziwym napastnikiem (Zamora) i mającym dość dużą swobodę za jego plecami Gerą. Najpoważniejszym osłabieniem w drużynie z Craven Cottage był brak filaru defensywy zespołu, kapitana reprezentacji Norwegii, Brade Hangelanda, który zmaga się z kontuzją kolana. W jego miejsce do gry delegowany został Chis Smalling, który choć może równać się z Hangelandem wzrostem, bez wątpienia ustępuje mu pod względem wieku i doświadczenia. Podobnie jak w przypadku Zhirkova, dwudziestolatek nigdy wcześniej nie wystąpił od pierwszej minuty na boiskach angielskiej ekstraklasy. Ponadto w drużynie Fulham nie mogli wystąpić kontuzjowani: Seol, Simon Davies oraz Diomansy Kamara.

Mecz rozpoczął się w najlepszy z możliwych sposobów dla dość licznej grupki kibiców Fulham zgromadzonych na Stamford Bridge. Już w 4 minucie goście objęli prowadzenie po golu Zoltana Gery. Wszystko zaczęło się od ofensywnego wejścia Paula Konchesky’iego, który pomknął lewym skrzydłem i wrzucił piłkę w pole karne. Tam powalczył o nią Zamora, i choć chyba bardziej był skupiony na tym by do futbolówki w ogóle dojść, udało mu się pchnąć ją w kierunku byłego reprezentanta Węgier (ostatnio ogłosił zakończenie reprezentacyjnej kariery po konflikcie z trenerem). Gera przyjął piłkę tyłem do bramki, podbijając ją nieco do góry, a następnie strzelił z obrotu koło bezradnego Petra Czecha. Bramka łudząco podobna do tej którą zdobył w marcowym meczu z Manchesterem United. Ciesząc się z gola Węgier zaprezentował nam bardzo ładne salto, choć do popisów Obafemiego Martinsa nieco jednak brakowało. Po tym zimnym prysznicu piłkarze Chelsea spróbowali przejąć inicjatywę i to im się udało. Długo operowali piłką, wymieniając ją między sobą, głównie w okolicach koła środkowego. Oddali także kilka prostych do obrony dla Marka Schwarzera strzałów. W 15 minucie przed pierwszą znaczącą szansą stanął Drogba, który doszedł do dośrodkowania z prawej strony. Uderzenie byłego gracza Marsylii zostało jednak zablokowane przez Johna Pantsila. Chwilę po tej sytuacji swojego szczęścia w pinballu spróbował Lampard. Wbiegł w gąszcz obrońców Fulham, piłka kilkukrotnie korzystnie mu się odbiła, ale sytuację wyjaśnił Hughes wykonując perfekcyjny wślizg. Po tej akcji przez długie minuty z boiska wiało nudą, którą przerwał dopiero Zhirkov uderzając korkiem w twarz swojego kapitana – Johna Terrego. Fulham wzorowo organizowało swoje zasieki obronne, a wyjątkową pracę wykonywali skrzydłowi: Duff i Dempsey. Obaj cofali się bardzo głęboko podwajając podłączających się do akcji bocznych obrońców Chelsea. W ten sposób uniemożliwiali wrzutki i rozgrywanie piłki po bokach. W 34 minucie Amerykanin miał okazję do podwyższenia wyniku. Gera wyłożył mu inteligentną piłkę na około 10 metrze od bramki Czecha. Sytuacja była trudna, ale Amerykanin uderzył dobrze i bramkarz Chelsea musiał interweniować, bo piłka mogła mu wpaść za kołnierz. W międzyczasie na murawie kilkukrotnie doszło do starcia między Pantsilem oraz Drogbą. Rozgrywające wyborne zawody w defensywie Ghanijcyzk parę razy ostro potraktował rosłego gracza z Wybrzeża Kości Słoniowej. Drogbie wyraźnie się to nie podobało. Skończyło się na tym, że obu panów wezwał do siebie prowadzący te spotkanie Andrew Marriner i w obecności kapitanów uspokoił obu graczy. Przed przerwą The Blues miało jeszcze jedną okazję do wyrównania. Po rzucie rożnym do strzału doszedł nie kto inny, jak Didier Drogba, ale jego pierwsza próba została zablokowana, a drugą uniemożliwił mu interweniujący kolanem … John Panstil. Prawy obrońca Fulham przy tej interwencji nieco kopnął napastnika Chelsea, a ten po raz kolejny w tym spotkaniu padł teatralnie na ziemie. Komentatorzy canal plus widzieli nawet w całym zajściu karnego, ale na szczęście swojej opinii byli dość odosobnieni, jako że nawet gracze gospodarzy nie protestowali. Tuż przed gwizdkiem oznajmiającym przerwę niebiescy mieli jeszcze rożny, ale FATALNY tego popołudnia Ballack dośrodkował wprost w stojącego przed nim Murphiego. Do przerwy widniał więc cieszący oko wynik 0-1, a słyszalni przez całe spotkanie kibice Fulham nie posiadali się z radości, głośno wyśpiewując: „up yer arse, up your arse, stick your blue flag up your arse, black and white you’ll never pass, stick yer blue flag up yer arse”.

Druga część gry mogła zacząć się w wymarzony dla nas sposób. Długa piłka posłana w pole karne Chelsea stanowiła małe zagrożenie dopóki Carvalho nie zgrał ją z klatki w kierunku Czecha. Portugalczyk uczynił to tak nieudolnie, że do futbolówki dopadł Zamora i w dużym pośpiechu oddał strzał. Niestety szybko wychodzący z bramki goalkeeper gospodarzy powstrzymał go.  Być może to była akcja, która przesądziła o losach tej konfrontacji. Po wznowieniu od razu było widać, że 15 minut spędzone w szatni przydały się graczom Chelsea. Grali zdecydowanie szybciej, ofensywniej, a wszystko to skutkowało faktem, że obrona Fulham nie nadążała z przesuwaniem się. W 50 minucie do strzału doszedł Lampard, ale na drodze piłki stanął Chris Baird. Dobitka poszybowała wysoka ponad bramką. Jednak gra gości z każdą minutą wyglądała coraz gorzej, bronili się coraz paniczniej. Piłki opuszczały pole karne Marka Schwarzera w dość dużym pośpiechu, wysoką parabolą. Chwilę potem wracały na obrzeża pola karnego, podprowadzone tam przez graczy w niebieskich strojach. W przeciągu kilku minut kilkukrotnie gotowało się pod bramką Australijczyka, ale piłkarze Chelsea nie mogli znaleźć tej ostatniej piłki, ani odpowiedniego wykończenia. Po godzinie gry zdawało się, że gol dla piłkarzy ze Stamford Bridge wreszcie stanie się faktem. Drogba dostał piłkę od Cola, obrócił się w stronę bramki i zakręcił piłkę lewą nogą na długi słupek .  Mark Schwarzer jednak fantastycznie obronił. Napór trwał nadal, a historia tego meczu kontynuowała parowanie piłkarzy. 63 minuta – Lampard strzela z 16 metra, raz jeszcze blokuje go Baird. Wówczas nadeszła 65 minuta. Kluczowe okazały się zmiany przeprowadzone przez obu szkoleniowców. Wpierw za bezproduktywnego w ataku Ferreirę Ancelotti wprowadził Serba Ivanovicia, a minutę później za kontuzjowanego, wyśmienicie dysponowanego Panstila musiał pojawić się Dickson Etuhu. Nigeryjczyk powędrował do środka pola, a na boku obrony z przymusu musiał zagrać Chris Baird. I niestety obudził demony z przeszłości… W zespole z Craven Cottage Irlandczyk z północy przez całe sezony był rezerwowym bocznym obrońcą, noszącym niechlubne miano nietrafionego transferu. Wówczas Hodgson wpadł na pomysł wystawiania go w roli defensywnego pomocnika, a Chris z każdym meczem odwdzięczał mu się coraz lepszą grą. Jednak tego dnia Baird raz jeszcze musiał zagrać na boku. W 73 minucie stało się to kluczowe. Na prawej stronie nieatakowany przez nikogo Ivanović (Dempsey chyba mógł go nieco szybciej „zamknąć”) zacentrował przeciętną wrzutkę na długi słupek. Piłka leciała dość wysoko i leniwie i … przeleciała nad głową Bairda, idealnie wpadając na czoło Drogby. Piłkarz ten w takich sytuacjach się nie myli. Zrobiło nam się 1:1. Gdyby tylko Schwarzer wiedział, że Baird wyskoczy za wcześnie i minie się z piłką, z pewnością by to dośrodkowanie wyłapał. Gdyby… Dwie minuty później gdybanie nie miało już sensu. Po prawej stronie pola karnego Kalou przedryblował Konchesky’iego, mimo że wydawało się, iż anglik da radę odebrać mu piłkę. Następnie podał wzdłuż bramki, a do strzału przy lewym słupku doszedł wprowadzony wcześniej Sturridge. Mark zdołał fantastycznie interweniować na linii bramkowej, ale piłka odbiła się dość przypadkowo od nogi Chrisa Smallinga i zaczęła zmierzać w kierunku bramki. Młody stoper Fulham próbował ją jeszcze wybić, ale trafił  wślizgiem jedynie w boczną siatkę. Niesamowity pech bardzo solidnie grającego dzisiaj chłopaka. Pastwiący się nad nim realizator kamery przez dłuższą chwilę pokazywał załamaną minę młodziutkiego piłkarza, a Stamford Bridge cieszyło się już z prowadzenia. Po straceniu bramki Fulham momentalnie ruszyło do ataku i przycisnęło Chelsea, czego rezultatem był między innymi rzut rożny. Strzał głową Etuhu został jednak zablokowany. Goście nie wyglądali jednak nazbyt pewnie w obronie, czego dowodem było kilka nieporozumień między defensorami i bramkarzem. Byli jednak niezwykle groźni z kontrataku. W 85 minucie na placu gry zameldował się Bjorn Helge Riise, zmieniając Duffa. Norweg miał jedynie 9 minut, włącznie z czasem doliczonym, na zaprezentowanie swoich umiejętności. W przeciągu tego czasu zdołał trzy krotnie kapitalnie dośrodkować, za każdym razem sprawiając duże zamieszanie pod bramką. Powoli można zacząć mianować Norweskiego pomocnika specem od center, a każdy kto widział mecz z Bazyleą wie o czym mówię. Niestety tym razem Riise asysty nie zaliczył, bo do dobrych piłek posłanych przez niego w pole karne nikt nie doszedł. W 91 minucie Kalou trafił po pięknym strzale w poprzeczkę. Fulham próbowało jeszcze się odgryźć, ale niestety były to próby nieudane i mecz zakończył się rezultatem 2-1.

Po tym spotkaniu nie mogę ukryć frustracji. Abstrahując już od straconych punktów, bardzo boli mnie fakt, że dość pechowo przegrywamy w derby z największym rywalem. Chelsea nie pokazała wielkiej piłki i w szczególności w pierwszej połowie kompletnie zawodziła. Z taką grą nie wróżę jej szans na zdobycie mistrzostwa Anglii, nawet mimo tego, że Manchester jest o wiele słabszy niż jeszcze rok temu. Nie można zapominać, że Fulham na wyjeździe nie gra najlepiej, a jedyne zwycięstwo odniosło w pierwszej kolejce w spotkaniu z ostatnim w tabeli Portsmouth. Mimo to, przez długie minuty zanosiło się na wywiezienie na pobliskie Craven Cottage jakiś punktów. Choć w drugiej połówce broniliśmy się dość desperacko, Chelsea było nieporadne. Ani w ataku, ani w obronie nie prezentowało mistrzowskiej formy. I wówczas nadeszły te dwie minuty, które kompletnie uciszyły kibiców The Whites. Zejście Panstila, błąd Bairda, klasa Drogby, pech Smallinga. Cudownie byłoby zdobyć na Stamford choć jeden punkcik w ostatnim meczu 2009 roku. Niestety los zadecydował inaczej. Oczywiście nie można mówić o wspaniałej postawie Fulham, które pechowo przegrało. Brakowało trochę umiejętności utrzymania się przy piłce, płynności przy konstruowaniu akcji, a Terry był pierwszym zawodnikiem od dawna, który wygrywał pojedynki z Zamorą (choć czasami ewidentnie faulował, co uchodziło uwadze arbitra). Porażka z lokalnym rywalem boli, ale świąteczną statystykę (1-1-1) z drużynami z czołowej piątki można uznać za niezłe osiągnięcie. Następny mecz to wyjazd do Stoke (zaległy mecz) i wspaniale by było wreszcie przywieść trzy punkty do domu.  Podopieczni Pulisa przeżywają ostatnio kryzys, a w poprzednim sezonie wyjazdowa forma The Whites zwyżkowała dopiero właśnie w drugiej części sezonu. Miejmy nadzieję, że tak będzie i tym razem.

Bramki z meczu: tutaj.

Chris Baird i Aaron Hughes łapią się za głowy. Obronie Fulham zabrakło szczęścia.

Reklamy

Responses

  1. Oj szkoda…
    Mecz w pierwszej polowie byl zupelnie inny niz w drugiej… Tak na szybko to mialem zle przeczucia po zejsciu PAintsila… Baird znacznie lepiej gral na pozycji srodkowego pomocnika niz jako boczny obronca…
    Ale trudno, gramy dalej…

  2. Jestem pod coraz większym wrażeniem zaangażowania Autora strony – przyjemna dla oka oprawa, ciekawe wpisy, szczegółowe relacje ze spotkań, sumienność – z pewnością zachęca to do kolejnych odwiedzin. Mało brakowało do remisu, aczkolwiek uważam, że kluczem dla Fulham w obecnym sezonie nadal powinna być dobra gra z ligowymi przeciętniakami, gdyż na tle teoretycznie mocniejszych drużyn ekipa Roya Hodgsona prezentuje się bardzo solidnie, a momentami rewelacyjnie.

  3. „Następny mecz to wyjazd do Stoke (zaległy mecz) i wspaniale by było wreszcie przywieść trzy punkty do domu.”
    Jak to? Przecież następny mecz fulham gra z portsmouth.

  4. zinha —> Sprawdziłem raz jeszcze i następny mecz ligowy gramy ze Stoke. To jest zaległy mecz, który powinien był się odbyć kiedy graliśmy bodaj z Bazyleą. Spotkanie do nadrobienia ma także Everton, który również grał wówczas w LE. Tak zatem: 5 styczeń – Stoke, 9 styczeń – Portsmouth na CC. 🙂

  5. wielka szkoda, bo mogło się skończyć punktami. Pamiętam sezon, w którym na gwiazdkę Fulham miało 30 punktów i po cichu liczyłem, że obecnej drużynie również uda się uzyskać ten fantastyczny rezultat. Nie ma jednak absolutnie nad czym płakać. Nieszczęśliwy samobój, ale do Smallinga nie można mieć ani grama zastrzeżeń. Sytuacją przełomowa – zmarnowana szansa Bobby’ego. Niepokój z powodu konieczności wprowadzenia zmian w obronie. Na mecze Premier League, zaryzykowałbym Stephena Kelly’ego na prawej, gdyż Baird spisuje się na DM’ie FAN-TA-STYCZ-NIE i odbieramy sobie wielki atut, wysyłając go na ponoć naturalną pozycję na prawej obronie. Cieszy, bardzo cieszy powrót AJ’a, ale facet będzie musiał bardzo dużo napracować się, by odbić miejsce w 11-tce.

    Zwycięstwo ze Swindon poprawiło humor, a punkty ze Stoke już w zupełności dadzą dużą radość.
    COYW!!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: