Napisane przez: Macu | Styczeń 30, 2010

Piąta przegrana z rzędu. Tym razem w domu. Fulham 0-2 Aston Villa

Cztery minuty wystarczyły Aston Villi do wywiezienia z Craven Cottage trzech punktów. Pod koniec pierwszej połowy do siatki Schwarzera dwukrotnie trafił Gabriel Agbonlagor. Wpierw w polu karnym wyskoczył wyżej niż Smalling i ładną główką nie dał szans bramkarzowi. Chwilę później zwiódł Hangelanda po prawej stronie boiska i pięknym technicznym strzałem podwyższył prowadzenie piłkarzy z Birmingham. W drugiej połowie Fulham starało się odrobić straty, ale blok defensywny The Villans funkcjonował należycie. Co prawda David Elm pokonał Friedela, ale Szwed znalazł się na minimalnym spalonym. Podopieczni O’Neila kontrolowali do końca mecz i nie roztrwonili przewagi z pierwszej połowy. Fulham przegrywa piąty raz z rzędu, a w grze zespołu widać wiele mankamentów, częściowo spowodowanych kontuzjami.

Sobotnie spotkanie na Craven Cottage było niezwykle ważne dla obu drużyn drużyn, które szukały przerwania fatalnych pass meczów bez wygranej. Fulham przegrało cztery kolejne wyjazdowe pojedynki i wszyscy kibice liczyli, że już od domowego meczu z The Villans wszystko wróci do normy. Kadra The Whites przed tym spotkaniem była mocno przetrzebiona i zabrakło w niej kluczowych zawodników: Pantsila, Dempseya, Konecheky’iego, Johnsona i Kamary. Ten ostatnie jest ponoć bliski opuszczenia klubu i udania się do katolickiej części Glasgow.  Gospodarze wystąpili zatem w dość eksperymentalnym składzie, z Hangelandem i Smallingiem jako para stoperów, a także Hughesem i Kellym jako boczni obrońcy. W linii pomocy na prawym skrzydle pojawił się Simon Davies, który jednak grał przez około 20 minut, po których z kolejną kontuzją opuścił murawę. Atak stworzyła dwójka Zamora – Nevland. Goście, podopieczni Martina O’Neila, zagrali dokładnie w takim samym zestawieniu jak w ich poprzednim meczu,  z Arsenalem (0-0).

Rywalizacja zaczęła się od lekkiej przewagi Fulham. Strzały z dystansu oddali Zamora i Duff. W 9 minucie, w zamieszaniu po rzucie rożnym, do strzału doszedł Walijczyk Davies, jednak jego wolej z trudnej pozycji został zatrzymany przez Friedela. Od tego momentu z każdą minutą inicjatywę zaczęli przejmować przyjezdni z Birmingham. Aktywny był Downing, który jednak nie potrafił zagrać ostatniego podania. Obrona The Whites miała także duże kłopoty z Ashleyem Youngiem, który swoim dryblingiem i szybkością poruszania się sprawiał jej duże problemy. W 23 minucie goście pierwszy raz poważnie zagrozili bramce Schwarzera, ale Australijczyk poradził sobie ze strzałem Younga. Jednak to oni dyktowali warunki gry i Fulham broniło się dość głęboko. Dopiero na kwadrans przed końcem pierwszej połowy udało się ponownie zagrozić bramce Aston Villi. W polu karnym powstał straszny bałagan, strzał Murphiego został zablokowany, piłka dostała się pod nogi Gery, który dośrodkował, ale Nevland nie dał rady oddać strzału głową w kierunku bramki. Trzy minuty później znowu było groźnie pod bramką Schwarzera, który fenomenalnie obronił strzał głową Luke’a Younga, po dośrodkowaniu Ashleya. The Villans nie zwalniali, w niedługim odstępie czasowym raz jeszcze znaleźli się przed dobrą okazją. Tym razem Bułgarski kapitan Petrov, który zna jeszcze O’Neila z czasów gry w Celticu Glasgow, z dość dużego kąta huknął minimalnie niecelnie. W 37 minucie strzał z dystansu Gery, po odbiciu się od przeciwnika, sprawił duże problemy Friedelowi, ale ostatecznie zdołał on chwycić wypuszczoną piłkę, zanim dopadł do niej Nevland. Chwilę potem Fulham miało jeszcze jedną okazję. Tym razem długa, krzyżowa piłka z prawej obrony dotarła do Zamory, który fantastycznie ją skleił i znalazł się oko w oko z Amerykańskim goalkeeperem. Niestety, tego dnia fantastyczne zawody rozgrywał ex-rangers Cuellar, który zdążył z asekuracją stoperów i uniemożliwił Anglikowi czysty strzał. Wówczas kibice zgromadzeni na stadionie mieli podstawy by sądzić, że The Cottagers ponownie odzyskują kontrolę nad grą. Wtedy stało się  jednak najgorsze. W przeciągu czterech minut zespół stracił dwie bramki i znalazł się w bardzo trudnym położeniu. Wpierw Hangeland w prostej sytuacji spowodował aut dla rywala, który szybko go wykonał. Piłkę dostał Petrov, wrzucił w pole karne, a tam szybkobiegacz Agbonlahor wyskoczył wyżej niż Smalling i strzelił w prawy róg bramki. Schwarzer był bliski interwencji, ale strzał był z bliska i ostatecznie pika wpadła do siatki. Villa strzeliła gola po raz pierwszy od czterech meczów, a na drugie trafienie czekali dokładnie cztery minuty. W polu karnym piłkę otrzymał Agbonlahor, Hangeland znalazł się po jego złej stronie, w związku z czym reprezentant Anglii zszedł do środka i pięknym, technicznym strzałem uciszył Craven Cottage. Co prawda Hangeland protestował, że był faulowany, ale na nic zdały się narzekania Norwega, który ewidentnie zawalił w tej sytuacji.  Ustawiony był na odcięcie podania na zewnętrzną stronę pola karnego, kiedy oczywistym jest, że w pierwszej kolejności broni się te, które mogą lecieć do wewnątrz. Inna sprawa, że być może minimalny faul był. Chwilę potem zabrzmiał ostatni gwizdem Lee Masona w pierwszej połowie.

Druga połowa stała pod znakiem dość niemrawych prób Fulham doprowadzenia do wyrównania. Odpowiedzialność za kierowanie drużyną wziął na siebie Danny Murphy, który kilkukrotnie zagrał bardzo inteligentne piłki do partnerów z drużyny. W 57 minucie jego wyśmienite podanie znalazło w polu karnym Gerę, ten w swoim stylu uderzał w dość ekwilibrystyczny sposób, ale Brad Friedel był tego dnia bezbłędny. Węgier, który zmienił kontuzjowanego Daviesa, był wyróżniającą się postacią w słabym zespole i tworzył pod bramką rywala dużo zagrożenia. W 67 minucie jego płaski strzał zza pola karnego był minimalnie niecelny. Aston Villa, która wyrobiła sobie markę jednego z najlepszym zespołów grających z kontry, czyhała na swoje szanse. Mieli je Ashley Young oraz Agbonlahor, ale żaden z nich nie potrafił oddać skutecznego uderzenia. W 76 minucie, choć na chwilę pojawiła się radość na stadionie.  Piękne podanie Zamory za linię obrony the Villans doszło do Davida Elma, który pojawił się kilka minut wcześniej na murawie. Ten oddał strzał na wślizgu i piłka wpadła do siatki. Niestety,  sędzia dopatrzył się spalonego i miał rację, choć offside był minimalny. Krytykowany Szwed będzie musiał zatem poczekać na swojego pierwszego gola, choć należy go pochwalić za ruch bez piłki i dobre wykończenie. Do ostatniego gwizdka sędziego Fulham próbowało wrócić jeszcze do gry, ale to się nie udało i zespół przegrał kolejny, piąty mecz z rzędu.

Kolejna porażka sprawia, że ci mniej cierpliwi najchętniej zwalniali by już Hogdsona i wymienili pół składu. Z pewnością seria przegranych meczów nie jest powodem do chluby, należy jednak wskazać okoliczności łagodzące. Poprzednie cztery porażki miały miejsce na wyjazdach, gdzie, jak wiadomo, Fulham w ostatnim czasie miało ciągłe problemy. Co więcej, gra w tych spotkaniach nie wyglądała wcale fatalnie i jedynie z Tottenham ewidentny był brak piłkarskich argumentów. Co prawda sobotnia porażka została doznana na Craven Cottage, ale nie ma co ukrywać, że Aston Villa to zespół klasowy, z wieloma reprezentantami swoich krajów i nie powinno się popadać w panikę. Tym bardziej, że osobiście uważam, że główną przyczyną niepowodzeń są jednak kontuzję. W sobotnim spotkaniu Fulham wystąpiło w ultra eksperymentalnej linii defensywnej. Stephen Kelly grał na lewej obronie, a na prawej Aaron Hughes. Kelly jest zawodnikiem lewonożnym i chyba jednak nieco za słabym na pierwszy skład zespołu, zwłaszcza pod względem walorów ofensywnych. Hughes grywał kiedyś na boku, ale obecnie to typowy stoper, co było widać po ilości niecelnych podań i fatalnym ustawianiu się. Prowizoryczni boczni obrońcy skutkowali tym, że ataki skrzydłami Fulham były bardzo przewidywalne. Ani Kelly, ani Hughes, nie podłączali się należycie do akcji zaczepnych i nie pomagali tworzyć przewagi liczebną. W szczególności Hughes nie potrafił kompletnie odnaleźć się przy konstruowaniu akcji. A jak wiadomo, skoro Fulham nie ma piłki, to ma ją przeciwnik. Sytuacja w ataku też nie wygląda za ciekawie. Zamora dopiero co  wrócił po kontuzji, a jego ewentualnego partnera trudno wskazać. Nevland jest piłkarzem dobrym, ale chyba lepiej spisuje się jako joker. Najchętniej widziałbym bym w tej roli nieprzewidywalnego Diomansy’iego Kamarę, ale ten ma być ponoć wypożyczony do Celticu… Już niedługo nadchodzi mecz domowy z Portsmouth. Jeżeli The Whites przegrają z ostatnim zespołem w tabeli, wówczas zacznę się na prawdę martwić, a sytuację będzie można określić katastrofalną. Na razie jest tylko niedobrze.

Reklamy

Responses

  1. Hmm… Coz mozna dodac…
    Chyba tylko to, ze o europejskich pucharach (poprzez lige) to mozemy zapomniec…
    I ze niestety zesol potrzebuje wzmocnien…

  2. Niestety, zgadzam się z tobą. Przed tą fatalną czarną serią liczyłem że fulham na koniec sezonu zajmie siódme miejsce, jak rok temu,ale na to już chyba za późno. Mam tylko nadzieję że będziemy w pierwszej dziesiątce. Szkoda że dotknęła nas taka plaga kontuzji. Jestem przekonany że gdybyśmy posiadali taką kadrą jaka była jeszcze w grudniu to europejskie puchary dalej byłyby w naszym zasięgu.
    Liczę że niedługo nastąpi moment zwrotny i wreszcie przestaniemy przegrywać.Jest duża szansa że taki moment nastąpi już w najbliższym meczu.

  3. Dodam jeszcze że (Słyszeliście już to wiele razy, ale nie szkodzi) z zespołem trzeba być zawsze. Na dobre i na złe.

  4. Przydałby nam się taki Michel Salgado. Albo najlepiej jakiś wing back, który może grać na obu skrzydłach. No i jakiś napastnik, ale kreatywnym pomocnikiem też bym nie pogardził.

  5. Ja mogę szczerze przyznać, że z marzenia o pucharach wyleczyłem się jakiś czas temu. Nawet przy dobrych wynikach można było wychwycić, że cała ta paczka w tabeli od Chelsea po Villę, City i Tottenham jest w tym sezonie diabelnie mocna. I na nieszczęście jest ich tam tyle, że zajęte są wszystkie miejsca pucharowe. Dodajcie jak zwykle posiadający opóźniony zapłon Everton i wnioski nasuwają się jasne. Do topowej siódemki jest się dobić bardzo ciężko, pomimo fantastycznej gry w zeszłym sezonie udało się to i tak w ostatnich kolejkach przy dość sprzyjających rezultatach rywali. Ale nie ma co się załamywać, to jest Fulham, jeśli uda się wybronić 9.,10. miejsce, to będzie to fantastyczny rezultat, to jest cel, który powinniśmy sobie stawiać, który był poza absolutnym zasięgiem kilka lat wstecz, i pamiętam jak tamtejsi piłkarze Fulham niemal w kategoriach marzeń rozpatrywali górną połówkę tabeli, pytani o sezonowe cele. A teraz drugi rok z rzędu jest to strefa całkowicie realna i to jest ogromny postęp. Po drugie, zgadzam się co do tego, że niebawem nastąpią lepsze wyniki. Czeka nas teraz tyle spotkań ze średniakami u siebie, że nastroje muszą się poprawić.
    COYSW!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: