Napisane przez: Macu | Luty 3, 2010

Kibice goli nie strzelają. Fulham 1-0 Portsmouth.

Zarówno Fulham jak i Portsmouth przystępowały do wtorkowego meczu z jednym, jasnym celem: trzy punkty. Po pięciu kolejnych porażkach, mało kto w Londynie dopuszczał do głowy myśl, że zespół może przegrać na własnym stadionie z outsiderem ligi. Jednak raz jeszcze potwierdziło się, że w Premier League nie ma słabych zespołów  i choć Fulham ostatecznie odniosło zwycięstwo, po kontrowersyjnym golu Jonathana Greeninga (Zamora był na spalonym), to długimi minutami stroną zdecydowanie lepszą byli przyjezdni z południa Anglii. Dopiero w drugiej połowie, po zmianach dokonanych przez Roya Hogdsona, zespół ożywił się i zdołał wbić decydującą w tym spotkaniu bramkę. Zła passa została przerwana, jednak styl wygranej pozostawia wiele do życzenia.  Warto również odnotować, że okazję do debiutu dostali dwaj nowi zawodnicy The Whites: Stefano Okaka Chuka, a także Nicky Shorey.


Przegranie pięciu kolejnych meczów z rzędu wcale nie koniecznie musi oznaczać kompletnego kryzysu i rozpadu zespołu. Fulham co prawda zaliczyło taką niechlubną serię, jednak styl porażek nie był dramatyczny. Przy odrobinie szczęścia, parę z tych spotkań mogło potoczyć się zupełnie inaczej. I wreszcie nadszedł mecz z Portsmouth, które w czwartek zmieniło właściciela po raz czwarty. Rywal zdeterminowany, potrzebujący punktów jak powietrza, całkiem nieźle zorganizowany, ale niemogący pokonać niemocy. Zapowiadało się ciężkie spotkanie, ale obserwacja tabeli wyraźnie wskazywała faworyta, którym było Fulham. Jednak ewentualna porażka oznaczała, że The Whites dorównają fatalnej passie sześciu porażek z rzędu z 2002 roku. Roy Hogdson, mimo plagi kontuzji, nie zmienił ustawienia taktycznego zespołu i pozostał przy klasycznym 4-4-2, z dwójką defensywnych pomocników i aktywnymi skrzydłami. Szansę debiutu dostali lewy obrońca Nicky Shorey, pożyczony z Aston Villi, a także napastnik Stefano Okaka Chuka, który przybył na zasadzie wypożyczenia z AS Romy. Ten drugi prawdopodobnie usiadł by na ławce, ale drobna kontuzja palca Erika Nevlanda spowodowała, że zagrał od pierwszej minuty. Nowością w składzie Fulham był Jonathan Greening, który został delegowany do gry na lewej pomocy. Trener Portsmouth, Avram Grant, mógł już skorzystać z kluczowych dla zespołu afrykańskich zawodników, którzy wrócili z PNA. Drużyna powróciła do ustawienia z dwoma napastnikami, a silny środek pola stworzył kwartet: Basinas, Boateng, O’Hara, Yebda. Po kolejne, dość długiej pauzie spowodowanej kontuzją, do gry powrócił były gracz Fulham oraz Liverpoolu, Irlandczyk Stephen Finnan. Arbitrem meczu był debiutujący na boiskach Premier League Anthony Taylor.

Początek spotkania to dość nieudolne próby przejęcia inicjatywy z obu stron. Na niezwykle grząskiej i śliskiej murawie, oba zespoły nie potrafiły uspokoić gry i utrzymać się dłużej przy futbolówce. Dopiero po upływie kilkunastu minut sytuacja uległa nieco się wykrystalizowała, a kontrolę nad grą przejęli goście. Niesieni fanatycznym, a zarazem fantastycznym dopingiem dość dużej grupki przybyłej z południa Anglii, piłkarze Portsmouth zdominowali środek pola, a na szczególną pochwałę zasłużyła czwórka pomocników, których wcześniej wymieniłem. Skoncentrowani w środkowej części boiska, zupełnie nie dawali pograć Murphy’iemu i Bairdowi, którzy zaliczali stratę za stratą. W 8 minucie, fatalny tego dnia Kelly, który ustawicznie oddawał piłkę rywalowi w najprostszy z możliwych sposobów, a jednocześnie był stale ogrywany, powalił tuż przy linii końcowej i pola karnego Frederica Piquionne. Wrzutka O’Hary była jednak słaba i została wybita przez kapitana Fulham Murphy’iego. Cztery minuty później było ponownie groźnie pod bramką Schwarzera. Prostopadła piłka doszła do Piquionne, który wbrew wrażeniu obrońców Fulham na spalonym nie był. Francuz szukał strzału po długim rogu, jednakże doświadczenie Marka wzięło górę i strzał ten został zablokowany. Gospodarze próbowali się odgrzać, ale ewidentnie coś należycie nie funkcjonowało. Aktywny był Duff,  który chciał podrywać kolegów do walki, ale słabe wsparcie ze strony Kelly’ego nieco hamowało jego zapędy. Do gry próbował pokazywać się też Okaka, a jego próby dryblingu wzbudzały aplauz na Craven Cottage. Jednak także i one pozostawały bezefektywne i nie doprowadziły do żadnych sytuacji strzeleckich.  Wreszcie w 26 minucie zrodziła się pierwsza klarowna okazja dla Fulham. Rzut rożny bity przez Murphy’iego doszedł na głowę ustawionego na długim słupku Hughesa, jednakże uderzenie zostało obronione przez kandydata do numeru jeden reprezentacji Anglii, Davida Jamesa. Gdyby po tej akcji padł gol, to byłby to scenariusz typowy dla Portsmouth: niewykorzystana przewaga i strata gola przy pierwszej ofensywnej akcji przeciwnika. Goście kontynuowali jednak swoją dominację. Po dwóch kwadransach gry, swoją sytuację miał urodzony w Niemczech Kevin-Prince Boateng. Popędził on z piłką w pole karne Fulham, przedarł się dość szczęśliwie przez dwójkę stoperów i upadając oddał bardzo groźne płaskie uderzenie. Mark Schwarzer zdołał jednak szybko rzucić się na ziemię i powstrzymać futbolówkę przed zatrzepotaniem w siatce. W 34 minucie gospodarze mieli najlepszą okazję do objęcia prowadzenia w pierwszej części gry. Zamora wrzucił fenomenalną piłkę na długi słupek, będąc po prawej stronie boiska, Greening zgrał ją głową do środka i ustawiony na trzecim metrze Okaka Chuka musiał ją tylko uderzyć głową w kierunku bramki. Debiut-marzenie? Nie, Włoch minimalnie przestrzelił, a następnie przez około minutę łapał się za włosy, nie dowierzając temu co się stało. Kilka minut później, grający z numerem dziewięć zawodnik, miał jeszcze jedną pół-okazję. Ale jego strzał zza pola karnego pozostawił wiele do życzenia. Tuż przed przerwą ponownie zrobiło się groźnie zza sprawą The Pompeys. Po rzucie rożnym  wykonanym przez Basinasa zapanowało straszliwie zamieszanie, uderzenie Piquionne zostało zablokowanę przez Kelly’ego, a dobitka O’Hary była niecelna. Chwilę potem sędzia Taylor pozwolił zejść graczom do szatni. Fulham w pierwszej połowie zdecydowanie zawiodło, dało się zdominować gościom, którzy mieli kilka niezłych okazji na zdobycie gola. Problemem zespołu był kiepsko radzący sobie środek pola i kompletny brak celności podań, które skutkowały supremacją Portsmouth pod względem posiadania piłki.

Mimo że, jak można się domyślać, piłkarze usłyszeli w przerwie parę cierpkich słów, początek drugiej połowy był równie niemrawy w ich wykonaniu, co cała pierwsza część. W 53 minucie kolejny rożny bity przez doświadczonego greckiego pomocnika Basinasa, znalazł w polu karnym Boatenga. Główka byłego gracza Borussi Dortmund i Tottenhamu była niezła, ale Schwarzer zdołał ją wybronić w charakterystycznym dla siebie, jednoręcznym stylu. Po godzinie gry Hogdson dokonał pierwszej zmiany: fatalny Kelly został zastąpiony przez Dikgacoi. Tak zatem gracz z RPA powędrował na środek pola, a Chris Baird został cofnięty na prawą obronę. I nagle, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, sytuacja się odmieniła i The Cottagers zaczęli przejmować inicjatywę. Na prawej stronie dobrą współpracę zawiązali Duff i Baird. Cała idea wystawiania lewonożnego zawodnika na prawej pomocy (i na odwrót na drugim skrzydle) polega na tym, iż pomocnik ten może schodzić do środka i oddawać strzał ze swojej lepszej nogi (a wiemy, że w przypadku Irlandczyka to zabójcza broń), tudzież czekać na obiegnięcie przez obrońcę i tym samym wybierać opcję wrzutki prawą nogą. Oczywiście Duff jest zawodnikiem tej klasy, że sam może również posłać niezłą piłkę w pole karne, używając swojej prawej stopy. W 65 minucie przedstawiona przeze mnie taktyka zafunkcjonowała należycie: Duff oddał piłkę do obiegającego Bairda, a jego pierwsza wrzutka była o kilka klas lepsza niż wszystkie poprzednie w wykonaniu Stephena Kelly’iego. Futbolówka znalazła w polu karnym Zamorę, ten zdołał skontrować piłkę głową w kierunku bramki, ale strzał był nieco za lekki i przewidywalny, James łatwo go chwycił. Pięć minut później boisko opuścił Okaka, a w jego miejsce pojawił się Nevland. To był przeciętny debiut Włocha, który zmarnował jedną świetną okazję, a w drugiej połowie był mało widoczny. Nie można było mu jednak odmówić wielkiego zaangażowania w grę i dużej siły jaką dysponuje. Denerwowały jednak jego niepotrzebne, nieco szaleńcze rajdy z piłką, kiedy nie dostrzegał lepiej ustawionych partnerów. Wracając do gry, wraz z pierwszym kontaktem z piłką, Norweg mógł wpisać się na listę strzelców. Po błędzie defensywy przeciwnika, dopadł do futbolówki po prawej stronie boiska, za polem karnym i huknął bez zastanowienia na bramkę. Strzał był niezły, ale trafił w boczną siatkę. Jednak wejście Nevlanda jeszcze bardziej ożywiło zespół i pomogło eksploatować największą bolączkę The Pompeys,  słabą defensywę. Jego inteligente ruchy bez piłki sprawiały wiele problemów Portsmouth i były znakomitym materiałem źródłowym do nauki dla każdego młodego snajpera. Wreszcie nadeszła 74 minuta. Amatorski błąd popełnia Algierczyk Nadir Belhadji, który w polu karnym stracił piłkę na rzecz Damiena Duffa. Irlandczyk dośrodkował po ziemi w pole karne, będący na na spalonym Zamora nacisnął Ben-Haima, który tylko połowicznie wybił piłkę, wprost na nogę nabiegającego bez krycia Greeninga. Pierwszy gol byłego kapitana West Browmich dla Fulham, upragnione prowadzenie na Craven Cottage. Kolejne minuty to większy spokój w grze zespołu Hogdsona. Na szczególną pochwałę zasłużyli fenomenalny tego wieczora Duff, który biegał i harował jak młodzieniaszek, a także niezwykle solidny Nicky Shorey, który chyba ani razu nie dał się ograć, a ponadto był bezbłędny przy podawaniu i groźny pod bramką przeciwnika (kilka klasowych wrzutek). Portsmouth próbowało naciskać, ale szło im to o wiele gorzej niż w pierwszej połowie. Nawet wspaniale dopingujący przez cały mecz kibice przyjezdnych, usadowieni na Putney End, zaczynali już tracić wiarę. W polu karnym Schwarzera królowali Hangeland i Hughes, którzy bez większych kłopotów oddalali niebezpieczeństwo. W ostatnich sekundach miała miejsce jeszcze jedna profesorska interwencja Duffa, który przy linii końcowej chronił piłkę przed Quincym Owusu-Abeyie i wywalczył piątkę. Chwilę potem zabrzmiał ostatni gwizdek, przeciętnie sędziującego te zawody Taylora (nie wychwytywał drobnych fauli).

Wygrać, zapomnieć. Nie ma wątpliwości, że był to mecz z tej kategorii. Nadrzędny cel został zrealizowany, passa została przełamana. Jednak spotkanie to nie pozostanie w pamięci kibiców nazbyt długo, bo dobrych akcji z obu stron było jak na lekarstwo. W pierwszej połowie Portsmouth prezentowało się na prawdę dobrze, ale nie potrafiło tego wykorzystać.  Wygrywali bitwę w środku pola, ale koncentracja pomocników w centralnym sektorze, skutkowała tym, że brakowało im akcji skrzydłami. Przemyślane zmiany Hogdsona spowodowały, że druga połowa była lepsza w wykonaniu The Whites i dość szczęśliwa bramka dała wymęczone zwycięstwo. Teraz czeka nas wyjazd do Boltonu, gdzie w poprzednim sezonie udało się przełamać wyjazdową niemoc. Niestety, tego meczu nie zrelacjonuje, bo wyjeżdżam. 😉

Advertisements

Responses

  1. Fantastycznie! 🙂 dziś liczyły się tylko trzy punkty. Wywołaliśmy tego Greeninga i strzelił niesamowicie cenną bramkę. Jego kontrakt z nami jest ponoć tak skonstruowany, że całe to wypożyczenie to jeden pic, a i tak musimy latem zapłacić za niego 4 miliony. I do tej chwili absolutnie tej kasy nasz Jezus swoją grą nie spłacał. I chyba właśnie to zrobił.
    Spotkania oglądałem bardzo mało (niech szlag trafi te dzisiejsze transmisje internetowe), bramki nie widziałem, może uda mi się to jakoś gdzieś teraz nadrobić, żałuję zwłaszcza jednego momentu, w którym Jay Jay Okaka (cholernie to chwytliwe) miał setkę i już miałem wykrzyczeć „Grande…”, po czym w dosłownie TEJ sekundzie transmisja siadła. Ale resztę doczytałem sobie na fanowskim forum, gdzie zdążyli przyrównać Stefano do Bobby’ego z impotenckich czasów i szybko zrozumiałem o co chodzi. Wyczytałem też pochwały pod adresem Shoreya, o świetnej zmianie jaką dał Nevland i o tym, że Elm ponoć już się w zespół wstrzelił, co brzmi całkiem niespodziewanie. Ale z wielką ochotą przeczytam opis spotkania. Dobrej nocy 😉

  2. Możesz trochę napisać jak zadebiutował Okaka, ile czasu grał, itp.?

  3. Dzięki za bardzo wyczerpujący opis, Macu 🙂 Nie ma wątpliwości, że był to mecz z kategorii „odbębnić”. Udało się w kiepskim stylu wywalczyć 3 punkty i przynosi mi to naprawdę sporą radość. Ciężki mecz, w takich właśnie, środowych, anonimowych, bezpłciowych spotkaniach gra się o co najmniej utrzymanie. No i też sprawiedliwości stało się zadość, po tych nie zawsze zasłużonych porażkach. Wynoszę pozytywy, bo odskoczyliśmy w tabeli, jednocześnie otrzymując wiele odpowiedzi na kwestie taktyczne. Zazwyczaj manager jest „mądry po szkodzie”. Kelly z tego co mówisz, idzie na odstawkę. Nie zdaje egzaminu jakościowego. Z drugiej jednak strony to piłkarz Fulham i nie mają żadnego uzasadnienia gwizdy pod jego adresem (które ponoć były). Zwłaszcza kiedy daje z siebie wszystko, niezależnie ile te „wszystko” się równa. Test z Bairdem na prawej zaskoczył i Chris to chyba nasza najlepsza opcja na tę pozycję w tym momencie. Nicky – świetna sprawa. Kwestia lewej obrony w ogóle wygląda ekscytująco, bo w obliczu Bridge’a ewentualnie rezygnującego z MŚ, Konch i Shorey to teraz czarne konie w wyścigu o RPA. Erik potwierdził, że jest naszą najmocniejszą bronią gdy wchodzi z ławki, ale zapewne teraz zagra od początku. Duffer to pewniak do dziesiątki (piątki?) najlepszych transferów roku. Jest fantastyczny. Jay Jay zaliczył wg mnie pozytywny debiut. Co prawda jest to opinia nazbyt subiektywna, bo obdarzyłem jakoś tego chłopaka sympatią, ale widziałem multum gorszych debiutów w Fulham. Wyróżniał się i dał nadzieję na przyszłość. Spróbowałem wyobrazić sobie, co on może czuć, kiedy w jeden wieczór rzuca całe swoje młode życie w Italii, parę godzin później trenuje z zupełnie obcymi (chyba tylko z Royem może sobie pogadać), a pare kolejnych godzin później wybiega na zupełnie nową rzeczywistość, kiedy nie za bardzo wie, jak ma grać i współpracować z drużyną. Wtedy zrozumiałem, że na starcie nie powinno się oczekiwać od niego zupełnie niczego. A mimo to miał parę odważnych wejść. Zmarnowanej setki na szczęście nie widziałem 😉

    Czy będzie powtórka z Boltonem… to spotkanie naprawdę pozwala w to wierzyć 😉 Będę w stanie je obejrzeć, później również wyjeżdżam. Udanego wypoczynku 😉

  4. No to czas zacząć Bolton…

  5. Od siebie doloze jeszcze zdziwienie (pozytywne) Elm od poczatku 🙂

  6. […] się outsider z Portsmouth, a utrata punktów zepchnęłaby the Whites w wir walki o utrzymanie, to Greening zdobył jedyną bramkę meczu. Anglik uspokoił ligową sytuację, wobec czego the Cottagers mogli całkowicie poświęcić się […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: