Napisane przez: Macu | Luty 9, 2010

Wyrównując niedobory szczęścia. Fulham 3-0 Burnley.

Trzynasty mecz wyjazdowy Burnley zaiste okazał się być pechowym. Zespół Briana Lawsa odniósł dwunastą porażkę, a o przebiegu rywalizacji zadecydowały gole strzelane po błędach arbitra liniowego. Wpierw do siatki Briana Jensena trafił Danny Murphy, wykorzystując zgranie Davida Elma. Następnie, jeszcze niedawno kompletnie zapomniany Szwed, otworzył swoje konto strzeleckie w Fulham, dobijając strzał Zamory. Wynik spotkania ustalił  właśnie ten drugi z napastników The Whites, strzelając bezpośrednio z rzutu wolnego. Choć goście mogą mieć uzasadnione pretensje co do poziomu sędziowania, nie ulega wątpliwości, że podopieczni Hogdsona rozegrali bardzo dobre spotkanie. Do gry zespołu ponownie powrócił polot przy konstruowaniu akcji, a para Zamora-Elm  była jak próchnica w zębie, której The Clarets nie potrafili usunąć.


Nie ma co ukrywać, że szczęście jest potrzebne nie tylko w życiu, ale i w piłce nożnej. Ostatnimi czasy nieco brakowało go Fulham. Wszystko zaczęło się o feralnego meczu na Stamford Bridge, kiedy swoją mężną pożną postawą zespół zasłużył na choćby punkcik. Stało się niestety inaczej, a pechowcem tamtego dnia był Chris Smalling, który wbił sobie samobója. Następnie, niczym plagi egipskie, na zespół spadł cały szereg kontuzji, a wyniki meczów nie do końca odzwierciedlały boiskową postawę zawodników. Kilka decyzji sędziowskich również nie ułożyło się po naszej myśli. Wszystko to skutkowało pięcioma kolejnymi porażkami, które zakończyły się dopiero w meczu z Portsmouth.  Wówczas fortuna odwróciła się. Fulham nie rozegrało najlepszych zawodów goszcząc przyjezdnych z Fratton Park, ale wygrało. Podczas wyjazdu do Boltonu również można mówić o przychylności losu, ponieważ zespół ratowała poprzeczka, a sędzia nie uznał zdobytej w ostatnich minutach bramki. Wreszcie nadszedł mecz z Burnley, i jak się później okazało, szczęście zdawało się nadal tkwić u boku podopiecznych Roya Hogdsona. Pojedynek z beniaminkiem ligi był ważny z wielu względów. Ewentualna wygrana pozwalała na ostateczne zakończenie i odcięcie się od fatalnej passy przegranych meczów, a jednocześnie budowała pokaźny bufor dzielący drużynę od strefy spadkowej. Beznadziejny, najgorszy w lidze bilans wyjazdowy piłkarzy The Clarets (1 punkt w 12 meczach) dawał duże podstawy do optymizmu. Roy Hogdson, wskazywany przez trenera Burnley, Briana Lawsa, jako potencjalny kandydat na sukcesję w roli szkoleniowca reprezentacji Anglii po Fabio Capello, nie mógł skorzystać z nadal dość pokaźnej grupki zawodników: Panstil, Dempsey, Konchesky, Gera, Johnson, Dikgacoi. Standardoowo, do gry delegował zespół ustawiony w formacji 4-4-2, z Chrisem Bairdem na prawej obronie, ponownie powracającym po kontuzji Simonem Daviesem na lewym skrzydle i Damienem Duffem na przeciwnym. W ataku niespodzianka, partnerem Bobby’iego Zamory był jeszcze niedawno piłkarz-widmo David Elm. Najstarszy z trójki piłkarskiego rodzeństwa państwa Elmów (Rasmus gra w AZ Alkmaar, a Viktor w SC Heerenveen ) zadebiutował w meczu pucharowym z Manchesterem City, ale później trudno  było dopatrzeć się jego nazwiska w kadrze meczowej. Jednakże wobec ostatnich problemów z urazami wśród napastników,  David zaczął dostawać szanse do gry, z resztą wykorzystuje je całkiem nieźle. Podopieczni Briana Lawsa przystąpili do spotkania w takim samym ustawieniu taktycznym co Fulham. W zespole brakowało jednak kluczowych graczy: podstawowego stopera i kapitana, Stevena Caldwella, a także wicekapitana, grającego jako defensywny pomocnik, Grahama Alexandra. Pod ich nieobecność opaskę kapitańską przejął Clark Carlisle. Ciekawie prezentowała się lewa strona zespołu, z byłym graczem Newcastle,  Kanadyjczykiem Davidem Edgarem w linii obronnej, a także z przybyłym z Celticu Danielem Foxem, ustawiony przed reprezentantem Kanady. Rola defensywnego pomocnika została powierzona Andre Bikey’owi, który przez długi okres swojej kariery był głównie stoperem. W ataku straszyła para Nudgent-Fletecher, która w rzeczywistości jest groźniejsza, niż mogło by się to wydawać czytając nazwiska.

Pierwsze minuty meczu to standardowy okres badania się. Obie drużyny nie były ostatnio w najwyższej formie i w ich grze była widoczna pewna bojaźliwość. Pierwsza niezła okazja padła łupem Fulham. Zamora zgrał futbolówkę na prawe skrzydło w kierunku Duffa, a ten wbił ją wzdłuż bramki, jednak zamykający akcję Davies piłki nie sięgnął. Irlandczyk był z resztą nie po raz pierwszy najaktywniejszą postacią w zespole, i mimo  trzydziestki na karku harował na całej długości boiska. W 12 minucie znalazł się kompletnie nie obstawiony przy bocznej linii pola karnego, ale zagrał za plecy wszystkich zawodników znajdujących się w szesnastce. Już po początkowym okresie gry rzucał się w oczy jeden fakt: lewy obrońca Edgar zupełnie nie radził sobie z blondwłosym Duffem, a stoperzy mieli problemy z siłą fizyczną dwójki napastników Fulham. W 21 minucie zagranie Damiena dotarło do Davida Elma, który będąc na 20 metrze oddał podkręcony strzał, nieco jednak za słaby dla Briana Jensena. Chwilę potem duński bramkarz wyprowadził kontrę zakończoną niecelnym strzałem Fltechera. Z każdą minutą spotkanie stawało się ciekawsze, a gole były coraz bliżej. Wreszcie nadeszła 24 minuta. Po wybitym przez obronę Burnley  rzucie rożnym piłka dotarła do Nicky’iego Shoreya, który zagrał z lewej strony krzyżową piłkę w pole karne. David Elm zgrał ją idealnie do Danny’iego Murphy’iego, który profesorsko zastawił obrońcę i pokonał goalkeepera gości. Piękna akcja, choć jak pokazały powtórki, Elm był na dość wyraźnej pozycji spalonej. Dwie minuty później The Clarets odpowiedzieli kapitalnym strzałem Stephena Fletchera, który jednak świsnął koło prawego słupka bramki Schwarzera. Nie minęło kilka chwil, a znów mieliśmy okazję bramkową. Kilka kapitalnych podań na prawej stronie między Duffem i Bairdem kompletnie rozszczelniło obronę Burnley, piłkę dostał Zamora, wycofał ją do Etuhu, który technicznym strzałem próbował pokonać Jensena zza pola karnego. Strzał, podobnie jak cała akcja, był przecudny, ale jedneak nazbyt w środek  i Jensen nie miał problemów. W 32 minucie Fulham znalazło się w komfortowej sytuacji. Zamora otrzymał prostopadłą piłkę od Chrisa Bairda, nawinął w polu karnym Leona Corta i lewą nogą posłał piłkę w kierunku długiego rogu. Bramkarz gości dał radę obronić tę próbę, ale przy dobitce Elma był bezradny. Pierwszy gol szweda w barwach The Whites, choć znowu pozostaje pewien niesmak, ponieważ Zamora był na minimalnym offsajdzie. Po stracie gola David Laws zdecydował się przegrupować swoją beznadziejnie spisującą się formację obronną, zdjął Corta, cofnął do niej Foxa, a na pomocy ujrzeliśmy byłego czerwonego diabła, Chrisa Eaglesa. Na 8 minut przed końcem pierwszej połowy Burnley miało rzut wolny. Do piłki podszedł Daniel Fox (strzelił bezpośrednio z wolnego w meczu z WHU), a po jego strzale futbolówka prześlizgnęła się przez mur, jednak Mark Schwarzer zachował czujność. Było to pierwsze celne uderzenie gości.  Kilka minut później The Clarets raz jeszcze mieli wolny niemal w tym samym miejscu, tym razem uderzał Tyrone Mears, piłka ładnie opadała za murem, ostatecznie minimalnie minęła bramkę. Na tym zakończyły się ciekawe wydarzenia w pierwszej połowie. Nie przy małym udziale trójki sędziowskie Fulham komfortowo prowadziło, co nie zmienia faktu, że poziom gry zespołu był bardzo dobry. Wreszcie udało się odnaleźć zagubione w ostatnich meczach spokój przy konstruowaniu akcji i łatwość wymieniania podań. Schodząc do szatni Danny Murphy szepnął coś jeszcze do Davida Elma i były to zapewne pochwały, ponieważ Szwed rozegrał na prawdę wyśmienite zawody w pierwszej połowie, będąc wraz z Zamorą utrapieniem dla obrony Burnley.

Przebieg wydarzeń w drugiej połowie nie zmienił się. The Whites byli stroną przeważająca. W 51 minucie w świetnej okazji znalazł się Zamora, jednak zabrakło mu nieco jakości w wykończeniu akcji i świetną obroną popisał się Jensen.  Trzy minuty później było już jednak po meczu. Przesunięty na stopera David Edgar bezpardonowo powalił przed polem karnym Zamorę, ściągając go do ziemi za rękę. Przy piłce zrobił się mały tłum, bo okazja była świetna, a do bramki niedaleko. Ostatecznie płasko, lewą nogą huknął Zamora, pominął mur i posłał piłkę w długi róg bramki. Brian Jensen nie zdążył zareagować, choć chyba powinien. W ten sposób Anglik strzelił swoją siódmą bramkę w tym sezonie, a tym którzy kwestionowali jego talent, pozostaje dziękować opatrzności, że ostatecznie nie odszedł do Hull City. Trzecia bramka zdecydowanie uspokoiła mecz i uczyniła go mniej ciekawym. Roy Hogdson zaczął wprowadzać na boisku zmienników. Pojawili się Greening, Okaka i około 80 minuty Riise, którzy odpowiednio zmienili Daviesa, Zamorę i Duffa. Nie był to najlepszy mecz Daviesa, który był mało widoczny i dawał się być jeszcze nie w pełni sił.   Co gorsza, kamery pokazały go siedzącego na ławce rezerwowych z lodowym okładem na kostce. Miejmy nadzieję, że to jedynie profilaktyka i kontuzja Walijczyka znowu nie powróciła. Po nieco ponad godzinie gry Fulham miało rzut rożny. W polu karnym zrobił się bałagan, mocny i wydawało się celny strzał oddal Duff, ale świetny blok jednego z graczy w bordowej koszulce zażegnał niebezpieczeństwo. Ataki Burnley były nieporadne, a The Cottagers także spuścili z tonu. Pokazać się próbował Okaka, choć łączył ładne dryblingi z niepotrzebnymi stratami. Podsumowaniem jego obecnej boiskowej osobowości było wydarzenie przy linii bocznej. Piłkę z autu rzucił mu Shorey, a Stefano zamiast mu ją odegrać, od razu wdał się w drybling i stracił futbolówkę. Roy będzie musiał jeszcze nad nim popracować. W 78 minucie Włoch miał jednak okazję na otwarcie swojego konta bramkowego w białej koszulce. Dostał on świetną prostopadłą piłkę od Riise, jednak zamiast uderzyć lewą nogą, próbował strzelać prawą i Jensen nie miał większych problemów z interwencją.  Chwilę potem wspomniana para stworzyła jeszcze jedną okazję, jednak pożyczony z Romy zawodnik nie dał rady wykończyć wrzutki z prawej strony, dogranej nieco za plecy. Bez wątpienia Okaka ma szybkość, dynamikę i jest zawodnikiem silnym, ale jeżeli myśli o najlepszych europejskich zespołach, musi jeszcze popracować nad walorami snajperskimi, takimi jak strzał i jego technika. Na pocieszenie dla głośnych tego wieczora na Craven Cottage kibiców Burnley, w 92 minucie Eagles przeprowadził ładną, indywidualną akcję, ale pod naciskiem obrońców oddał lekki starzał, pewnie wybroniony przez Schwarzera. Chwilę potem zabrzmiał ostatni gwizdek Chrisa Foya i Fulham w przekonujący sposób wygrało 3-0, a Burnley podtrzymało swoją niemoc w meczach na obcym terenie.

Bez dwóch zdań szczęście było we wtorek po stronie Fulham, ponieważ gdyby nie pomoc sędziowska, mecz mógł potoczyć się nieco inaczej. Cieszy jednak na prawdę dobry styl wygranej, gdzie Fulham ponownie wyglądało jak dobrze poukładany zespół. Obrona Burnley jest jedną z najgorszych w lidze i tego dnia było to dobitnie widać. Zagrania na ściankę do Zamory ustawionego na ósmym metrze od bramki nie stanowiły żadnego problemu. Świetnie spisywał się Dickson Etuhu, którego obecność zawsze zdaje się korzystnie wpływać na  kreatywność Murphy’iego, odciążonego z gry destrukcyjnej. Dobrą wiadomością jest także solidna gra defensywy. Po eksperymentach z Kallio, Kelly’im i Hughesem w roli bocznych obrońców, Fulham znalazło stabilizację zatrudniając świetnego Shoreya i przesuwając do obrony wszechstronnego Bairda. Jedyne co mnie obecnie martwi w kontekście lewej obrony, to problem bogactwa. Zarówno Konchesky jak i Shorey to świetni piłkarze, których uważam za jednych z najlepszych w Premier League na swojej pozycji. Obaj cieszą się moją sympatię i doprawdy nie mam pojęcia na którego z nich miałbym stawić, gdyby Paul był sprawny. Konchesky zdaje się być nieco lepszy w ofensywie, kiedy Shorey jest niezwykle solidny w defensywie. Jednocześnie, wrzutki tego drugiego to na prawdę klasa światowa. Teraz przed nami ważne mecze pucharowe: FA Cup i Liga Europejska. Będzie to okres prawdziwego testu dla zespołu, zwłaszcza konfrontacja z Szachtarem.

Bramki z meczu: tutaj, skrót jest na oficjalnej stronie.

Advertisements

Responses

  1. Mam pytanie: Które statystyki wolicie, takie jak tutaj, czy może te które dodałem do spotkań z Boltonem i Portsmouth. Tamte może trochę mniej szczegółowe i ergonomiczne, ale za to ładniejsze i mniejsze. Co o tym sądzicie? 🙂

  2. NO wreszcie przekonywująca wygrana….może to podbuduje zespół bo ostatnio grają w kratkę

  3. Witam, dl tych którzy nie widzieli meczu:

    English Premier League
    Fulham vs Burnley

    English (Fox Soccer Channel)
    WMV
    265MB

    Download links
    1st half »» http://www.midupload.com/hmwik9ne3dmc
    2nd half »» http://www.midupload.com/b6609bhxfeg0

    pozdrawiam i mam nadzieje ze nie złamałem regulaminu

  4. krepel83 —> Tu nie ma żadnego regulaminu. Jak jakiś post jest spamem, mogę go co najwyżej usunąć. Twój nie jest, więc zostaje. Dzięki za linki. 😉

  5. „jak próchnica w zębie” – zawsze wiedziałem, że masz potencjał, aby zostać poetą Macu 😛

  6. Tak sie zastanawiam… Co dalej bedzie z Elmem 🙂
    Bo Jego pobyt w FFC to ewidentnie 2 czesci. Pierwsza, kiedy wlasciwie to nie wiedzielismy, ze istnieje 😉 Druga to teraz…
    Pytanie co dalej z nim bedzie, czy utrzyma forme, co sie stanie jak kontuzjowani wroca… Bo jeszcze miesiac temu widzac, ze mamy m.in. Elma w skladzie bylem pewien, ze potrzebujemy na gwalt napastnika. Teraz juz nie jestem tak tego pewny 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: