Napisane przez: Macu | Luty 25, 2010

LE: Brazylijska samba potknęła się o dyscyplinę taktyczną. Szachtar 1-1 Fulham.

Pierwszy mecz obu drużyn na Craven Cottage przyniósł niespodziewane zwycięstwo gospodarzy w stosunku 2-1. Tydzień później obie jedenastki mierzyły się ponownie, i mimo niekorzystnego wyniku z pierwszego spotkania, to piłkarze z Doniecka stawiani byli w roli faworyta. Trener Mircea Lucescu zapowiadał piękną dla oka i efektywną grę. Rzeczywiście Ukraińcy rozpoczęli to spotkanie znakomicie, kompletnie spychając gości do defensywy i konstruując godne podziwu akcje. Jednak czas upływał, a bramki nie padały. Wówczas po stałym fragmencie gry najwyżej do główki wyskoczył Hangeland i wprowadził w osłupienie widzów zgromadzonych na Donbass Arena. Obraz gry się nie zmieniał, Szachtar przyciskał mocno, ale nie potrafił pokonać fantastycznie ustawionej defensywy Fulham. Wreszcie udało się to Jadsonowi, jednak na więcej nie starczyło czasu i umiejętności. Fulham  sprawiło zatem wręcz niebywałą niespodziankę i wyeliminowało ubiegłorocznego triumfatora Pucharu UEFA. W następnej rundzie Ligi Europejskiej zmierzy się z Juventusem Turyn. Jedyną smutną wiadomością tego wieczora dla kibiców The Whites jest fakt, że pod koniec spotkania bezpośrednią czerwoną kartką został ukarany kapitan zespołu Danny Murphy, który nieodpowiedzialnie sfaulował Srnę.


Donbass Arena. Ponad 50-tysięczny supernowoczesny kolos otworzony w 2009 roku, zaliczony przez UEFA do elitarnego grona pięciogwiazdkowych obiektów, był w czwartkowy wieczór miejscem zmagań podczas rewanżowego meczu Ligi Europejskiej pomiędzy Szachtarem Donieck i Fulham. W pierwszym spotkaniu na Craven Cottage, mimo przewagi gości, to gospodarze odnieśli niespodziewane zwycięstwo 2-1, a gole dla The Whites strzelali Gera i Zamora. Jednak mimo niekorzystnego wyniku, wracający po zimowej przerwie ukraiński zespół, nadal zdawał się być pewny siebie.  Ostatni raz na własnym stadionie poległ w meczu Ligi Mistrzów w październiku 2008 roku, a w lidze ukraińskiej passa ta trwa jeszcze dłużej. Przez fazę grupową Ligi Europejskiej podopieczni Mircea Lucescu przemknęli niczym burza, tudzież wprawiony w swoim fachu górnik. Natomiast jeżeli chodzi o Fulham, luty był dość dziwacznym miesiącem dla zespołu, ponieważ mimo szeregu kontuzji, w sześciu meczach udało się triumfować aż pięć razy, a wszystkie zwycięstwa zostały odniesione w fortecy zwanej Craven Cottage. W każdym razie, po fatalnej serii porażek ze stycznia, zespół zdecydowanie odnalazł formę. Do spotkania rewanżowego w Doniecku obie drużyny przystąpiły w niezmienionych składach. W podstawowym  zestawieniu The Cottagers wybiegł Stephen Kelly, który raz jeszcze musiał zastąpić na lewej obronie ciągle kontuzjowanego Konchesky’ego i nieuprawnionego do gry Shoreya. Po drugiej stronie boiska zobaczyliśmy Chrisa Bairda, strzelca niefortunnego gola samobójczego w ligowym meczu z Birmingham. W ataku wystąpił walczący o powołanie do kadry narodowej Zamora, wspierany przez Gerę. Para, która w pierwszym meczu współpracowała wręcz perfekcyjnie.  Postronnych polskich kibiców powinna  zainteresować obecność na ławce rezerwowych Szachtara Mariusza Lewandowskiego, który jednak nie pojawił się w dwumeczu ani na minutę.

Pierwszy gwizdek sędziego Moena z Norwegii dał sygnał gospodarzom do rozpoczęcia falowych ataków. Fulham, występujące w białych koszulkach i jednakowych spodenkach, od samego początku zostało zepchnięte do głębokiej defensywy i przygniecione do ściany. Zespół Hogdsona zdawał się być przerażony wielkością stadionu i  zadania jakie przed nim stoi.  Z trudem przychodziło mu wymienienie kilku cennych podań i w pierwszych minutach najczęstszym zagraniem piłkarza z Londynu był długi wykop piłki. Już w drugiej minucie zrobiło się gorąco pod bramką Schwarzera. Willian znalazł dużo miejsca przed polem karnym i bez zastanowienia kropnął z dystansu. Piłka zmierzała w środek bramki  z dużą szybkością i australijski bramkarz The Whites wybił ją z trudem na rzut rożny. Był to pierwszy z 17 takich stałych fragmentów gry, które Szachtar wykonywał w tym meczu. Zdając sobie sprawę z fizycznej dominacji Fulham, Mircea Lucescu musiał nakazać swoim podopiecznym krótkie rozgrywanie kornerów, bo zaledwie kilka z nich poszybowało bezpośrednio w pole karne. Szczerze powiedziawszy, kibice z Craven Cottage nie mogli mieć nic przeciwko takiej taktyce, bo z rzadka takie rozegranie przynosiło jakiekolwiek zagrożenie pod bramką doświadczonego Marka Schwarzera. W 11 minucie gospodarze powinni prowadzić. Kapitan zespołu, Dario Srna, pognał prawą stroną, dośrodkował po ziemi na 8 metr, a nieobstawiony Jadson powinien był uderzyć znacznie lepiej. Na jego nieszczęście, nieczysto trafił w piłkę i ta przeturlała się dość powoli obok słupka . Nerwowa gra Fulham trwała jednak w najlepsze, a zespół z Doniecka pokazywał swoją klasę. Przepiękne przerzuty, płynna wymiana piłki, ruch bez futbolówki, pressing, wszystko to cechowało grę ‚górników’ i sprawiało, że The Whites nie potrafili wyjść z własnej połowy. W 12 minucie Baird wykonał fatalne podanie do tyłu i stworzył okazję Jadsonowi, który ponownie się pomylił.  Chwilę potem, strzał z dalszej odległości w wykonaniu Fernandinho został obroniony z kłopotami przez Schwarzera. Brazylijski kwartet ofensywny stale rozgrywał piłkę w okolicy 16 metra od bramki Fulham, ale żaden z zawodników z Ameryki Południowej nie potrafił oddać skutecznego strzału, bądź stworzyć podaniem sytuację w polu karnym. Wreszcie nadeszła 33 minuta rywalizacji. Przy linii bocznej po prawej stronie boiska, Jarosław Rakycki w zupełnie niegroźnej sytuacji ściągał do parteru Zamorę i londyńczycy wywalczyli rzut wolny.  Była to dosłownie pierwsza bramkowa okazja dla zespołu i w takich sytuacjach wykonanie stałego fragmentu gry należy powierzyć najbardziej zaufanym osobom.  Jest nią z pewnością doświadczony Damien Duff, który ustawił piłkę i  lewą nogą posłał podręcznikowe dośrodkowanie, które trafiło idealnie na głowę Brade Hangelanda. Strącona lekko piłka  zatrzepotała w siatce i na Donbass arena zaległa kompletna cisza. Żywiołowi dotychczas kibice z Doniecka musieli przecierać oczy ze zdziwienia. Przewaga ich zespołu była porażająca,  podobnie jak liczb strzałów i okazji, a jednak Szachtar stracił gola i potrzebował już trzech do awansu. Bramka ewidentnie zdekoncentrował gospodarzy, którzy pozwolili Fulham nie nieco więcej swobody, co skutkowało chwilową przewagą w posiadaniu piłki na korzyść gości. Udało się wywalczyć kolejny rzut wolny, który jednak nie przyniósł zagrożenia pod bramką Pyatova. Taktyka Londyńczyków zdawała się być coraz bardziej oczywista, oparta na defensywnej perfekcji. Cały zespół bronił się głęboko, a poszczególni zawodnicy przesuwali się niczym tryby w wysokiej klasy szwajcarskim zegarku, zamykając możliwość prostopadłego podania. W efekcie Ukraińcy rozrzucali grę na skrzydła, jednak dośrodkowania nie przynosiły zadowalającego rezultatu, a w polu karnym brylował perfekcyjny tego wieczora Hangeland. Fulham było zamknięte w rodzaju hokejowego zamka, ale aktywność gości była ograniczona jedynie do gry po  jego obwodzie. W 44 minucie Fulham miało swoją drugą poważną okazję strzelecką, jednak Zamora nie był w stanie powtórzyć swojego wyczynu z pierwszego meczu i jego optymistyczny strzał z 30 metrów dość znacznie minął okienko bramki ‚górników’. Gospodarze nie byli już w stanie poważnie zagrozić bramce Schwarzera i schodzili do szatni przegrywając 0-1, jakkolwiek dobitnie prowadząc w każdej innej statystyce, prócz tej najważniejszej.

W przerwie Lucescu przeprowadził jedną zmianę i za specjalistę od strzałów na wiwat, Tomasa Hubschmana, ujrzeliśmy Krawczenkę. Druga połowa zaczęła się bardzo podobnie do pierwszej, to Szachtar był stroną prowadzącą grę i utrzymującą się długo przy piłce. Ewentualne przejęcie piłki przez piłkarza w białej koszulce, najczęściej oznaczało natychmiastową stratę, ponieważ z przodu brakowało graczy do których można byłoby podać. Momentami wyglądało to przeraźliwie i nie rokowało sukcesu gościom. W 52 minucie do jedynej w tym spotkaniu okazji doszedł Luiz Adriano, jednak jego strzał głową po centrze Srny był słaby i nie sprawił większych kłopotów goalkeeperowi Fulham. Chwilę po tym wydarzeniu na placu gry zameldował się Douglas Costa, młodziutki ofensywny pomocnik, wcześniej reprezentujący barwy Gremio.  Jeden z najbardziej utalentowanych Brazylijczyków młodego pokolenia, był w kręgu zainteresowań największych europejskich potęg, ostatecznie trafił na Ukrainę za 6 milionów Euro. Po godzinie  gry dokonał to, co wcześniej nie udało się żadnemu z jego nowych kolegów. Godnym podziwu dryblingiem wpadł z piłką w pole karne, i choć wyglądało to niezwykle groźnie, ostatecznie  jego dośrodkowanie zostało zablokowane przez Hughesa. Chwilę potem Douglas miał okazję do strzału, po wprawnym wymanewrowaniu obrońców uderzył jednak nad bramką. Nie było jednak wątpliwości, że piłkarz ten jest prawdziwym wirtuozem futbolu i potrafi przemienić się w piłkarskiego magika. W 64 minucie nadarzyła się najlepsza w drugiej części gry okazja dla The Whites. Duff wypuścił na prawym skrzydle Zamorę, który pognał z futbolówką wzdłuż linii bocznej i powinien był dograć do osamotnionego w polu karnym Gery. Niestety zagranie Zamory było słabe, za plecy Węgra, i wspaniała oraz niezwykle rzadka okazja na podwyższenie wyniku została zaprzepaszczona.  W 68 minucie Rakycki uderzył niesygnalizowanie z około 40 metrów, Schwarzer wypluł tę petardę przed siebie, ale na szczęście w pobliżu nie było żadnego piłkarza w pomarańczowe pasy.  Minutę później gospodarze znaleźli wreszcie upragnionego gola. W centrum wszystkich wydarzeń raz jeszcze był Douglas Costa. Na prawym skrzydle wkręcił w ziemię solidnego tego wieczora Stephena Kelly’ego i dograł w pole karne, wprost na nogę Jadsona, ustawionego bez opieki na 8 metrze. Schwarzer nie dał rady zareagować i na Donbass Arena ponownie zrobiło się gorąco, bo Ukraińcom brakowało już tylko jednego gola do dogrywki. Ale wraz ze utratą prowadzenia, piłkarze Hogdsona zaczęli nieco odsuwać zagrożenie od własnej bramki i dłuższymi momentami przytrzymywali piłkę. Warto docenić tutaj rolę kapitana Murphy’ego, który otrzymawszy zagranie w trudnej sytuacji, zawsze potrafił odegrać futbolówkę do swojego partnera. Kiedy jednak któryś z zawodników The Whites notował stratę, cała drużyna momentalnie cofała się, i przegrupowawszy się, ustawiała zaporę nie do przebycia. Ukraińcy głupieli. W 84 minucie udało im się oddać groźne uderzenie, jednak Chris Baird stanął na linii strzału i wybił piłkę na korner, z ustaleniem którego numeru problem mieliby nawet najwybitniejsi statystycy. Co prawda gospodarze dopatrzyli się zagrania ręką u Irlandczyka, jednak Norweski sędzia, z resztą słusznie, pozostał niewzruszony. Nie było mowy o ruchu kończyną do piłki. Kiedy na zegarze pojawiła się 90 minuta, sędzia techniczny podniósł tablicę oznajmiająca, że piłkarze będą grali jeszcze 4 minuty. Szachtar nadal przyciskał, a każdy nerwowo obgryzający paznokcie kibic Fulham musiał odnosić wrażenie, że jedna akcja może sprawić, iż cały domek z kart w końcu runie. Jednak w 90 minucie to Fulham miało wybitną okazję na rozstrzygnięcie sprawy awansu. Gera przeciął podanie z linii obrony i wyszedł sam na sam z Pyatovem. Uderzył lewą nogą na krótki słupek, lecz minimalnie chybił, a jego niepocieszona mina i głowa ukryta w rękach świadczyły, jak ważny byłby to gol. Co najważniejsze, ‚górnicy’ nie potrafili jednak ponownie zagrozić bramce Marka Schwarzera, a Fulham w ramach możliwości, dość zmyślnie przytrzymywało piłkę z dala od obrębu własnej 16-tki. Swojej frustracji nie potrafił poskromić Ilsinho, co spowodowało, że ostro wyciął Duffa i nawet stateczny Hogdson chciał we własnej osobie wymierzyć sprawiedliwość, niemal nie wbiegając na murawę. Ukraińcy jeszcze próbowali, długie piłki z obrony wystrzeliwane były w powietrze, by spadać gdzieś w okolicach pola karnego Fulham. Nic to nie dawało. W 94 minucie futbolówka była utrzymywana w okolicach narożnika, na połowie Szachtara. Jednak straciwszy ją, Murphy postanowił brzydko kopnąć Srnę i w rezultacie kapitan  The Cottagers otrzymał czerwoną kartkę. Trudno pojąć to zachowanie, zwłaszcza mając na względzie fakt, że Murphy należy do grona najbardziej doświadczonych zawodników i z zasady nie przejawia nadmiernej agresji. Być może chciał w ten sposób uchronić zespół przed kontrą. Ale to już nie miało tego wieczoru znaczenia. Minutę później sędzia zagwizdał po raz ostatni, a Fulham sprawiło chyba największą niespodziankę 1/16 Ligi Europejskiej, eliminując wielki Szachtar Donieck. Kluczem do sukcesu była wyborna gra w defensywie, która niczym żywy organizm na bieżąco reagował na zmiany otoczenia. Brazylijska samba została poskromiona przez twardo grający angielski zespół, a niebywałe słowa uznania należą się Royowi Hogdsonowi, który taktycznie upokorzył pewnego siebie Lucescu, kompletnie neutralizując atuty jego zespołu.

Bramki z meczu: tutaj.

Advertisements

Responses

  1. Fulham – Juventus!! 🙂 Alex Del Piero i Gigi Buffon (o ile zagra) na CC, to jest czyste szaleństwo! A były głosy na początku tego sezonu i końcu poprzedniego, że po co się w tę Europę pakować. Mając doświadczenie z tego sezonu już wiem, że to jest najwspanialsze, czego może taki klub jak Fulham doświadczyć. To są wspomnienia na całe życie.
    Nadal będę się starał szukać rozgrzeszenia dla Danny’ego 🙂 coś niewytłumaczalnego naprawdę musiało w niego wstąpić, przecież nie odmówiłby sobie wyjścia z kapitańską opaską na Stadio Delle Alpi (na szczęście ma pauzować tylko jedno spotkanie, bo było małe zamieszanie, że mogą wchodzić w grę trzy mecze), mając już tyle lat na karku. Naprawdę było w tym coś z Willisa 🙂 a tak na dobrą sprawę sędzia mógł mu pokazać żółtko i nie byłoby światowego skandalu.

    Fulham – Juventus!!!! 🙂 🙂 🙂

  2. Haha, no masz rację. Tacy klasowi zawodnicy spoza Premiership na CC to coś niesamowitego. Kilku mistrzów świata z 2006 roku. Co najciekawsze, mam kilku kumpli, którzy kibicują Juve, więc będę miał z nimi o czym gadać. Ale i tak już zaraziłem ich sympatią do Fulham. 😉

    A skąd wiesz, że tylko jeden mecz kary? 🙂 Mam taką nadzieję, bo w Doniecku na prawdę dobrze zagrał. Gdyby nie Danny, to nie wiem jak byśmy piłkę podawali. Zamiast 5 podań pod rząd były by dwa. 😉 Ale zdecydowanie zgadzam się, że mógł sędzia poprzestać na żółtku.

    Cieszy mnie także, że Roy w końcu zadecydował się grac najsilniejszym składem w LE. Bez tego mogłoby być ciężko pokonać Szachtar.

  3. To będzie mecz!! Dobrze grające Fulham vs kiepsko (jak na swoje możliwości) grające Juve.

  4. Zapowiada się epicki dwumecz a spotkanie craven cottage ma szansę na stałe wejść do historii tego mniejszego ale wpsaniałego londyńskiego klubu . W takiej formie Bobby ma szansę przyćmić idola mojej młodości Alexa , daje Fulham duże szanse 😉

  5. Co tu dużo mówić, po prostu jest pięknie!

  6. @Macu
    mam podobnie z bardzo dobrym znajomym będącym kibicem Juve. Przedstawiłem Fulham w dość kiepskim świetle, jako zespół zmiażdżony przez Szachtar, żeby potem załamał się patrząc kto rozklepuje jego Bianconerich 🙂

    Oczywiście z tym rozklepywaniem żartuję. Juve pędzi po zwycięstwo w rozgrywkach, my dopisujemy już po prostu nowe strony do klubowej historii. Faworyt jest jeden i chyba skoczyłbym z bungee gdybyśmy przeszli Juventus 🙂 Danny dostał jeden mecz dyskwalifikacji, tak brzmi ponoć regulamin LE. Odwiedzałem jakieś angielskie fora zaraz po spotkaniu i tam to analizowano. Może swoją szansę wykorzysta więc Jon Greening, który otarł się o wielki futbol i to już dawno, bo przecież był w składzie Man Utd, które zdobywało potrójną koronę w 1999 🙂
    Z jednym się pomyliłem: nie wybiegniemy na Stadio Delle Alpi, tylko stadion Torino FC, który obecnie okupuje też Juve ze względu na przebudowę SDA.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: