Napisane przez: Macu | Kwiecień 4, 2010

Najnudniejsze zwycięstwo sezonu. Fulham 2-1 Wigan Athletic

Po ewidentnym odpuszczeniu przez Fulham meczu ligowego z Hull City, wszyscy obserwatorzy zastanawiali się jaki skład wybiegnie na murawę Craven Cottage podczas pojedynku z innym z zespołów walczących o utrzymanie, Wigan Athletic. Tym razem, mimo niezwykle ważnej czwartkowej potyczki z Wolfsburgiem w ćwierćfinale Ligi Europejskiej, kibice mogli zobaczyć coś co z grubsza przypominało pierwszy garnitur, choć nadal nie było to dzieło Armaniego. W składzie zabrakło przede wszystkim Bobby’ego Zamory, który zdołał zyskać w zespole status piłkarza niezastąpionego. Tak jak kibice Realu Madryt wiążą dobre wyniki drużyny z obecnością w składzie Cristiano Ronaldo (słynna cristiano’dependencia), tak bez wątpienia fani Fulham mogą mówić o pewnego rodzaju uzależnieniu od obecności na boisku jeszcze niedawno wykpiwanego snajpera. W dzisiejszym meczu rolę wysuniętego napastnika miał pełnić David Elm, ale jak pokazała pierwsza połowa gry, po której Szwed został zmieniony, od Zamory dzieli go wielka przepaść jeżeli chodzi o siłę i technikę, nie wspominając już o boiskowym cwaniactwie i charakterze. Blok obronny w meczu z Wigan był dokładnie taki sam jak w pierwszej potyczce z Wolfsburgiem. Oznacza to, że na prawej stronie ujrzeliśmy Simona Daviesa, który nad wyraz dobrze wywiązuje się z zadań destrukcyjnych, potrafiąc przy tym fajnie zainicjować akcję dokładnym długim podaniem. Linia pomocy także pozostała niezmieniona, choć ostatnie występy Murphy’ego mogą prowokować pytania o formę Anglika. Ponownie zaliczył on dużo strat, kilka wręcz fatalnych podań, a tych kreatywnych, jak mawia ekspert Canal+ Tomasz Wieszczycki, passów było jak na lekarstwo. Nie najlepiej prezentował się także Dempsey, nadal szukający dobrej dyspozycji po kontuzji. Aczkolwiek jemu można wiele wybaczyć, wystarczy przywołać w pamięci lob z Juventusem. Tak więc raz jeszcze najbardziej aktywnym zawodnikiem linii pomocy był Duff, który świetnie współpracował z partnerami, dużo biegał i nękał defensywę przeciwnika świetnymi dośrodkowaniami. Za działania ofensywne prócz Elma odpowiedzialny był także Gera. Węgier od pewnego czasu nie schodzi poniżej stałego, dobrego poziomu, zawsze zostawia na boisku dużo serca i pokazuje kilka sprytnych zagrań. Tak było i w spotkaniu z Wigan.

W to niedzielne popołudnie wielkanocne na Craven Cottage słońce leniwie przebijało się przez chmury, zmuszając Chrisa Kirklanda do założenia czapki z daszkiem, kształtem przypominającej wykrojony kawałek piłki. Całe spotkanie toczyło się w sennej atmosferze, nie rozpieszczając nadmierną ilością sytuacji bramkowych. Na Craven Cottage dostrzegalna była dość duża liczba pustych krzesełek, a niemrawy doping potwierdzał świąteczno-piknikowy nastrój. Pierwsza poważna okazja dla gospodarzy nadarzyła się około 20 minuty. Niestety Zoltan Gera przy próbie strzału zakopał w ziemię, a następnie zamiast szybko próbować dopaść do bezpańskiej piłki, niemalże płaczem próbował uwodnić sędziemu, że był faulowany w polu karnym. Mark Clattenburg miał jednak rację, nakazał grać dalej. W 30 minucie potrzebujące punktów Wigan było bliskie szczęścia, kiedy złe piąstkowanie  Schwarzera sprawiło, że Hangeland wybijał piłkę z linii bramkowej. Chwilę potem Australijczyk popełnił zresztą błąd, skutkujący utratą gola. Wigan rozgrywało akcję na prawej stronie, wrzutka Melchiota znalazł Boliwijczyka Moreno, który zgrał futbolówkę Jasonowi Scotlandowi. Były snajper Swansea uderzył z półwoleja lewą nogą i pokonał na krótkim słupku goalkeepera Fulham, strzelając swoją pierwszą bramkę dla zespołu z północy Anglii. Pierwsze dwa kwadransy gry wskazywały, że gospodarze są już raczej myślami przy meczu z Wolfsburgiem, a nie najlepsza interwencja Schwarzera tylko to potwierdziła. Będąc w swojej optymalnej dyspozycji Australijczyk nie wpuścił by takiego gola.  Utrata bramki dawała solidne podstawy do wieszczenia kolejnej porażki w stylu Hull. Zatem w celu ożywienia zespołu, w przerwie Hogdson zdecydował się ściągnąć Elma i wprowadzić za niego Stefana Okakę. Manewr ten spłacił się już minutę po wznowieniu, kiedy popełniający błąd za błędem Scharner stracił przy narożniku piłkę na rzecz Gery. Węgier podał wzdłuż linii końcowej, a Okaka w ekwilibrystyczny sposób, bokiem stopy umieścił ją w siatce. Być może Okaka gra nieco za mało zespołowo, wdaje się w niepotrzebne dryblingi, ale to potrafi doskonale: uderzyć na bramkę w trudnej sytuacji. Ta umiejętność przyniosła mu w rywalizacji z Wigan pierwszego gola w barwach The Whites. Trafienie to rozbudziło nieco Fulham, które zaczęło żywiej atakować. Kirkland, pozbawiony już czapki ze względu na wcześniejszą zamianę połów, zdołał jeszcze obronić strzał Duffa, po ładnej zespołowej akcji. Jednakże w 56 minucie był już bezradny, kiedy to Brade Hangeland wyskoczył najwyżej do wrzutki wcześniej wspomnianego Irlandczyka i od słupka umieścił futbolówkę w bramce Wigan. To była dopiero druga ligowa bramka giganta z Norwegii. Od tego momentu spotkanie wlokło się niebywale, niczym Maluch na prawym pasie autostrady. Wigan próbowało wrócić do gry, ale  wysiłki te były kompletnie pozbawione zaciekłości i jakiegokolwiek heroizmu. Fulham bez większego wysiłku dotrwało do końca i zdobyło cenne trzy oczka w meczu bez historii. Tym samym znalazło się na dwunastej pozycji w lidze, tracąc jedne oczko do dziesiątego Stoke.

Reklamy

Responses

  1. Tytuł newsa w sumie odpowiedni. Rzeczywiście było zupełnie sennie i piknikowo. Zwycięstwo to jednak bardzo dobra wiadomość, bo jest przypieczętowaniem ligi, maleńkie obawy o dyspozycję do końca sezonu były, trzeba było po prostu wygrać raz i porządnie i to się stało. O to chodziło. No i cały czas jest wyczuwalna przemiana, jaką przeszedł ten klub. Pamiętam sezon „the great escape” i domowe spotkanie z Sunderlandem na parę spotkań przed końcem sezonu. Oni nie grali zupełnie o nic, ale zlali nas boleśnie. Szczęśliwie i pięknie się to dla nas skończyło, ale jeszcze lepsze jest to, że to my dzisiaj jesteśmy takim Sunderlandem. Jednym szansę dajemy, drugich jej pozbawiamy, a my sami wiedziemy sobie spokojny i bezpieczny żywot.

    Co do meczu zgadzam się do wszystkiego. Elm w świetle gry Bobby’ego był fatalny, utkwił mi w pamięci moment, kiedy ruszył do wolnej piłki razem z Titusem Bramble, mając chyba do niej nawet bliżej. Wlókł się koszmarnie, wyprzedziłby go chyba nawet Tomek Hajto. Zoltan ma kapitalny sezon i rodzi się pytanie na przyszły sezon: czy stosować 4-4-2 z AJ’em i Bobbym (a takie ustawienie powodowało posadzanie Gery na ławę), czy Zoltan wygryzł Johnsona ze składu i na stałe będzie łącznikiem między czwórką w pomocy i napastnikiem? Bardzo mnie to ciekawi.

  2. http://www.teamtalk.com/fulham/6076536/Fulham-fans-receive-Roy-reminder

    Tutaj jest nieco o przyczynach słabej gry Elma. Ponoć w przerwie meczu musiał pojechać do szpitala, a jego słabowita dyspozycja była spowodowana wirusem. To by tłumaczyło czemu tak niemrawo grał. Osobiście nie raz grałem w piłkę po chorobie i bywało ciężko, więc rozumiem co znaczy grać z wisusem w organizmie… Wiadomo, że nie jest to wirtuoz, ale widziałem go grającego znacznie lepiej.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: