Napisane przez: Macu | Kwiecień 8, 2010

LE: Zamora wprowadza Fulham do półfinału! Wolfsburg 0-1 Fulham (1-3 w dwumeczu).

Bobby Zamora zagrał na nosie wszystkich spóźnialskich i w ćwierćfinale Ligi Europejskiej na Volkswagen Arena potrzebował zaledwie 19 sekund gry by wpisać się na listę strzelców. Tym samym anulował bramkę wyjazdową strzeloną przez Wolfsburg na Craven Cottage i postawił podopiecznych Gunthera Kostnera w niezwykle niekomfortowej sytuacji. Jednak popularne wilki nie zareagowały na niekorzystny przebieg wydarzeń z błyskiem w oku i wyszczerzonymi zębami, w ich atakach brakło agresji, zaangażowania i zaciętości. Fulham kontrolowało przebieg wydarzeń, i mimo niewykorzystanych szans na podwyższenie wyniku, spokojnie dowiozło korzystny rezultat do końca spotkania, stając się tym samym półfinałowym przeciwnikiem Hamburgera SV. Było to dopiero czwarte wyjazdowe zwycięstwo Fulham w obecnym sezonie. Raz jeszcze bohaterem zespołu gości był Zamora, którego kandydatura do reprezentacji Anglii wyśpiewywana w Wolfsburgu wniebogłosy przez kibiców przybyłych z Londynu nabiera coraz bardziej realnych kształtów.

Po pierwszym meczu ćwierćfinałowym Fulham pozwoliłem sobie zadać pytanie, jak ważna okaże się bramka strzelona przez Alexandra Madlunga w ostatnich minutach tego spotkania. Mając świadomość, że piętą achillesową The Cottagers są występy poza Craven Cottage, mecz z Wolfsburgiem napawał mnie pewną niepewnością. Wiele mówiło się o sile ofensywnej zespołu z Saksonii, o skuteczności niedoszłego gracza Milanu, Edina Dzeko. Mając za przeciwnika panującego mistrza Niemiec, Fulham nie mogło pozwolić sobie na kolejny niedojrzały piłkarsko występ wyjazdowy, w którym zawodnicy przypominali by zagubione w piaskownicy sąsiedniego blokowiska dzieci. Oba zespoły przystąpiły do tego meczu bez większych osłabień. Roy Hogdson nie mógł skorzystać z usług Clinta Dempseya, który doznał urazu uda, co sprawiło, że na lewej pomocy ujrzeliśmy Daviesa.Opuszczona przez Walijczyka pozycja prawego defensora została natomiast wypełniona prze Chrisa Bairda. W składzie gospodarzy nastąpiła również pojedyncza zmiana, w sercu defensywy za kontuzjowanego Madlunga pojawił się Simunek.

Kiedy Bobby Zamora strzelał na Cottage zwycięską bramkę w konfrontacji z Birmingham, Fabio Capello zdołał już opuścić stadion. W czwartkowy wieczór w Wolfsburgu, Anglik miał okazję sprawdzić nie tyle co cierpliwość włoskiego szkoleniowca Synów Albionu, a jego punktualność i refleks. Bowiem już po 19 sekundach gry nazwisko angielskiego snajpera Fulham powędrowało do notesiku węgierskiego sędziego. Zoltan Gera sprytnie zamarkował strzał, by posłać w pole karne niesygnalizowane podanie do Zamory. Najlepszy w tym sezonie napastnik The Whites pięknym przyjęciem wymanewrował obrońcę i płaskim strzałem w długi róg nie dał szans Benaglio, tym samym trafiając po raz 8 w rozgrywkach LE i 19 w całym sezonie. To się nazywa piorunujący początek, który z niezwykłą precyzją uderzył w taktyczne założenia mistrza Niemiec i kompletnie uciszy wcześniej niezwykle optymistyczną publikę na Volkswagen Arena. Porównywanie tego do Blitzkriegu byłoby już jednak małym nietaktem. Osłupieni Niemcy oddali Fulham inicjatywę, czego rezultatem była ładna główka Gery wybroniona przez szwajcarskiego goalkeepera gospodarzy. W 11 minucie swoją pierwszą dogodną okazję stworzyli gospodarze. Chociaż w tym wypadku słowo „stworzyli” jest małym nadużyciem, gdyż ewentualną asystę należałoby zapisać Danny’emu Murphy’emu, który podał w prost pod nogi wbiegającego w pole karne Gentnera. Na szczęście następujący chwilę potem strzał po ziemi został wybroniony przez doświadczonego Marka Schwarzera. Sześćdziesiąt sekund później Wolfsburg pokazał kolejne oznaki przebudzenia, gdy bardzo groźny strzał Barzagliego został wybroniony przez Australijczyka strzegącego bramki Fulham, a dobitka Grafite ugrzęzła w siatce. Na całe szczęście dla gości, Brazylijczyk był na pozycji spalonej. W 16 minucie miało miejsce zamknięcie niezwykle ciekawego, żwawego pierwszego kwadransa meczu, jednak strzał zza pola karnego w wykonaniu kapitana Fulham (Murphy’ego) nie sprawił większych kłopotów bramkarzowi gospodarzy. Z minuty na minutę mecz zwalniał, a inicjatywę zaczęli przejmować gracze z logiem Volkswagena na koszulce, jednak nie przekładało się to na żadne dogodne sytuacje na zdobycie gola. Jednak goście także potrafili dłuższymi momentami utrzymywać się w posiadaniu futbolówki, pokazując wysokie umiejętności wymiany podań z pierwszej piłki . Do przerwy nic ciekawego się nie zdarzyło, a jedynym wartym odnotowania faktem jest dokonana przez Gunthnera Kostnera zmiana. Na placu gry w 34 minucie pojawił się skrzydłowy Dejagah, który zmienił obrońcę Pekarika. Pochodzący z Iranu Niemiec miał okazję do zaliczenia asysty, jednak w ostatniej chwili interweniował Aaron Hughes, wybijając futbolówkę na jeden z licznych w pierwszej połowie dla rożnych dla gospodarzy.

Druga część spotkania rozpoczęła się wedle podobnego scenariusza, jak kończyła pierwsza. Wolfsburg posiadał dość widoczną przewagę, ale ani Dzeko, ani Grafite nie potrafili wypracować sobie dogodnej okazji. Fulham próbowało kontratakować, jednakże akcje zaczepne należycie się nie zazębiały. Dwie zupełnie niepotrzebne kartki zobaczyli za to skrajni obrońcy The Cottagers, Paul Konchesky i Chris Baird. Obaj otrzymali upomnienia  za opieszałość przy wznawianiu gry z autu. Warta odnotowania jest tutaj uważna gra Zamory, który przez całe spotkanie starał się unikać prowokowania sytuacji, które potencjalnie mogłyby spowodować zapisanie jego nazwiska na jednej z kartek węgierskiego arbitra. Ewentualne „żółtko” dla Zamory wykluczyłoby go z następnego meczu w rozgrywkach Ligi Europejskiej. W 63 minucie spotkania, goście delegowali na murawę Nigeryjczyka Obafemiego Martinsa, jednak zmiana ta nie wniosła oczekiwanego ożywienia do gry wilków. Z każdą sekundą widoczny był odpływ wiary w korzystne rozstrzygnięcie tego meczu. Piłkarze Wolfsburga zaczęli oddawać na murawie miejsce przeciwnikowi, a na trybunach język angielski królował w najlepsze. Ostatni kwadrans to ostateczna wymiana ciosów. Gospodarze musieli się otworzyć, co stworzyło szansę do kolejnych kontrataków graczy Hogdsona. Wpierw w 73 minucie techniczne uderzenie Murphy’ego przefrunęlo nad poprzeczką bramki. W odpowiedzi, po rzucie rożnym, Dzeko uderzył z woleja, a zmierzająca w róg bramki futbolówka została zatrzymana przez wspaniale paradującego Schwarzera. Takiej sprawności 37-letniemu Australijczykowi pozazdrościł by nie jeden gimnastyk. Po drugiej stronie boiska, w 77 minucie, rozgrywający wybitne zawody Zamora, dograł górną piłkę do Daviesa, wyprowadzając go sam na sam.  Być może to jeden ze zwisających frywolnie na czole kosmyków włosów przysłonił widok Walijczykowi, gdyż ten mając dużo czasu i miejsca, trafił wprost w nogę interweniującego Benaglio. Dosłownie sekundy potem piłka wpada do siatki Wolfsburga, jednak główkujący piękną wrzutkę Murphy’ego Zamora był za linią ostatniego obrońcy. W 83 minucie goście mieli kolejną okazję na przypieczętowanie awansu i wyjazdowego zwycięstwa, jednak strzał kapitana The Whites został wybity z linii przez Barzagliego, a dobitka zablokowana. Reakcja Murphy’ego była zrozumiała, łapanie się za głowę w tej sytuacji było jak najbardziej na miejscu. Czy w tym meczu było miejsce na więcej dramaturgii? Oczywiście. Sto dwadzieścia sekund później Wolfsburg był bliski strzelenia bramki kontaktowej, która dała by im szansę powalczenia o dogrywkę. Długa piłka w kierunku Dzeko została opanowana przez Bośniaka, który wykorzystując nie najlepsze ustawienie obrony, wbiegł z futbolówką w pole karne. Nie zastanawiając się długo, huknął lewą nogą na długi róg, a chwilę potem na stadionie rozległ się metaliczny dźwięk piłki obijanej o słupek. Do futbolówki dopadł jeszcze Grafite, skierował ją w światło bramki, i w jakiś niesamowity sposób wpadający już praktycznie do niej Hangeland zdołał wystawić nogę i uchronić zespół przed utratą gola. To zdarzenie ostatecznie podłamało Wolfsburg, który pozwolił spokojnie rozgrywać piłkę gościom. Ci komfortowo utrzymywali się przy niej, a w sektorach zajmowanych przez kibiców z Londynu zapanował iście szampański nastrój. Było słynne hiszpańskie „Ole!”, a także wyrazy uznanie dla formy Bobby’ego Zamory, w postaci okrzyku  „Bobby for England!”. Było to kolejne spotkanie w którym Anglik pokazał, że jest zawodnikiem kompletnym: strzelającym gole, potrafiącym dograć, kiwnąć, przytrzymać piłkę. Ale przede wszystkim, Bobby jest obecnie jednym z nielicznych angielskich snajperów będących w formie i bez jego osoby pojedynek z Wolfsburgiem przebiegał by z pewnością zupełnie inaczej. Końcowy gwizdek nie spowodował jakiejś nadmiernej euforii wśród graczy The Whites, ponieważ spotkanie to było pozbawione napięcia, jakie towarzyszyło dwóm poprzednim potyczkom pucharowym. Fulham zagrało pewnie, spokojnie i zasłużenie sięgnęło po awans do półfinału Ligi Europejskiej, wygrywając na wyjeździe dopiero po raz czwarty w tym sezonie. Tym samym udało przerwać się passę ośmiu kolejnych meczów bez triumfu na obcym stadionie. Teraz czas na kolejny przystanek tej niebywałej podróży, niemiecki Hamburger SV. Aż trudno nie oprzeć się wrażeniu, że za całą tą przygodą Fulham stoi jakiś wprawiony w swoim fachu pisarz FANTASTYCZNY. Miejmy nadzieję, że w swoim scenariuszu przewidział dwukrotną wizytę na HSH Nordbank Arena.

Skrót spotkania: tutaj.

Reklamy

Responses

  1. Brawo Fulham! – drużyna o klasę lepsza niż nijaki Wolfsburg. A Bobby mocno dobija się do kadry – w obliczu beznadziejnej formy, jaką prezentuje E. Heskey, wybór Zamory wydaje się logiczny. Oby tylko dotrwał z formą do czerwca.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: