Napisane przez: Macu | Kwiecień 11, 2010

Łatwy punkt w mieście Beatlesów. Liverpool 0-0 Fulham

Przez 90 minut gry opartej na murowaniu dostępu do własnej bramki Fulham wytrwało w swoim staraniu, aby wywieź z Anfield Road jeden cenny punkt. Spotkanie nie stało na najwyższym poziomie, a najlepiej dysponowanym graczem meczu został Mark Schwarzer, który obronił kilka groźnych strzałów. Pozbawiony żądła w postaci Torresa zespół Rafy Beniteza przez całe spotkanie dość nieudolnie próbował zagrażać bramce Fulham, co sprawiło, że bardziej niecierpliwi kibice opuszczali słynny stadion położony w pobliżu rzeki Mersey już przed ostatnim gwizdkiem sędziego. Jako najgroźniejsze ogniwo w zespole przeciwnika jawił się boczny obrońca Glen Johnson, który nieustannie szarżował po lewej stronie boiska. Kłopoty z nim miał Jonathan Greening, wspomagający w zadaniach defensywnych Paula Konchesky’ego. Były kapitan West Bromwich niemal nie opuścił murawy po pół godziny gry, kiedy mając już na swoim koncie upomnienie, bezpardonowo powalił Johnsona na ziemię. Widząc problemy długowłosego pomocnika, Roy Hogdson zadecydował zamienić stronami Greeninga z Duffem. Jak się później okazało, było to znakomite posunięcie, gdyż szybki i zwinny Duff udanie powstrzymywał zapędy ofensywne Johnsona, najgroźniejszego piłkarza Lierpoolu w tym spotkaniu. Mimo że całe zawody były prowadzone pod zdecydowanym dyktando gospodarzy, co dobitnie odzwierciedlają statystyki strzałów (18-2 dla The Reds), to liczba uderzeń jeżących włos na głowie kibica Fulham była nikła. W 22 minucie Schwarzer wpierw obronił z łatwością przewrotkę Aquilaniego, by chwilę potem w zdecydowanie trudniejszej sytuacji zatrzymać Maxiego. Po dwóch kwadransach gry bramce starał się zagrozić Mascherano strzelając z dystansu, ale argentyński defensywny pomocnik odświętnie strzelający gole mógł jedynie załamać ręce, gdyż zmierzający w okienko bramki strzał został ponownie wybity przez australijskiego goalkeepera. W drugiej części gry swoich sił próbowali Aquilani, Babel i Kyrgiakos, ale za każdym razem brak wystarczającej precyzji skutkował dobrą interwencją Marka Schwarzera. Sporadycznie zapędzające się pod bramkę przeciwnika Fulham mogło wbić nóż w plecy styranego ciągłymy atakami Liverpoolu, gdyż w 90 minucie Duff dostał piłkę od Okaki i huknął bez zastanowienia na krótki słupek. Niestety kąt był dość duży i Reina zdołał wypiąstkować tę piłkę. Ostatecznie w spotkaniu tym nie padły żadne bramki, a drużyna Rafy Beniteza raz jeszcze sprawiła duży zawód swoim kibicom. Pozwoliłem sobie nazwać ten pojedynczy punkcik wywieziony z Anfield „łatwym”, gdyż zważywszy na markę i historię rywala, wywalczenie remisu na wyjeździe powinno wiązać się ze stoczeniem heroicznego boju, gdzie każdy centymetr boiska trzeba sobie wywalczyć, wygryźć zębami.  Tymczasem The Whites bronili się niemal ze stoickim spokojem, a im dużej spotkanie trwało, tym trudniej było oprzeć się wrażeniu, że tego dnia żadne bramki nie padną.

Reklamy

Responses

  1. W tytule wkradł się błąd… 😉

    BTW – gratuluję awansu do półfinału i wywiezienia punktu z Anfield. Moja drużyna niestety w ciągu tygodnia pożegnała się i z LM i niestety chyba również z tytułem…

  2. Nie potrafię myśleć o piłce. To wszystko jest teraz takie obce…

    Miła niespodzianka.

  3. Z N’gogiem w składzie to nikomu gola nie strzelą 😛


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: