Napisane przez: Macu | Maj 2, 2010

Zwycięstwo pełnego w pojedynku Hamów. Fulham 3-2 West Ham.

Po dotarciu do finału Ligi Europejskiej Fulham nadal utrzymuje swój impet uderzeniowy. Tym razem ofiarą zespołu Roya Hogdsona padł lokalny rywal West Ham United. Po pełnym emocjonujących akcji spotkaniu, gospodarze z Crvaven Cottage wygrali 3-2 i ponownie przedarli się do górnej części tabeli, mając nadal do rozegrania jeden zaległy mecz. Pojedynek z West Hamem okazał się małym poligonem doświadczalnym dla trenera Hogdsona, gdyż chcąc oszczędzać piłkarzy przed finałem z Altetico, zmuszony był postawić na nominalnych dublerów. Ci odpłacili mu się znakomicie, dając West Hamowi lekcję ładnego dla oka, kolektywnego futbolu.

Tajemnicą poliszynela jest to, że w obecnym sezonie Fulham Londyn ma tylko jeden główny cel: zdobycie Ligi Europejskiej. Oczywiście walka o dobrą pozycję w Premier League ma także swoją wartość, jednak jest to cel poboczny, któremu zdobywaniu podporządkowani są żołnierze rezerwy. Dzisiejszy mecz z West Hamem był tego najlepszym przykładem. Pod nieobecność pierwszoplanowych postaci zmagań na europejskim froncie, swoją szansę dostali tacy piłkarze jak Smalling, Greening, Dikgacoi, Riise i Nevland. W obronie obok Chrisa Smallinga zagrał wszechstronny Chris Baird, a głównodowodzącym całej tej ferajny był Paul Konchesky, były piłkarz młotów, co mogło być głównym powodem dla które anglik o polsko brzmiącym nazwisku w ogóle w tym meczu uczestniczył.

Styl spotkania prowadzonego na Craven Cottage należy na szczęście opisać oddalając się od wojskowych analogii, gdyż mecz ten był wielce miły dla oka, obfitujący w bramki i ciekawe akcje. Kibice the Whites powinni być dumni z występu swoich ulubieńców, którzy grając po raz pierwszy w takim zestawieniu personalnym, pokazali bardziej  dojrzałą i kolektywną grę od swojego przeciwnika. Bez względu na personalia,  Roy Hogdson zawsze wymaga od swoich piłkarzy tego samego: aktywnej obrony i staranności w konstruowaniu akcji. Fulham dominowało w całym spotkaniu pod względem posiadania piłki (57%), stworzyło kilka dogodnych sytuacji bramkowych, pomysłowo rozgrywało piłkę. West Ham, któremu udało uniknąć się spadku do niższej dywizji, nie potrafił narzucić swojego stylu gry, mimo że piłkarze Zoli wystąpili w najmocniejszym składzie. Ich najgroźniejszą bronią były stałe fragmenty gry, a także rywal Bobby’ego Zamory o miejsce w reprezentacji Anglii, wygwizdywany przed kibiców the Cottagers Carlton Cole. W drużynie Hogdsona nie zawiódł żaden z na co dzień rezerwowych graczy. Smalling zaliczył dobry występ, niejednokrotnie dobrze interweniując przy wykorzystaniu swoich pokaźnych walorów fizycznych. Dikgacoi walczył niczym lew, odbierając multum piłek, aczkolwiek jego bardziej ryzykowne próby podań były z zasady były niecelne. Greening mądrze rozdzielał piłki, dbając właśnie o to, by to Fulham dłużej utrzymywało się w jej posiadaniu. Dobrze prezentował się Nevland, który cały czas absorbował swoim ruchem defensorów the Hammers, a także zaliczył wspaniałą asystę przy ostatniej bramce. Wreszcie z dobrej strony pokazał się Stefano Okaka, strzelając gola i kilkukrotnie potwierdzając swój duży talent i znakomicie opanowaną umiejętność zastawiania piłki. Dodając do tego solidne występy takich piłkarzy jak Konchesky, Dempsey i Davies, otrzymamy mieszankę która w zasłużony sposób i bez większego wysiłku, ciesząc się futbolem, ograła swojego lokalnego rywala. A przecież wszyscy pamiętamy, że  jak na ironię, jeszcze niedawno West Ham chciał zaskarżać nieco rezerwowy skład Fulham w jednym ze wcześniejszych meczów z drużyną z dołu tabeli.

Jak padały bramki? Zanim Dempsey rozpoczął strzelanie na Cottage, obie jedenastki miały kilka dogodnych sytuacji, a sam popularny Deuce trafił po przepięknym strzale zza pola karnego w poprzeczkę. Jednak w 45 minucie miał więcej szczęścia, kiedy po kontrataku doszedł do znakomitej prostopadłej piłki od Daviesa i strzelił płasko po ziemi, pokonując na krótkim słupku bezradnego Greena. Drugi gol padł w 59 minucie i zanosiło się na niego przez cały pierwszy kwadrans od wznowienia gry. Fulham nieustannie atakowało, dochodząc do sekwencji rzutów rożnych i osiągając posiadanie piłki rzędu 70 procent. Po zamieszaniu w polu karnym do strzału doszedł Chris Baird i choć pierwotnie jego próba stanowiła głównie zagrożenie dla kibiców siedzących na trybunie Johnny Haynes Stand (przy linii autowej), wszystko zmieniło się gdy futbolówka trafiła w barczystego Cole’a, znajdującego się w polu karnym. Bezradny Green wyjmował po raz drugi piłkę z siatki, a Chris Baird skwitował całe zdarzenie szerokim uśmiechem. Jednakże uśmiech ten szybko zniknął z jego ust, bo już w 62 minucie Cole zrewanżował się za swoją pechową bramkę i po dośrodkowaniu z rzutu wolnego głową pokonał Schwarzera na długim słupku. W międzyczasie na placu gry pojawił się Okaka, wprowadzając dużo ożywienia. To właśnie on zapewnił zwycięstwo Fulham, kiedy na 10 minut przed końcem  z kilku metrów wbił futbolówkę do pustej bramki. Cała zasługa leżała po stronie Nevlanda, który nacisnął Spectora, zmuszając go do błędu, odebrał mu piłkę, a następnie dograł fanatycznie wzdłuż linii końcowej. Na pocieszenie West Ham zdobył gola w doliczonym czasie gry, a jego autorem był Meksykanin Franco. Na nie wiele się to jednak zdało, gdyż sędzia Marriner wkrótce zakończył to ciekawe spotkanie i trzy zasłużone punkty pozostały nad Tamizą.

Bramki ze spotkania: tutaj.

Reklamy

Responses

  1. witam,

    posiadam bilet na final LE w hamburgu z losowania UEFA. Sprzedam po cenie nominalnej

    pozdr

  2. Byłem na tym meczu. To był mój pierwszy mecz na Premier League, w ogóle pierwszy wyjazd do Anglii. Oczywiście fantastyczny mecz i atmosfera. Na pewno na długo zapamiętam ten mecz.

    Trzeba przyznać, że sam stadion też jest bardzo ciekawy. Nie jest to wielki nowoczesny, gigant, ale ma swój klimat. Nie wiedziałem, że jest położony w takim ładnym miejscu, nad Tamizą. Z trybun widziałem przepływające statki i żaglówki. Sam napis białą farbą ” The Fulham Football Club” na ceglanym domku sprawia, że stadion ten jest wyjątkowy.

    Kibicem Fulhamu nie jestem, ale na pewno będę śledził wyniki i czasem może oglądał mecze drużyny z Craven Cottage. W finale LE oczywiście trzymam kciuki za Fulham!

  3. Wyjechałem na majówkę i nie miałem możliwości ani oglądać spotkania, ani szybko się do niego odnieść. Fantastyczny rezultat! Niesamowite, że po tylu ciężkich latach w konfrontacjach z West Hamem ich klątwę zdejmuje rezerwowy skład. Zwycięstwo cieszy też bardzo w kontekście tego aferowania się działaczy Młotów, że wystawiliśmy na Hull… rezerwy. A geniusz Hodgson bardzo podobnymi rezerwami bardzo pewnie ich ogrywa! Stefano Okaka powoli łapie rytm, wspaniale! Oby przedłużono z nim wypożyczenie.
    Ciekawi mnie, kto był w tym spotkaniu naszym kapitanem? Myślałem że przy absencji Danny’ego i Brede funkcję tę przejmuje Simon, ale na zdjęciu tego nie widać, piszesz też, że głównodowodzącym był Konchesky.

    Tyle już osób opisuje swoje wrażenia z pobytu na CC. Szczęśliwcy!

    COYW!!!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: