Napisane przez: Macu | Luty 15, 2011

Bo Teksas jest za gorący. Fulham 0-0 Chelsea.

Wstawaj Clinton, na Cottage i tak jesteś Bogiem

Derby dzielnicy Fulham. Doliczony czas gry. W imponującym debiucie w barwach Chelsea David Luiz popełnia jeden z nielicznych swoich błędów tego wieczora. Wchodzi w nogi podróżującego po peryferiach pola karnego Dempseya i przewraca Amerykanina prokurując rzut karny w niegroźnej sytuacji. Sam poszkodowany ustawia piłkę na wapnie. Na trybunach Craven Cottage olbrzymie poruszenie i napięcie. W głowach kibiców The Whites rysują się triumfalne obrazy, nagłówki porannych dzienników i smutne twarze fanów zasiadających na Putney End. Clint Dempsey bierze rozbieg, uderza piłkę, 25 tysięcy ludzi śledzi jej lot, by zobaczyć, że Petr Cech broni to uderzenie. Co prawda piłka wraca do Amerykanina, jednak sytuacja jest na tyle trudna, że decyduje się on na strzał z przewrotki, który przelatuje nad poprzeczką bramki. Dempsey wyciera twarz w koszulkę ze świadomością, że zawiódł kibiców w tym arcyważnym i prestiżowym pojedynku. Napastnik Fulham strzelił zbyt lekko i w środek. Czyżby pochodzącemu z gorącego Teksasu zawodnikowi zabrakło zimnej krwi? Z pewnością Danny Murphy umiałby w tej sytuacji opanować emocje, jednak jego już na boisku nie było. Clinton zawiódł, ale mający na Craven Cottage status cudotwórcy piłkarz, może być pewien, że komu jak komu, ale jemu ta jedenastka wypominana nie będzie.

Tak na prawdę, wczorajszy mecz jest w całości zdefiniowany przez powyższe wydarzenie. W magazynku był już tylko jeden nabój, palec spoczywał na spuście, a strzelec mógł wyłącznie trafić bądź chybić. Chybił. I nie ma co ukrywać, że Chelsea zasłużyło by żyć, bo w tym meczu było zwyczajnie lepsze. O ile w pierwszej połowie ciekawe sytuacje można policzyć na palach jednej ręki, mecz był idealnie wyrównany, a głównym zagrożeniem dla Schwarzera były nieudolne podania do tyłu Murphy’ego, o tyle w drugiej połowie podopieczni Ancelottiego narzucili gospodarzom swój styl gry i zepchnęli ich do głębokiej defensywy. Oczywiście nie oznacza to, że w pierwsze 45 minut bramek przynieść nie mogło, wręcz przeciwnie: groźnie z dystansu strzelał Duff i Malouda, ładnym wolejem popisał się Lampard, wreszcie dwie świetne okazje zmarnował zagubiony Torres. Jednak dopiero druga część gry i presja czasu przyniosły nam ożywienie boiskowych wydarzeń. Goście długo rozgrywali piłkę, szybko przerywali ataki Fulham (w czym szczególnie brylował Ramires) i próbowali raz po raz uderzać gdy nadarzała się do tego okazja. Od około 60 minuty trwał nieustanny napór The Blues. Słowem dygresji należy z żalem stwierdzić, że Chelsea nie tylko zyskało optyczną przewagę na murawie, ale także akustyczną na trybunach. Szczęśliwie obrona Fulham grała w poniedziałek w sposób częstochowski, co zapewne spowodowało niemały uśmiech satysfakcji na twarzy Roya Hogdsona, nowego szkoleniowca WBA, który był obecny na trybunach Cottage. Chelsea nie dochodziło do żadnych klarownych okazji, choć sprawiło, że The Whites mieli problem z wyjściem z własnej połowy. Osamotniony z przodu Andy Johnson nie dostawał żadnych piłek, a „łącznik” Dembele nie dawał rady przedrzeć się z futbolówką do Anglika. W Fulham nie najlepiej spisywał się środek pola, który został zdominowany przez graczy the Blues. W 67 minucie Malouda ładnie próbował zawinąć piłkę w długi róg bramki Schwarzera, jednak strzał byłby idealny, gdyby nie to, że zabrakło mu … rotacji. Chwilę później francuz padł w polu karnym po tym, jak na jego plecy wskoczył Hangeland, jednak Mike Dean pozostał niewzruszony, mimo ewidentnego wzburzenia w sektorach gości. Decyzja ta zdawała się dobra, aczkolwiek Norweg nie mógłby za mocno protestować gdyby sędzia zdecydował się na wskazanie na 11 metr. Apogeum dominacji drużyny Abramovicia zostało osiągnięte w okolicach 80 minuty. Wpierw prześwietne dośrodkowanie Lamparda w „zabójcze” pole między obronę i bramkarza nie zostało zamienione na bramkę przez Essiena (jedynie lekko trącił futbolówkę, która przeszła obok bramki). Następnie samodzielna akcja przebojowego Drogby (zmienił Torresa) zakończyła się podaniem wzdłuż linii bramkowej, którego żaden piłkarz w niebieskiej koszulce nie przeciął. W ostatnich minutach Fulham znalazło kilka okazji do kontrataku, często wyprowadzanych przez zmiennika Daviesa. Po jednym z nich Gera wrzucił w pole karne, a główka wspomnianego Walijczyka okazała się nieznacznie niecelna. I kiedy zdawało się, że obie strony pogodzi remis,  przywodzący myśl swoją fryzurą Valderramę Luiz niemal nie podarował Fulham niezasłużonej wygranej. Ale tę część historii już niestety znamy.

Remis, nie ma co ukrywać, powinien nas wszystkich zadowalać. Oczywiście, jak każdy, byłem po strzale Dempseya mocno rozgoryczony. Ale wtedy uświadomiłem sobie, że podział punktów to znakomite osiągnięcie z tak trudnym rywalem jak Chelsea, a na zwycięstwo w derbach, w znacznie piękniejszych okolicznościach, przyjdzie jeszcze czas. Bo przecież cóż to byłaby za satysfakcja, jeżeli wygralibyśmy przy bacznej pomocy opatrzności. A tak, remis, choć ze wskazaniem na Chelsea, można uznać za wynik sprawiedliwy. Fulham zaprezentowało występ z szuflady „nudne, ale skuteczne” i to gra obronna The Cottagers zasłużyła w poniedziałek na największe uznanie.

 


Advertisements

Responses

  1. Coś wspaniałego! Ja meczu nie widziałem, więc gdy zobaczyłem wynik bardzo się ucieszyłem. Potem gdy przeczytałem o niewykorzystanym karnym, moje emocje nieco opadły. Ale tak jak jest napisane pod koniec artykułu-podział punktów to wspaniały wynik i nie ma co rozpamiętywać tego karnego!

  2. Nie mogłem uwierzyć w onetowy opis tego spotkania, jaki w znalezionej chwili przeczytałem podczas wyjazdu. O tyle jestem wdzięczny Dempsowi, że nie przegapiłem ewentualnego zwycięstwa Fulham nad Chelsea, co zapewne wiele razy się w przyszłości nie zdarzy, choć tutaj typowałem taki wynik jako bardzo prawdopodobny. Obejrzane skróty faktycznie łagodzą trochę cierpienie, bo Chelsea wyraźnie górowała, jednak nikt przecież by nie narzekał, gdyby Clint strzelił. Nie chce się mądrzyć, ale ze Stoke również nie strzelił jak pewny egzekutor, po prostu wtedy się udało. Myślę, że Hughes może po tym spotkaniu uczulić naszych na skuteczne wykorzystywanie karnych, bo kiedy Danny schodzi, to pewnego w tym elemencie gry nie ma.

    Świetnie jest jednak utrzymywać dobrą passę, rewelacyjnie dajemy sobie radę z arcyciężką serią spotkań. Liczę na dobry finisz tych rozgrywek, może z niespodzianką.

  3. Tak, obecna passa jednak o czymś świadczy. O utrzymanie nie ma co się martwić.

    Co do karnego, to ja niestety miałem przeczucie, że Clint nie trafi. Pamiętałem jego poprzednią jedenastkę, którą uderzył bardziej ze szczęściem niż precyzją i przewidziałem, że Cech wyczeka go.

  4. Niesamowite spotkanie, przez 45 minut wydawało się, że to Fulham może mówić o szczęściu i uratowanym punkcie, tymczasem po końcowym gwizdku to fani The Blues dziękowali niebiosom i Cechowi za remis.
    Trzeba się cieszyć i z punktu, rywal mimo kryzysu niebywale silny, sam Torres kosztował tyle, co cała jedenastka Fulham. Ale patrzcie, byłem niebywale bliski z życzeniem powtórki 1:0 sprzed 5 lat i Dempseyem w roli Boa Morte. 🙂
    Cookie, pierwsza połowa była bardzo wyrównana, może nawet z minimalnym wskazaniem na Fulham. Druga to gra w jedną stronę.
    Nie wiem czy już to pisałem, ale paradoksalnie lepiej wypadliśmy w tym roku w meczach z Liverpoolem i Tottenhamem (ligowym) które przegraliśmy, niż w poniedziałek.
    Natomiast była wspaniała walka, Sidwell, Dembele, Murphy, Baird. Tyle razy, co taki byczek i wojownik jak Essien leżał na murawie, to ja nie pamiętam, żeby w jakimś innym oglądanym przeze mnie meczu Chelsea miał takie problemy.
    Warty podkreślenia jest występ Salcido, bo praktycznie nie popełniał błędów z tyłu, a dodatkowo był aktywny z przodu, często się dołączał do akcji, próbował uderzeń zza linii pola karnego.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: