Napisane przez: cookie | Luty 19, 2011

Po (co najmniej) trzeci ćwierćfinał z rzędu

Po dzisiejszej porażce Chelsea z Evertonem w powtórkowym spotkaniu IV rundy Pucharu Anglii, na placu boju pozostał już tylko jeden zespół, który występował w ćwierćfinałach dwóch ostatnich edycji najstarszych rozgrywek świata i ma szansę na trzecią „ósemkę” z rzędu. Tak jest – chodzi o Fulham, a warunek ku realizacji tej nobliwej statystyki jest prosty: the Whites muszą pokonać Bolton Wanderers.

Szczęśliwie dla piłkarzy Marka Hughesa, jako arenę pojedynku 1/8 finału rozgrywek wylosowano Craven Cottage, co, po ostatniej grze Fulham w roli gospodarza, pozwala z optymizmem patrzeć na niedzielne starcie. Goście, których na próżno szukać w obsadach zaawansowanych faz Pucharu Anglii w ostatnich latach (ostatni ćwierćfinał przypada na rok 2005, środek tłustej epoki Sama Allardyce’a), wymęczyli awans do 1/8 finału rozgrywek po dwumeczu z Wigan, kiedy to jedyną bramkę w ciągu trzygodzinnej batalii między tymi drużynami strzelił Ivan Klasnić. Trudno o większy kontrast między stylami, w jakich niedzielni rywale stawiali kolejne kroki w rozgrywkach, bowiem the Whites w dwóch swoich spotkaniach Pucharu zaaplikowali rywalom aż 10 bramek, za każdym razem wygrywając różnicą 4 trafień. Fulham pozbyło się przy tym swojego pucharowego koszmaru, koncertowo rozprawiając się z Tottenhamem, który wcześniej często rujnował pozaligowe marzenia kibiców the Cottagers. Szybka eliminacja renomowanego rywala jest czynnikiem, który odróżnia tegoroczną przygodę z Pucharem od ostatnich, kiedy to Fulham właśnie dopiero w ćwierćfinale trafiało na godnego przeciwnika. Nadzieje na Wembley’ową przygodę są więc jeszcze większe niż ostatnio, bo the Whites pokazują, że niezależnie od szczęścia w losowaniu, powalczyć są w stanie z każdym. Na myśl nasuwa się pytanie, czy wobec tego wszystkiego piłkarzom Hughesa może właściwie stać się jutro krzywda? Jak najbardziej, bo jednym z głównych czynników decydujących o wyniku spotkania jest mentalne przygotowanie do meczu. Kłusaków bardziej na ziemię sprowadzać nie trzeba; ligowy powrót do szarzyzny, jak i pucharowe męki nastawiły zapewne ten zespół na maksymalne wykorzystanie każdej kolejnej otrzymanej szansy. Fulham zaś, jeśli snucie o Wembley wyżej podpisanego, jak i opowieści Marka Hughesa o pucharowych triumfach jakkolwiek odzwierciedlają myśli skupione wokół klubu, mentalnie wydaje się być nie tyle na pojedynku z Boltonem, nie tyle nawet na znienawidzonych ćwierćfinałach, ile już na samym końcu pucharowej wędrówki. Podejście bardzo zgubne, na tle którego zbawienna może okazać się możliwość gry przy trybunach Craven Cottage. Te niemal zawsze potrafią wyzwolić w ubranych na biało-czarno piłkarzy 120% możliwości, a właśnie tyle może być niezbędne, by poradzić sobie jutro w rutynowym pojedynku ze średniej klasy rywalem.

FulhamBolton2007

Rok 2007, ostatni nieligowy pojedynek z Boltonem. Na Craven Cottage wygrywają... goście. Ale to był Puchar Ligi.

Reklamy

Responses

  1. Bardzo źle, że wielkie zespoły odpadają, bo zwiększa się szansa, że finał nie da przegranemu Ligi Europejskiej.

    Osobiście nie wierzę w kolejną wysoką wygraną, Bolton w tym sezonie jest mocny, zapowiada się ciekawy mecz.

    Natomiast nie zrozumiałem końcówki twojej wypowiedzi, trochę zawiła jest, albo moje zdolności czytania ze zrozumieniem szwankują. 🙂

    Natomiast forma zapowiedzi jak najbardziej mi się podoba. Zamiast marnować czas na czytanie i opisywanie szczegółów statystycznych, lepiej napisać coś takiego.

  2. Dobra, już rozumiem. 😛

  3. Przyjemna zapowiedź. Jedyne czego mi zabrakło, to wspomnienia o byłych graczach jednej ekipy w barwach drugiej. O ile u nas takich osób nie ma, o tyle w ekipie Kłusaków mamy Zata Knighta i Seana Davisa, choć tego drugiego na pewno na boisku nie zobaczymy. 🙂

  4. Pierwszego chyba też nie, bo również leczy kontuzję. 😉

  5. Fakt, chciałem pisać o kontuzji Knighta, ale… zrobiło się wtedy zbyt obszernie 😛 nie wiem, będę jeszcze poszukiwał odpowiedniego stylu, w jakim pisać to wszystko.

    Macu – mnie bardzo cieszy porażka Chelsea, już nawet mniejsza o to, że to właśnie nasi ukochani the Blues, ale akurat odpadnięcie jakichś tuzów z Pucharu to świetna wiadomość, bo zespołów które ukończą sezon w czołówce jest jeszcze dużo (United – już w ćwierćfinale, Arsenal, City) i że któryś pojedzie na Wembley grać w finale – to jest pewne. Lepiej żeby zostało tych zespołów jak najmniej, niż żeby wszystkie przechodziły dalej, my cieszymy się, że sam finał daje LE, a potem – bach, ćwierćfinał czy półfinał przeciwko zespołom powyżej.

    I znowu w ogóle nie myślę o Boltonie 🙂

  6. No w sumie masz rację, wychodzi na to, że nie przemyślałem tego dokładnie. ;P

  7. Hah, wyleciał mi z głowy, a przecież oglądałem ten mecz, jak się starł z Big Viciem.

  8. O, Gera jest w składzie.

  9. Krzysiek – jest w naszym składzie osoba, która grała w Boltonie. O tym piłkarzu również miałem wspomnieć, bo prasa hurtem typuje go do pierwszego startu w barwach Fulham. Chyba już wiadomo, o kogo chodzi 🙂

  10. Demps szaleje w powietrzu na razie. 😉

  11. Tak, zupełnie zapomniałem o nowych graczach. Ale widzę, że na typowaniu prasy się skończyło.

  12. Szkoda, Eidur ma chyba trochę dłuższe nogi niż Andrzej, mógłby dojść do tamtego podania Bairdinho 😛

  13. Zoltan 😦

  14. słaby występ Gery, widać, że nie wszedł w rytm meczowy.

  15. a najgorszy na boisku jest sędzia. Jak nie strzelimy szybko, będzie ciężko. Bolton się zupełnie okopał.

  16. Gera rzeczywiście słabiutko, dużo niedokładności, ewidentnie brakuje mu regularnej gry. Plus chyba chce dzisiaj za dużo udowodnić. A sędzia to jakaś pomyłka, nie reaguje na sprawdzanie elastyczności koszulki. Ponadto odłożył kartkę i potem o niej zapomniał. Dawno nie widziałem tak perfidnego faulu jak ten Wheathera na Dembele w środkowej strefie boiska.

  17. No i Cookie wykrakałeś. 😦 Bolton nie był lepszy, a jednak wygrał. Cieszy powrót Bobby’ego, chociaż cudu nie uczynił. Aczkolwiek i tak zagrał przyzwoicie. Zabrakło trochę szczęścia i właśnie snajperskiego wykończenia. Później napiszę nieco szerzej.

  18. BTW: „Attwell graduated from Staffordshire University in 2004. Refereeing had been a life-long ambition for him, according to his father, who regularly took him to matches at Bolton Wanderers, the club he has supported all his life.”

  19. No to juz wiemy wszystko, dzieki za ten tekst Macu …ok moze smutno ale z drugiej strony to przeciez liga nawazniejsza.

  20. Kompletny zawód… pisząc nawet taki asekuracyjny tekst nie spodziewałem się, że dadzą taką plamę. Jak bezsensowna okazuje się teraz wygrana ze Spurs, cała ta euforia pomeczowa i snucie jakichś wizji. Każdy mecz to jednak osobna historia, która może nie mieć najmniejszego logicznego zwiazku z ostatnim spotkaniem. Wolałbym jednak taki sygnał ostrzegawczy w jakimś meczu ligowym, niż w Pucharze… Jedna wpadka i odpadamy. Bardzo pechowe to wszystko, przypadkowa bramka dla Boltonu i parkowanie autobusu pod bramką. Dodatkowo ta sierota Attwell który bez wątpienia przypomniał dziś sobie na czyje mecze chodził w dzieciństwie – ten facet zasłużył na publiczny lincz po I połowie. Ale skoro przez 90 minut nie potrafimy sobie poradzić z tak banalnie zorganizowanym rywalem, to koniec końców nie zasłużyliśmy na ósemkę i nie ma co gadać o żadnych aspiracjach.

    Właściwie to emocje związane z sezonem już się zakończyły, jedyną „atrakcją” jaka mogłaby się stać to spadek z ligi – oby po dzisiejszej wpadce nie odechciało się im również gry w Premier League.

  21. Na szczęście już niedługo gramy z nimi rewanż w lidze, więc będzie okazja do odegrania się. Szkoda jednak, że o ile tamten mecz będzie jednym z wielu (jakkolwiek ważnych), ten był jeden, niepowtarzalny. Dotychczas miałem do Boltonu neutralny stosunek, kojarzyli mi się z dość techniczną piłką. Niegdyś w barwach kłusaków grali Anelka, Djorkaeff, Hierro, Okocha. Dzisiaj zagrali bardzo nieładnie dla oka, fizycznie. Może taka opinia jest nieco nie fair w stosunku do Lee, Holdena, czy nawet Petrova (nie lubię go, ale jest świetny), natomiast defensywni gracze Wanderers (z Muambą włącznie) nie przebierali w środkach i zdecydowanie na nią zasłużyli.

  22. Nie wiem czemu przyczepiłeś się akurat do Muamby, bo to akurat jest dobry technicznie piłkarz. Pamiętam, że będąc jeszcze piłkarzem Arsenalu zaliczył świetne wypożyczenie do Birmingham (mając 18 lat), zaczęto go określać mianem następcy Vieiry, jednak Muamba został w Birmingham, zresztą Brum wydało na niego ponad 5 milionów funtów.
    Aczkolwiek Robinson, Wheater czy Ricketts to drwale, nawet Petrov pokazał kawał chamstwa, kiedy uderzył łokciem Bairda.

  23. No sorry, ale wejście w nogi Dembele podczas kontrataku było jak dla mnie na granicy czerwonej.

  24. Wiesz, na podstawie pojedynczego zagrania, to ja mogę nazwać Sidwella rzeźnikiem, bo on co mecz kogoś demoluje łokciem. 🙂

  25. Dla mnie ten Muamba był/jest zupełnie przeciętny, zresztą zjazd w dół z klubu do klubu (Birmingham chyba stoi już trochę lepiej niż Bolton) o czymś świadczy.

  26. Haha, niekoniecznie Cookie. Przypomnij sobie, gdzie sezon 2007/08 zakończyło Birmingham. 🙂

  27. w którym 37 na 38 możliwych spotkań rozegrał Muamba 😛 no ale faktycznie, złapałeś mnie tutaj.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: