Napisane przez: Macu | Luty 21, 2011

FA Cup: Stuart Attwell’s Show. Fulham 0-1 Bolton.

Powrót Bobby'ego. Walczył jak rycerz, ale księżniczki nie uratował.

Sprowadzeni na ziemię. Dosłownie i w przenośni. Tak w jednym zdaniu można podsumować niedzielny mecz, który zakończył udział Fulham w rozgrywkach pucharu ligi. A miało być inaczej. Kombinacja znakomitej formy w ostatnich kolejkach ligowych, upokorzenie Tottenhamu 4-0 w poprzedniej rundzie, przeciwnik z nie najwyższej pułki i czynnik Craven Cottage. To, jak się zdawało, były gwaranty sukcesu. Słowem, przed spotkaniem panował wśród kibiców The Whites niebywały optymizm, tak jakby dziesiątki tysięcy meczów obejrzanych przez nas wszystkich niczego nas nie nauczyły.  A w futbolu wszystko to co jest zapisane na kartce, fruwające w jakiejś niematerialnej przestrzenni myślowej, nie ma najmniejszego znaczenia.  Bo zjawiska mniej prawdopodobne, tudzież niemal nieprawdopodobne, zawsze mogą jednak zaistnieć. Bolton nie był faworytem tego meczu, ale zwyczajnie wyszedł na boisko, znakomicie zrealizował swoje założenia taktyczne i strzelił o jedną bramkę więcej.  Fulham nie poradziło sobie z agresywną grą przeciwnika i jednocześnie zawiodło w swoich ofensywnych poczynaniach, mimo że na murawie Cottage zobaczyliśmy najsilniejszy z możliwych składów.

Początek meczu nie zapowiadał katastrofy, zwiastował natomiast, że styl gry przeciwnika sprawi podopiecznym Hughesa dużo kłopotów. Gospodarze co prawda przejęli od samego początku inicjatywę, ale fizyczna, ostra gra przyjezdnych, często na pograniczu faulu, sprawiała, że nie byli w stanie zagrozić poważnie bramce Węgra Bogdana. Ruchliwy Johnson był raz po raz ściągany do parteru przez Davida Wheatera, jednak sędzia Atwell pozwalał grać dalej. Nieporadność Fulham została szybko ukarana, bo w 19 minucie Klasnić trafił do siatki Schwarzera. O ile sytuacja strzelecka była stworzona w dość przypadkowy sposób, a dośrodkowanie Muamby odbiło się jeszcze od Hangelanda, instynkt strzelecki i wykończenie Chorwata były najwyższej klasy. W ten sposób kłusaki wyszły na prowadzenie, a realizując swój cel w postaci gola, przeszli do zdecydowanej defensywy. To, samo w sobie, jest oczywiście rzeczą normalną i jak najbardziej zrozumiałą. Większe kontrowersje budzi fakt w jaki sposób Wanderers bronili się. Ciężkie życie miał Moussa Dembele, który dryblując między graczami przeciwnika, doznawał ciągłego uczucia bycia pozbawianym odzieży. Piłkarze Boltonu łapali graczy Fulham za koszulki, przytrzymywali ich, wskakiwali im na plecy, a wszystko to za przyzwoleniem sędziego Attwella. Pod koniec pierwszej połowy publika na Cottage nie wytrzymała i dała znać jednemu z młodszych arbitrów w Premier League co o nim myśli. Oglądając mecz w telewizji i mając do dyspozycji powtórki, momentami ciężko było uwierzyć, że kolejne perfidne przewinienia i faule na graczach The Whites nie są karane kartkami. Choć problemy ze strzeleniem gola przeciwnikowi wynikały w dużej mierze z niezłej gry obronnej Boltonu, nie ma wątpliwości, że łagodne oko sędziego Attwella wybitnie utrudniało to zadanie, czyniąc niemal niemożliwym.  Fulham tego dnia grało niestety mało kreatywnie i nieskutecznie. Z wielkim trudem przedostawało się w pole karne rywala, co powodowało,  że próby strzału zza linii 16 metrów były nad wyraz częste. W 30 minucie szczęścia szukał Gera, który zawinił przy pierwszej bramce (podał przeciwnikowi) i za wszelką cenę chciał to nadrobić, ale huknął nad bramką. W 41 minucie podobną próbę podjął Dempsey, ale on z kolei strzelił koło słupka bramki. W niedzielę niemal każdy piłkarz zawodził. Baird i Salcido mało udzielali się w ataku, Murphy tracił mnóstwo piłek, Gera, który wreszcie dostał szansę gry od początku, kompletnie nie radził sobie z presją. Clint Dempsey na długie minuty znikał z pola widzenia, podobnie jak Andy Johnson. Jedynym pozytywnym ogniwem był Dembele, który niczym iskra z ogniska, wirował między zawodnikami Boltonu, dopóty nie zostawał brutalnie przygaszony ręką. Mark Hughes musiał zmienić coś w przerwie, jeżeli myślał o trzecim z rzędu awansie do ćwierćfinału FA Cup. Niestety, nie wiele zdziałał. Choć zespół z wigorem ruszył do ataku, szybko entuzjazm opadł, a scenariusz z pierwszej połowy pisany był ponownie. Co prawda Bogdan zmierzył się z większa ilością uderzeń, jednak żadna z tych sytuacji nie została skrupulatnie wypracowana.  Tuż po gwizdku z dystansu próbował Demebele, ale po ładnym dryblingu i niesygnalizowanym strzale przeniósł futbolówkę nad poprzeczką. W 56 minucie zza 16-tki uderzał Sidwell, ale trafił wprost w bramkarza kłusaków. Gospodarze mieli optyczną przewagę, ale nic z niej nie chciało wyniknąć. A z czasem i wielkością sił zaangażowanych w ofensywę, Bolton zaczął groźnie kontratakować. W 60 minucie Muamba huknął potężnie, ale minimalnie się pomylił. Pięć minut później wyśmienicie dysponowany Petrov, który wcześniej wdał się w małą bójkę z Bairdem, wyłożył piłkę Kevinowi Daviesowi, ale kapitan gości został uprzedzony właśnie przez Północnego Irlandczyka. Wreszcie przed szansą na kolejną bramkę stanął Klasnić, i kiedy wydawało się, że futbolówka niechybnie zmierza do siatki, piękną paradą popisał się Schwarzer. Hughes wiedział, że musi coś zmienić i do boju posłał Bobby’ego Zamorę. Legendarny, jak chyba można już mówić, napastnik Fulham wszedł na 22 minuty i trudno opisać jest ogrom owacji jaka towarzyszyła temu wydarzeniu. Zamora powrócił po długoterminowej rehabilitacji złamanej nogi i od razu powierzono mu ciężki miecz, zbroję oraz niezwykle trudne zadanie wyratowania Fulham z opresji i zburzenia zdradzieckiego zamku wroga zbudowanego w polu karnym Bogdana. Bobby dwoił się i troił,  był niebywale aktywny, jako jedyny tego wieczora dawał sobie radę w siłowych pojedynkach z rywalem. Po jego wejściu Fulham mocno przycisnęło graczy Coyle’a i do końca spotkania nie pozwoliło im na nazbyt wiele. Tylko co z tego? Rzut wolny bardzo blisko bramki Boltonu Murphy posłał nad poprzeczką, a kolejny w tym meczu rożny przeniósł enty niecelny strzał głową, tym razem Dempseya. W przeciągu dwóch minut, miedzy 88 i 90, The Cottagers stworzyli trzy sytuacje. Wpierw Dempsey został w ostatniej  chwili zablokowany przez Cahilla, następnie nad bramką huknął Zamora (przy oddawani strzału poślizgnął się), by wreszcie w znakomitej okazji, sam na sam z Bogdanem, nie trafić w bramkę. Szkoda zwłaszcza tej ostatniej szansy, ale po tak długiej przerwie trudno wymagać od Bobby’ego klinicznego wykończenia tej stosunkowo trudnej sytuacji – piłka była w powietrzu i uciekała od napastnika Fulham. Ostatecznie Bolton wytrzymał napór Fulham i zasłużenie, choć z niemałą pomocą sędziego Attwella, awansował dalej. Fulham zgrało poniżej poziomu reprezentowanego w ostatnich spotkaniach i jedyną dobrą nowiną jest powrót Zamory, który nie tylko prezentował się zaskakująco dobrze, ale swoim zaangażowaniem potwierdził, że herb FFC na piersi coś dla niego znaczy.

 

 

Advertisements

Responses

  1. Trochę denerwują mnie te wjazdy na sędziego. Był jaki był, ale to nie powód, by zasłaniać nim słabą grę The Cottagers. Fulham oddało około 20 strzałów, ale praktycznie nie stworzyło stuprocentowej sytuacji. Co nieco na ten temat postaram się napisać jutro, żeby nie było, że się obijam na blogu.

  2. Starałem się podkreślić w relacji, że choć sędzia nie pomógł, na pewno nie był główną przyczyną. 🙂

  3. Nie wiem czemu na ławce nie było żadnego skrzydłowego, ani Daviesa, ani Duffa. AJ na prawym skrzydle to jeszcze większa tragedia niż AJ w ataku, prawie bramkę zawalił.

  4. Dzięki za relację, Macu 🙂 No ten tytuł może odrobinę za ostry jest (tamte „info” z wikipedii to jednak był żarcik edycyjny), ale z drugiej strony, jest co zwalać na Attwella i Krzysiek na ostatnie 10 minut pierwszej chyba wyszedł na balkonik na papieroska, że nie rozumie tutaj naszej złości 😛 Attwell był w tym fragmencie spotkania bez-na-dziej-ny, totalny napór z naszej strony, Bolton ledwo wybrania się chamskimi faulami, a on milczał z gwizdkiem gdzie się tylko dało. Przez moment zapowiadało się dla mnie na dopełnienie tragedii w jego wykonaniu, czyli że da czerwo naszym na nasilające się protesty i wybuchy złości, ale o dziwo jakoś Attwell tę frustrację tysięcy ludzi na stadionie i graczy na boisku w sobie stłumił.

    Strasznie irytował mnie też fakt, jak słabych mamy piłkarzy, jeśli chodzi o rzuty wolne i strzały z dystansu. Clint może być nawet naszym najlepszym strzelcem, ale jak tej pewności zbiera się w nim za dużo i zaczyna swoją serię z dystansu, to ja wolę wtedy odwrócić wzrok, bo tysięczny raz na tysiąc prób piłka odbita od bandy działa źle na ludzką psychikę. Właściwie to na przestrzeni czasu „prawo” do takiego strzelania wyrobił sobie dla mnie tylko Zoltan, który udowodnił, że tak zdobywać bramki umie. Clint nie, powinien więc skupić się na elementach które są jego domeną i wtedy pożytku w niedzielę może byłoby więcej.

    16-tka dobrana na mecz również mnie dziwi, Hughes był chyba zbyt pewny wygranej. Żadnego planu B, Bobby miał ewidentnie wejść wtedy kiedy wygrana będzie zaklepana, a tu zrobił się absurd bo wszedł nas ratować. Eidur, wg tego co piszą na forach, nie mógł zagrać przez jakieś zamotanie z papierami. Choć nie wiem, czy i tak byłby naszym zbawcą.

  5. Hah, nic (ok, jest jeszcze AJ) mnie bardziej nie denerwuje, niż widok Bairda podchodzącego do wykonania rzutu wolnego. Gość nie umie strzelać ze stałych fragmentów, zazwyczaj turla piłkę po ziemi prosto w ręce golkipera. Udała mu się jedna bramka (wiadomo, przeciwko Stoke), jednak jestem przekonany, że był to przypadek. Zobaczcie sobie powtórkę, moim zdaniem piłka mu zeszła, wcale nie powędrowała przez dziurę, którą w murze uczynił mu zawodnik Fulham, tylko zupełnie obok niej. Piłka do bramki wpadła, ale spora zasługa w tym była bramkarza rywali, któż to tam wtedy bronił, Begovic?

  6. Hm, no pewnie masz rację. Etatowego wykonawcy nie mamy, Baird, Dembele czy w ubiegłym sezonie Bobby strzelali po prostu dlatego, bo czuli się w danym momencie pewnie i strzelali zwyczajnie po ziemi, ale po prostu zbyt szybko dla bramkarzy. To jest jedna, jedyna rzecz przez którą tęsknię za Bullardem…

  7. Faktycznie, wolne i rożne są problemem. O ile Danny lub Simon czasami ładnie wrzucali z kornerów, wszelkie wolne były tragiczne (zarówno bezpośrednie strzały, jak i dośrodkowania – powinny być znacznie ostrzejsze). Dla tego warto było kupić M. Taylora. 😉

    Co do wolnych Bairda, uważam, że Chris umie nieźle strzelić, ale wolne są źle rozgrywane i w momencie oddawania strzału jest już na nim za duża presja przeciwnika. Pamiętam Clint też potrafił kiedyś walnąć z wolnego (chyba z Chelsea w poprzeczkę strzelić), ale obecnie głównie celuje po murze lub wspomnianych bandach, więc chyba rzeczywiście trzeba poszukać kogoś innego.

    Co do Bobby’ego, to dokładnie tak samo myślałem. Pewnie miał wejść przy wielkiej owacji i bezpiecznym wyniku, a powierzono mu zadanie ratowania zespołu, bardzo obciążające pod psychicznym względem, zwłaszcza po takiej kontuzji. Nieobecność Duffa jeszcze rozumiem (zasłużył na wolne), ale czemu Simona nie było, to nie mam pojęcia.

    Ps. Później odkryłem, że na Wiki nie było wcale cytowanego wpisu o Attwellu, natomiast znalazłem artykuł, w którym zawodnicy Wolves skarżą się na niego po meczu z … Boltonem. 😉

  8. Jestem przekonany, że etatowym wykonawcą rzutów wolnych będzie Bobby. Wbrew temu co piszesz Cookie, Zamora miał zarówno potężne płaskie uderzenia, jak i ładne technicznie, spadające za murem liście.

  9. Attwell, z tego co sprawdzałem, prowadził też już mecz wyjazdowy z Boltonem w tym sezonie, więc już w tamtym momencie jakiś podejrzany stał się dla mnie tamten wpis 😛 bo w sumie mecz chyba specjalnie kontrowersyjny nie był. Zresztą, nie pamiętam.

    Te rożne właśnie jeszcze jakoś wchodzą, ale inne stałe fragmenty to niestety koszmar dla oczu. Czy z Zamorą będzie inaczej… Bobby nawet, jak strzelał wysoko, to raczej w róg „bramkarza”. Nie pamiętam, by przerzucał coś nad murem i wkręcał „do wewnątrz”. W pamięci ostał mi się z takich zawodników tylko Bullard, Diop z Norwich X lat temu i pan Bouazza, który z niczego podszedł kiedyś z M City do wolnego i lufnął coś nieprawdopodobnego.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: