Napisane przez: Macu | Luty 27, 2011

Citeh not sparky enough. Manchester City 1-1 Fulham.

Fulham kontynuuje znakomitą passę meczów na the City of Manchester Stadium i nie ponosi porażki w czwartym kolejnym spotkaniu. Do dwóch wygranych dołączyło dzisiaj drugi remis, tym samym wybijając już niemal z głowy marzenia o mistrzostwie drużyny Manciniego. Największym wygranym dzisiejszego meczu jest trener Fulham Mark „Sparky” Hughes, który wyrzucony w sposób niegentlemański z City, wrócił do Manchesteru i poprowadził Fulham do zdobycia punktu. Co prawda to City objęło prowadzenie po silnym strzale Super-Mario zza 16-tki, ale goście odpowiedzieli piękną zespołową akcją zakończoną strzałem Duffa. Remis dla The Cottagers jest wynikiem jak najbardziej zasłużonym, a piłkarze The Citizens zaprezentowali się nad wyraz słabo, grając kompletnie bez wigoru.

 

Niedzielne spotkanie na City of Manchester Stadium było zderzeniem dwóch zupełnie różnych pomysłów na budowę zespołu. Z jednej strony ekipa Manciniego, o której bogactwie i transferach już chyba wszystko zostało powiedziane i napisane, a sama drużyna stała się symbolem nad wyraz brutalnej i nie zawsze dobrze przemyślanej ingerencji pieniądza w świat piłki nożnej. Z drugiej strony Fulham Hughesa, zbudowane w jakże odmienny sposób za pomocą stosunkowo skromnych funduszy udostępnionych przez Mouhameda Al-Fayeda. Co prawda jeszcze za czasów bytności ekipy The Whites w niższych klasach rozgrywkowych mogła ona uchodzić za krezusa, to jednak w gronie najlepszych drużyn w Anglii Fulham bez wątpienia ponad średnią się nie wybija. Trudno jakikolwiek transfer zespołu ochrzcić spektakularnym, a najczęściej sięga on po doświadczonych zawodników, często niechcianych w innych klubach.  I choć ta strategia powoduje, że Fulham ma jedną z najstarszych kadr w Premier League, to jak dotychczas sprawdza się doskonale. Wyśmienitą motywację by to udowodnić w spotkaniu z The Citizens miał Mark Hughes, który, jak pisaliśmy w zapowiedzi, nadal czuje się urażony sposobem w jaki zwolniono go z posady trenera w Manchesterze.

Będąc fanem City, który zapłacił za bilet na stadionie niemałe pieniądze, moje oczekiwania dotyczące spotkania z takim rywalem jak Fulham byłyby dość oczywiste – kompletna dominacja od samego początku meczu. Na szczęście jestem kibicem The Cottagers, a  indolencja przeciwnika w początkowych fragmentach rywalizacji bardzo mnie ucieszyła. Od pierwszego gwizdka sędziego gracze Fulham grali bardzo uważnie w obronie i nie pozwolili rozwinąć przeciwnikowi skrzydeł. To goście lepiej utrzymywali się przy piłce, prezentowali wyższą kulturę gry. Manchester często wybierał wariant zagrywania długiej piłki w pole karne, co nie przynosiło żadnych rezultatów. Choć sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo, w 22 minucie to Fulham mogło objąć prowadzenie, gdy Murphy strzelił zza 16 metra nad bramką. Kapitan The Whites rozgrywał tego wieczora dobrą partię, mądrze rozgrywając piłkę i moderując tempo akcji zespołu. Gospodarze mocno trudzili się w środkowej strefie boiska, gdyż zastępujący Sidwella Etuhu spisywał się równie dobrze, zwłaszcza w grze destruktywnej. Z kolei w City, manewr cofnięcia Teveza w kierunku koła środkowego funkcjonował fatalnie, Argentyńczyk był kompletnie niewidoczny. Nie lepiej grał niedawno pozyskany Dzeko, który obecnie zdaje się nie nadążać za tempem gry na Wyspach. Niestety, choć The Citizens nie tworzyli w tym spotkaniu zespołu w rozumieniu socjologicznym, to po indywidualnym przebłysku niesfornego geniusza Balotelliego wyszli na prowadzenie. Nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw, bo do tego momentu gospodarze byli zupełnie zneutralizowani. W 26 minucie, w okolicach linii pola karnego, Włoch wymienił piłkę z Tevezem, zszedł w kierunku środka, wytrzymując próby interwencji Murphy’ego i przymierzył po długim rogu, zupełnie nie dając szans Schwarzerowi. Bo tej bramce załamałem ręce i zacząłem rysować czarny scenariusz, w którym to gracze Manchesteru, przełamawszy stagnację, pójdą za ciosem i grając ze swobodą spróbują dorównać wynikowi z Craven Cottage.  Do końca pierwszej połowy Fulham niemrawo atakowało, nie stwarzając nazbyt dobrych sytuacji strzeleckich, ale co ważniejsze, niezgodnie z moimi przewidywaniami, kompletny brak wigoru nadal dominował w poczynaniach City. Największą atrakcją na znudzonym meczem City of Manchester Stadium była utarczka słowna Clinta Dempsey’a, który miał wyraźne pretensje aż do kilku graczy ubranych w niebieskie koszulki. Na szczęście obyło się bez rękoczynów, a nadmiernie pobudzonego Clinta uspokoił w końcu Danny Murphy.

Przerwa meczu, jak sądziłem, była okresem w którym Mancini będzie mógł zmotywować swoich niemrawych zawodników do większego wysiłku i zaangażowania. W gruncie rzeczy, to jego trenerski obowiązek. Fakt jest natomiast taki, że gra niebieskich po przerwie wcale się nie odmieniła, tak jakby Mancini milczał, tudzież mówił niezrozumiale. To drugie wydaje się z resztą całkiem realne, mając na uwadze poziom angielsko u trenera The Citizens. Już w 48 minucie Fulham zdołało wyrównać, kiedy wpierw świetną prostopadłą piłkę do Johnsona zagrał Hangeland, a następnie znakomite dośrodkowanie Anglika z zimną krwią wykończył Duff. I był to gol jak najbardziej zasłużony. Kadra trenerska gospodarzy zareagowała dość szybko, posyłając do boju doświadczonego Vieirę, który rzeczywiście nieco uporządkował poczynania Manchesteru. W 62 minucie Tevez stanął oko w oko ze Schwarzerem, strzelił lekko w kierunku rogu, zdawało się, że piłka wpadnie do bramki, jednak znakomita zwinność bramkarza Fuhlam pozwoliła zachować remis na tablicy wyników. Pięć minut później beznadziejny tego dni Kolarov spróbował strzelić z dłuższej odległości, ale Schwarzer zdołał przerzucić piłkę nad poprzeczką. Stracona bramka nie pobudziła jednak gospodarzy do jakiegoś nadmiernego wysiłku, nie przypominali oni zespołu, który chce walczyć o mistrzostwo i nie może pozwolić już sobie na stratę punktów. Z czasem to Fulham ponownie przejęło inicjatywę, dzięki dobrej grze Dembele, Dempsey’a i Duffa. Zwłaszcza ten ostatni sprawiał wielkie problemy na prawym skrzydle City, raz po raz posyłając groźne dośrodkowania i szarżując wzdłuż linii bocznej. Goście mieli kilka stosunkowo dogodnych sytuacji, ale żadnej z nich nie można nazwać stuprocentową. Jednak im bliżej było końca, tym to Fulham wydawało się bliższym strzelenia zwycięskiej bramki. Ostatecznie to nie miało miejsca, a przyjezdni z Londynu wywalczyli w Manchesterze jeden punkcik. Najbardziej zadowolony po tym spotkaniu był Mark Hughes, który wymienił nieprzyjacielski  uścisk dłoni z Mancinim, a następnie poszedł do szatni świadomy, że prawdopodobnie właśnie wybił z głowy Manchesterowi City jakiekolwiek marzenia o mistrzostwie.

Bardzo przyzwoita gra. Tak należy podsumować występ The Cottagers w Manchesterze. Doprawdy wszystko funkcjonowało jak należy: zespół bardzo dobrze bronił, stworzył kilka groźnych sytuacji, potrafił podnieść się po utracie gola. Z taką grą Fulham w żadnej mierze nie wydaje się kandydatem do spadku. A jednak nadal pozostaje niebezpiecznie blisko dołu tej jakże spłaszczonej ligowej tabeli. Mentalnie, punkcik z City to znakomity sukces, zwłaszcza w meczu wyjazdowym. Faktycznie, daje on stosunkowo niewiele, a najbliższy mecz z Blackburn Rovers na własnym stadionie z jednej strony jest okazją by potwierdzić, że niedzielna gra nie była przypadkiem, z drugiej, powinna przynieść to co jest faktycznie najważniejsze – punkty.

Skoro nie chce ci się grać, to może przynajmniej zatańczysz?

 

Reklamy

Responses

  1. Ah, bo myślałem, że Krzysztofek zaoferował się z pisaniem, a on po prostu zaoferował się z ocenami zawodników POD relacją 😛 Również chętnie wypowiem się szerzej za jakiś czas, na pewno jest kogo chwalić.

    PS. Czy „Citeh” to jakieś określenie o zabarwieniu pejoratywnym? Często widzę, jak pisze je ktoś niezbyt łaskawie nastawiony do MC, ale nie umiem skojarzyć do jakiego ewentualnie wulgaryzmu to się odnosi 😛

  2. http://www.urbandictionary.com/define.php?term=citeh – chyba nie ma w tym nic pejoratywnego, chociaż muszę się zgodzić z twoim spostrzeżeniem. ;P

    Miałem przeprosić za angielski tytuł, ale po polsku ta gra słów byłaby niezrozumiała. 😉

  3. No i bardzo bardzo fajny wynik, niestety oglądałem tylko ost. 10 min spotkania …

  4. Tytuł jest genialny. 🙂
    To był naprawdę dobry mecz w wykonaniu Fulham. Trzeba się cieszyć, bo grali z contenderem, na jego boisku, a mimo to walczyli jak równy z równym. Może i zabrakło dobrych okazji pod bramką Harta, ale za to świetnie byli zorganizowani w defensywie. Zespołowa obrona – cymesik, na palcach jednej ręki można było policzyć sytuacje, gdy po wygranym pojedynku zawodnik MC nie miał zaraz przy sobie asekuracji w postaci Dicksy’ego czy środkowych obrońców.
    W zasadzie trzeba pochwalić wszystkich zawodników, nawet niecierpiany przeze mnie efektowny AJ choć raz okazał się również efektywny. Nie zgodzę się z Macem, dla mnie Salcido był jednym z lepszych graczy. Chwaliłem go już po Chelsea, znowu był niemal bezbłędny w obronie. Póki co gra zasłużenie, szkoda, że kosztem Pantsa. Świetny Etuhu, ogromna praca w obronie, dużo wygranych starć w środku pola. Dembele kolejny raz klasa sama w sobie, kolejny mecz przeciwko dobrym, uznanym obrońcom i kolejni ośmieszani rywale. Poezja, ogląda się go z czystą przyjemnością. Oby Barcelona go nie podebrała!

  5. No i pięknie! Gdyby nie ten jeden zdobyty punkt, fulham byłby teraz na 16 pozycji. Co prawda to kolejny remis ale biorąc pod uwagę przeciwników to i tak jest sukces.

  6. Jezu, ale mierna ta relacja. Same oczywistości napisałem, w ogóle brakuje mi weny, a język jest na poziomie Galla. Następnym razem na serio napiszę coś króciutkiego… 😉

  7. Faktycznie na poziomie Galla, sam poprawiłem kilka literówek. 😛

    Dobre zdjęcie wybrałeś, efekt chamskiego zachowania dosyć eleganckiego zazwyczaj Yayi Toure, Clintowi się w głowie zagotowało, najpierw musiał go sędzia uspokajać, potem oddelegował do tego Murphy’ego.

  8. Moim zdaniem Clint zareagował niewspółmiernie do faulu. 🙂

  9. Nie pamiętam już, czy to miało miejsce bezpośrednio przed uwiecznioną na zdjęciu sytuacją, czy też złość Dempsa uwolniła się po kolejnym faulu, ale Yaya Toure niekoniecznie niechcący nadepnął leżącego Clinta.

  10. Zdjęcie dobre, z Deuce’em lepiej nie zadzierać, przy okazji uwiecznione zostają obciachowe błękitno-bordowe getry MC, natomiast mam drobne obiekcje co do „etykiety” fotki, jakieś dziwne zabarwienie to ma 😛 Relacja również dobra, chyba, że to Krzysiek tak wyedytował 😛

    Na pewno nigdy nie wychodzi nic dobrego, gdy komuś włącza się na boisku agresor, dlatego głównie przez to zgadzam się z Macem. Nie od dziś wiadomo, że Clint ma coś w sobie z boiskowego kozaka, którego całkiem łatwo sprowokować. A to, że obecne City to banda cwaniaków z wybujałymi ego, to inna sprawa. Hak Balotelliego na Dempsie w II połowie to też było pierwszorzędne chamstwo. No ale jak ktoś zachowuje się na koniec meczu jak Mancini, to czy po jego zawodnikach można oczekiwać jakiegokolwiek poziomu? 😉

    Etuhu rzeczywiście zasługuje na wysoką notę, trzeba brać pod uwagę że wrócił do składu. Wkomponował się błyskawicznie. Cała pomoc kapitalnie, nie wiem, jak ktoś mogł chcieć żebyśmy lekką ręką puścili Duffa do Blackburn. To jeden z absolutnych liderów, nie wiem czy obok Murphy’ego najdłużej nie trzyma piłki. O Dembele należy się seryjnie martwić, kupować koszulki, swetry, kubki, długopisy z jego imieniem, uwieczniać jego pobyt w Fulham póki się da, bo albo popadam w paranoję, albo kamerzyści celowo trzymają go tyle w obiektywie żeby potem porozsyłać kasetki wszystkim wielkim klubom. A tak na poważnie, już kiedyś omawialiśmy tę kwestię – wielkie kluby były wśród Dembele od zawsze, po prostu miał problem z kontuzjami które odciągały wszystkich chętnych. Więc w notesie pewnej grupki osób jest cały czas, jak do lata nie będzie z nim problemów zdrowotnych to czeka nas bardzo ciężka batalia… Nie wiem, czy czytaliście swego czasu ciekawostkę, że w ostatni dzień zimowego okienka zgłosił się po niego… Brudny Arry 🙂 ale zbyliśmy jego ofertę śmiechem i dobrze, nie wyobrażam sobie żeby Moussa poszedł akurat tam.

    Zgadzam się, że nie ma za bardzo kogo i po co objeżdżać, Salcido nie zasłuzył na krytykę, dość już jej nazbierał i z City pokazał się naprawdę fajnie. Jedyne momenty słabości jakie się nam przydarzyły to poślizgnięcie się Hangelanda, ale wcześniej znakomicie rozpoczął akcję bramkową podaniem do Andrzeja, no i było też niezrozumienie Bairda ze Schwarzerem, po którym Kolarov miał tę petardkę z bliska, ale ogólnie Chris jegomościa z Serbii stłamsił. Słowem rewelacyjny mecz zważywszy na rywala, możliwe i że najlepszy wyjazd w tym sezonie, mimo braku 3 pkt. City przez długie fragmenty tańczyło jak im graliśmy, a incydenty takie jak Mancini po meczu i chamskie zachowania względem Deuce’a a nastepnie strach wejścia z nim w ekhem… wymianę poglądów pokazały jaki klub ma jaja, a jaki jest cyrkiem na kółkach. Nawet nasz kat Carlitos, dopóki nie miał 1-na-1, nie wiedziałem że istnieje. Brawo. Tylko czemu tak boję się meczu z Blackburn?

  11. Nie wiem właśnie. Nie licząc spotkania z Boltonem, u siebie od derbowej potyczki z WHU notujemy wspaniałe wyniki.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: