Napisane przez: Macu | Marzec 8, 2011

Europa League Fairytale 2009/2010 – Wersja zmieniona

Od długiego czasu chodziło mi po głowię, że mój film poświęcony przygodzie w Lidze Europejskiej nie jest odpowiednio zakończony. Odnosiłem wrażenie, że końcówka może działać na odbiorce w sposób dołujący, że należy dodać jakieś elementy optymistyczne. Długo mi to zajęło, ale w końcu zebrałem się w sobie i wprowadziłem pewne zmiany, które w zamiarze miały przeciwdziałać wcześniej opisanym odczuciom. Czy jestem zadowolony ze swojej pracy? Tylko po części. Najbardziej jestem jednak ciekaw odbioru filmu u publiki. Oceniajcie i powiedzcie mi, czy warto tę zmodyfikowaną wersję trzymać na YT. Czy rzeczywiście jest lepsza?

Reklamy

Responses

  1. Niezbyt rozumiem czemu to co dodałem ma inny format, jest bardziej panoramiczne. 😦 Zwłaszcza, że niektóre klipy brałem z tego samego źródła co wcześniej. Ale na szczęście chyba to tak bardzo nie przeszkadza.

  2. Nie za bardzo wiem, o co w tym momencie chodzi 😛 Ale! Publika odpowiada. Świetny pomysł, by wytworzyć nieco więcej pożądanego przez Ciebie optymizmu (choć u mnie wcześniejsza wersja smutków nie wywoływała :-)) poprzez retrospekcję, przypomnienie wypowiedzi jeszcze sprzed finału, podsumowujących metamorfozę, jaką przeszedł ten klub. Choć w jednym momencie liczyłem, że Danny wypowie jakieś wiekopomne zdanie, a tymczasem wnioskuję, że chodziło Tobie o słowa, jakie wypowiedział pytający go redaktor, bo zaraz po pytaniu Daniela wyciąłeś 😛 Reasumując, ciężko mi powiedzieć, która wersja jest wyraźnie lepsza, każdy klip nawiązujący do tamtego wspaniałego okresu jest znakomity z samej zasady, ale przekaz zmodyfikowanej wersji jest na pewno – tak jak zamierzałeś – bardziej optymistyczny, więc warto postawić chyba właśnie na nią 🙂 Jeszcze raz brawa za włożoną pracę i kapitalny film o LE, jak również za to, że stara wersja jest już jako „polecana” przez YT 🙂

  3. Dzięki za pochwały. Teraz już czuje, że ta wersja jest jednak nieco lepsza, więc nie żałuje włożonej pracy.

    Jeżeli chodzi o wypowiedź Murphy’ego, to niestety, ale dałbym więcej tego co mówi, ale zaraz potem w wywiadzie wchodzi muzyka, co sprawiało, że nie mógłbym podłożyć własnej melodii (jakkolwiek nieco tandetnej :P). A jest tam taki fajny fragment, który nawiązywałby do tytułu filmu, bo dziennikarz mówi: This is a fairytale, an old-fashioned football fairytale, isn’t it? Czy coś takiego (piszę z pamięci). Niestety, próbowałem to zrobić, ale efekt końcowy nie był zadowalający.

  4. Moim zdaniem wielką różnicę robią słowa Hodgsona po meczu. One wyrażają ten konflikt uczuć, który na pewno miał miejsce wewnątrz niejednego z fanów Fulham. Z jednej strony rozpacz, straszny żal, że przegrali, po walce, po wyrównanym meczu, po bramce z minimalnego spalonego, po drugim golu w momencie, gdy wszyscy praktycznie czekali na konkurs rzutów karnych. Z drugiej niesamowita duma, że nieduży, niedoceniany londyński klub, kopciuszek na arenie międzynarodowej wyeliminował broniący tytuł Szachtar, zaliczył fenomenalny comeback z Juventusem (przecież to jest jeden z najwspanialszych powrotów w historii futbolu, 1:3 w pierwszym meczu i szybkie 0:1 na CC), wyrzucił za burtę mistrza Niemiec, utarł nosa Hamburgowi, który miał megaspinkę na rozgrywany na ich obiekcie finał. Te wszystkie gole strzelane w okolicach 70. minuty…
    Raz na jakiś czas odpalam Twój filmik Macu, oglądam i kręci mi się łezka w oku, masa magicznych momentów, piękne gole, Gera z Basel, Zamora z Szachtarem, lobik Dempsa, wolej Simona z finału. Ale tez te przykre, Dicksy, wiecznie uśmiechnięty Dicksy, tym razem ze smutkiem na twarzy, Clint, w którym chyba bardziej buzowała złość, niż smutek. Moim zdaniem muszą być i takie sceny, bo symbolizują to, co przeżywaliśmy my, fani Fulham.

    A tak kompletnie z innej mańki, podziwiam Twoje filmik od strony technicznej. Uchylę rąbka tajemnicy, że sam zamierzam zacząć publikować pewne kompilacje video i chyba będę się musiał zapisać na jakieś dokształcenie. 🙂

  5. O, to ja nie wyłapałem dokładnie tych słów dziennikarza, wszystko staje się teraz jasne 🙂 i świetnie zgrywa się z tytułem.

    Ja nie przeżywałem może wielkiego smutku, towarzyszyła mi głównie duma, że coś takiego się stało i że walczyliśmy dzielnie oraz skutecznie do ostatniej minuty. Nie wiem czemu, zawsze była we mnie odrobina strachu, że ktoś na jakimś etapie odrze nas brutalnie z tych marzeń, skończy bajeczkę małego klubiku bez gwiazd, że mówiąc krótko gdzieś spotka nas łomot, może to przez finałowy rozdział przygody Middlesbrough, w każdym razie było wręcz odwrotnie, nasza pewność siebie, odwaga, klasa, rosły z meczu na mecz i już to było dla mnie powodem do wielkiego szczęścia – same dźwignięcie tego ciężaru, rzeczywista próba walki o trofeum. Dopiero po czasie zrozumiałem, że przecież był to przede wszystkim mecz życia dla 11 facetów (no, może bez Duffa, Murphy’ego czy Schwarzera), którzy dotarli na sam koniec niesamowitej wędrówki i tam ulegli w dramatycznych okolicznościach. Że oni już wcale nie rozpatrywali tego raczej jako reprezentowanie klubu, jako bycie częścią czegoś, ale w finale zapragnęli zdobyć już coś dla siebie, osiągnąć triumf w szczytowym momencie swojej kariery. Dopiero teraz bardziej czuję wszystkie te wylane łzy, jak widzę, że oprócz niezwykłej, baśniowej przygody, byliśmy też o kroczek od trwałego wejścia do historii, suchej, statystycznej bez całego tego romantyzmu. Ostatecznie, historia pamięta tylko zwycięzców. Choć niewątpliwie Fulham było jednym z najbardziej wyjątkowych finalistów w dziejach klubowych rozgrywek.

  6. Filmik nie dziala na iPodzie. :(((

  7. Cookie –> Bo ich tam nie ma! 🙂 Chodzi o to, że chętnie zawarłbym takowy fragment, ale w materiale video z brytyjskiego kanału jest muzyka w tle, co powodowało, że sam nie mógłbym podłożyć własnej. 😉

    A twoje dalsze słowa z powyższego posta chyba wydrukuje, opakuje w ładną ramkę i powieszę nad łóżkiem. Bardzo trzeźwe spostrzeżenia, trafiające w samo sedno, na dodatek pięknie opakowane w słowa.

    Na szczęście myślę, że z perspektywy czasu zupełnie inaczej będą patrzyli na wydarzenia z 12 maja, o czym mówił z resztą w swoim wywiadzie pomeczowym Simon Davies.

    Jeszcze odnośnie strachu, niesamowite jest to, że to uczucie towarzyszyło mi już na etapie gier z Amkarem. Pamiętam jak nam strzelili bramkę na 1:0 (na wyjeździe) i kolejny gol eliminował by Fulham z dalszej gry. Potem ten mecz z Bazyleą, w którym też emocje były do samego końca. Kiedy wyszliśmy z grupy, byłem już zadowolony z osiągnięcia zespołu. Myślałem, że nasza przygoda skończy się na wyjeździe w Doniecku, a to wszystko trwało aż do samego finału. Po dwumeczu z Juventusem co prawda nadal czułem strach, ale wyraźniejsze było odczucie tak jakby halucynacji. To wszystko po prostu nie mieściło się w głowie. Finał nam się nie do końca udał (choć to też względne, patrząc na wyczyn BORO), nie mniej nadal odczuwam uczucie wielkiej dumy. Zwłaszcza jak zakładam mojego finałowego t-shirta z wielkim herbem Fulham. Zawsze mnie ciekawi ile osób na ulicy w ogóle wie o co chodzi w tej koszulce? 😛 Dla mnie w tych rozgrywkach było dwóch zwycięzców.

    (znów mało spójny słowotok:P)

    Krzysztofek —> Dokładnie o to mi chodziło dodając te fragmenty. Taki miał być przekaz. Finałowa porażka była niczym, jeżeli porównać ją do skali sukcesu. Uwydatnienie emocji i wyżej wspomniany przekaz leżały u podstaw „scenariusza” tego filmiku.

    Chętnie uchylę rąbka tajemnicy, jak masz pytania to wal. 😉 Generalnie, najważniejszym elementem był program Pinnacle VideoSpin 2.0, który bez zawahania polecam.

    Co do iPoda, w czym jest problem? Jakby co, mogę ci go wysłać w formacie .avi, tudzież jakimkolwiek innym.

    Ps. No i nie zapominajmy, że w finale zabrakło w pełni sprawnego Bobby’ego. Wszystko mogło potoczyć się inaczej… 🙂

  8. Tam, słodzisz Macu z tym wieszaniem na ścianę 😛

    No właśnie, strach uaktywnił się już bardzo wcześnie, Ruscy naprawdę wieźli nas u siebie, oddaliśmy im kompletnie piłkę, jedynie okazji nie potrafili wytworzyć. Ale bramkę wreszcie strzelili i w 90 minucie mieli awans na tacy, nie pamiętam już teraz co to było, czy przestrzelone sam na sam, czy słupek, czy poprzeczka. Skleroza uderza. W każdym razie fakt, że tak ledwo, po typowym, pełnym walki dwumeczu, przeszliśmy Amkar, pokazywał doskonale, że Fulham będzie jednym wojownikiem spośród wielu, nikim wyróżniającym się i gdzieś tam koniec tej przygody nastąpi, jak koniec przeciętnego rycerza na bitwie. Już Basel było dla mnie niewiarygodne, zważywszy na naszą postawę wyjazdową i doświadczenie rywala w „Europie”. A skoro miałem minikompleks mniejszości wobec Szwajcarów, to na kolejne pojedynki już zwyczajnie brakowało mi słów, co było tutaj widać. Nie wiem, czy to jest tak, że jak już rusza faza pucharowa, to stać może się wszystko (trochę tak jest, patrz np. Grecja na Euro 2004), ale też na pewno sami wskoczyliśmy właśnie na wyższy poziom pewności i odwagi. Nie przestraszyliśmy się nikogo, to nas się obawiano (poza potyczką w Turynie) i ten absurdalny na początku finał urzeczywistnił się u mnie na dobre po koncertowym załatwieniu Wolfsburga.

    Czy z Bobbym w pełni sił byśmy wygrali? Oczywiście 😉 półsprawny Zamora to jak półsprawny Forlan w Atletico. Nie trzeba mówić, ile dał im w finale Diego, a i tak wygrali bardzo nieznacznie.

    MACU!! Właśnie. Jak mogłeś nigdy nic o tym nie skrobnąć, napisać, wspomnieć, uraczyć fotkami itp. Byłeś na meczu finałowym, teraz nie uciekniesz od spowiedzi – opowiadaj (tudzież napisz notkę itp.) 🙂

  9. Oczywiście trochę słodziłem z tą ścianą, ale doprawdy uderzyłeś w samo sedno. 🙂

    Hmm. Co do relacji z finału, to niestety nie mam jakiś nazbyt ciekawych historii do opowiedzenia. Po prostu byłem na meczu i tyle. 🙂 Ale chyba masz rację, że wypada coś napisać i podzielić się nielicznymi fotkami (podczas meczu już nic nie robiłem, bo skupiałem się na grze :P). Myślę, że na rocznicę finału zbiorę się w sobie i coś napiszę. Mam nadzieję, że będzie to zadowalające? 🙂

  10. Oczywiście, z chęcią poczytamy Twoją relację, kiedykolwiek się ona pojawi 🙂 „byłem na meczu i tyle”… tak jak piłkarze Fulham pewnie nie do końca zdawali sobie sprawę ze swojego osiągnięcia, tak chyba Ty do końca nie zdajesz sobie sprawy, na czym byłeś 😛


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: