Napisane przez: Krzysztofek | Marzec 18, 2011

Ostatnia szansa na europejskie puchary? Everton – Fulham

Rzut oka na tabelę Premier League nie pozostawia fanom Fulham złudzeń. Do szóstego miejsca The Cottagers tracą 7 punktów, ich przewaga nad strefą spadkową wynosi tylko 4 oczka. Spotkanie z Evertonem da więc odpowiedź na pytanie: o co walczą w tym sezonie podopieczni Marka Hughesa?

Jeśli są wśród nas jacyś hurraoptymiście, to muszę niestety stonować ich nastroje. Ze świecą szukać równie nieprzyjemnego dla The Whites obiektu, co stadion niebieskiej części Merseyside: Fulham nigdy nie wygrało na Goodison Park, a jedyny punkt tam zdobyło w… 1959 roku. W epoce Al Fayeda potyczki tych dwóch drużyn cechował fakt, że zawsze były one rozstrzygnięte. Seria ta złamała się dopiero we wrześniu ubiegłego roku, gdy na Craven Cottage padł bezbramkowy remis. Co więcej, tylko jedno z wcześniejszych spotkań nie zakończyło się zwycięstwie gospodarzy. Pod koniec jakże udanych dla Fulham rozgrywek 2008/09 The Toffees triumfowali na SW6 2:0, po dwóch trafieniach Leona Osmana, a w barwach FFC zagrali tacy nieco zapomniani już kopacze jak Nevland, Smalling czy Dacourt. Nie dajmy się jednak zwieść historycznym statystykom – Fulham i Everton to drużyny najczęściej remisujące w obecnych rozgrywkach!

Tylu graczy, a kopnąć nie ma komu. Efekt? 0:0

 

Myślę, że warto poświęcić chwilkę na zawodników, których kariery łączą jutrzejsi rywale. Zacznę od eks-Cottagera w Liverpoolu, którego wielu fanów z Londynu wspomina bardzo dobrze. To francuski napastnik Louis Saha, który między 2000 a 2004 rokiem strzelał bramki dla ekipy z Craven Cottage. Zdobył ich łącznie 65 i do dziś pozostaje najlepszym strzelcem drużyny po 2000 roku, wyprzedzając Steeda Malbranque’a i swojego imiennika z Portugalii, Boa Morte. Francuz na Goodison Park trafił w 2008 roku, po średnio udanej przygodzie Na Old Trafford. Przykładami bezpośrednich transferów z Evertonu do Fulham są dwaj gracze Sparky’ego, którzy mają szansę pojawić się jutro na placu gry. To Simon Davies (sprowadzony w 2006 roku jako następce wspomnianego Malbranque’a) oraz Andy Johnson (rok 2008, ponad 10 milionów funtów). Zaskakująca jest przemiana, jaką obaj przeszli w Londynie. Walijczyk Goodison Park opuścił z łatką nieudanego transferu, jednak szybko stał się ważnym elementem drużyny najpierw Sancheza, potem Hodgsona. AJ z kolei zaliczył odwrotną zmianę. Choć w Evertonie nie trafiał tak regularnie jak w Crystal Palace, to zapadł w pamięć kibiców dzięki dwóm trafieniom w derbach Merseyside czy przepięknej bramce przeciwko Brann. Niestety, jego gra w Fulham to pasmo niepowodzeń, spowodowanych w dużej mierze licznymi kontuzjami. A skoro mowa o kontuzjach, to warto dodać, że powoli wracający do zdrowia po poważnym urazie Phillippe Senderos również zaliczył, choć bardzo przelotny, epizod w Evertonie. Poniekąd podobny do tego, jaki miała żywa legenda klubu z Fulham, Brian McBride.

Louis Saha. Niegdyś Fulham, dziś Everton.

Na koniec postaram się przewidzieć jedenastki, w jakich wyjdą oba zespoły. Zarówno Mark Hughes, jak i David Moyes będą mieli kłopoty z obsadzeniem środka pola. Gospodarze na pewno nie będą mogli skorzystać z Mikela Artety i Marouane’a Fellainiego, a pod znakiem zapytania stoi gra doświadczonego Phila Neville’a i najlepszego obok Sahy strzelca drużyny – Australijczyka Tima Cahilla. W Fulham problemem będzie znalezienie partnera dla Danny’ego Murphy’ego. Urazy wykluczają z gry występujących do tej pory na zmianę Dicksona Etuhu i Steve’a Sidwella. W tej sytuacji najbardziej prawdopodobne jest wybiegnięcie w podstawowej ’11’ Jonathana Greeninga, choć nie można wykluczyć, iż do pomocy przesunięty zostanie Chris Baird, a jego miejsce na prawej defensywie przypadnie Johnowi Pantsilowi lub Stephenowi Kelly’emu. Na koniec słowko o dwóch możliwych jubileuszach. Ten ważniejszy dla nas dotyczy Damiena Duffa. Znajdujący się ostatnio w wybornej formie Irlandczyk potrzebuje już tylko jednego gola do osiągnięcia granicy 50. bramek w Premier League i tym samym stania się trzecim, po Robbie’m Keanie i Niallu Quinnie, Irlandczykiem który dobije do tej bariery. Z drugiej strony jeśli przeciwko swojej byłej ekipie wystąpi Saha, będzie to dla niego 250. mecz w najlepszej lidze świata.

Fellaini i Etuhu. Dwaj wielcy nieobecni jutrzejszej potyczki?

Everton:  Howard – Hibbert, Heitinga, Distin, Baines – Osman, Jagielka, Rodwell, Bilyaletdinov – Cahill, Saha
Fulham:  Schwarzer – Baird, Hughes, Hangeland, Salcido – Duff, Murphy, Greening, Dempsey – A. Johnson, Dembele.

Reklamy

Responses

  1. Ups, trochę przydługie wyszło. 😀

  2. Przestań, dobra zapowiedź 🙂 Tylko nie wiem, czy ten Andrzej trafiał w Evertonie regularnie jak w Palace, czy nie 😛

    Znów wyjazd do Evertonu, piękna ta statystyka, nie ma co. Co roku się łudzę, że to przełamiemy i co roku to samo. Dopóki między tymi drużynami zawsze byly zwycięstwa gospodarzy, bałem się za każdym razem przed meczem na CC, czy będziemy w stanie znów odbić piłeczkę i o kolejny rok przedłużyć tę unikalną statystykę. W końcu zazwyczaj Everton był zespołem sytuowanym znacznie lepiej. W końcu nasza twierdza padła, Goodison też musi kiedyś paść 😉 Zabrzmi to banalnie, ale bardzo mocno wierzę, że stanie się to właśnie teraz. Wystarczy spojrzeć na braki u rywala – w najlepszym wypadku odpadnie i Cahill, i Arteta, i Neville, i Fellaini. Yakubu sami oddali do Leicester. Przecież to 80% siły the Toffees, pozostałe spoczywa w-wiadomo-jakim-napastniku. Wciąż daje sobie radę, wciąż strzela, ale dla mnie nazwisko Sahy już trochę magii straciło i myślę, że nasza defensywa będzie potrafiła go okiełznać. A jeśli się uda – i jeśli nie przestraszymy się obcych trybun, a Hughes konsekwetnie wpaja piłkarzom właściwe podejście – to ja zapowiadam wszem i wobec, że jutro przełamiemy evertoński kompleks. COYW! 🙂

  3. Zawsze się z nimi strasznie męczymy. Nie będę nic pisał o optymizmie, bo nasza forma wyjazdowa raczej nadal stoi w sprzeczności z z tym słowem. Faktem jednak jest, że jeżeli absencje w drużynie Moyesa się potwierdzą, to znaczny procent siły Evertonu zostanie odjęty. O środek pola w naszej drużynie się nie martwię, bo nawet bez Dicksa i Steve’iego Greeno powinien wykonać robotę. Dużo będzie zależało od Duffa, jestem ciekaw czy znowu trafi z formą, bo pamiętam, że miewał niespodziewane przestoje w okresie dobrej formy także w poprzednim sezonie. No i pytanie co z Bobbym? Może już jednak zobaczymy go od pierwszej minuty? W każdym razie, po dwóch tygodniach przerwy, już nie mogę doczekać się meczu. 😉

  4. Nazwisko Sahy błysnęło w tym sezonie tylko dwa razy. Raz, gdy wbił gola ze spalonego Kanonierom i drugi raz, gdy jakimś leszczom wbił 4 gole (Wolves?). Taki trochę jak Kamara. 😀
    Zamora jest przewidywany mimo wszystko jeszcze na ławce.

    PS. Poprawiłem, jednak AJ nie strzelał tak regularnie jak w CP. 😉

  5. Swoją drogą niewiele zabrakło do kumulacji. Pierwotnie plan dnia wyglądał tak:

    18.15 – GKS Bełchatów – Legia
    18.30 – Everton – Fulham (kogoś pogrzało z ta godziną :/)
    19.00 – Auxerre – Sochaux

    Więc ograniczyłoby się do tego, że obejrzałbym Legią i drugą połowę Auxerre, kosztem The Cottagers. Jednakże Ekstraklasa ze względu na moje skargi przeniosła mecz Legii na jutro i tym samym kosztem dziadowskiego Auxerre obejrzę Fulham. 🙂

  6. Rys historyczny tych spotkań po mimo ,że wygląda bardzo niekorzystnie nie zniechęci mnie do kibicowania Fulham i wiary w zwycięstwo z całych sił. Martwi mnie tylko Greening w środku …, nie mam jakoś przekonania do tego piłkarza. Dałbym Bairda do środka i na prawą pomoc Pantsila. Mam nadzieje ,że Saha potraktuje nas ulgowo dziś i nie poszaleje sobie 🙂 ps. faktycznie godzina tego meczu również mi mocno komplikuje sprawy. No nic coco jumbo i do przodu po 3 punkty !!! FFC !!!

  7. Brzychol –> To tylko przewidywania. Zobaczymy czy Greeno rzeczywiście zagra w środku. 🙂

  8. Mi też niezbyt podoba się godzina spotkania i Greening w środku, który wcześniej jakoś mi umknął. Choć Etuhu wcale nie grał w ostatnich tygodniach tak, żeby jego nieobecność powodowała grobowe milczenie i drżenie o występ Jonathana. W końcu Dickson parę błędów zrobił.

    Przynajmniej będzie wiadomo, na czym stoimy przed rozpoczęciem spotkania. WHU zdobyło cenny punkt na WHL (chociaż… pamiętamy, jak marudziliśmy że remisy trzeba zamieniać na zwycięstwa ;-)). Trwają istotne mecze o 6 pkt w Wigan (Wigan – Birmingham, na razie 1-1, remis byłby bardzo sympatyczny) oraz Blackburn (Blackburn – Blackpool, na razie 0-2, nam odpowiada w sumie wszystko bo albo obie drużyny stracą punkty na remisie, albo przegrany dołączy do głównych kandydatów na spadek). Niestety, w innych trwających meczach, gdzie zespół z dołu podejmuje silniejszą ekipę, na razie jest fatalnie: WBA prowadzi 2-1 z Arsenalem, a Wolves 1-0 z AV.

  9. Wg wiadomości z forów, Saha i Cahill w pierwszym składzie Evertonu, a u nas… Etuhu 🙂

  10. Wiedziałem co robię, wstawiając pod ostatnim obrazkiem ‚?’. 😉
    Niestety pisząc zapowiedź wyleciało mi jedno z głowy. Szóste miejsce jednak nie daje Pucharów, na 99% to miejsce zajmie Bolton lub Stoke, czyli finalista FA Cup. :<

  11. To prawda. Ale zostaje jeszcze ranking Fair Play.

    Trochę nawiązuje do tego poniższy artykuł, ale polecam go głównie dlatego, bo jest sympatyczny i znów w fajnym świetle ukazuje klub i Hughesa.
    http://www.thisislondon.co.uk/standard-sport/football/article-23933275-mark-hughes-proves-that-money-cant-buy-happiness.do

  12. Oho, lewa strona zawaliła doszczętnie.

  13. Co za mizeria. Jak tak mamy grać z naprawdę mocno osłabionym Evertonem, to ja przez najbliższe 100 lat nie będę się wypowiadał przed meczem na Goodison Park. Już mniejsza o to, że Salcido znów nie kryje lewej strony, bardziej mnie martwi zupełna impotencja w ataku. Długie piłki (na kogo?) i dużo za dużo gwiazdorzenia. Andrzej jest w takim wariancie gry bezproduktywny, chyba Bobby wejdzie dość szybko. No i Kakutę też rychło wprowadzać.

  14. W ogóle piach graliśmy. Dembele każdą piłkę tracił, coś się dopiero zaczęło dziać kiedy Demps poszedł do przodu. Moim zdaniem, ogólnie od kiedy zaczął grać na pomocy tracimy połowę jego atutów. Słabo gramy w środku, Murphy nie rozgrywa najlepiej, Dickson mało odbiera. Jeżeli chodzi o gola, to nie obwiniałbym Salcido wyjątkowo, bo musiał chyba przesunąć (z tego co widziałem, to nie podwajał). Liczę na to, że obudzimy się w drugiej połowie, bo już kilka razy w tym sezonie tak się działo. No i nie wyobrażam sobie innej sytuacji by w tym momencie po murawie Goodison nie biegał już Bobby. 🙂

  15. Trafna uwaga Macu, jest przejście w kryciu, Salcido automatycznie przesuwa się, a skrajnego zawodnika powinien wziąć prawdopodobnie Dempsey. Faktycznie potrzeba Bobby’ego na długie piłki i ruchliwego Kakiego, Dembele nie ma swojego dnia dziś.

  16. Po jakże beznadziejnym początku II połowy wreszcie chwila radości. Wystarczyła jedna akcja, żeby Bobby ze swoją posturą się do czegoś przydał, piękne odciągnięcie rywali i asysta. No i jeśli dobrze wynika z moich kalkulacji, to 10. bramka Dempsa w sezonie i 31. ogółem w Premier League, jest jedną bramkę od wyrównania wyniku Sahy w barwach FFC 🙂

  17. Coś pokręciłeś. Saha w kolejnych sezonach zdobywał: 8, 5 i 13 goli w EPL, co daje łącznie 26. Dempsey wynik Sahy już wyrównał, sprawdziłem, w domowym meczu z Birmingham (1:1).

  18. Tak, masz rację. Miałem na myśli rekordowy wynik w barwach FFC w Premier League, czyli 32 bramki i intuicyjnie walnąłem Sahę (być może zasugerowałem się Twoim wspomnieniem o jego rekordzie :P), a tymczasem 32 bramki w lidze strzelili Malbranque i McBride. Dempsey ma rzeczywiście już 31. Kurczę, coś jest na rzeczy, jak znajomy mi mówi, że Fulham mu się momentalnie z amerykańskim zespołem kojarzy.

  19. Ja liczyłem wszystkie gole ogółem, a tych Saha ma 26 z EPL, 27 z ligi niższej, 3 z FA Cup, 6 z League Cup i 1 z Europy. Czyli 63.

    A Fulham amerykańskie było od zawsze, Eddie Lewis, Boca, McBride, Dempsey, EJ, Keller, Hahnemann.

  20. Tak, podświadomie jakoś sobie wmówiłem, że piszesz o Sasze… no, Luisie (no właśnie, tego dylematu językowego nie lubiłem, gdy grał w Fulham, ciekawie rozwiązywali to w C+ – imię nazwisko w każdym przypadku odmieniali jako ” Lui Saa”, ten Lui Saa, tego Lui Saa, o tym Lui Saa) jako rekordziście już w samej Premier League.

    Znajomemu nie chodzi tu do końca o personalia, po prostu widzi w Fulham jakąś taką klubową odmianę reprezentacji USA – duma, nieobliczalnośc, walka do końca itp. Ale w powyższym wywodzie wyszło mi, że te personalia musiały jakoś na niego zadziałać.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: