Napisane przez: Macu | Kwiecień 3, 2011

Zamora w blasku reflektorów. Fulham 3-0 Blackpool.

Craven Cottage ponownie przynosi trzy punkty. Jesienna rewelacja rozgrywek z Blackpool raz jeszcze potwierdziła, że początek 2011 roku to nie sezon na mandarynki. Podopieczni Iana Holloway’a przegrali z Fulham 3-0 i nadal pozostają bez wygranej po okresie sylwestrowym. Tym samym Blackpool już na dobre uwikłało się w batalię o utrzymanie. Bohaterem pierwszej połowy na Cottage był Bobby Zamora, który zaaplikował niefrasobliwie grającym w obronie przyjezdnym dwie bramki. W drugiej połowie goście polepszyli swoją grę, ale brakowało im nieco szczęścia. Wynik meczu ustalił Dickson Etuhu, strzałem z bliskiej odległości.

Blackpool statystyki

 

Po meczach reprezentacyjnych i niemal dwutygodniowym okresie nudy, zwłaszcza dla polskich kibiców, przyszedł czas na powrót do rozgrywek klubowych. Po obejrzeniu Dziadów w Kownie i greckiej tragedii (bądź komedii, jak kto woli), wszyscy mogliśmy zasiąść wygodnie i wrócić ze spokojem ducha do oglądania Premier League.  Dnia 3 kwietnia terminarz ligowy skojarzył Fulham z drużyną Blackpool. Choć za oknami mamy już najprawdziwszą wiosnę, to jak na razie, w 2011 roku, popularne mandarynki są całkowicie przegniłe. Przed niedzielnym spotkaniem z Fulham drużyna Iana Holloway’a nie odniosła żadnego zwycięstwa od czasu zamiany kalendarza w klubowym lobby. Wcale nie oznaczało to jednak, że podczas meczu na Craven Cottage będzie wiało nudą. Jak obwieszczał w zapowiedzi redaktor Cookie, piłkarze pochodzący z bądź co bądź rozrywkowego miasta na wschodnim wybrzeżu cały czas dbają o to by show trwał w najlepsze. Co prawda na utulonym przez meander Tamizy Craven Cottage miało zabraknąć DJ’a (Campbella), jednak o dźwiękowe doznania mógł za to zadbać kompozytor Charlie Adam, czujnie obserwowany przez … króla popu i setki klubowych wysłanników, mających chrapkę na kapitana Blackpool. W drużynie Marka Hughesa miała miejsce jedna istotna zmiana. Do pierwszego składu wskoczył Bobby Zamora, który na dobre wrócił do pełni sprawności. Swojego czasu spekulowaliśmy kto ustąpi miejsca w składzie dla legendarnego napastnika The Whites. Zgodnie z naszymi przeczuciami, tym, który powędrował na ławkę rezerwowych okazał się być Andy Johnson. Choć do pełni sprawności powrócić zmagający się z urazem kolana Sidwell, walijski szkoleniowiec postanowił postawić w środku pola na Dicksona Etuhu.

Mecz rozpoczął się zgodnie z przewidywaniami od nieznacznej przewagi gospodarzy. Piłkarze The Cottgers świadomi względnej wartości trzech oczek będących do zdobycia w tym spotkaniu, ani myśleli dawać rozpędzić się graczom w krzykliwych, pomarańczowych strojach. Sygnał do natarcia dał Danny Murphy, który po podaniu Duffa w piątej minucie spróbował oddać strzał, ale został zablokowany. Chwilę później kibice po raz pierwszy zobaczyli w akcji Adama, ale tym razem w tej jego negatywnej roli, kiedy to obejrzał żółtą kartkę po bezpardonowym powaleniu Zamory. Było to już jego 11 upomnienie w tym sezonie, tak więc jeżeli Szkot przypadkowo spotkałby kiedyś Sławomira Peszko, bez wątpienia mieliby razem  przynajmniej jeden wspólny temat.  Tymczasem na boisku mogliśmy obserwować coraz większą presję jaką wywierali zawodnicy Fulham na przeciwniku. W środku pola niezwykle agresywnie grał Dickson Etuhu, który choć balansował na granicy obejrzenia żółtka, to jednak był niezwykle skuteczny w swoich interwencjach. Pressing gospodarzy spowodował, że na wierzch wyszły wszelkie bolączki przyjezdnych. Choć może i Adam jest znakomitym playmakerem, to jednak musi dostawać piłki. Blackpool miało jednak problemy by skutecznie wyprowadzić futbolówkę ze swojej strefy obronnej. W 16 minucie obejrzeliśmy jedną z tych, wcale nie jednostkowych akcji, po których serce kibica Fulham rośnie. Z lewej strony dośrodkował Salcido, a że Meksykanin robi to na prawdę wyśmienicie, piłka dotarła na głowę Zamory, który zgrał ją do Dembele. Wreszcie Belg wyłożył piłkę do nabiegającego na 16 metrze Duffa, a Irlandczyk poszukał długiego roku bramki Kingsona. Ghańczyk szybko padł na murawę i zdołał wybić ten płaski strzał na słupek swojej bramki – doprawdy niewiele brakowało. Piękna, składna akcja, która była pierwszym poważnym ostrzeżeniem dla Holloway’a i jego ferajny. Drugie ostrzeżenie wystosował Chris Baird, kiedy po zamieszaniu piłka wyturlała się przed pole karne, a Chris Baird odpalił petardę, która sprawiła kłopoty bramkarzowi The Tangerines i ewidentnie sparzyła go w ręce. Dobitka nie doszła do skutku, bo Zamora był na offsidzie. Ale jak mawia nie tylko polskie przysłowie: Third time lucky. Była 23 minuta, kiedy były reprezentant Anglii James Beattie wykonał podanie, które nie jest nawet godne piłkarza rywalizującego na poziomie amatorskim. Jego zagranie do tyłu okazało się dokładne co do centymetra, ale dla Zamory. Występujący po raz pierwszy w wyjściowym składzie (od kontuzji) napastnik pomknął z futbolówką na bramkę Kingsona, wpadł w pole karne niedościgniony przez obronę i mocnym strzałem w górny róg, swoją gorszą prawą nogą pokonał goalkeepera Blackpool. Następnie pognał do linii bocznej i uściskał Andy Johnsona. Choć Zamora trafił już wcześniej z karnego w niezwykle dramatycznym meczu z Blackburn, dopiero ten gol potwierdził, że w obecnym sezonie mamy ponownie Bobby’ego w wersji bramkostrzelnej, z sezonu 2009/2010, a nie tego nieskutecznego z 2008/2009. Jeżeli ktoś miał jeszcze wątpliwości co do właściwości strzeleckich napastnika Fulham, pięć minut później zostały one kompletnie rozwiane. Damien Duff zmusił Crainey’a do faulu, gdzieś w okolicach prawego narożnika boiska. Były piłkarz Newcastle sam ustawił futbolówkę i kopnął ją w okolice pola karnego. Obrona mandarynek kompletnie przysnęła, a Zamora po raz drugi, tym razem głową, skierował piłkę do bramki. Mimo utraty kolejnego gola, odpowiedź Blackpool nie była jednoznaczna i to raczej Fulham nadal przeważało. Na kolejną ciekawą okazję musieliśmy jednak czekać aż do 42 minuty. Wtedy Cathhart zagrał długą piłkę w pole karne Schwarzera, Australijczyk wyszedł do nieji, ale został uprzedzony przez weterana Ormeroda. Futbolówka niechybnie podążała do bramki, ale grający tego dnia wyśmienite zawody w defensywie Baird asekurował swojego bramkarza i z trudem wybił piłkę głową na rzut rożny, sam wpadają z impetem do bramkowej sieci. Ten gol mógłby znacznie odmienić przebieg tego spotkania, na szczęście Fulham się obroniło i do przerwy schodziło z zasłużonym, dwubramkowym prowadzeniem. Tym, który zdominował scenę w pierwszej połowie okazał się Zamora, ewidentnie stęskniony za blaskiem reflektorów. Do dwóch bramek dołożył szereg udanych zagrań i bez wątpienia był bohaterem Cottage po 45 minutach.

Zespół? Jest! Bobby biegnie się cieszyć do Andy'ego po pierwszym swoim golu.

 

Jakkolwiek zakończy się przygoda Blackpool z Premier League, jedno jest pewne, Ian Holloway jest człowiekiem, który zrobił dla tego niewielkiego nadmorskiego kurortu niezwykle wiele. Trener mandarynek musiał w szatni powiedzieć parę cierpkich słów, bo w drugiej części gry jego podopieczni w końcu zaczęli grać odważniej, z zębem. Wreszcie swoje piętno na przebieg tego meczu zaczął odciskać Adam, który wspaniałymi przerzutami mógł urzec neutralnych obserwatorów. Duże problemy w środku pola zaczął mieć Murphy, który nie nadarzał za Szkotem, kilkukrotnie go faulując. W 58 minucie James Beattie mógł częściowo odkupić swoje winy, kiedy zaszarżował lewą flanką, wyprzedził Salcido i pod naciskiem Meksykanina oddał strzał z ostrego konta, który otarł się o zewnętrzną stronę słupka. Akcje Fulham były zdecydowanie mniej składne niż w pierwszej połowie, lecz mimo to piłkarze Hughesa szybko odpowiedzieli. Lewą nogą uderzał Dempsey, piłka dostała rykoszetu i niemal nie oszukała Kingsona, który z trudem obronił ten strzał nogami. Po godzinie gry trener The Whites dokonał pierwszej roszady i zdjął niewidocznego w drugiej części Zamorę, który został pożegnany gorącymi oklaskami. Choć przewaga The Tangerines utrzymywała się, nie przekładało się to na poważne okazję bramkowe. Dla tego trener gości postanowił postąpić radykalnie i przeprowadził rzadką w futbolu potrójną zmianę, a na boisku zameldowali się: Kornilenko, Varney i Puncheon. Ten ostatni mógł niemal natychmiast zaliczyć wejście smoka, ale jego techniczne uderzenie było nazbyt centralne i Schwarzer pewnie złapał futbolówkę. Tymczasem Fulham grało dość niemrawo, bazując bardziej na pojedynczych szarpnięciach i indywidualnych akcjach, aniżeli na grze zespołowej. Niejednokrotnie Moussa Dembele znakomicie przedzierał się przez mandarynkowy sad, by w końcu, w swoim stylu, albo niedokładnie podać, albo oddać nie najlepszy strzał. W 72 minucie Johnson został wycięty przez Cathcarta. Tym razem piłkę ustawił Murphy i z lewej strony posłał świetne, dochodzące do bramki dośrodkowanie, które z potężną siłą zamykał Dempsey. Jego strzał głową ostatecznie wylądował na słupku, ale kompletnie pogubiona defensywa gości dała spokojnie zebrać tę piłkę piłkarzom Fulham. Hangeland dograł do Etuhu, a pozbawiony kompletnie krycia Nigeryjczyk nie mógł się pomylić i z 4 metrów trafił do bramki. Tym samym do swojego znakomitego występu w defensywie dodał jakże sympatyczny aspekt w ofensywie. Gol ten praktycznie oznaczał, że Blackpool po raz kolejny przegra. Ale goście do końca walczyli o bramkę honorową. Co prawda chwilę po trzecim golu, swojego trafienia niemal nie zanotował Dempsey (nieznacznie się pomylił),  jednak ostatnie minuty to dalsza przewaga przyjezdnych. Fulham wyglądało już na nieco zmęczone, co skutkowało dużą ilością niepotrzebnych fauli. W 90 minucie Adam posłał jedno ze swoich markowych dośrodkowań w pole karne, ale Cathcart fatalnie się pomylił i przeniósł piłkę nad poprzeczką. W 92 minucie kapitan Blackpool uderzył na bramkę goalkeepera Fulham rodem z Antypodów, ten wybił piłkę przed siebie, a w znakomitej sytuacji, dobijający futbolókę Taylor-Fletcher chybił. Ani taśmowe marnowanie sytuacji przez piłkarzy Holloway’a,  ani niesprzyjający wynik nie zniechęcały jednak kibiców z Blackpool do wspaniałego dopingu dla swojego zespołu, tak jakby w drugiej, ogółem troszkę niemrawej połowie to oni chcieli odegrać rolę showmana. Godny podziwu wokalny popis trwał w najlepsze przez cały doliczony czas gry. Nieco wcześniej doszło jeszcze do nieprzyjemnego zdarzenia, kiedy Aaron Hughes zderzył się głową z Kornilenko. Ostatecznie Irlandczyk z północy musiał opuścić murawę stadionu, a ponieważ Fulham wykorzystało wszystkie zmiany (w międzyczasie na murawę zameldowali się Sidwell i Davies), ostatnie sekundy zespół Hughesa musiał dograć w 10-tkę – bez Hughesa. Tym samym trzecim kapitanem Fulham w tym meczu został Brede Hangeland.  Nie mniej jednak, The Cottagers wytrzymali napór rywala i zachowali czyste konto. Dzięki temu zwycięstwu drużyna z Londynu przesunęła się na 10 miejsce, pozostawiając dość daleko w tyle strefę spadkową i jednocześnie dość znacząco poprawiając swój i tak niezły bilans bramkowy. Miejmy nadzieję, że po konfrontacji na Old Trafford nie ulegnie on jakimś większym zmianom in minus.

Obszerny skrót (17 minut) wraz z fragmentem poświęconym królowi popu  i studiowymi komentarzami do obejrzenia tutaj.

Pechowiec. Po problemach z barkiem teraz rozbita głowa. Miejmy nardzieję, że północnoirlandzki twardziel zagra na Trafford.

Reklamy

Responses

  1. Służę statystykami, Macu-style 🙂 (Paintem można by je nawet chyba zrobić, ale to wymagałoby nieco ekstremalnej zabawy z przycinaniem :-)) I czekamy oczywiście na relację.

  2. Paint strasznie obniża jakość w JPG. Ponadto nie można pobrać próbki koloru, o ile dobrze pamiętam. Dzięki za odpowiednie podkolorowanie statystyk. 🙂

  3. Dlatego paintowe pliki najlepiej zapisywać jako .png, to bardzo mało stratny typ grafiki. Choć z kolorami faktycznie mogłaby być jeszcze większa zabawa jak z wycinaniem. Nic to, nie wcinam już się 🙂

  4. Ciekawostka: czy osoba pojawiająca się w 1:15 minucie skrótu (prawy dolny róg), pomagająca w rozgrzewce bramkarza to Pascal? 🙂

  5. Pięknie, nie mogłem oglądnąć meczu, ale ta relacja wszystko mi wyjaśniła 🙂 Gratki Macu 🙂 Teraz pora na obejrzenie video 🙂 go go FFC !

  6. Świetna robota. I odnosi się to zarówno do piłkarzy, jak i Ciebie Macu. 🙂

  7. Wybaczcie opóźnienie z komentarzem, dość ciężki tydzień za mną. Hm, to żeby nie było za słodko, ja tutaj Maca odrobinkę przystrofuję, bo Blackpool odniosło dwa zwycięstwa w 2011 roku (nie czytaliście uważnie zapowiedzi :P) – być może chodzi tutaj o brak wyjazdowych zwycięstw w tym roku. No i zachodnie, a nie wschodnie wybrzeże, ale to już detal. Ogółem jednak świetne relacja fantastycznego spotkania, dzięki któremu do bezpieczeństwa brakuje już tylko jednego dobrego meczu. Dzięki wideo dowiedziałem się też o świetnej szansie Duffa w pierwszej połowie, nieźle spisał tam się dość krytykowany Kingson. A jeśli chodzi o naszych golkiperów, to faktycznie w rozgrzewce pomagał tam Zubi, który ogólnie wygląda na takiego naszego dobrego duszka, Stockdale coś tam kiedyś wspominał, że w klubie pomaga mu głównie Pascal, a nie Mark (chociaż na charaktery chyba nie ma co zwalać, Schwarzer jest albo zajęty grą w klubie, albo podróżowaniem po Azji z kadrą, a Zubi po prostu nigdy nie robi nic :P). Jakiś czas temu była też plotka, że klub myśli o pozyskaniu Manningera z Juve, czego bardzo bym nie chciał, bo mamy okazję wyprodukować świetnego angielskiego bramkarza, który już obija się o kadrę, po co to marnować.

    No i ponownie PS.uję – widzicie, ile śmiechu jest dzięki figurce Jacko 😛 Cały skrót meczu oparty na tym wydarzeniu. Szkoda, że nie przytoczyli słów Al Fayeda z wywiadu, który miał miejsce zaraz po odsłonięciu statuetki. Naprawdę powiedział to, co ostatnio rzuciłem tutaj jako plotę z forum, a więc „if some stupid fans don’t like the statue, they can go to hell, they can go support Chelsea or any other rubbish club” 😛 ostatnia część rewelacyjna, choć całość zbyt mocna.

    A już jutro United! Kurde, myślałem że w niedzielę.

  8. Pokornie przyznaje się do błędów. 🙂

    – Zły opis meczów Blackpool wynikł z tego, że zamiast oprzeć się na zapowiedzi Cookiego przeglądałem Transfermarkt. A tam Blackpool ma piękną serię czerwonych (przegranych meczów). Problem w tym, że nie do końca chronologicznie, co chyba jest związane z przekładaniem meczów w okresie świąteczno-zimowym.

    – Co do błędu dotyczącego wybrzeża na którym leży Blackpool, ostatnio mam jakieś problemy z rozróżnianiem wschodu od zachodu. Bo geograficznie wiem gdzie leży to miasto i mógłbym wskazać je na mapie. Całkiem niedawno próbowałem udowadniać, że West Germany to NRD.

  9. Rzeczywiście, możliwe że coś z przekładaniem spotkań jest na rzeczy. Blackpool-Liverpool (jedno z dwóch spotkań zakończonych przez Mandarynki zwycięstwem w 2011), jak i nasz mecz na Anfield, były przekładane w związku z pogodą. Ale wszystko zgadza się też, gdyby chodziło tylko o wyjazdowe dokonania Blackpool w tym roku. Ostatni raz poza domem wygrali dokładnie tuż przed Nowym Rokiem, w 2011 roku liczba takich zwycięstw to okrągłe zero. Tak, jak i u nas, stara bieda po najwyraźniej jednorazowym 0-2 w Stoke 🙂

    Musiała być ciekawa historia z tym RFN zamiast NRD 🙂 Najlepiej wbijać coś do głowy ponoć na dobrych skojarzeniach. Tak więc – SZcZecin – Zachód 😛 ale wiem, że nic takiego nie jest potrzebne i że jest to przypadkowa pomyłka.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: