Napisane przez: Macu | Kwiecień 9, 2011

NA NIego nie ma mocnych. Machester United 2-0 Fulham.

Sobotni mecz między Manchesterem i Fulham niestety należy zapisać do tych bez historii. Po golach Berbatova i Valencii gospodarze odnieśli niezwykle łatwe zwycięstwo, a obiecujący początek w wykonaniu The Cottagers został brutalnie ukrócony w momencie kiedy przyjezdni stracili pierwszego gola. Bohaterem kibiców na Old Trafford był Nani, który wypracował dwa trafienia i potwierdził, że Cistiano Ronaldo jest już w Manchesterze zaszłą historią do której nikt nie chce wracać. Dla fanów drużyny Marka Hughesa jedynym ciekawym wydarzeniem mogło być obserwowanie zawodników, którzy w obecnym sezonie nie odgrywali pierwszoplanowych ról: m.in. Kakuta (grał od początku),  Gudjohnsen, Gera i Greening. Reasumując, cudu nie było, fatalna passa wyjazdowa podtrzymana, choć akurat dzisiaj nikt trzech punktów nie oczekiwał.

Przed wyjazdem na Old Trafford trudno było sobie coś obiecywać. Zmierzający po enty tytuł ligi Manchester, mierzący w rekordowy finisz pod względem punktowym jest niczym lodołamacz gdzieś na Oceanie Aktycznym. Mimo że przeciwnicy przyjeżdżają do północno-zachodniej Anglii jako solidna bryła, w znakomitej większości przypadków wracają jako kostki lodu, które co najwyżej można dodać do drinka. Jedynym zespołem który nie dał się pokruszyć i nie stracił gola na Trafford byli Rangersi Waltera Smitha. Trudno więc było o optymistyczne nastawienie przed sobotnim meczem, nawet mimo tego, że Craven Cottage wraz ze swoimi szatniami stały się w ostatnim czasie prawdziwą zmorą diabelskiego zespołu. Niestety w jaskini w lwa piłkarzom z Londynu szło już znacznie gorzej, a ostatniego gola w słynnym teatrze marzeń zdobyli w 2006 roku. Przed spotkaniem mówiło się o osłabieniach w drużynie Fergusona. Za swoje nieodpowiedzialne zachowanie w meczu z West Hamem karą został obłożony Rooney, a kilku innych kluczowych zawodników leczyło kontuzje bądź zwyczajnie odpoczywało. Tyle czy można mówić o osłabieniach, gdy w roli łatających dziury pojawiają się takie nazwiska jak Berbatov, Kuszczak i O’Shea? W Fulham zabrakło jednego, ale za to jak kluczowego gracza – Damiena Duffa. I nie pozostało to bez wpływu na losy spotkanie,  o czym opowiem później.

Piękna pogoda w Manchesterze, perspektywa kolejnego tytułu mistrzowskiego i stosunkowo słaby rywal. Kibice na Old Trafford w nieco piknikowym nastroju czekali na standardowy rozwój wypadków. Ale ku ich zaskoczeniu, to Fulham pierwsze wyprowadziło działa. Już w pierwszych sekundach pożyczony z Chelsea Kakuta ładnie miną rywala i zza pola karnego oddał strzał po ziemi, który zmusił do nieznacznego wysiłku Tomasza Kuszczaka. W 6 minucie kolejną próbę podjął Dembele, ale uderzył zdecydowanie za lekko by wyrządzić jakąkolwiek szkodę polskiemu bramkarzowi. Zwieńczeniem dominacji przyjezdnych mogła być sytuacja z 8 minuty, Zamora szczęśliwie dostał piłkę na po prawej stronie w okolicach pola karnego i w dobrej sytuacji przeniósł piłkę nad poprzeczką. To była zdecydowanie najlepsza okazja spośród wyżej wspomnianych i reprezentant Anglii powinien był zrobić to lepiej. Od tego momentu to niestety gospodarze zaczynali wyrabiać sobie przewagę. Na skrzydłach aktywni byli Nani i Valencia, którzy sprawiali nie lada kłopoty bocznym obrońcom The Whites. Najgorsze stało się w 12 minucie. Fantastyczny drybling Naniego, połączony z wymianą podań z Berbatovem przyniósł Manchesterowi nieco szczęśliwego gola. Bo nie dość, że Nani potknął się o piłkę, co statystycy zmuszeni są zaliczyć jako asystę, to na dodatek Berbatov był na minimalnej pozycji spalonej. Nie mniej sędzia to przeoczył, a Bułgar z zimną krwią wykończył sytuację i już na samym początku zawiesił Fulham poprzeczkę na niebotycznym poziomie. Piłkarze Hughesa starali się co prawda odrobić straty, ale tworzenie sytuacji już nie przychodziło im z taką łatwością jak na początku. Kiedy w 31 minucie długa piłka Evry pozwoliła pomknąć na bramkę Naniemu, który minął niepotrzebnie ją opuszczającego Schwarzera i szczęśliwie dograł do Valencii, było już w zasadzie po meczu. Tak gwoli ścisłości, to Nani oddał strzał, ale Aaron Hughes akurat poślizgnął się w złym momencie, zdołał podbić to miękkie, techniczne uderzenie głową, ale nazbyt lekko, przez co wyszła z tego idealna asysta do Ekwadorczyka. Bramka ta oznaczała, że w zasadzie wszystko został już wyjaśnione i posprzątane, a wszelki optymizm związany z występem na Old Trafford trzeba było po raz kolejny spakować na następny sezon. W tym momencie muszę także prosić o wybaczenie uszczypliwości pod adresem Naniego. Bez wątpienia Portugalczyk był zdecydowanie wyróżniającym się zawodnikiem w drużynie gospodarzy, o cechach porywczego wiatru jaki hula teraz w Polsce. Nani raz po raz wkręcał w ziemie Chrisa Bairda, choć przecież północny Irlandczyk jest jednym z lepszych bocznych obrońców w Premier League jeżeli chodzi o bronienie dostępu do własnej bramki. Jednocześnie w tym monecie daruje sobie szczegółowe opisywanie przebiegu pozostałej części meczu, gdyż dla kibica Fulham nie było w niej nic ekscytującego. Manchester nadal naciskał, ale jakby już z mniejszą werwą, co sprawiło, że licznik zatrzymał się wyłącznie na dwóch golach. Bardziej pragnę się zagłębić w taktykę zespołu z Craven Cottage. Mark Hughes zdecydował się postawić na dwóch skrzydłowych: Dempsey’a i Kakutę. O ile skłonność Amerykanina do schodzenia do środka jest już wszech znana, o tyle w przypadku Francuza nie jest to już tak oczywiste. Tymczasem na Old Trafford obaj zawodnicy raz po raz znajdowali się w centralnych pozycjach na murawie, co skutkowało tym, że akcje Fulham były czytelne (środkiem), a boczni obrońcy musieli wykonywać podwójną pracę (atakowania skrzydłami i bronienia). W rezultacie czasami brakowało ich w obronie, co przyniosło oczywiste zagrożenia. Kolejnym problemem była nazbyt duża odległość między środkowymi pomocnikami i napastnikami. W wyniku tego mankamentu ciężko było dograć dobrą piłkę do pierwszej linii, co stawiało Zamorę w niezwykle ciężkiej sytuacji. Co prawda próbował on walczyć z Vidiciem i znakomicie spisującym się Smallingiem (ale on się rozwija!), ale piłki zagrywane na aferę przynosiły małą korzyść. W drugiej połowie Hughes przeprowadził trzy zmiany. Widząc chyba brak możliwości odwrotu, wpuścił trzech zawodników, którzy w obecnym sezonie pełnią marginalne role: Gudjohnsena (58 minuta), Gerę (68′) i Greeninga (82′). Osobiście, w tych ruchach widziałem właśnie kapitulacje, a nie jakiś głębszy zamiar taktyczny. Tym bardziej, że po przeprowadzonych roszadach Fulham zaczęło grać jeszcze bardziej chaotycznie, a pod koniec spotkania trudno było zidentyfikować jaką rolę pełni dany zawodnik, gdyż wszystko kompletnie się wymieszało. Niby The Cottagers mieli kilka groźniejszych akcji: w 61 minucie Gudjohnsen uderzył technicznie zza pola karnego, piłka zmierzała w okienko bramki, ale Kuszczak popisał się najładniejszą w tym meczu paradą. Szkoda tylko, że sędziowie tego nie docenili i nie przyznali gościom nawet rożnego. Ogólnie Islanczyk był chyba najlepszą zmianą Hughesa, gdyż wniósł do gry Fulham sporo spokoju. Podobał mi się nawet bardziej niż Kakuta, który choć kilkukrotnie niźle dryblował, to jednak równie wiele razy w sposób idiotyczny tracił piłkę. Zwłaszcza denerwowały niecelne zagrania, które nosiły zmamiono przekombinowania. Nie zmienia to jednak faktu, że Francuz pozostaje niezwykle ciekawym pilarzem z dużymi szansami na imponującą karierę. Druga połowa nie dostarczyła już tak wielu emocji jak pierwsza. Manchetser miał kilka dogodnych okazji, ale za każdym Cottagers zdołali się wyratować. W 71 minucie to właśnie Kakuta wywalczył rzut wolny tuż przed polem karnym The Red Devils, ale Zamora nieznacznie przestrzelił. Momentami zdawało się, że istnieją jeszcze nadzieje na gola kontaktowego/honorowego, ale nic takiego ostatecznie się nie stało i dość liczna (sądząc po ich wokalnych popisach) ekipa kibiców z Londynu musiała obejść się smakiem.. Manchester pewnie wygrał 2-0, jednocześnie nazbyt się przy tym nie męcząc. Z pewnością nieco przy pomocy szczęścia, którego nie zabrakło w kluczowych momentach spotkani. Jednak Fulham zagrało zwyczajnie słabo, bardzo chaotycznie i po obiecującym początku szybko dało się pokruszyć czerwonemu lodołamaczowi. Po rozegraniu meczu w innej rzeczywistości trzeba teraz szybko wrócić na ziemię i szykować się na wyjazd do Wolverhampton, gdzie oczekiwania wobec zespołu Marka Hughesa na pewno będą wyższe.

Skrót meczu do obejrzenia tutaj.

Gael Kakuta podziwia Naniego. On też kiedyś był jeźdzcem bez głowy.

Reklamy

Responses

  1. Wynik nie zaskakuje, nie podoba mi sie tylko to jak grala nasza pomoc, slabo taktycznie, ciagle srodkiem…
    Szkoda, ze Kalkuty nie utrzymamy na dluzej, wyroznial sie pomimo kilku strat…
    Zobaczymy co dalej…

  2. „Kalkuty” 🙂 ale tak, szkoda go, szans na przedłużenie wypożyczenia raczej nie ma, choć co ma powiedzieć Bolton czy WBA dla których Sturridge czy Vela robią jeszcze więcej?

    Dzięki Macu, tradycyjnie świetna relacja 🙂 ale moim zdaniem, trochę zbyt surowo ocenia się Fulham za te spotkanie. Nie było to jednostronne widowisko i niedosyt, przynajmniej u mnie, jest. Wielka szkoda tych sytuacji z początku meczu, w 2003 zwycięskie spotkanie rozpoczęło się właśnie bramką w 1 minucie. Ciekawe, czy Bobby w tej 8 minucie strzeliłby gola, gdyby miał identyczną okazję ale z lewej strony. Mimo genialnego gola z Blackpool, prawa to jednak jego słabsza noga, ale nie mógł tu zrobić nic więcej niż po prostu próbować z niej sieknąć. Bramki dla United – jak opisałeś, imponujący drybling Naniego + dużo przypadku. Z 2-0 raczej nikt się nigdy na OT nie podnosi (do głowy przychodzi mi tylko Bayern, który ostatecznie osiągnął „zwycięską” porażkę). Pod koniec United zapewne olało już mecz, ale i tak miło było widzieć nas dominujących na boisku (tą kompletnie dziwaczną formacją), gdyby padła jakaś nawet przypadkowa bramka, to kto wie. Jeśli Krzysiek załapie się na dobre skróty, to będzie mieć też niezbity dowód na to, o czym kiedyś debatowaliśmy, a więc o tym, że nie ma u nas wykonawców wolnego i Bobby nie prezentuje w tym elemencie nic szczególnego. Dla mnie taki wolny z 16 metrów, tuż przy linii, jest prawie jak rzut karny, który klasowa, dobra technicznie ekipa powinna zamieniać na bramkę. A Bobber, do znudzenia przewidywalnie, wziął sobie na celownik okienko przy bramkarzu i niech się dzieje wola Boża. Efekt był bardzo mizerny.

    Eidur i Zoltan na plus, dla mnie powinni otrzymać kolejną szansę. Gael przy słabszym przeciwniku także powinien błyszczeć, ale najlepiej byłoby podejmować Wilki ze zdrowym Duffem.

  3. Dzięki za relację, spotkania nie oglądałem, bo byłem na Legii. Obejrzę skróty i wtedy zajmę stronę w Waszym sporze. 🙂

  4. Mały offtop
    http://www.skysports.com/story/0,19528,11681_6865611,00.html

  5. Dzięki za linka, Czerwek. Coś kiedyś o tym nasłyszałem, teraz wiem już więcej. 18 latek, 2 metry wzrostu, ciekawe warunki fizyczne. Tylko, no właśnie, jest tam mowa o tym, że Moyes z Evertonu również potwierdził przyjęcie oferty 😛 zobaczymy, jak to się potoczy, jeśli chłopak o którego starają się takie zespoły, wybierze właśnie Fulham, będzie to kolejny znak jak bardzo klub podreperował swoją markę. Ewentualnie chciałby się po prostu spotkać ze Stockdale’em, którego o ile pamiętam też Fulham kupiło z Darlo.

    Polecam też kilka fajnych posobotnich słów od Gaela, wygląda na to, że całkiem nieźle się tutaj czuje: http://www.fulhamfc.com/Club/News/NewsArticles/2011/April/KakutaUnitedReaction.aspx

  6. No i mamy pierwszy transfer

    http://www.fulhamfc.com/Club/News/NewsArticles/2011/April/BurnDeal.aspx

  7. Fajnie 🙂 Na forach miłe słowa i listy gratulacyjne od fanów Darlington, zatem można się chyba cieszyć. Pewnie długo jeszcze nie zobaczymy tego Burna, bo przy parze Hughes-Hangeland szans na grę nie miałoby 75% stoperów z Premier League, a poza tym chłopak musi przejść normalną ścieżkę rozwoju i zaliczać na wypożyczeniach coraz lepsze kluby (chyba że jest absolutnym diamentem). Ale jest to kolejny dobry ruch w wykonaniu sztabu od rezerw i młodzików, konsekwetnie budują lepsze Fulham, jeśli chodzi o młodzież.

    Patrzę na tego Burna (http://www.thenorthernecho.co.uk/resources/images/1560420/?type=display) i tak sobie myślę, czy czasem Hangeland po meczu Fulham nie zakłada peruki i nie jedzie pograć sobie w barwach Darlington.

  8. Ha, ha,ha masz racje Cookie, podobienstwo jest 🙂

    a propo’s letnich transferow taki smieszny artykulik:

    http://fulhamsfinest.com/2011/04/17/summer-transfer-roundup-fulhams-finest-goes-shopping/

  9. Sidwell bedzie gral dla nas do konca sezonu 2013/2014

    http://www.fulhamfc.com/Club/News/NewsArticles/2011/April/SidwellContractExtension.aspx#ixzz1JwjRLc00

  10. Hmm… ja też mam mieszane odczucia, co do tego pierwszego artykułu, Jacku. Trochę wyssane z palca są stwierdzenia, że na pewno odchodzi Salcido, bo „publicznie mówi że stęsknił się za domem” (nie pamiętam czegoś takiego, po drugie jeśli tak mówił, to pewnie wtedy gdy nie grał, a teraz znów wrócił do składu, po trzecie – meksykańskie kluby raczej tak łatwo paru milionów za niego nie rzucą), albo że już dokonaliśmy transferu Manningera i Eidur też dostał już stały kontrakt. Dostał go właśnie Sidwell, i to bardzo cieszy, a Gudjohnsen wciąż o niego walczy, co do Manningera – na razie to zwykła plotka. Znajomy kibic Juve twierdzi, że gdy miał okazję bronić w Turynie, to spisywał się rewelacyjnie, po prostu teraz formę życia ma Storari a o Buffonie mówić nie trzeba, ale mi wcale nie chodzi o klasę Manningera, a o sens takiego transferu. Jest Stockdale, kandydat na bramkarza angielskiej kadry, cierpliwie czeka na swoją szansę i to on powinien jako pierwszy ją dostać, gdy będziemy szukać kogokolwiek za Marka.

    Z typami tamtego blogowicza, jeśli chodzi o piłkarzy do odejścia, w większości się można zgodzić, bo to są jasne sprawy. Z jego „listy życzeń” podoba mi się Rudnevs, dośc się pokazał na naszym polskim podwórku (a przede wszystkim w LE) by stwierdzić że jest stworzony do wyższych celów. Gary Cahill jest nierealny, a drugi rzekomy transfer z Boltonu – Elmander – specjalnie mnie nie grzeje. Strzelił trochę bramek w tym sezonie, ale już opadł z sił i od jakiegoś czasu nic nie pokazuje. Jest wielu ciekawych snajperów w Championship, rewelacyjnie spisują się Graham z Watford czy Long z Reading, ale wiadomo, zawsze będzie znak zapytania czy przeskoczą ten poziom wyżej.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: