Napisane przez: Macu | Kwiecień 23, 2011

Wilki opuszczą resztę stada? Wolverhampton 1-1 Fulham.

Bramka rezerwowego Andy’ego Johnsona w 80 minucie dała Fulham wywieźć jeden cenny punkcik z jakże podstępnego w tym sezonie Molineux. Choć przez większą część meczu to goście z Londynu byli stroną dominującą, grającą ładny dla oka, pozycyjny futbol, to jednak gol Fletchera z 22 minuty przez długi czas zdawał się być tym, który zapewni walczącemu o utrzymanie Wolverhampton niezwykle cenne zwycięstwo. Nie ma jednak wątpliwości, że gracze Hughesa zasłużyli minimum na remis, a Wolves będą musielidalej  szukać punktów dających im status drużyny Premier League w pozostałych do końca kolejkach ligowych.

W naszej zapowiedzi wspomnieliśmy o wielu smaczkach sobotniej konfrontacji z Wolverhampton i jej znaczeniu dla ligowych losów obu drużyn. Z tego względu pozwolę ominąć sobie fragment służący przed spotkaniowemu budowaniu napięcia … po spotkaniu i przejdę do konkretów. Dla tych którzy tęsknią za przewidywalnością składu z czasów Roya Hogdsona mam złą wiadomość. A to dla tego, że Mark Hughes zdecydowanie nie należy do trenerów przewidywalnych i na konfrontację z Wolverhampton ponownie zaskoczył swoimi wyborami personalnymi. Walijczyk, dysponujący znacznie szerszą kadrą niż jego poprzednik, tym razem w miejsce nieobecnego Duffa zdecydował się wystawić Simona Daviesa, a w ataku w miejsce lekko niedysponowanego Zamory (na rozgrzewce doznał lekkiego urazu biodra) ujrzeliśmy Eidura Gudjohnsena. Do pierwszego składu wrócił również Steve Sidwell, zatem na ławkę rezerwowych powędrował Dickson Etuhu.  W drużynie rywala zabrakło dwóch bocznych obrońców (Zubara i Elokobiego), do pierwszego składu wrócił za to znakomicie grający głową stoper Craddock. Ciekawym obszarem do obserwacji dla każdego fana futbolu zdawała się być lewa pomoc w drużynie Wilków, gdzie jednokrotny reprezentant Anglii Matt Jarvis miał mierzyć się z Chrisem Bairdem. Prasa na wyspach obszernie rozpisuje się o talencie skrzydłowego Wolves, który obecnie zalicza najlepszy sezon w karierze.

Gwizdek Michaela Oliviera, najmłodszego arbitra w Premier Leauge, dał sygnał do rozpoczęcia widowiska. Od pierwszych sekund piłka przylgnęła do nóg piłkarzy w białych strojach, którzy z dużą gracją wymieniali między sobą podania, zmuszając Wilki do polowania na futbolówkę. Długie okresy w których drużyna Fulham utrzymywała piłkę dały możliwość do zapoznania się z antypatiami między poszczególnymi graczami The Cottagers a trybunami Molineux. Swoją porcję gwizdów otrzymywał Steve Sidwell, który jeszcze w barwach Villi spowodował kontuzję Guedioury. Podobne powitanie otrzymał Danny Murphy, krytycznie wyrażający się o stylu gry drużyny McCarthy’ego. Na szczęście szybko emocje czysto piłkarskie wzięły górę. W 3 minucie aktywny tego dnia Simon Davies pomknął prawym skrzydłem, po czym, zdaje się, nieudana próba płaskiego dośrodkowania trafiła wprost pod nogi ustawionego przed polem karnym Salcido. Ten mając dużo czasu, spokojnie przyjął futbolówkę i swoją lepszą prawą stopą huknął w kierunku rogu bramki Hennessey’a, zmuszając Walijczyka do znakomitej interwencji. Jednak to jeszcze nie był koniec, bo w narożniku do wykonania kornera zabrał się Simon Davies, wrzucił na długi słupek do Hangelanda, który zgrał na 5 metr od bramki Wolves. W potwornym zamieszaniu Hughes nie zdołał skierować piłki do siatkii, choć okazja do tego była doprawdy wyśmienita i lepiej czujący się w polu karnym rywala stoper prawdopodobnie by jej nie zmarnował. W 14 minucie miała miejsce kontrowersyjna decyzja arbitra. Richard Stearman fatalnie przyjął futbolówkę, a następnie próbując o nią zawalczyć, dwoma nogami naskoczył na piłkę w bliskim sąsiedztwie Gudjohnsena. Islandczyk na całe szczęście zdołał odskoczyć, jednakże to wejście mogło skutkować niezwykle poważną kontuzją byłego gracza m.in. Chelsea i Barcelony. Sędzia Olivier zlitował się jednak nad obrońcą Wolverhampton i pokazał mu zaledwie żółty kartonik. W 17 minucie obejrzeliśmy zapewne najładniejszą akcję całego spotkania, podsumowującą dominację Fulham w pierwszej części meczu. Sidwell mięko rzucił piłkę za linię obrony gospodarzy, a będący na lewej stronie Salcido bez przyjęcia dośrodkował w pole karne. Nabiegający na to zagranie Dempsey, znajdujący się w luce między dwoma stoperami Wolves, rzucił się w kierunku dośrodkowania, ale nie zdołał skierować go w światło bramki. Będący ostatnio w gorszej formie Amerykanin powinien był w tej sytuacji zachować zdecydowanie lepiej. W 22 minucie pierwszą składną akcję przeprowadzili gracze McCarthy’ego i od razu przyniosła ona gola. Na prawej stronie zaszarżował Guedioura, chyba dość szczęśliwie po interwencji Salcido piłka potoczyła się do Karla Henry’ego, który posłał piękne dośrodkowanie w pole karne. Tam Stephen Fletcher, najdroższy zakup w historii klubu (6,5 mln funtów, tyle samo Wolves zapłaciło za Doyle’a), wyskoczył wyżej niż Aaron Hughes i strzałem głową pozostawił bez szans Marka Schwarzera. Wolves wysforowali się dość niezasłużenie na prowadzenie i mając w koszyczku zadowalający wynik cofnęli się do głębokiej defensywy. Mecz wyglądał zatem podobnie jak wcześniej, kiedy Fulham zdecydowania przeważało. Jednak poczynania Londyńczyków stały się bardziej nieporadne, gospodarze bronili się we własnym polu karnym, zamykając drogę prostopadłym podaniom. Nagle Fulham straciło koncept na grę, a piłkarze z West Midlands groźnie kontratakowali. Dobrze dysponowany był Fletcher, który kilkukrotnie swoją siłą sprawił duże problemy Hughesowi. Nie był to najlepszy mecz pochodzącego z Irlandii Północnej drugiego kapitana Fulham. Na boisku zaczynało wiać nudą, a do końca pierwszej części nie wydarzyło się już nic nadto ciekawego. Piękną główką popisał się … sędzia Olivier, który przypadkowo uchronił widzów od oglądania jeszcze jednego wyrzutu z autu. W 45 minucie pożyczony z Tottenhamu O’Hara z półobrotu szukał lewą nogą długiego rogu bramki Fulham, ale nieznacznie się pomylił. The Whites przegrali pierwszą połowę będąc drużyną zdecydowanie lepszą i wszyscy w napięciu zaczynali spoglądać na ławkę rezerwowych, wypatrując na niej jakiś ruchów, zwłaszcza pod postacią rosłego zawodnika z numerem 25.

Karl Henry i Danny Murphy. Jeden z licznych w tym meczu pojedynków siłowych. Tym razem obyło się bez złamanych nóg.

Nie mniej jednak Hughes nie zdecydował się w przerwie na zmiany, tak więc na murawie ponownie ujrzeliśmy m.in. bezproduktywnego Gudjohnsena. Nie muszę mówić, że obraz gry niewiele uległ zmianie, Wolverhampton głównie nastawiało się na kontrataki, a Fulham za wszelką cenę szukało wyrównania. W 48 minucie z prawej strony dośrodkowywał Baird, Hennessey dość nieporadnie wypluł to płaskie dośrodkowanie przed siebie, ale nabiegający na tę piłkę Dembele w ostatniej chwili został uprzedzony przez grającego bardzo dobre zawody Henry’ego. W odpowiedzi z dystansu uderzył nieatakowany przez żadnego z defensorów Guedrioura, ale strzał reprezentanta Algierii, choć całkiem niezły, nie sprawił większych kłopotów Schwarzerowi. W 52 mincie zobaczyliśmy wreszcie przejaw geniuszu u szukającego już od dłuższego czasu zarówno formy jak i domu Gudjohnsena. Przedryblował on kilku rywali przed linią 16 metra, wpadł w pole karne Hennessey’a, znakomicie wyrabiając sobie miejsce na strzał, a następnie … dotknął piłkę o jeden raz za dużo, podostrzył sobie kąt i lewą nogą fatalnie przestrzelił nad bramką. Zabrakło wykończenia, nie mniej akcja byłą bez wątpienia godna pochwały i podziwu. W 56 minucie doszło do nietypowego incydentu. Brede Hangeland został ukarany za ostry wślizg na Fletcherze żółtą kartką, choć jak pokazały powtórki, Norweg czyściutko trafił w piłkę, a samo wejście, może i ostre, to jednak było zgodnie z przepisami gry w piłkę nożną. W tym momencie napięcia nie wytrzymał Mark Hughes, który swoją dezaprobatę dla decyzji sędziowskiej wyraził poprzez kopanie trawy i wymachiwanie nogą w pobliżu bidonów ustawionych wzdłuż linii bocznej. Sędziemu Olvierowi takie zachowanie do gustu nie przypadło i wysłał trenera Fulham na trybuny, gdzie zasiadł on w zasczytnym gronie m.in. Alistaira Mackintosha. Tak więc Walijczyk zmuszony był postawić swój telefon w stanie gotowości, choć nie od razu zaczął on korzystać z tego osiągnięcia techniki. Tymczasem na poziomie boiska skuteczna obrona Wolverhampton nadal trwała. Zdesperowani by uzyskać trzy punkty gospodarze skutecznie się bronili, a Fulham w nieco arsenalowskim stylu próbowało w aż nazbyt skomplikowany sposób konstruować akcję.  W 65 minucie Hennessey fatalnie wypuścił z rąk dośrodkowanie, ale będący tyłem do bramki Gudjohnsen pomylił się, podejmując próbę lobu. Chwile potem strzał z dystansu Sidwella znalazły się w rękawicach walijskiego goalkeepera gospodarzy. Wreszcie w 70 minucie Hughes uruchomił swoją komórkę i nakazał wykonanie podwójnej zmiany. Na murawie zameldowali się Kakuta i Zamora, którzy zmienili Murphy’ego i Gudjohnsena. Niestety zmiany nie przyniosły jakieś rewolucji. Coraz groźniej kontratakowali za to gospodarze, choć akurat bacznie obserwowany przeze mnie Jarvis nie miał na lewej flance łatwego życia z Bairdem. Kiedy na zegarze postało około 10 minut do końca, trener Fulham zdecydował się przeprowadzić ostatnią roszadę. Ściągnął z boiska rozgrywającego fatalne zawody Dempsey’a, który szlajał się po murawie i grał egoistycznie, a w jego miejsce wprowadził Andy’ego Johnsona. Dempsey schodząc z placu gry nie podał nawet ręki swojemu zmiennikowi, co w pewnym sensie okazało się kluczowe. A to dla tego, że dosłownie kilkadziesiąt sekund później Salcido zagrał dłuuuugą piłkę w pole karne w okolicę będącego w 16-stce Zamory, ten przepychając się z Berrą zmusił Szkota do błędu. Wybita przez niego głową piłka wpadła pod nogi AJ, który długo się nie zastanawiając huknął z 16-tki w stronę bramki Wolverhampton i po małych rykoszecie  zaskoczył bramkarza rywala. Prawdziwe wejście smoka! Nagle na Molineux zapadła kompletna cisza, a do głosu doszli zarówno kibice, jak i piłkarze Fulham. W 84 minucie przed dobrą okazją stanął Dembele, ale huknął nad bramką, co już po woli przestaje nas dziwić. Belg byłby piłkarzem doprawdy wyśmienitym, gdyby nie to, że na potęgę marnuje dogodne okazje i nie zauważa kolegów wybiegających na czyste pozycje. W 92 minucie zabłysł Kakuta, który wpierw po prawej stronie boiska wykonał indywidualną akcję i z ostrego konta przyłożył mocno, ale Hennessey dał radę obronić ten strzał. Chwilę później jego próba technicznego, kręconego strzału okazała się nieznacznie niecelna. Ostatecznie nic się już nie zmieniło, obie drużyny podzieliły się punktami.

Bez dwóch zdań Fulham zasłużyło na choćby najmniejszą zdobycz punktową w tym, bądź co bądź, emocjonującym spotkaniu, będąc niemal przez cały mecz drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak niewiele brakowało, a to Wolves odniosłoby arcyważne zwycięstwo, które mogłoby ponownie wciągnąć Fulham w pobliże batalii o utrzymanie. W sobotniej grze Fulham można dopatrzyć się elementów tożsamych ze stylem gry preferowanym przez lokalnego rywala – Arsenal. The Whites znakomicie potrafili utrzymać się przy piłce, imponowali grą na jeden kontakt, a jednak brakowało im skuteczności i momentami za wszelką cenę chcieli wejść z futbolówką do bramki. Tym samym obyło się ponownie bez zwycięstwa na wyjeździe, a wskazówka wagi elementów pozytywnych i negatywnych w tym wyjazdowym spotkaniu ponownie oscyluje w okolicach równowagi. W Premier League oznacza to zdobycie jednego oczka.

Obszerny skrót ze spotkania i pomeczowe wypowiedzi: do obejrzenia tutaj.

Gdzie te problemy z napastnikami? Rezerwowy Johnson okazuje się asem w rękawie Hughesa.

Reklamy

Responses

  1. Sorry, że tak późno relacja. Ale za to dość obszerna. 🙂 Przy okazji wyraziłem po części swoją opinię na temat meczu, więc proszę o komentarze. 😉

  2. Dzięki za relację 🙂 widać, że faktycznie włożyłeś w nią mnóstwo pracy. No cóż, chyba nie tylko nam jako fanom Fulham wydaje się, że remis to jest minimum, a nawet mniej niż minimum, które należało się drużynie za grę. Tak jak brakowało cały sezon Zamory, tak brakowało skuteczności w spotkaniach takich, jak te. Dopóki mecz wyjazdowy z WBA nie przeistoczył się w dramat do oglądania, powinniśmy zakończyć imprezę po kilkunastu minutach. To samo Wigan, to samo tutaj. Udało się jedynie ze Stoke i taką skuteczność musi wdrożyć Hughes u zawodników w kolejnym sezonie. Dość tych frustracji i nerwów, bo pomimo tego, że gra była naprawdę świetna, to z powodu braku bramek wszystko strasznie irytowało. Myślałem że Hughes też wyleciał dlatego, bo dostał już fiksum dyrdum, ale to rzeczywiście chodziło o jego wściekłość na decyzję o kartce dla Brede.

    W indywidualnych ocenach różnimy się, jeśli chodzi o Simona (tzn. ja po prostu uznaję jego występ za pozbawiony jakichs rewelacji), no i także o Eidura. Wg mnie był bardzo produktywny, odebrać jemu piłkę było równie cięzko co Moussie, niestety podobnie jak Dembele nie jest typem snajpera (w przypadku Eidura – JUŻ nie jest) i brakowało ludzi do wykończenia kreowanych przez niego akcji (choć jeśli chodzi o Dembele, on sam czasem tych ludzi do wykończenia nawet nie chciał szukać, niestety…). Gdyby z dryblingów Moussy byłby jakikolwiek pożytek, wtedy można byłoby mówić o najlepszym indywidualnym występie w historii występów Fulham w Premier League. To co dotychczas robił Dembele to i tak była poezja, ale takiej masakry na zawodniku przeciwnika jeszcze w Fulham nie widziałem. Jeśli krył go ten Ward właśnie, to jedyną oceną jaką powinien dostać to jest 1. Na sto prób dostał objechany przez Dembele sto razy, na każdy możliwy sposób, szybkościowo czy trikowo. Niestety, na niewiele się to ostatecznie przydało, przez co martwią mnie komentarze na forach, że niech gość wylatuje bo nic nie wnosi. Trzeba mu jedynie paru treningów w tym elemencie, asystował już na początku sezonu, potem jakoś to zatracił, jeśli nad tym popracuje to mamy zawodnika kompletnego, najlepszego jaki biegał w Premier League w białej koszulce.

    Słowo o Wolves. Faktycznie, jakby tego Henry’ego nie cierpieć, tym razem zagrał bardzo dobry mecz. Idealnie na granicy faulu, no i nieźle uratował im tyłek przy sytuacji Moussy. Jeśli idzie o inną ich gwiazdę, Jarvisa, to rozczarował kompletnie. I teraz, nie wiem czy to on taki słaby, czy po prostu Baird po raz kolejny genialnie przykrył swojego zawodnika. Myślę, że to drugie, że Jarvis ma jakiś potencjał, ale trafił na jednego z najlepszych defensorów w lidze, który nie pozwolił mu na nic.

    Bolton ograł Arsenal, więc niby jest w gazie, ale nie walczy już o nic, myślę że tam spiął się na czołową drużynę ligi, a przyjeżdżając na CC nie będą mieli właściwie żadnej motywacji i 3 punkty wciąż uważam za bardzo realne. A i tak to nie jest na razie sprawa życia i śmierci, bo na dole praktycznie nic się nie zmieniło.

  3. Faktem jest, że w meczu z Wolves nie tworzyliśmy wybitnych okazji na potęgę. Ale bez wątpienia było ich wystarczająco dużo by wyjść na prowadzenie. A jak wiemy, kiedy Fulham się to udaje, rzadko kiedy oddaje potem punkty. To jest na prawdę zagadkowe, że zespół który na własnym stadionie gra świetnie, jedzie na wyjazd i nagle jest bezsilny. I nie chodzi nawet o styl gry, bo często jest on całkiem niezły. Po prostu bramki nie przychodzą. I to „nie od wczoraj”. 🙂

    Przyznaje, że Eidura chyba nieco za mocno skrytykowałem, bo rzeczywiście było widać to doświadczenie w jego grze. Parę razy świetnie się zachował, potrafił przytrzymać futbolówkę i raczej sporadycznie ją tracił. Ale też było widać, że nie jest w pełni przygotowany do gry. Na ławkę nadaje się idealnie, do pierwszego składu już niekoniecznie. Simona już omówiliśmy. Moussa – znowu ta sama historia. Wszystko niby perfekcyjnie, można przecierać oczy na łatwość z jaką slalomuje między rywalami. Tylko gdzie jest ten „produkt finalny”? Jeżeli t poprawi, spokojnie mógłby w klasyfikacji kanadyjskiej zgarniać po 20 oczek na sezon. Nawet w barwach FFC. Liczę na to, że w przyszłym sezonie pokaże na co go na prawdę stać. Po prostu musi odpalić i czasami więcej podnosić głowę.

    Bairdinho z pewnością zagrał bardzo solidnie, momentami miał z Jarvisem małe problemy, ale na pewno nie dał mu się objeżdżać. Chris może nie jest błyskotliwy w ataku, da się go wkręcić w ziemie, ale nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Tak jak Aaron (z wyłączeniem sobotniego meczu:P). Północnoirlandzka solidność.

    Oglądałem ukradkiem spotkanie Boltonu. Nie grali źle, ale to raczej Arsenal jest sam sobie winny, bo raził nieskutecznością, a bramki tracił na własne życzenie. Jestem pozytywnej myśli przed środą. Natomiast mam inny dylemat, Fulham na Cottage, gdzie powinniśmy obejrzeć solidny kawał futbolu w wykonaniu naszych ulubieńców, czy może jednak Gran Derby? Chyba postaram się śledzić oba mecze na raz! 😛

  4. Na wstępie przepraszam Was za mój brak aktywności, jestem strasznie zalatany ostatnio. W zasadzie powinienem ogłosić, że zawieszam pisanie na blogu, ale co tu zawieszać, jak i tak ostatnio nic Was nie wspomagam, nawet komentarzami.
    Ja nie mam wątpliwości co oglądać. Ligowy mecz miedzy Realem a Barcelona był jednym z nudniejszych, jakie widziałem w tym roku, Barcelona okazała się przereklamowaną drużyną, której siła wcale nie polega na graniu najpiękniejszej piłki na świecie, a po prostu na posiadaniu niesamowitych indywidualności. Dlatego dziś odpalam streama (nie ma opcji, żebym się dostał do TV, skoro GD zaczyna się 15 minut wcześniej) i trzymam kciuki za Fulham. Chciałem wyliczyć, ile to spotkań FFC ominąłem, tymczasem okazało się, że raptem dwa ostatnie, bo grali dosyć rzadko.
    Dobrze by było, jakby wygrali. Te 3 punkty przypieczętowałyby utrzymanie, a i w jakiś sposób zemścilibyśmy się za FA Cup.

  5. Z tego, co się orientuję, Macu jest również mniejszym/większym sympatykiem Realu, więc pewnie nie chodzi tylko o to, czy będzie warto trzecie z rzędu GD oglądać. Poprzednie faktycznie rozczarowujące dla neutralnego kibica. Ja dziś także zdecydowanie stawiam na Fulham, w TV chyba nawet tego nie będzie, ale od kiedy atdhe zmartwychwstał jako atdhenet, transmituje wszystkie spotkania fantastycznie. Prawie, poza Wolves w sobotę, do którego trzeba było szukać transmisji gdzie indziej.

    Co do wcześniejszego postu Maca – no niestety, fakt, Mark Hughes pomimo postawienia na znacznie lepszy futbol na wyjazdach, jakoś odziedziczył po Royu problemy z wygrywaniem poza domem. Nie wiem, co może zrobić więcej, skoro Dempsey marnuje takie okazje jak w sobotę. Nie o wypracowywanie sytuacji chodzi. Tylko o szokującą skuteczność. Czasem próbuję odczytywać myśli Hughesa i mam wrażenie że mruczy pod nosem „żebym tylko mógł wejść i pokazać wam jak to się robi”. I wcale bym się nie zdziwił, jakby w celności bił naszych snajperów na głowę.

    A co do Dembele, tak, jego przydatność dla drużyny powinna być większa niż tylko te czarujące dryblingi, jednak uważam za mocno przesadzone zachowanie jakichś tam forumowych bojowników, którzy najwidoczniej znaleźli sobie nowego kozła ofiarnego. Jest to absurd, tak jak zrozumiale krytykowano Bairda przed metamorfozą, Etuhu przy okazji baboli czy strzeleckiego impotenta AJ’a, tak tutaj jest to kompletnie nieuzasadnione. Wspomniani piłkarze spisywali się po prostu wówczas słabo całokształtem, natomiast Moussa to piłkarz obdarzony bajeczną techniką, warty dzisiaj – ja wiem, 15 milionów spokojnie, który po prostu gra zbyt samolubnie. Co jednak nie wynika z tego, że jest słaby, a po prostu wciąż nie do końca przystosowany po przyjściu z AZ, gdzie takie rajdy mógł najwidoczniej prowadzić aż do linii bramkowej rywala.

  6. Dla mnie Dembele jest po prostu piłkarzem niekompletnym, który nadal musi nad sobą pracować. Jest świetny i przebojowy, ale powinien spędzić trochę czasu na treningach by naprawić mankamenty w swojej grze. Ja go bardzo cenie i choć mocno krytykuje, oczywiście nadal widzę go w pierwszym składzie. Po prostu jest to kwestia progów i oczekiwań, które sam sobie wyznacza. Skoro widzi się, że koleś potrafi przejść całe boisko, zgubić krycie na metrze, to wydaje się, że umieszczenie futbolówki w siatce lub wykonanie prostego podania nie powinno być dla niego problemem. Ale na razie jest. Chociaż tak jak piszę, jak raz odpalił, to spokojnie może dojść do 20 bramek + asyst na sezon.

  7. […] Poprzednie spotkanie Wolves z Fulham, jakie odbyło się cztery miesiące temu w Wielką Sobotę, pokazało, że ostre słowa na temat stylu gry, jakie w trakcie ubiegłego sezonu Danny Murphy publicznie skierował do kilku wybranych klubów (w tym Wilków) nie przeszły bez echa, a przynajmniej na Molineux. Kapitan the Whites był niemiłosiernie wygwizdywany przez zezłoszczonych sympatyków Wolves i choć na boisku przez pełne 90 minut zdecydowanie dominowało Fulham, to kibice gospodarzy swoim zaangażowaniem ponieśli swoich pupili do strzelenia pierwszego gola w meczu, a także na długi czas zaczarowali własną bramkę. Sfrustrowany boiskowymi wydarzeniami Mark Hughes wyleciał wtedy na trybuny, jeszcze bardziej uprzyjemniając dzień ludziom zebranym na stadionie. Fulham wciąż miało jednak w zanadrzu swoją sekretną broń – równie zdeterminowanego i rozjuszonego co trybuny Andy’ego Johnsona – która, 18 sekund po wejściu na boisko w samej końcówce spotkania, uratowała remis dla the Cottagers. Ostatecznie, Fulham wyszło zwycięsko z tego niezwykle ciężkiego psychologicznego testu, górując nad Wolves piłkarsko, a także odbierając im punkty, co skazało Wilki na walkę o ligowy byt do samego końca. Przed jutrzejszym pojedynkiem, manager gospodarzy, Mick McCarthy wyjawił, że pogodził się z Dannym Murphym już przed kwietniowym pojedynkiem i nie chowa żadnego żalu do Fulham, jednak ciężko będzie mu powstrzymać przed negatywnymi reakcjami ponad tysiące sympatyków klubu, dla których kapitan the Cottagers wciąż pozostaje zapewne w czołówce wrogów publicznych. […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: