Napisane przez: Macu | Kwiecień 30, 2011

Na wyjazdową wygraną nadszedł czas. Sunderland 0-3 Fulham.

Fulham, które w środku sezonu samo przechodziło olbrzymi kryzys związany z brakiem napastników, w sobotnim meczu 35 kolejki na Stadium of Light rozbiło pozbawiony siły ofensywnej Sunderland 0-3. Tym samym gracze The Cottagers odnieśli kolejne długo wyczekiwane zwycięstwo poza własnym stadionem i minimalnie poprawili swój skromny dorobek, osiągając drugą wyjazdową wygraną w 36 kolejnym meczu ligowym. Tym samym drużyna Marka Hughesa kontynuuje swój marsz w górę tabeli, jednocześnie obserwując jak gracze The Black Cats zsuwają się sukcesywnie w jej dolne rejony. 

Po środowym rozłożeniu na łopatki niezwykle solidnego w tym sezonie Boltonu piłkarze z Craven Cottage nabrali impetu, którego brakowało im przez długi okres w środkowej części sezonu. Wtedy drużyna Marka Hughesa znalazła się w strefie spadkowej, i nie brakowało osób, do których zaliczałem się również ja, które domagały się zwolnienia Walijczyka. Tymczasem popularny Sparky stale pozostawał pewny swego, winą za niepowodzenia obarczał problemy kadrowe i prosił o cierpliwość. Obecnie, po serii korzystnych wyników odniesionych zwłaszcza na Craven Cottage, nikt już nie myśli o dymisji Hughesa, a fotografia Roya Hogdsona już dawno została włożona w pożółkły album i wysłana na strych, gdzie spoczywa w zapomnieniu. Tymczasem sobotni przeciwnik Londyńczyków, zespół Sunderlandu pod koniec sezonu znajduje się w zgoła odmiennej sytuacji, tak jakby wirus który nękał Fulham na przełomie roku z krwiobiegu The Whites przeniósł się do żył piłkarzy The Black Cats. Podopieczni dobrego znajomego Hughesa z czasów gry w Manchesterze United, Steve’a Bruce’a, notują fatalną formę i w ostatnich 10 meczach przed pojedynkiem obu drużyn wygrali zaledwie raz, remisując taką samą ilość meczów. Do fatalnej formy sportowej doszedł jeszcze problem kontuzji, który przetrzebił linię ataku Sunderlandu sprawiając, że na mecz z Fulham Bruce’a nie miał do dyspozycji żadnego nominalnego napastnika i zmuszony został do wyboru między młokosami z drużyny rezerw a rozwiązaniami improwizowanymi. Ostatecznie zdecydował się na tę drugą opcję i w pierwszej linii ustawił Stephane’a Sessegnona, który jest skrzydłowym. W atakach mieli wspomagać go dołączający się z linii pomocy Muntari i dobrze nam znany Steed Malbranque. Tymczasem w Fulham też doświadczyliśmy kilku istotnych zmian w porównaniu z poprzednim meczem. Z powodów zdrowotnych w sobotniej konfrontacji rzekomo nie mogli zagrać Dempsey (uraz) i Hangeland (choroba). W ten sposób otworzyła się szansa dla Philippe Senderosa na zaliczenie debiutu w barwach The Cottagers. Szwajcar został wyznaczony do partnerowania Hughesowi. Na skrzydle w miejsce Dempsey’a ujrzeliśmy Kakutę. W linii ataku zabrakło tym razem Dembele, który zasiadł zaledwie na ławce rezerwowych, a parę napastników tworzył Zamora wraz z wracającym do wysokim formy Gudjohnsenem.

Pierwsze minuty spotkanie, choć prowadzone w wysokim tempie, nie zapowiadały nam widowiska, które stałoby na bardzo wysokim poziomie. Akcje były szarpane, bardzo chaotyczne i nieatrakcyjne dla oka. Ci którzy liczyli na to, że Fulham będzie grało w sposób podobny do tego z Boltonem, niestety głęboko się rozczarowali.  To gospodarze wyszli z bloków startowych nieco lepiej, stwarzali lepsze okazje i dominowali na boisku. Jednak bardzo wyraźnie brakowało im kogoś, kto potrafiłby wykończyć skutecznie akcję. Pierwsza okazja dla gości nadarzyła się w 21 minucie, kiedy Zamora ładnie znalazł w polu karnym Gudjohnsena, ten dobrze się zastawił, ale jego strzał z półobrotu poszybował nad bramką Mignoleta. Tymczasem 10 minut później to gospodarze powinni objąć prowadzenie, kiedy Senderos fatalnie wybił piłkę, trafiając wprost w Steeda Malbranque’a. Były gracz Fulham pomknął w kierunku Marka Schwarzera i jedynie lekko naciskany przez Szwajcara oddał strzał, który ku uciesze przyjezdnych z Londynu, przeleciał koło bramki The Whites. Przełom w tym stosunkowo nudnym spotkaniu nadszedł w 34 minucie. Wreszcie pomiędzy napastnikami Fulham pojawiła się jakaś chemia, Zamora ładnie wymienił piłkę z Gudjohnsenem, w końcu Anglik dograł w pole karne do Kakuty. Filigranowy gracz pożyczony z Chelsea z zaskakującą siłą zastawił się w polu karnym, odparł atak Turnera i puścił piłkę koło interweniującego bramkarza. Koszmar Sunderlandu zaczynał się na nowo.  Gospodarze mogli odgryźć się niemal natychmiastowo, ale po błyskotliwym zagraniu Sessegnona kapitan kotów Lee Cattermole w dogodnej okazji, bez obstawy obrońców podarował piłkę Schwarzerowi. Po tym krótkotrwałym ożywieniu w spotkaniu ponownie zaczęła dominować chaotyczna gra i nieporadność obu zespołów. Tuż przed przerwą The Whites mieli okazję na kontrę, ale nie po raz pierwszy w tym spotkaniu Islandczyk Gudjohnsen nieco źle kopnął piłkę i gospodarze mogli odetchnąć z ulgą. Sunderland stworzył sobie jeszcze jedną okazję na gola, ale w potwornym zamieszaniu, w którym piłka odbijała się bezwładnie od kolejnych graczy w polu karnym, nikt nie potrafił skierować jej do bramki. Sytuacja ta podsumowała całą pierwszą połowę, w której było więcej przypadku niż dobrej, rzemieślniczej roboty piłkarskiej. Fulham prowadziło, ale wcale nie zachwycało. Trudno też było nie oprzeć się wrażeniu, że lepiej dysponowany i bardziej wyrafinowany zespół niż Sunderland potrafiłby wykorzystać którąś ze stworzonych dla siebie szans i Fulham po raz kolejny doświadczałoby wyjazdowego deja vu. Tymczasem scenariusz był zupełnie odwrotny i gracze Hughesa, pierwsi strzeliwszy bramkę, byli na dobrej drodze po drugą wyjazdową wygraną w obecnym sezonie.

Hughes i Senderos. Nie stowrzyli monolitu, ale cieszy, że Senderos wreszcie mogł zadebiutować.

Druga część meczu, choć nie stała na wiele wyższym poziomie, przynajmniej była nieco lepsza w wykonaniu Londyńczyków, będących w stanie nieco uspokoić grę i kontrolować jej przebieg. Jednakże to goście zaczęli od mocnego uderzenia, kiedy całkiem bliski pokonania Schwarzera był Sessegnon. Ostatecznie Australijczyk poradził sobie z próbą reprezentanta Beninu. W 54 minucie świetne wstrzelenie piłki wzdłuż bramki gospodarzy zafundował nam Gudjohnsen, ale Zamora, nieco utykający i ociężały od starcia z Onuohą w pierwszej połowie, nie zdołał dołożyć nogi. W 61 minucie Fulham zdobyło jednak drugiego gola, kompletnie psując ten słoneczny dzień dla kibiców ze wschodniego wybrzeża. Zamora wypuścił prostopadłą piłką Sidwella, choć zdawało się, że Anglik do tej futbolówki nie zdąży, rudowłosy gracz dopadł do niej i zagrał ją na przedpole. Tam na taki rozwój wypadków czyhał Davies, który na wślizgu przepięknie uderzył piłkę i wpakował ją w długi róg bramki. To trafienie kompletnie podcięło skrzydła Sunderlandowi, który przestał wierzyć w wywalczenie korzystnego rezultatu. Tymczasem Hughes, chyba pewny już swego, przeprowadził dość defensywną zmianę i dał szanse rzadko widywanemu w tym sezonie na murawie Greeningowi, który zastąpił Kakutę. W 72 minucie Murphy uruchomił Zamorę po prawej stronie, napastnik The Cottagers zagrał w pole karne do wbiegającego Daviesa. Piłka ta sprawiła kompletnie zamieszenie w szeregach defensywnych kotów, Mignolet zderzył się z Ferdinandem, tym samym Davies znalazł się oko w oko z pustą bramką. Sytuację próbował ratować jeszcze Al-Muhamadi, który zaatakował Walijczyka, ale jedyne co osiągnął to wątpliwości komu powinna być zaliczona bramka. Bowiem futbolówka ostatecznie wpadła do siatki siłą nadaną jej przez wspólne kopnięcie Daviesa i egipskiego obrońcy Sunderlandu. Tak więc na tablicy świeciło się już 0-3, a fani gospodarzy masowo zaczęli opuszczać trybuny stadionu światła w którym to właśnie promienie popołudniowego słońca stawały się powoli najwierniejszym widzem. Obiektywnie trzeba przyznać, że kibice którzy nie wytrzymali do końca tego spotkania, de facto, za wiele nie stracili, bo na murawie nie wiele już się działo. Z dystansu próbował Gudjohnsen, ale mimo imponującej techniki strzału, uderzenie to minęło prawy słupek bramki. Na boisku zameldowali się jeszcze Johnson i Etuhu, którzy trochę pobiegali, trochę powalczyli, a następnie mogli cieszyć się z drugiego w tym sezonie i drugiego w przeciągu 36 meczów wyjazdowego zwycięstwa The Cottagers.

Bez wątpienia, mimo zaskakująco wysokiej wygranej, nie był to wiekopomny mecz The Cottagers. Piłkarze Hughesa nie grali w tak zachwycający sposób jak jeszcze w środę, a zwycięstwo w dużej mierze zawdzięczają porażająco słabej grze Sunderlandu. Tak jak już wspomniałem wcześniej, lepszy przeciwnik bez wątpienia wykorzystał by błędy i nieskuteczność zespołu i uniemożliwił odniesienie tego jakże rzadkiego dla Fulham zwycięstwa poza własnym stadionem. Tymczasem Sunderland był tak słaby, że pozwolił Fulham jako pierwszemu strzelić gola. Londyńczycy skorzystali z tej uprzejmości i podobnie jak w meczu ze Stoke bez większego wysiłku i fajerwerków w grze dowieźli trzy punkty do ostatniego gwizdka.

Bramki z meczu można zobaczyć tutaj.

Davies i noga Al-Muhamadiego. Kto strzelił gola? Odpowiedź pozostawię statystykom.

Reklamy

Responses

  1. Super wynik. Gra może nie powalała, ale trzeba też wygrywać te mecze, w których nie idzie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Niebywałe, grali bez 3 graczy, którzy stanowią wg mnie ponad 50% wartości tego zespołu, a jednocześnie ich brak nie był aż tak widoczny. Cieszy też 0 z tyłu, Senderos się obciąl parę razy, ale koledzy naprawiali jego błędy.
    Fantastyczna interwencja Schwarzera zaraz po pierwszym golu. Nie pamiętam już kto uderzał, strzelał w krótki róg i tylko fantastyczny refleks Marka nas ocalił. Na powtórce ewidentnie było widać, że już przenosił ciężar ciała na druga nogę, spodziewając się uderzenie w długi róg, jednak zdążył zareagować odpowiednio. Myślę, że może co 3-4 bramkarz by się tak zachował, reszta została by złapana na wykroku.
    Znowu podobał mi się Eidur. Lepsza wersja AJ’a. Stawiający na efektywność, anie efektowność. Jak tak dalej pójdzie, to może powinni go wykupić? Stoke raczej nie będzie robić problemów.
    Jeszcze jedna bardzo fajna drobnostka. Jak schodzili Murphy i Zamora, to Hughes podszedł do linii i przybił z nimi piątkę, gratulując dobrego meczu. Miły obrazek, od razu przywołał wspomnienia z czasów Roya, kiedy wszyscy podkreślali, jaka dobra atmosfera panuje w zespole.

  2. Jaką trójkę masz na myśli? Bo pauzowali Duff, Hangeland, Dempsey i Dembele 😛 Myślę, że ich brak był trochę widoczny (tutaj może poza Duffem, bo Davies w ostatnich meczach zastępuje go naprawdę imponująco), nasz futbol miał nieco gorszą jakość, ale to wciąż dało spokojne zwycięstwo, przy którym z pewnością sporo pomogły absencje w Sunderlandzie, który grał niemal drugim garniturem i to bez ani jednego napastnika. Czasem mi cięło, więc może przegapiłem jakąś wyborną sytuację gospodarzy, ale generalnie widać było jak na dłoni, że graczom Sunderlandu obecnym na boisku wcześniej strzelać nie kazano – Mark wynudził się jak rzadko kiedy. To nie zmienia faktu, że klasową drużynę poznaje się po tym, że bezlitośnie wykorzystuje słabe strony rywala i tak też dziś było. Onuoha wg mnie świetnie radził sobie z Bobbym przez większość I połowy, ale kiedy już siadł i BZ powoli zaczynał wygrywać wszystko, musiało być po meczu.

    Czy można jednak indywidualnie kogoś wyróżnić, kto dziś błyszczał i był bezbłędny? Chyba tylko Simon przychodzi mi na myśl. Kakuta zdobył bramkę (chociaż bardzo cieszącą, będzie to sympatyczna ciekawostka za kilkanaście lat, gdy będzie siedział w jakiejś Barcelonie, że pierwszego gola zdobył właśnie w Fulham) po półgodzinnym czajeniu się. Bobby, jak pisałem, miał początkowo wg mnie problemy z Onuohą. Eidur raczej bez zastrzeżeń, ale gdy grał w napadzie z Moussą wydawało mi się, że tej chemii było nieco więcej. Środek po prostu na plus, ładna asysta Sidwella, piękne wypuszczenie Bobby’ego przez Danny’ego przy bramce nr 3, ale też obaj bez rewelacji. Dobrze spisali się przez te parę minut inni ze środka, wchodzący z ławy Etuhu i Greening. Dickson podładował baterię na ławce i kiedy wchodzi, to naprawdę można się go bać, zaś Greeno nie bał się wziąć na siebie kreowania gry. Nie bez powodu Bobby stwierdził ostatnio w wywiadzie, że najlepiej na treningach pokazuje się właśnie Greening. Gra o swoją przyszłość, pewnie szansę w tych trzech ostatnich meczach jeszcze dostanie.

    Rewelacyjny rezultat, kto wie, czy trzeci raz w Premier League nie przekroczymy 50 punktów. Stres jest już zerowy. No i inna istotna kwestia – obyło się bez kartek. Nawet jeśli to złudna nadzieja, to wypada dokończyć chociaż swoją część zadania z tym fair play.

  3. Tym razem raczej słabe flow miałem i trochę językowo się namotałem, ale ważne, że coś tam nabazgrałem 🙂

    Tak jak napisałem, nie jest to wielkie zwycięstwo, ale takie trzeba też umieć odnosić. Przez długie minuty ta gra nam się nie zazębiała, ale potrafiliśmy skutecznie się bronić, co nie było nazbyt trudne, a jak już coś zgrzytnęło, to i skuteczność w ataku była całkiem wysoka. Wracając do wątku dobrego nastroju w zespole, fajny też obrazek kiedy an boisku wchodził Dickson: przybił piątkę z każdym graczem na ławce rezerwowych.

    Jeszcze na szybko podsumuje niektórych graczy indywidualnie.

    Na plus:
    – Simon – jeszcze nie dawno na prawdę słabo się prezentował, brakowało mu pewności siebie. Teraz niesamowita i bardzo zaskakująca odmiana. Legenda. 😉
    – Greeno – Trochę mi go szkoda na tej ławce, bo koleś na prawdę potrafi grać w piłkę. Wielki spokój, duża mądrość piłkarska. Dałbym mu szansę z Birmingham na wyjeździe.
    – Bobby- Mimo wszystko dobrze obsługiwał kolegów. Rzeczywiście miał lekkie problemy z Onuohą, ale też trzeba zauważyć, że niemal przez cały mecz utykał po wejściu jednego z obrońców kotów. Ale widać, że zależało mu by grać, za co też dostaje plusa. 😉
    – Baird – Dobra, pochwalę Bairdinho, bo ponownie zagrał na swoim znakomitym, stałym poziomie. Niektóre jego długie piłki są po prostu mistrzowskie, a w defensywnie nigdy nie zawodzi. Świetnie asekuruje stoperów (ile razy wybijał dośrodkowania głową?), a kiedy można zgrać do Marka (klatką, głową) spokojnie to robi. Dzięki temu nie ma nerwowości z tyłu.

    Nieco zawiedli:
    Kakuta – moim zdaniem słabo się prezentował, wyłączając okazję bramkową. Mało widoczny, dużo strat.
    Salcido – Muszę skrytykować Meksykanina, bo nie grał tak dobrze jak ostatnio. Dużo niepewności w obronie, nieco ociężale się poruszał. Nadal martwią mnie jego walory defensywne.
    Eidur – W sumie dobry występ, ale w kluczowym momentach przy kontratakach nieco źle zagrywał. Myślę, że to kwestia ograna, ale takiemu lisowi nie przystroją takie błędu. Nie mniej, ja również chciałbym go widzieć u nas w przyszłym sezonie.

  4. Aha, jeszcze komentowaliście występ Senderosa. Z pewnością ciężko od niego za wiele oczekiwać po tak długie przerwie. Nie był to jakiś nazbyt solidny występ, popełnił ten jeden fatalny błąd, kilka razy rywal łatwo się od niego zastawił, ale tragedii nie było. Stopera jest strasznie ciężko ocenić po pojedynczym meczu, o ile ten oczywiście nie mija się z piłką w co drugiej akcji. Nie mam złudzeń, że Brede jest zdecydowanie lepszy przy wyprowadzeniu piłki, zdaje się też bardziej agresywny. Zobaczymy co Szwajcar będzie pokazywał w grze obronnej w kolejnych meczach, o ile dostanie szanse. 😉

  5. Gadasz Macu, w mojej opinii znów napisałeś świetną relację. Czytało się bardzo przyjemnie, opisałeś wszystko bardzo wyczerpująco 🙂 prawda jest też taka, że nie było co tworzyć tutaj jakiegoś dzieła wychwalającego drużynę pod niebiosa i wykorzystującego wszystkie piękne przymiotniki do podkreślenia takiej wygranej, bo po prostu stylem było to spotkanie takie sobie, zwłaszcza w I połówce.

    Atmosfera jest rzeczywiście bardzo widoczna, oczywiście inne zdanie o tym ma taki Zoltan czy Johnny P, ale obrazki w każdym spotkaniu są bardzo radujące. Tylko na forach marudzili, że Hughes całe 90 minut przesiedział w fotelu i że pewnie ugaduje już na boku posadę w Aston Villi. Opętańców nie brakuje 😉

    Generalnie, zgadzam sie z plusami i minusami, Bairda rzeczywiście jakoś się pomija kiedy chce się kogoś wyszczególnić. Gra niesamowicie równo i niesamowicie pewnie. Sukces naszej defensywy to poza parą stoperów także jego niebywale zimna głowa i zamienianie najtrudniejszych piłek na pewne podanie do Schwarzera.

    Nie odniosłem się też wcześniej do kwestii transferu Gudjohnsena, ale także myślę, że tu problemu nie będzie, i że jest chęć po naszej stronie, by zamienić te wypożyczenie w definitywny transfer. Stoke daje sobie bez niego radę, tylko by się tam marnował, myślę że nawet niepałający pewnie do nas sympatią Pulis zdaje sobie z tego sprawę.

  6. Brawo za wygraną styl przeciętny, ale w Premier League liczą się punkty, a jak się strzela 3 gole to jest super. Świetny artykuł.

  7. Żałuję, że Sparky nie wpuścił Hoesena. Wynik był pewny, można było mu dać z 10 minut, kosztem marnego AJ’a.

  8. A Greeninga na ławce wcale mi nie szkoda. Mamy w kadrze 3 lepszych środkowych pomocników. Zresztą nigdy nie byłem jego fanem, dla mnie to przeciętniak, za słaby z przodu by rozgrywać, za słaby w odbiorze by asekurować stoperów. Wykupienie go było (i jest) dla mnie niezrozumiałe. Jeśli ma mi być kogoś szkoda, to zdecydowanie Dicksy’ego. Paradoksalnie stracił na przyjściu Sida, jednak to nie Sidwell jest tym, który gra u nas za zasługi akurat. Murphy jest w tym momencie najsłabszym punktem drużyny, na jedno udane zagranie przypadają 2-3 słabe. Coraz rzadziej zagrywa dobre prostopadłe piłki, coraz częściej notuje proste straty. Czasu się nie oszuka, naprawdę trzeba pomyśleć o tym, by powoli Skipa wycofywać i szykować mu następcę.

  9. Krzysiek, bez przesady, Murphy być może ma swoje lata i na kilka jego dobrych zagrań przypadnie jedno słabe (na pewno nie jest tak jak mówisz, że więcej ma podań złych niż dobrych), jednak nie ma sobie równych w klubie, jeśli chodzi o rozgrywanie piłki. Wyobrażasz sobie Sidwella albo Etuhu jako playmakera? Jako zawodnika obarczonego największą odpowiedzialnością i dowodzącego grą? Też jestem zły, kiedy Murphy’emu akurat nie wyjdzie podanie, jednak widzę doskonale ile pożytku dają jego celne podania i bardzo daleko mi do twierdzenia że gra za zasługi. Playmaker nie gra za zasługi, bo inaczej widać to po grze zespołu. A po naszej nie widać. Zresztą, wedle statystyk jest to zawodnik który ma w całej lidze najwięcej celnych podań. Zgadzam sie, że poza klubem możemy powoli tam kogoś szukać, jednak nie ma co bić na alarm. Murphy miał się skończyć trzy lata temu i co rok udowadnia że się nie kończy. Natomiast Etuhu, jeśli będzie dalej tak świetnie się spisywał wchodząc z ławki, na pewno Sidwella wygryzie. Nie zapominaj, że wypadł poza pierwszą 11-tkę po dość przeciętnych występach.

  10. Ja myślę, że Murphy może dać jeszcze dużo drużynie, ale myśląc o przyszłości to uważam, że warto kupić kogoś młodego, kto będzie się uczył od naszego kapitana.

  11. Fulham FC Official
    Mark Hughes on a potential Eidur Gudjohnsen deal: “We’re trying to make it happen because I’ve been really pleased with what Eidur has brought to the Team. There’s a will on both sides to make sure that Eidur remains at Fulham next year and it’s a case of having more discussions and getting to a level where everyone is happy but I think we’re close.”

  12. Inny news: Duff już nie zagra w tym sezonie. Przeszedł operację achillesa. Na Liveprool wykurują się za to Demps i Brede.

  13. Cieszę się, że Gudjohnsen jest bliski dogadania z klubem, przyznam szczerze, że zaskoczył mnie w drugiej części sezonu. Duff by się przydał, ale cóż taka jest piłka.

  14. To prawdziwy test dla ambicji piłkarza, bo zapewne Fulham nie da mu jakiegoś astronomicznego kontraktu. Ale u nas przynajmniej będzie jednym z podstawowych zmienników, a może nawet na granicy pierwszego składu. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

  15. Z tego, co pamiętam, Macu, Eidur sam zgodził opłacać się część swojego kontraktu, gdy przechodził tu na wypożyczenie ze Stoke, wszystko po to, aby grać. Ambicji więc nie można mu odmówić. Inna sprawa, że tutaj pokazuje, że wciąż świetnie gra w piłkę i ma podstawy, by – jeśli Fulham go wykupi – ubiegać się o dobre wynagrodzenie, lepsze niż Fulham było skore płacić np. zimą. Zobaczymy, tutaj nie wiadomo, jak będzie.

    Z rzeczy na oficjalce ciekawi mnie jeszcze zapowiedź letniego pucharu „London Legends”, który odbędzie się na CC. Zagrają oldboje z Arsenalu, Chelsea, Fulham i Tottenhamu. Drużynę Fulham poprowadzi Roy, a jej kapitanem będzie Coleman. Nic więcej nie zdradzono, ale bardzo ciekawa sprawa.

  16. Wypożyczeni już powracali? Dziś grali tylko Joe i Marsh-Brown, za to obaj strzelili po golu.

  17. Raczej nikogo nie zwoływano przed czasem, nie widzę powodu. Riise w ogóle nie pomógł Sheffield United, o misji Eddie’ego w Preston nie wspominając i drużyny te mogły już sobie wystawić byle kogo, bo były skazane na spadek już przed tą kolejką. Z kolei kiedy Crystal Palace zapewniło sobie utrzymanie miesiąc temu, to też nie wystawiali już od tego czasu Dikgacoia. Raczej nikt nie weźmie sobie naszych piłkarzy na stałe (tu wyjątkiem może będzie Kamara, no i oczywiście juniorzy Marsh-Brown i LDV), ale i Fulham nie będzie ich pewnie zatrzymywać tutaj, bo po co.

  18. Jedynie teraz czytam o tym, że Bournemouth odesłało już LDV i będą grać w barażach bez niego. Po dobrym początku później już właściwie tam nie grał.

  19. Boże…

    BTW, Świetny stream: http://www.trgoals.co/

  20. Kurwa no, za przeproszeniem.

  21. […] Sunderland jest potencjalnie najmocniejszym z czwórki słabszych listopadowo-grudniowych przeciwników The Whites (pozostali to Bolton oraz beniaminkowie ze Swansea oraz Norwich), ale potencjał ten wciąż jest w drużynie ze Stadium of Light zablokowany. „Czarne Koty” są sąsiadami Fulham w tabeli, mając za sobą bardzo podobną pierwszą fazę sezonu. Bilans zespołu Steve’a Bruce’a brzmi niezwykle znajomo: dwa zwycięstwa – pogrom na własnym stadionie (4:0 ze Stoke) i ogranie drużyny z dołu tabeli na wyjeździe (0:2 w Boltonie), cztery remisy i pięć porażek. Tak, jak w przypadku Fulham można taki stan rzeczy zrzucić na obciążenie Ligą Europy i dość przeciętne efekty polowań na rynku transferowym, tak w przypadku Sunderlandu nieco ciężej o wytłumaczenie. Bruce był wszak jednym z głównych rozgrywających podczas letniego okienka, hurtowo sprowadzając do drużyny uznane nazwiska. Niemal tradycyjnie wziął kilku piłkarzy od swojego futbolowego mentora – Alexa Fergusona – wykupując z Manchesteru United Wesa Browna i Johna O’Shea, a oprócz nich na północny wschód Anglii udali się m.in. błyszczący w drużynach spadkowiczów z Blackpool oraz Birmingham David Vaughan, Craig Gardner i Sebastian Larsson, największy ponoć talent angielskiej piłki – Connor Wickham – a także niewymagający wprowadzenia Nicklas Bendtner. Ta mieszanka działa na razie z rozczarowującym skutkiem i wokół klubu pojawia się coraz więcej głosów domagających się dymisji Bruce’a, który po raz kolejny, mimo poważnych funduszy na Stadium of Light, notuje wyniki poniżej oczekiwań. Managerowi „Czarnych Kotów” wytyka się, że, choć sprowadził do zespołu ciekawe, wymienione wyżej osobistości, nie zastąpił rasowych snajperów – Darrena Benta i Asamoah Gyana – strzelcami z tej samej, najwyższej półki. W klubie brakuje doświadczonych łowców bramek (Bendtnera ciężko nazwać łowcą) i w efekcie, The Whites może czekać spotkanie podobne do rozegranego pod koniec ubiegłego sezonu, kiedy ograli (3:0) na Stadium of Light gospodarzy praktycznie bezzębnych z przodu. […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: