Napisane przez: cookie | Maj 8, 2011

Kto kogo zatrzyma? Fulham – Liverpool

LiverpoolTylko dzisiejszy mecz sezonu, w którym o mistrzostwo zagrają Manchester United oraz Chelsea, powinien być większą ozdobą 36. kolejki Premier League niż to, co czeka kibiców w poniedziałkowy wieczór. Zmierzą się wtedy dwie znakomicie dysponowane ostatnio drużyny i choć na próżno szukać ich w pierwszej czwórce, pasjonujące spotkanie na wysokim poziomie jest gwarantowane. Na tor w zachodnim Londynie wjedzie rozpędzony pociąg z Liverpoolu pod dowództwem Kenny’ego Dalglisha, gdzie na czołowe zderzenie przygotowany jest już pewien walijski maszynista i jego własny ekspres. Kto wyjdzie zwycięsko z tego starcia?

Fulham i Liverpool to jedne z najlepszych drużyn ligi w roku 2011, ale rozczarowująca pierwsza połowa sezonu w wykonaniu obu zespołów wyeliminowała je z walki o to, o co mogłyby grać, gdyby taką dyspozycję prezentowały przez całe rozgrywki. A tak, wiadomo, że the Cottagers nie mają szans na kwalifikację do Ligi Europejskiej poprzez Premier League, jak również to, że na Anfield nie zawita w przyszłym sezonie Liga Mistrzów. Tyle, że o tak wysokich pozycjach nikt w obu obozach do niedawna nawet nie śnił i sukcesem obu ekip jest sam imponujący marsz w górę tabeli wraz z upływem sezonu, który w obu przypadkach wciąż może być czymś zwieńczony. Fulham, w przypadku uzyskania kompletu zwycięstw w ostatnich trzech kolejkach, pobije swój punktowy rekord w historii występów w Premier League, zaś Liverpool ma wielką szansę przeskoczyć w tabeli nieosiągalny do niedawna Tottenham i ukończyć rozgrywki na piątym miejscu – marzących o takim finiszu rozgrywek swoich drużyn w okresie Bożego Narodzenia można było tylko nazwać naiwnymi i popatrzyć nań z politowaniem.

To właśnie wtedy zaczęła się jednak transformacja obu drużyn. W przypadku the Whites zupełnie dosłowna, bo tuż po świątecznym koszmarze z West Hamem drużyna, niczym zaczarowana różdżką, zaczęła prezentować się dużo lepiej. Fani the Reds musieli wówczas natomiast odczekać jeszcze kilkanaście dni, by z klubu zwolniono liverpoolskiego wroga publicznego nr 1 – Roya Hodgsona, ale po objęciu zespołu przez legendę Anfield – Kenny’ego Dalglisha – także przeżywają już niemal tylko szczęśliwe chwile. Gdy powoli odzyskujące wigor drużyny zmierzyły się ze sobą w styczniu w mieście Beatlesów, atrakcji za wiele jeszcze nie było, a pojedynek – bardzo pechowo dla the Cottagers – rozstrzygnął gol samobójczy Johna Pantsila. Dziś, obie ekipy w pełni rozwinęły już skrzydła i na Craven Cottage powinniśmy obejrzeć widowisko najwyższych lotów. Fulham nie przegrało u siebie w lidze ani jednego spotkania w obecnym roku (!), notując 6 zwycięstw i jeden remis, a ostatnią trójkę przybyszów odprawiło z bagażem trzech bramek. Podopieczni Kenny’ego Dalglisha przed przyjazdem nad Tamizę także wyprężyli jednak mięśnie, demolując na Anfield zespoły Birmingham (5:0) i Newcastle (3:0). Ich ofiarami w ostatnich dwóch miesiącach były także m.in. oba zespoły z Manchesteru, a the Reds pokonać potrafiło jedynie… Hodgson’owe West Bromwich, zwyciężając u siebie 2:1. Tamten pojedynek każe zwrócić uwagę na fakt, że Liverpool wcale nie spisuje się poza domem szczególnie wybitnie – w ostatnich 4 meczach poza Anfield zespół Dalglisha zdobył ledwie 4 punkty, wygrywając tylko raz.

W jutrzejszym spotkaniu należy oczekiwać podobnego ustawienia the Cottagers, co w poprzednim domowym spotkaniu z Boltonem. Do Sunderlandu nie udali się Dempsey oraz Hangeland, jednak na chwilę obecną są ponownie do dyspozycji Marka Hughesa. Ciężko jedynie przewidzieć – ale to standardowy dylemat – kogo z trójki: Dembele, Gudjohnsen, Zamora, manager the Whites wybierze do uformowania ataku. Jeśli jednak w pełni sił będzie Cottager o numerze 25, to z pewnością do niego zostanie dobrany drugi napastnik. Najważniejszą informacją, dotycząca drużyny gości jest brak kontuzjowanego Stevena Gerrarda, jednak Liverpool radzi sobie bez swojego lidera już od jakiegoś czasu, i to z powodzeniem. W środku godnie zastąpił go młody Jay Spearing, tworząc bardzo stabilny duet z Lucasem Leivą. Drugim powiewem świeżości w drużynie Kenny’ego Dalglisha jest prawy obrońca – ledwie 18-letni John Flanagan, który pod koniec sezonu przebojem wdarł się do pierwszej 11-tki. Z przodu powinniśmy zaś zobaczyć kupiony za ogromne pieniądze duet Suarez – Carroll, co przyniesie doskonałą okazję, by stwierdzić, czy kadra Albionu będzie mieć większy pożytek ze snajpera z kitką, czy z niemal łysogłowej Zamor… tfu, zmory defensorów, która zagra dla gospodarzy.

Przewidywane składy:
Fulham (4-4-2): Schwarzer – Baird, Hughes, Hangeland, Salcido – Davies, Murphy, Sidwell, Dempsey – Dembele, Zamora
Liverpool (4-4-2): Reina – Flanagan, Carragher, Skrtel, Johnson – Kuyt, Spearing, Lucas, Meireles – Suarez, Carroll

Pantsil samobój

Kiks, który spowolnił biało-czarny pociąg w styczniu. John Pantsil raczej nigdy nie będzie już jednak uprawniony do jazdy w ekspresie Marka Hughesa.

Reklamy

Responses

  1. Czeka nas bardzo trudny mecz, Liverpool idzie jak burza, to w jakim stylu zniszczył Birmingham robi wrażenie. Nasi obrońcy będą musieli zwrócić uwagę na Maxi Rodrigueza, jest ostatnio bardzo dobrze dysponowany. Cieszy, że prawie cały skład jest do dyspozycji Hughesa. Liczę, że zdobędziemy punkt, a może i trzy. Naszym wielkim atutem jest Craven Cottage, gramy tutaj fenomenalnie. Moim zdaniem będzie remis, ale trzeba wierzyć w 3 punkty.

  2. Bez wątpienia będzie to trudny mecz, jednak tak samo mówią o tym w Liverpoolu. Myślę, że spotkanie nie ma wyraźnego faworyta i Fulham jest tu w stanie sięgnąć po 3 punkty.

    Maxi… wiedziałem, że kogoś mi brakuje. Dziwne, brałem przypuszczalny skład the Reds z jednej z fanowskich stron, nie wiem, czemu mieliby zapomnieć o strzelcu hattricka sprzed tygodnia. Kontuzji też żadnej nie odniósł.

    Od siebie jeszcze dodam, że warto postarać się o 3 punkty także dlatego, by uniemożliwić Liverpoolowi uzyskanie piątego miejsca. Niby nas to nie interesuje, ale ranking Fair Play nie był już uaktualniany dobre 5-6 kolejek i nie wiadomo, jak wyglądałby on teraz. A na forach piszą, że w ostatniej aktualizacji Spurs mają policzone punkty za jeden mecz mniej od Fulham i tylko dlatego nie ma ich w czołówce, bo generalnie obok Blackpool to najwięksi konkurenci w walce o miejsce za Fair Play. Gdyby Liverpool wyprzedził ich w tabeli, a Tottenham znalazł się wyżej od nas w rankingu Fair Play (no i Anglia dostałaby te dodatkowe miejsce) – to Koguty zabrałyby nam LE. Wczoraj odbył się bardzo istotny mecz w tym kontekście, Tottenham – Blackpool. Obie drużyny złapały po parę kartek, ale szczególnych burd tam nie było.

  3. to aktualne dane a propos fair play?
    http://soccernet.espn.go.com/stats/fairplay/_/league/eng.1/english-premier-league?cc=5739
    z kolei na oficjalce fulham jest taka tabela
    http://www.fulhamfc.com/MatchAndTeam/StatsCentre/Statistics.aspx

  4. @raggen
    dane dotyczące kartek są pewnie aktualnie, ale nie tylko kartki wpływają na pozycję w rankingu Fair Play. Zresztą, tu masz więcej, to jedyny oficjalny ranking (wciąż aktualny tylko na 30. kolejkę) i wypisane są poniżej wszystkie jego elementy: http://www.premierleague.com/page/FairPlayTable/0,,12306,00.html . W sumie spojrzałem teraz na niego po dłuższej przerwie i Koguty sa faktycznie wysoko, ale nie ma znaczenia, że w chwili tamtej aktualizacji mieli jeden rozegrany mecz mniej, bo chodzi i tak o średnią z rozegranych spotkań.

    Widać też doskonale, dlaczego Blackpool jest za nami, mimo że w kluczowej kategorii: „Pozytywna gra” biją nas na głowę (choć czemu tak nisko oceniają nasz styl, to inne pytanie). W kolumnie „Zachowanie oficjeli klubowych” są najgorsi w całej lidze. Ian Holloway pewno coś lubi dopowiedzieć sędziom w każdym spotkaniu 🙂

    A wracajac jeszcze do obu linków, które przytaczasz, to jakieś dziwne że wg oficjalnej strony nie prowadzimy w rankingu kartkowym, mimo że pierwszy Tottenham ma osiem żółtych i dwie czerwone więcej. Musi być jeszcze uwzględniane coś, o czym na stronie w ogóle nie wspominają.

  5. Nie mogę się doczekać tego meczu, zapowiada się świetne widowisko. Jakoś straszliwie pewny jestem gry naszego zespołu przed tym spotkaniem, mam wrażenie, że podobnie jak rok temu ogramy Liverpool. Może u siebie na Anfield odnaleźli formę, ale wyjazdy to nadal nie jest ich mocna strona. W drugiej części sezonu wzmocnili atak, tymczasem obrona nadal pozostaje dziurawa. Liczę na ładną walkę i zwycięstwo The Whites.

    Przy okazji tego spotkania przychodzi mi na myśl to, że Roy prowadził w tym sezonie dwa zespoły Premier League, a jednak z Fulham nie zmierzył się ani razu. Trochę szkoda, byłem niezwykle ciekawy przyjęcia jakie zgotowaliby mu fani drużyny. Raczej spodziewałbym się mieszanych reakcji.

    BTW, świetna zapowiedź, na prawdę. Czytało się jak dobry kryminał. 🙂

  6. No właśnie, też spojrzałem, że mamy zdecydowanie najlepszy bilans kartkowy, a ślęczymy w środku stawki. Szybko wyłączyłem. 😛

  7. Jak kryminał? Uśmierciłem chyba tylko Pantsila w podpisie pod obrazkiem 😛

    Rzeczywiście, wyszło bardzo pechowo z Royem. Dodając fakt, że w grudniu, kiedy wszystko miało odbyć się bez problemu, mecz został odwołany przez warunki pogodowe, to przychodzi na myśl słowo „przeznaczenie” 😛 Ale w przyszłym sezonie na pewno już przeciwko niemu zagramy. Przyjęty byłby moim zdaniem raczej ciepło, oczywiście z pewnymi pomniejszymi gwizdami. W każdym z nas jest jakiś uraz do Hodgsona, ale wdzięczność za to, co zrobił, i jakieś tam zrozumienie jego decyzji, powinny zdecydowanie przeważać. Poza tym, nie oglądałem meczu na Anfield, ale potem czytałem, że jedynymi na trybunach, którzy skandowali imię Hodgsona, byli kibice Fulham 😛

    Również jestem optymistą, wiem po prostu przynajmniej to, że dzielnie stawimy opór Liverpoolowi. Ostatni raz czułem się tak przed… meczem na Old Trafford 😛

  8. Co o tym myślicie:
    http://www.fulhamfc.com/bib ?

    Na forach typują m.in. Back In Black czyli czarny strój wyjazdowy, (tylko czemu taka data skoro ostatni wyjazd gramy 15-ego), Brian Is Back czyli cuś wspólnego z McBridem, Bullard Is Back (:P) i Baird Is Best (że zostanie uhonorowany nagrodą dla piłkarza sezonu). Myślę, że skoro tyle czerni na obrazku, to chyba chodzi o strój. Ciekawy zabieg marketingowy, w sumie te najlepsze kluby zawsze na koniec sezonu pokazują, w czym będą biegać za rok.

  9. Liczę na dobry mecz w wykonaniu Fulham, Liverpool to obok Chelsea chyba najbardziej znielubiona przeze mnie drużyna w EPL. U siebie jesteśmy groźni dla każdego, choć w tym sezonie nie pokonaliśmy jeszcze nikogo z TOP6 (nie licząc Tottenhamu w FA Cup).
    Forma jest, zaangażowanie jest, czego więcej potrzeba? Chyba tylko szczęścia, bo pierwszym mecz z LFC był z serii tych, gdzie rywal mógł się cieszyć, że udało się wygrać.

    A pan z mojego avatara domaga się sprostowania, choć samobója zaliczono wówczas Pantsowi, to obciął się ewidentnie Stockdale. 😉

  10. No, to prawda z tymi meczami z TOP6, jak to ująłeś. Ale też wcześniej ja na przykład nie zwróciłem na to uwagi, bo mecze z czołówką były stykowe (prócz Old Trafford i u siebie z MC), a przede wszystkim potrafimy regularnie wygrywać ze środkiem i dołem tabeli i ostatecznie i tak wychodzi na jeden z najlepszych sezonów w historii klubu. Myślę jednak, że Liverpool bądź Arsenal (a może i obydwa) ogramy.

    Ale co mogę sprostować odnośnie Pantsa – kiks to kiks, nawet po wcześniejszym kiksie Stockdale’a 😛

  11. Chodzi o to, że kiks był, bo mu Stocky w ostatniej chwili nieudolnie podbił tę piłkę.

  12. Rozumiem i zgadzam się z tym sprostowaniem, jednak w podpisie jest jedynie stwierdzenie zaistnienia kiksu, taki przecież nastąpił 😛 Tak jakbym pod obrazkiem Paula Robinsona kopiącego kępkę trawy w meczu Chorwacja – Anglia napisał „Kiks, przez który między innymi Anglia nie pojechała na Euro 2008”, mimo że tam po prostu piłka podskoczyła niefortunnie na nierównej murawie.

    Ale OK, zmieniłem sformułowanie „jego autor”, by zrzucić z Pantsa trochę winy.

  13. O, a ja myślałem, że to był Schwarz. Zła pamięć.

    Fajny podpis pod obrazkiem, ale boli trochę, bo jednak mam dużą sympatię do Pantsila.

  14. Schwarz po stepach azjatyckich się wtedy błąkał 😛
    Rzeczywiście, mi też cięzko jest wyobrazić sobie, by ktoś z dłużej bedących w składzie i będacych częscią naszej przygody w LE odchodził. Niestety, to już jednak niemal pewne w przypadku Pantsa, latem wygasa jego kontrakt i klub go jak dotąd nie przedłużył, czyli pewnie nie przedłuży.

    Eidur i Moussa w ataku, a więc kopia meczu z Boltonem.

  15. Fulham FC Official
    FFC Team: Schwarzer, Baird, Hughes, Hangeland, Salcido, Dempsey, Murphy (c), Sidwell, Davies, Dembele, Gudjohnsen

    LFC Team: Reina, Johnson, Flanagan, Carragher, Skrtel, Kuyt, Lucas, Spearing, Meireles, Saurez, Maxi

  16. O, nie mają Andrzeja Karola. A my Roberta zmory. Znowu moja misternie skonstruowana idea na zakończenie zapowiedzi idzie do śmieci 😦

  17. Bezsensowne zachowanie Schwarzera, zamiast to wybić na róg to wystawił Maxiemu.

    Ale spokojnie, gol dla Liverpoolu i tak by pewnie padł, za dobrze im idzie strzelanie ostatnio.

  18. No ja pierdole.

  19. Chyba czas wyłączyć. Niewiarygodne.

  20. Oj niestety 3 punktów to my tutaj nie zdobędziemy, trzeba powalczyć o honor.

  21. Schwarzer chyba za bardzo się rozluźnił po tym jak w ciągu tygodnia zwierzał się prasie jak to szkoda, że nie udało się mu z Arsenalem, ale że jest szczęśliwy z gry tutaj. Po takich 20 minutach niech się zacznie martwić także i o to, chętnego do bronienia w Fulham szukać nie trzeba.

  22. Gdyby nie flaszka ktora pijemy to bysmy tej zenady nie ogladali…co sie kurwa z nimi dzieje?

  23. Za dobrze się poczuli po ograniu drużyny bez napastnika. Może świętowali porażkę Chelsea. Nie mogę uwierzyć jak Liverpool gwałci naszą obronę, bo inaczej tego nie można nazwać.

    A nadziei zero, bo Gudjohnsen czy Davies to się nadają do gry jak jest 0-0, a nie 0-3.

  24. Dobra, Davies już sobie pograł parę spotkań, czas go sciągnąć. Stary ‚Simple Simon’, nie da się na gościa patrzeć. Zresztą, do wymiany nadają się wszyscy.

  25. W przerwie drużyna potrzebuje wstrząsu, bo to co się dzieje to katastrofa.

  26. Eh. Tyle czekania, te wszystkie przeczucia, i co? Gdybym nie był w piżamie udał bym się do monopolowego…

    Dawać Bobby’ego, choć nawet nie ma co się łudzić…

  27. Fajnie, że sobie pokopali trochę piłkę i pograli w dziadka w doliczonym czasie gry – ale może warto było próbować strzelić bramkę? Gol na 1-3 by może coś dał, tak to lepiej zakryć w 11-tu bramkę w II połowie i to po prostu dociągnąć do końca.

    No i Liverpoolowi wyszło wszystko, odrobina szczęścia w takich meczach jest mile widziana.

  28. Szkoda, że Dempsowi nie wpadło, nie dość, że świetny strzał, to przynajmniej byłoby coś pozytywnego, promyk nadziei.

  29. Jeżeli ma stać się cud to musi wyjść inny zespół i trzeba zaraz po przerwie coś strzelić.

  30. Niestety, z takimi rywalami wchodzić musi wszystko, nawet jak jest 0-0.

    Oglądam jeszcze raz tę analizę pierwszej bramki i zachowanie Marka jest po prostu kuriozalne. Mógł spokojnie rzucić się z rękami na piłkę, a skoro już wolał wyrzucić nogi do przodu to mógł to wybić wszędzie indziej, niż w środek pola karnego pod nogi Maxiego…

  31. A może chcieliśmy śladem Chelsea pokazać, jak się traci bramki w 30 sekundzie?? Naprawdę, tyle prezentów dla Liverpoolu w jednej akcji, że w głowie się nie mieści.

  32. Trzeba też liczyć, że rywal wyjdzie na drugą połówkę zdekoncentrowany, cuda w piłce się zdarzają, musimy liczyć, że stanie się i tej nocy.

  33. Tak klasowym drużynom po prostu nie oddaje się bramki na samym początku meczu. To samobójstwo. Nie mówiąc już od trzech. Wszystko wskazuje na to, że to będzie mecz z kategorii jak najszybciej zapomnieć. Bo nawet nie ma co oceniać czegokolwiek przez pryzmat tego spotkania. To nie była obrona Fulham, to nie był normalny występ Marka, to nie była magia CC. Niby jest jeszcze druga połowa, ale ja już powoli włączam guzik amnezji.

  34. Bez żalu żegnam Simona. Bobby – zrób coś!…

    Tyle, że po kolejnych błędach na poczatku II połowy wygląda na to, że cudem bedzie strzelenie jednej bramki…

  35. Ech, nic nie wchodzi. Widać, z jaką wściekłością i siłą uderzają na bramkę Reiny, ale trzeba też liczyć na trochę szczęścia.

  36. BRAWO MOUSSA!

  37. Tylko żeby teraz chciało im się tak samo, jak przed tą bramką.

  38. JEST!!!!

  39. Ten sędzia to porażka. Dwa identyczne zdarzenia w przeciągu 10 sekund, Sidwell przytrzymywany koło ich pola karnego, chwilę potem Suarez przytrzymywany w środku boiska. Co robi arbiter? Faulu na Sidwellu nie gwiżdże, a na Suarezie tak.

  40. wchodzi Andrzej

  41. kurwa….no ale ladna bramka 😦

  42. No i koniec. Znowu jakieś jaja w obronie…

  43. Mark – wypieprzaj na wakacje. Stocky na bramkę na dwa ostatnie mecze.

  44. No to koniec. Mówiłem by na Maxi’ego uważać.

  45. A jak miałem tego frajera w fantasy Premier i fantasy World Cup to jakoś nie umiał w bramkę trafić…

  46. Piter – Maxi jak Maxi, po prostu oddał trzy strzały na bramkę. Uważać to trzeba było dzisiaj na Schwarzera.

  47. BTW, Salcido dzisiaj ponownie obnażony, że tak powiem.

  48. LFC jest w niesamowitej formie, zresztą Maxi też (niestety).

  49. I jeszcze wykartkowywujemy się z rankingu Fair Play. Ale mnie też szlag by dziś trafił przez to wszystko.

  50. Dobra, wyłączam. Chyba pierwszy raz w swoim życiu.

  51. No to kompromitacja. cookie – jak się jest w formie to wszystko wychodzi, a i szczęście sprzyja.

  52. Wypierdalać z tą obroną po prostu. Stockdale – Pantsil, Halliche, Senderos, Kelly, tak to widzę! Przynajmniej będzie zero oczekiwań. A tych pajaców co dzisiaj grają to już przez długi czas nie nazwę dobrą obroną.

  53. I nasz bilans bramkowy też poszedł …

  54. Po prostu tragedia……..

  55. Trudno jesteśmy dziś katastrofalni, teraz trzeba walczyć do końca i tyle.

  56. Jezu, jaki gwałt 😦 pięciu na CC nie było chyba nigdy. Zniszczyć statuetkę Majkela!

  57. No, chociaż śliczna bramka Sida za te męki okrutne.

  58. JEST!!! No piękna bramka na otarcie łez.

  59. Uf, już myślałem, że czerwo (w końcu włączyłem z powrotem i zobaczyłem gola Sidwella:P).

    Kurde, czemu Hangeland daje się tak wyciągać? Bez sensu. Nie poznaje go dzisiaj…

  60. Za dużo tych kartek.

  61. O, Schwarzer coś wyjął. W 89 minucie!

  62. Jak wytrzymaliśmy ten mecz bez czerwonej, to obok dyspozycji obrony rzeczywiście największa tajemnica tego spotkania.

  63. Jezu Clint, tak to sobie możesz obracać Bolton a nie Liverpool. 3-5 by chociaż jakoś wyglądało.

    Dzisiejszą defensywę Fulham zapraszamy już na wakacje.

  64. 2 gole strzelone normalnie pewnie by dużo dały, ale jak się tak gra w tyłach to nie ma szans na żaden wynik. Brawo za walkę do końca.

  65. Forget. Move on.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: