Napisane przez: cookie | Lipiec 2, 2011

Pożegnanie z należytym szacunkiem

Johnny P. GoodeGdzieś w tłumie wiadomości o Lidze Europejskiej, nowym szkoleniowcu czy przełamującym klubowe tradycje stroju, na oficjalnej stronie Fulham znalazło się ostatecznie to, o czym inne media pisały od tygodni – potwierdzenie zakończenia umów z szóstką piłkarzy. Alfabetycznie: Zoltanem Gerą, Eddie’em Johnsonem, Diomansym Kamarą, Johnem Pantsilem, Matthew Saundersem oraz Pascalem Zuberbuhlerem. Oczywiście, z obwinianiem strony za te „opóźnienie” przesadzić nie można, gdyż od strony technicznej, kontrakty wspomnianej szóstki wygasły właśnie dopiero z końcem czerwca. Można mieć jednak żal za oschłość i lakoniczność przekazanej przez klub informacji, co w żaden sposób nie pomogło jej przecisnąć się przez nawał innych wieści o wyjątkowo zabieganym tego lata Fulham. Wykluczone jest, byśmy my – jako zwolnieni od obowiązku pisania o większości rzeczy, którymi zajmuje się oficjalna strona, a przede wszystkim jako ludzie zżyci z osobami, które kilka dni temu oficjalnie opuściły Craven Cottage, nie wspomnieli o nich dłuższym słowem. W nazwiskach Gera, Pantsil, Kamara, w bardzo dużej części kryje się sekret powodzenia wspaniałej i nieprawdopodobnej bajki o kopciuszku z zachodniego Londynu. Senegalczyk był bohaterem okresu sprzed Ligi Europejskiej, Węgier gwiazdą już samych europejskich pucharów, zaś reprezentant Ghany dbał z kolei przez te lata o kontakt z kibicami, będąc niepodważalnym ulubieńcem trybun Craven Cottage. Czas na małe i miłe wspomnienia.

26 kwietnia 2008 roku. Fulham przyjeżdża na City of Manchester Stadium. Na trzy kolejki przed zakończeniem sezonu, przedostatni w tabeli The Whites tracą pięć punktów do bezpiecznego, 17. miejsca. Manchester City, wówczas będący w pierwszej fazie budowy nowej, piłkarskiej potęgi, wydaje się szybko pozbyć gości wszelkich złudzeń o choćby jednym punkcie, wypracowując do przerwy prowadzenie 2:0. Kilka chwil po rozpoczęciu II połowy, pada gol dla gości. Ale w pojedynku Tottenham – Bolton. Tamte trafienie dla Kłusaków, w połączeniu z innymi niekorzystnymi wynikami oznaczały, że wówczas The Whites byli matematycznie pozbawieni jakichkolwiek szans na utrzymanie. Do 65 minuty w Manchesterze nie zmienia się nic. Roy Hodgson, który już parę kolejek wcześniej, po porażce z Sunderlandem, łzawił, przyznając, że jest pogodzony z losem, posyła w bój Diomansy’ego Kamarę. Senegalczyk, sprowadzony przez Lawriego Sancheza na początku sezonu za grube miliony, okazywał się dotychczas być wielkim rozczarowaniem. 5 minut póżniej, w akcji „z niczego”, Kamara uwalnia się spod opieki Corluki i oddaje pozornie niegroźny strzał na bramkę Harta, który w wyniku dekoncentracji młodego Anglika niespodziewanie ląduje w siatce. The Whites otrzymują koło ratunkowe, a reszta toczy się już jak w najlepszej bajce Disneya. Kilka minut później Fulham doprowadza do wyrównania, a w ostatniej akcji meczu, ten sam „Joe” Kamara oddaje strzał nie do obrony, zapewniając The Cottagers nieprawdopodobne 3 punkty. Eksperci w telewizyjnych studiach, chóralnie odśpiewujący 45 minut wcześniej odę ku degradacji Fulham, łapią się za głowy i sięgają po korektory. Małego londyńskiego klubu wymazać jeszcze nie można.

Kamara City

Od tego wszystko się zaczęło. Bramka, która dała miliony: funtów w związku z utrzymaniem, oraz wspomnień w związku z tym, co było potem.

W ostatnich dwóch kolejkach, The Whites, przywróceni przez Kamarę do życia, zdobywają tymczasem komplet punktów i na finiszu zajmują upragnione 17. miejsce, wyprzedzając Reading lepszym stosunkiem bramek. Mówi się o najbardziej nieprawdopodobnej walce o przetrwanie w historii Premier League. Sukces ma wielu bohaterów, całkowicie zasłużonych. Zawodnicy zostawili na boisku serce, wykazując wzruszającą wolę walki, solidarność i determinację. Gdyby jednak trzeba wskazywać któreś z nazwisk jako pierwsze, to wśród wielu historii, zasługujących na osobny artykuł – powrotów McBride’a i Bullarda, Erika „Jokera” Nevlanda, heroicznego Kasey’a Kellera – na wierzch wysuwa się właśnie ta o boju w Manchesterze i bohaterskiej roli Diomansy’ego Kamary.

Przed kolejnym sezonem, każdy obiecuje sobie zupełnie inny scenariusz rozgrywek i jak najszybsze utrzymanie się. Do zespołu, który zaimponował wszystkim duchem walki oraz charakterem, chętnie dołączają nowi piłkarze, a wśród nich John Pantsil i Zoltan Gera. The Whites dokonują kolejnej nieprawdopodobnej rzeczy, rok po cudownym utrzymaniu się kończąc rozgrywki na miejscu siódmym, prawdopodobnie najwyższym z możliwych dla klubów pokroju The Cottagers. Klub uzyskuje awans do Ligi Europejskiej, a wszyscy wykonują już innego rodzaju chóralne śpiewy pod adresem The Whites – o prestiżową nagrodę Managera Roku dla Roya Hodgsona. Ta trafia ostatecznie do Davida Moyesa, ale każdy zdaje sobie sprawę, że po takiej huśtawce wydarzeń śmiało można nazywać Hodgsona – banitę, który wrócił do Anglii po wielu latach – cudotwórcą. Ponownie w dokonywaniu tych cudów duży udział miał Kamara, który pod koniec sezonu wrócił po kontuzji, strzelając kilka bardzo istotnych bramek. Szczególne znaczenie miała ta w przedostatniej kolejce sezonu, kiedy to Senegalczyk był autorem jedynego trafienia w meczu na St. James’ Park. Wtedy właśnie Fulham po raz pierwszy wywindowało się na miejsce siódme, zaś słynne Newcastle popełniło krok ku przepaści, będąc tydzień później sensacyjnie relegowanym. Po bramce dla Fulham miała również miejsce pamiętna „afrykańska” celebracja, autorstwa Kamary, Etuhu i Pantsila. Dobra atmosfera była właśnie tym, w czym podczas swojego pobytu na the Cottage wiódł prym Johnny P. Od pierwszej chwili stał się ulubieńcem kibiców, dzięki niezliczonym aktom miłości względem swojego nowego klubu. Każdy domowy mecz wieńczył honorowym kółkiem wokół murawy, oklaskując sympatyków The Whites, zaś po powrocie do domu przeistaczał się w internetowego fulhamowego bojownika, nie wahając się pisać nowych „refleksji” pod adresem chociażby Chelsea na swoim profilu na Facebooku. Zoltan Gera pierwszy sezon w klubie miał zwyczajnie słaby, mimo, że przeplatany takimi wydarzeniami, jak bramka z – czy to woleja, czy przewrotki – w unikalnym zwycięstwie nad Manchesterem United. Na zakończenie rozgrywek udzielił wywiadu, w którym obiecał zupełnie inny przyszły sezon w swoim wykonaniu. Słowa dotrzymał.

Radosć

Joe rezygnuje z nasłuchiwania trybun. Do nowej celebracji przyczynić mógł się ten, na którego właśnie patrzy. Pełnia szczęścia: Fulham w LE.

Sezon 2009/10 – niebywały już na samym jego początku – Roy Hodgson rozpoczynał od przestróg i próśb, by nie wymagać od jego zespołu zbyt wiele. Miała być po prostu radość z samej możliwości uczestniczenia w europejskich pucharach po takiej transformacji i próba zajścia możliwie daleko. Los chciał jednak znów, by kolejny rozdział bajki o kopciuszku przebił wszystkie poprzednie i The Whites, mimo rozpoczęcia walki w LE już w lipcowych eliminacjach, dotarli do samego końca tych rozgrywek, dopiero w finale ulegając madryckiemu Atletico. Bohaterem europejskiej kampanii był Gera, przechodzący w swoim drugim sezonie cudowną metamorfozę. Wobec nieobecności Andy’ego Johnsona, utworzył znakomity ofensywny duet z grającym także jak nowonarodzonym Bobbym Zamorą. Fulhamowe żądła sprawiały wrażenie, jak gdyby znały się od długich lat, wzajemnym zrozumieniem rozkładając na łopatki kolejnych zagranicznych rywali. Węgier był jednak nie tylko partnerem Zamory oraz łącznikiem między atakiem i pomocą, ale istotą, która w czwartkowe wieczory dzieliła i rządziła na boisku. Z naszywką z logiem Ligi Europejskiej na ramieniu czuł się jak ryba w wodzie. Wreszcie – był autorem jednych z najważniejszych trafień w historii klubu. Jego bramka w Bazylei przypieczętowała awans do fazy pucharowej. W niej trafił już w pierwszej minucie, pozwalając na dużo większy spokój w dwumeczu z magicznie dysponowanym Szachtarem. A potem jeszcze trzy bramki w dwóch spotkaniach, które chyba najlepiej zapadły w pamięć kibicom The Whites. Najpierw dwie przeciwko wielkiemu Juventusowi, które przywróciły Fulham do gry w tamtym dwumeczu, a następnie bramka, która bezpośrednio dała finał rozgrywek – decydujące trafienie na 2:1 w pojedynku z Hamburgiem. Po ostatnim gwizdku rozpłakał się jak dziecko, podczas gdy na twarzach innych wznosiły się najbardziej promieniste uśmiechy. „Zolly” realizował nie tylko bajkę klubu, ale także i swoją – chłopca z tej „gorszej” Europy, który za młodu wplątał się w alkoholizm, narkotyki i hazard, by następnie nawrócić się i zostać gwiazdą wielkich europejskich rozgrywek. „Pants” kolejny rok był klubową gwiazdą w innym rozumieniu tego słowa, wciąż szaleńczo zakochanym w małym obiekcie nad Tamizą i wszystkim, co z nim związane. „Joe” nie uczestniczył w fazie pucharowej, będąc wypożyczonym do Celtiku, jednak również – w trzecim kolejnym sezonie – wniósł swoją cegiełkę do sukcesu w odpowiednim momencie. Zdobył bramki w fazie grupowej w Sofii i Rzymie, pokazując drużynie, jak strzelać w Europie na wyjazdach. Parę tygodni później, koszmarni poza domem The Whites właśnie na wyjeździe, w Bazylei, wygrali i uzyskali awans do wiosennej fazy rozgrywek.

Zoltan Hamburg

Historyczny gol, historyczny finał. Zoltan głównym bohaterem najwspanialszego sezonu w dziejach Fulham.

Finał okazuje się nie mieć szczęśliwego zakończenia, ale Fulham wcześniej wygrało przecież wiele swoich małych finałów, a sam występ w takim wydarzeniu – dwa lata i dwa tygodnie po meczu na City of Manchester Stadium – jest jedną z najpiękniejszych historii we współczesnej piłce nożnej. Nikt i nic nie zabiera tym razem nagrody dla Hodgsona.

Ubiegłe rozgrywki, każdy z trójki wymienionych zaczynał z innej pozycji. Gera jako klubowa gwiazda z nagrodą dla Piłkarza Sezonu, Pantsil jako uwielbiany przez kibiców ale wciąż piłkarski rzemieślnik, zaś Kamara jako przybysz niczym z zaświatów,  którego klub nie chciał się mimo wypożyczenia pozbywać. Każdy znaczył jednak tyle samo, co reszta piłkarzy, dla nowego managera, którym został Mark Hughes. Każdy ponownie zaczynał jako biała karteczka, od którego wymagało się udowodnienia swojej wartości. W przypadku tych trzech, tak bardzo zasłużonych w ostatnim czasie dla klubu piłkarzy, karteczka zamieniła się na koniec sezonu na kolor czerwony. U Hughesa byli ostatecznie jedynie rezerwowymi, często poza meczową 16-tką i od połowy sezonu było niemal pewne, że wygasające na koniec sezonu kontrakty będą oznaczać koniec ich przygody z Fulham. Nie potrafili przekonać do siebie następcy Roya Hodgsona. Gera wobec absencji swojej drugiej, nieodłącznej połówki – Bobby’ego Zamory – był na boisku zagubiony. Pantsil popełniał błędy kosztujące The Cottagers utratę kilku bramek, aż litość Hughesa wobec Ghańczyka się skończyła. Kamara błyszczał głównie przeciwko niżej notowanym rywalom w Pucharze Anglii, zaś na lidze nie potrafił wypełnić wielkiej luki w ataku, spychając obowiązek strzelania bramek na barki Dempseya. Ponownie spędził drugą połowę sezonu na wypożyczeniu. Coraz mniejsza przydatność trójki dla zespołu nie zmieniła jednak ich pozycji u kibiców. Pantsil i Gera otrzymywali wspaniałe, tłumne owacje, gdy tylko pojawiali się na murawie. Bez wątpienia stanowili dla kibiców barierę, przez którą sympatycy The Whites nie mogli się przebić, by całkowicie przekonać się do Hughesa. Na wyniki nie można było narzekać ani trochę, jednak kibicowskie serce raziło takie traktowanie fulhamowych herosów. Na koniec sezonu ból był jeszcze mocniejszy, ponieważ Hughes opuścił klub, zostawiając go samego z problemem odsuniętych i pozbawionych regularnej gry klubowych legend.

Martin Jol postanowił nie być zakładnikiem klubowej historii i sentymentów, wybierając tworzenie historii własnego autorstwa. Podtrzymał decyzje swojego poprzednika, nie zatrzymując w klubie żadnego z trójki piłkarzy. Podejście, do którego nie można mieć pretensji, jednak w przypadku wiernych, pamiętających każdy rozdział bajki o kopciuszku kibiców, przejście do nowej rzeczywistości wymaga trochę więcej czasu. Kto będzie bohaterem nowej przygody w Lidze Europejskiej? Kto zostanie nowym pupilem kibiców? Kto strzeli bramki, które ponownie pozwolą się przebić do siódmego miejsca w Premier League? Królestwo potrzebuje następców tronu.

Reklamy

Responses

  1. Chwilę po publikacji artykułu padł mi prąd. Niestety, moje nudy zdążyły przenieść się do sieci 😛

    Myślę, że bardzo wiele mówi o tych zawodnikach fakt, że te trzy wspaniałe sezony (Great Escape, 7-me miejsce, finał LE) można praktycznie opisać w całości przez pryzmat właśnie ich pobytu w Fulham.

  2. Szkoda, że ich przygoda z Fulham dobiegła tak po cichu, bo zrobili naprawdę dużo dobrego. Ten sezon był dla nich jedną wielką porażką, ale tego co zrobili nigdy nie zapomnę.
    Pozostaje tylko im podziękować i życzyć wszystkiego najlepszego w dalszej przygodzie z piłka.

    Kamara i Zubi z tego co wiem to już mają nowych pracodawców, ten pierwszy będzie grał w Eskisehirsporze (Turcja), a ten drugi będzie trenerem bramkarzy w Young Boys Berno.

  3. Mecz rewanżowy el. MŚ 2014 Filipiny – Sri Lanka 4:0, Neil Etheridge grał przez 90 minut w reprezentacji Filipin. Filipiny w następnej fazie el. MŚ zagrają 23 lipca na wyjeździe z reprezentacją Kuwejtu, rewanż 5 dni później u siebie.

  4. Super artykuł 🙂 Łezka w oku się kręci, szkoda mi Zoltana najbardziej …

  5. Łezka w oku się kręci … najbardziej mi szkoda rozstania z Gerą …

    ps. super felietonik 🙂 🙂 takich więcej proszę 🙂 szkoda że newsy tak rzadko pojawiają się na tej stronce :/ jestem spragniony wiadomości dotyczących FFC :}

  6. Uf, długo się zbierałem, ale w końcu przeczytałem. Oczywiście nie ma potrzeby wyrażać, że artykuł jest świetny, bo to było wiadomo od początku. Brzychol ma rację, że na blogu powinno być jeszcze więcej takich felietonów, muszę sobie to wziąć do serca. Czytanie takich tekstów to czysta przyjemność, choć w przypadku tego pojawiają się, co oczywiste, uczucia ambiwalentne. Pożegnania zawsze są trudne. Pożegnania bohaterów ranią jeszcze bardziej. Niby w drużynie jest średnio 18 ważnych zawodników, a jednak jak barwna, pełna ważnych wydarzeń i zwrotów jest ta opowieść, poświęcona jedynie trzem z nich. Tak jak dziecko przywiązuje się do zabawek, pies do swojego pana, tak kibice przywiązują się do piłkarzy, zwłaszcza tych barwnych postaci. Kamara, Pants i Zoltan na pewno do takich należeli. Ich odejście zmienia nasze spojrzenie na pewne niedawne wydarzenia. Teraz to historia. A ludzie mają to do siebie, że historię lubią ideologizować. Dla tego pocieszające jest dla mnie to, że na opisaną trójkę każdy kibic Fulham będzie już raczej patrzył tylko w pozytywnych barwach. Ich błędy i mankamenty będą im zapomniane.

    Jeszcze pokuszę się o osobistą refleksje dotyczącą tych piłkarzy, choć zaprzeczę nieco swoim powyższym słowom. 😛

    Zoltan Gera: Oj dziwny to piłkarz był. Tak jak Cookie napisał, z logiem LE na rękawie zamieniał się w jakiegoś zupełnie innego gracza. Pierwszy sezon miał niemrawy, choć strzelił tą piękną bramkę MU. W sumie później nie było wiele lepiej, może i Zoltan się poprawił, ale nadal nie zachwycał na domowym podwórku. Tymczasem w Lidze Europejskiej wszystko mu wychodziło, a asysta w meczu z Szachtarem przy golu Zamory była takim podsumowaniem jego występów w tych rozgrywkach: nieprzewidywanie genialny. Nie było wiadomo kiedy błyśnie. Niestety prawda jest taka, że w minionym sezonie w lidze wrócił do swojej przeciętności, o ile nie było jeszcze gorzej (choć trzeba przyznać, że Hughes nigdy nie sprawdził go na pozycji na której szło mu najlepiej – jako ten cofnięty napastnik). Serce chciało Gerę zatrzymać, ale rozum już nie koniecznie szedł z nim w parze.

    John Pantsil: Jeszcze za czasów Hogdsona miałem przekonanie, że w przypadku zmiany trenera John szybko poleci – nie myliłem się. Abstrahując od jego niesamowitej osobowości, która choć przysporzyła sobie pewnych przeciwników, przede wszystkim zjednywała ludzi, to Pantsil zawsze był graczem nieco niepewnym. Przytrafiały mu się błędy, kiksy i dziwne interwencje. Jednak tak długo jak Pants czuł się pewnie, jak miał zaufanie od trenera, tak ta jego gra defensywna pozostawała na wysokim poziomie. Może w ofensywie nie dawał za wiele zespołowi, ale w w obronie był wyróżniającym się piłkarzem, twardym, silnym i wytrzymałym. Niestety gdy przyszedł Hughes, wszystko ponownie się załamało – Pants poczuł presję, a ilość popełnianych przez niego błędów drastycznie się zwiększyła. Już w WHU Ghanijczyk pokazał, że z tego typu sytuacjami sobie nie radzi, a teraz ponownie zostało to potwierdzone. Gdyby Hughes pokazał mu więcej zaufania, myślę, że Pantsil mógłby utrzymać swoją pozycję w składzie. Niestety stało się inaczej. Szczęście w nieszczęściu, że po kilku latach w Fulham wreszcie Chris Baird zaczął spełniać pokładane w nim nadzieję. Ale tego sympatycznego i niesamowicie pozytywnie nastawionego do życia piłkarza z pamięci wymazać zamiaru nie mam. A obrazki z Johnem oddający się na Craven Cottage modłom na długo pozostaną moimi ulubionymi.

    Diomansy Kamara: W zasadzie jednym występem przypieczętował sobie miejsce w galerii zasłużonych Fulham. Stąd moja wielka sympatia dla niego. Muszę jednak stwierdzić z żalem, że Dio to przede wszystkim niewykorzystany potencjał. Zawsze odnosiłem wrażenie, że gdyby mu się chciało, mógłby osiągnąć znacznie więcej. A tak pozostał leniwym jeźdźcem bez głowy, a jego transfer do Turcji tylko to potwierdził. Kamara miał wiele atutów: szybkość, dobrą technikę, spryt. A jednak często leniwie dawał się złapać na offsidzie i nieustannie sprawiał wrażenie, że nie daję z siebie wszystkiego. Pamiętam tego gola z Newcastle, wcześniejsze z Aston Villą. Miałem nadzieję, że może Dio otwiera nowy rozdział w swojej karierze. Niestety nie. Czasami zastanawiałem się czy może to niechęć trenera sprawia, że Diomansy często pozostaje na ławce. Teraz już wiem, że aż 3 szkoleniowców mylić się nie mogło. Choć nadal zadaje sobie pytanie co by się stało w finale LE gdyby Dio nie poszedł na wypożyczenie do Celticu. To był moim zdaniem błąd Roya, który nie przewidział ponownej kontuzji AJ. Kamara miał przebłyski geniuszu, a my potrzebowaliśmy w dogrywce kogoś szybkiego na kontry. Nevland do tej roli stworzony nie był, a Dio? W 90 minucie na City of Manchester Stadium pokazał jak to się robi. Choćby za tą jedną jedyną bramkę i za tę jego oryginalną cieszynkę będę go mile wspominał na zawsze.

    Eh. Smutne, że trzeba się żegnać z takimi bohaterami.

  7. Myślę, Macu, że jeśli mimowolnie wspominamy o błędach tych piłkarzy, to jest jednak niezaprzeczalnym faktem, że w ostatnim okresie grali słabo i być może był to właściwy moment na pożegnanie. Mówię być może, bo sam nie wiem, jesteśmy na tyle zżyci z tymi nazwiskami że pewnie trzymalibyśmy je w klubie do 40-tki, a tutaj przychodzi taka nowa, wyfiokowana miotła w postaci Hughesa i bez pardonu usuwa kogo chce. Może takie coś było jednak potrzebne, by dalej się rozwijać i by Jol mógł wprowadzać nas w tę niezbędną wymianę pokoleniową, o ktorej też coś kiedyś naskrobałem jeszcze na stronce. Potrzeba było pierwszych znaczących ofiar z okresu poprzednich trzech wspaniałych sezonów, taki moment musiał nadejść. Choć oczywiście wewnętrznie cięzko się z tym pogodzić, a historia Gery, który rok po byciu na absolutnym topie zostaje pogoniony, jest nieprawdopodobna. Tutaj myślę, że podjęto najbardziej pochopną decyzję, bo Zoltan pewnie wróci do Roya i do WBA i będzie grał tam pierwsze skrzypce. Z drugiej strony nie wiem, na ile został pogoniony, a na ile sam chciał odejść, widząc, że w Fulham poza byciem łącznikiem Zamory za bardzo sobie nie radził.

    co do transferów, myślę że tylko Zoltan zostanie właśnie w Anglii. Roy nie będzie chciał przygarnąć innych piłkarzy, z czasem zresztą wybrał Bairda zamiast Pantsa na prawej obornie. Kamara już zresztą właśnie zmienił klub. Ciekawe, jak Pantsil, jest trochę jak odrzucone dziecko, które naprawdę kochało te miejsce i traktowało je jak swój dom. Czy gdziekolwiek się jeszcze odnajdzie, czy będzie grał jeszcze w jakiejś topowej lidze.

    @bzychol – oczywiście, wszyscy mamy podobnie, jednak teraz zbyt wiele się po prostu nie dzieje, Liga Europejska na razie bardzo piknikowa, a plotek w znacznej części omawiać nie lubimy. Niedługo wezmę na pewno na tapetę pojedynki derbowe z QPR.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: