Napisane przez: Macu | Sierpień 13, 2011

Shay hasn’t Given. Fulham 0-0 Aston Villa.

Sezon rozpoczęty, choć nie da się ukryć, że wystrzałów armatnich nie było, co najwyżej kapiszony. W pierwszym ligowym spotkaniu pod wodzą Marina Jola Fulham, grające w nieco kontrowersyjnym zestawieniu personalnym, bezbramkowo zremisowało z Aston Villą, co należy uznać za wynik jak najbardziej sprawiedliwy. Oba zespoły grały w sobotnie popołudnie bardzo zachowawczo, dużą uwagę poświęcały zadaniom defensywnym. Pierwsza połowa należała do gości z Birmingham, w drugiej dominowało Fulham, nie mniej dzięki wysokiej formie Shay’a Givena kibice na Craven Cottage bramek zobaczyli. Jeden punkcik powinien zadowolić mniej wymagających fanów obu drużyn, jednak ci którzy oczekiwali mocnych wrażeń mogli czuć się zawiedzeni.

Otarcie sezonu ligowego. Dzień na który czekali wszyscy. Ciepłe światło popołudniowego słońca radośnie ogrzewa ludzi zgromadzonych na kieszonkowym Craven Cottage, które po raz pierwszy w tym sezonie wypełniło się po brzegi. W powietrzu unosi się aura niecierpliwości, ale i niepewności. Bowiem z tunelu wiodącego do szatni znajdujących się w Cottage Pavilion już za chwilę ma wyłonić się zespół Fulham. I wreszcie wychodzą, krocząc ramię w ramię z piłkarzami Aston Villi odzianymi w stroje koloru czerwonego wina. W tym synchronicznym marszu jest jakiś głębszy sens, jako że  obie drużyny wkraczają w nowy sezon Premier League po okresie letnich roszad na ławkach trenerskich, a za rządkiem piłkarzy obu drużyn gdzieś nieśmiało podąża znak zapytania. Personalnie zespół Fulham nie wiele różni się od tego, który pod wodzą Marka Hughesa uzyskał znakomite ósme miejsce w Premier League. Jednak tą niewiadomą, tajemniczym czynnikiem X jest osoba Martina Jola, nowego szkoleniowca. Jego koncepcja prowadzenia zespołu, taktyka i zasady doboru personalnego w dużej mierze mogą zdeterminować wyniki zespołu w sezonie nieuchronnie wiodącym piłkarski świat na boiska Polski i Ukrainy. Podobnie rzecz ma się w przypadku nowego trenera The Villans Alexa McLeisha, któremu z chęcią przyporządkuję literkę Y. Premier League pozostaje dla większości drużyn priorytetem w rozpoczynającym się sezonie. Start ligowych rozgrywek pozwala na znalezienie odpowiedzi na wiele postawionych wcześniej pytań, to prawdziwy test dla koncepcji trenerskich, nowych twarzy i nakreślonych taktyk. Stawką tej gry są nie tylko olbrzymie pieniądze i chwała, ale również serca fanów i łzy młodocianych kibiców.

***

Na okres przygotowawczy Fulham przed rozpoczęciem rywalizacji ligowej na angielskich boiskach złożyło się przede wszystkim sześć meczów rozegranych w eliminacjach  Ligi Europy. Choć pozwoliły one na poznanie ogólnej wizji zespołu holendra Martina Jola, to jednak dopiero mecz z Aston Villą dał nam prawdziwy pogląd na sytuację. Trzeba przyznać, że w kilku aspektach Jol zaskoczył, choć o rewolucyjnych zmianach mowy być nie mogło. Były szkoleniowiec Tottenhamu nadal trzyma się sprawdzonego nad Tamizą ustawienia 4-4-2, nie mniej zdecydował się na niezwykle kontrowersyjną zmianę personalną. Albowiem rozbił on otoczony niemal epicką sławą duet stoperów Hangeland-Hughes, który tworzył trzon bodaj najlepszego spoza kręgu big four bloku obronnego. Północny Irlandczyk Aaron Hughes powędrował na prawą stronę defensywy, gdzie grywał niegdyś w barwach Newcastle i … Aston Villi, jakkolwiek momenty te nie należą do najbardziej chlubnych w jego karierze. Tym sposobem u boku Hangelanda powstało miejsce dla Philippe Senderosa, trapionego w poprzednim sezonie przez kontuzję achillesa. Cała ta operacja odbyła się kosztem pechowego Chrisa Bairda, piłkarza niezwykle równego i lubianego na Cottage, który z nieznanych względów zmuszany jest do udowadniania swojej wartości kolejnym menadżerom. Taka była pierwsza decyzja personalna Jola, która wzbudziła ogromne kontrowersje i poruszenie na forach. Bo miejsce dla Riise na lewej flance było oczywiste i zaklepane już dawno. Tymczasem drugim ze spornych pomysłów holenderskiego wodza Fulham było delegowanie do gry od pierwszych minut Dicksona Etuhu. O ile mecze w Lidze Europejskiej nie dawały wyraźnej odpowiedzi na pytanie kto zostanie delegowany jako prawy obrońca, o tyle wyższe notowania Etuhu w stosunku do akcji Sidwella były dość oczywiste. Jest to o tyle zaskakujące, że Steve Sidwell, kolejny były gracz The Villans, pod wodzą Hughesa dał się poznać jako niezwykle solidny gracz środka pola, typowy box-to-box midfielder, który przerasta Nigeryjczyka w kwestiach rozegrania piłki. Być może jednak nieco wyższe umiejętności defensywne zawodnika oznaczonego numerem 20 przekonały ostatecznie Jola do podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Na pozostałych pozycjach kontrowersji nie mieliśmy, opaskę kapitana dumnie dzierżył w środku pola Murphy, na skrzydłach zagrali Dempsey i Duff, a w ataku para Johnson – Zamora. Powracający do rytmu meczowego i pełni sprawności Dembele zasiadł na ławce rezerwowych. Ciekawostką jest, że Bobby Zamora zagrał tym meczu z rekwizytem w postaci gipsu na złamanej ręce. Tymczasem w drużynie rywala z Birmingham ujrzeliśmy dwie nowe twarze: Shay’a Givena i Charlesa N’Zogbię. Do łask wrócił także Stephen Warnock, który za czasów Houlliera został odsunięty do drużyny rezerw. O sile ognia mieli stanowić Darren Bent i Emile Heskey, na lewym skrzydle ujrzeliśmy słabego w poprzednim sezonie Agbonlagora. N’Zogbia powędrował na skrzydło prawe, co może dziwić, gdyż Hughes aż prosił się przetestowanie na przeciwległej flance.  Piłkarze gości na swoje ramiona założyli czarne opaski upamiętniające trzy śmiertelne ofiary zamieszek, które zginęły w Birmingham potrącone samochodem przez szaleńca.

Mecz rozpoczął się w niemrawy sposób, tak jakby cała ta atmosfera oczekiwania nieco związała piłkarzom nogi. Od samego początku obie jedenastki grały spokojnie, bez angażowania większej liczby zawodników w akcje ofensywne. Aston Villa była drużyną która nieznacznie dłużej utrzymywała się przy piłce, jednak nie przekładało się to na sytuacje bramkowe. Od początku obie defensywy spisywały się bez zarzutów, wygrywając pojedynki po stałych fragmentach gry i niejednokrotnie organizując udane pułapki ofsajdowe. Pierwsza poważna okazja na gola nadarzyła się w 10 minucie, Danny Murphy zagrał w pole karne do wracającego do Premier League Johna Arne Riise, a ten, mając przed sobą praktycznie już tylko Givena, huknął swoją słynną lewą nogą tak mocno, jak i niecelnie. Gdyby tylko doświadczony Norweg nieco lepiej nakrył piłkę przy strzale, mógłby cieszyć się z gola w debiucie. Pięć minut później szczęścia próbował Duff, zignorował wychodzącego na dobrą pozycję Johnsona i uderzył zza pola karnego nad bramką przeciwnika. Mimo opisanych akcji, to jednak podopieczni McLeisha byli lepszą drużyną w pierwszej odsłonie. W 20 minucie pierwsze pokłosie przyniosło delegowanie do gry w wyjściowym składzie Senderosa. Po długiej piłce od Dunne’a Szwajcar potwornie się zagapił, umożliwiając dojście do piłki Heskey’emu, szczęśliwie nie słynący z klinicznego wykończenia były reprezentant Anglii podarował futbolówkę Schwarzerowi. Niestety w tym miejscu muszę skrytykować grę byłego stopera Arsenalu i AC Milanu, który niejednokrotnie grał dość niepewnie, nie najlepiej się ustawiał, źle komunikował z partnerami i w niegroźnych sytuacjach przekraczał przepisy. Panie Jol, apeluję, proszę jeszcze raz przemyśleć swoją decyzję! I zapewne w swoim okrzyku sam nie jestem. Tymczasem wracając do meczu, Villa stopniowo powiększała swoją przewagę. Wreszcie na planie pojawił się N’Zogbia, który dwukrotnie groźnie wrzucał, ale partnerzy nie potrafili celnie uderzyć głową. Winnymi niedokładności byli Hekskey i Collins. W 39 minucie z dystansu postraszył Petrov, kompletnie nieatakowany kapitan gości odpalił pocisk z dość znacznego dystansu, jednak strzał ten poszybował nad bramką. Nie mniej Mark Schwarzer zdawał się kontrolować jego trajektorię. Końcówka połowy należała do Fulham, Andy Johnson nieco zirytowany nieporadnością partnerów poszedł na przebój, wbiegł w pole karne i oddał groźny strzał. Niestety po raz pierwszy dał o sobie poznać Shay Given, który odbił piłkę przed siebie. Na zakończenie Duff ponownie strzelił w trybuny na Putney End i tym akcentem zakończyło się pierwsze 45 minut,  które przyniosło głównie rozczarowanie. The Whites pokazali mało składnych akcji, często ograniczali się do długich piłek, które bezładnie cięły przestworza.  W grze mnożyły się niedokładności, a jednym z liderów tej niechlubnej statystyki był Dickson Etuhu. Publika zachwycona nie była.

Shay Given kilkukrotnie zmuszony był udowodnić swoją klasę.

Szczęśliwie nudną pierwszą połowę zrekompensowała nam o wiele bardziej otwarta gra w drugiej części, zdecydowanie lepsza w wykonaniu piłkarzy FFC. Już od pierwszych sekund po wznowieniu zawodnicy Jola ruszyli do ataków, w rezultacie których mieliśmy sekwencje groźnych strzałów. Wpierw Duff dorzucił w pole karne, Andy Johnson przedłużył piłkę, a Bobby Zamora lekko trącił futbolókę w kierunku bramki , niekryty przez żadnego piłkarza gości, którzy zajmowali się podnoszeniem rąk ku niebiosom (spalonego nie był0). Słynący ze znakomitej gry na linii Shay Given po raz pierwszy popisał się niebywałym refleksem i zdołał wybronić to uderzenie. Chwile potem Riise wrzucał z lewej strony, miękko zawieszona piłka znalazła drogę na głowę nieźle grającego tego dnia Zamory, jednak uderzenie było zdecydowanie za proste dla takiego rutyniarza jakim jest wieloletni bramkarz Newcastle. W 52 minucie nie grzeszący aktywnością Dempsey wpuścił podaniem w pole karne Johnsona, jednak strzał anglika lewą nogą był za słaby. Wreszcie w 64 minucie przewaga Fulham osiągnęła swoje apogeum. Rozgrywający dobre zawody w drugiej połówce Murphy posłał fantastyczną, zegarmistrzowską piłkę do Zamory, ten skleił ją sobie na klatką (tudzież na rękę – powtórki tego nie rozstrzygnęły), następnie nawinął sobie obrońcę i z prawej nogi spróbował pokonać Shay’a Givena. I tym razem Irlandczyk okazał się lepszy i nogą uchronił The Villans przed utratą bramki. W tym momencie Given powoli wyrastał na bohatera meczu, a zamiana sędziwego Friedela na Givena zaczęła się jawić jako złoty interes Villans. Nieco aktywniejsze w ofensywie Fulham lekko odsłoniło się z tyłu, co skutkowało groźnymi kontrami gości. W 70 minucie Warnock ruszył na lewej flance i posłał zabójcze dośrodkowanie między linię defensywy i bramkarza. Lis pola karnego Darren Bent już czekał by dokonać egzekucji, jednak inny weteran bramkarski Mark Schwarzer już wiedział co się święci, wyskoczył z linii jak sprinter po wystrzale i z niezwykłą sprawnością przeciął to dośrodkowanie, tym samym zażegnując niebezpieczeństwo.  Na kwadrans przed końcem Jol wpuścił na boisko Dembele, który zastąpił Zamorę. Jednak Belg nie miał takiego wpływu na przebieg boiskowych wydarzeń na jaki można było liczyć. Końcówka należała do gości, którzy stworzyli sobie trzy pół-sytuacje. Wpierw niecelnie strzelał zmiennik Albrighton, potem Hughes niemal nie strzelił swojaka, by w końcu główka Dunne’a została zablokowana właśnie przez Północnego Irlandczyka. Fulham nie zdołało stworzyć sobie żadnej dogodnej okazji, zapory defensywne zespołu McLeisha okazały się nazbyt solidne. W samej końcówce, w odważnej próbie sforsowania ich Aaron Hughes próbował dopaść do za mocnej piłki zagranej przez Murphy’ego, ale tak się rozpędził, że jedyne co sforsował to bandy reklamowe, zza których powstawał pośród radosnych uśmiechów kibiców. Po ostatnim gwizdku radość ta z pewnością zelżała, bowiem mecz zakończył się  bezbramkowym remisem na który zanosiło się od samego początku spotkania. Oba zespoły przyjęły bezpieczną taktykę – przede wszystkim nie przegrać na starcie sezonu. W pierwszej połowie to piłkarze z Birmingham byli lepiej zorganizowanym zespołem, ale już druga część należała do drużyny Jola. Kto wie jakby potoczył się mecz gdyby nie fenomenalny refleks Shay’a Givena, kolejnego z tych, którzy koszmar pt. Manchester City mają już na szczęście za sobą. Ogółem jeden punkt na start rozgrywek można uznać za miłą zachętę, choć by powtórzyć sukces z poprzednich sezonów Jol będzie musiał pewne sprawy przemyśleć. O co chodzi, wiedzą już chyba wszyscy.

Skrót meczu: tutaj.

 

Nikt na piłkę patrzyć nie chciał, ta postanowiła zatem do bramki nie wpadać.

Reklamy

Responses

  1. Rewelacyjny tytuł 🙂 Given ma swój wielki udział w braku wygranej, co widać choćby po statystykach. Na tej pozycji AV nie osłabiła się ani trochę, a może i wzmocniła.

    Więcej napiszę oczywiście pod relacją, a teraz zastanawiam się , czy warto szukać linka do meczu Dnipro-Szachtar, który startuje o 19.00.

  2. Mozna tylko napisac ze mecz sie odbyl,to co zagrali na Craven to piach i nic wiecej.Jol dostal do dyspozycji zawodnikow duzo predzej niz reszta ligi i jak narazie to nic mu nie wychodzi.Na sile trzyma na prawej obronie Hughesa gdzie na tym miejscu bez dwoch zdan powinien byc Baird,To co zagrala pomoc to jakas farsa,a przede wszystkim Murphy i Etuhu,pierwszy zachowywal sie jakby to nie do niego nalezalo rozgrywanie pilki,a co do Etuhu to juz mowilem w tamtym roku zeby go wypierdolic nie umie zagrac zadnej dobrej pilki jak tylko rywale zagraja mocnym presingiem po prostu slabe wyszkolenie i tyle.Z przodu szarpal i probowal tylko Johnson,Zamora jak do tej pory cos nie moze dojsc do siebie ale wierze ze sie to zmieni i to w krotce. Jol niech ruszy pupe z reszta i dokupja 2-3 zawodnikow,tylko nie 19-sto,20-sto latkow.Jak na chwile obecna jest za duza roznica wiekowa zawodnikow, 2/3 zawodnikow ma 30 i wiecej lat z drugej strony pokupywal mlodych moze i sa dobrzy ale uwazam ze na pierwszy sklad to jeszcze nie teraz.Moze rozgladna sie za 25-cio- 28-mio latkow ktorzy sa w najlepszym wieku na granie.Moim zdaniem niech nie trzyma Dembele na lawce tylko niech mu znajdzie pozycje taki zawodnik ma grac w pierwszym skladzie moze na srodku pola ja bym sprobowal wlasnie tak.

  3. Bad Tomi
    Dembele nie poradził by sobie w środku pola, najlepiej gra jako cofnięty napastnik.
    Etuhu to piłkarz, który nadaje się do rozbijania ataków, kiedy będziemy grali np. z Arsenalem na wyjeździe to on wtedy będzie pasował, a Sidwell jest bardziej kreatywny i on powinien dzisiaj grać. Trzeba mieć nadzieję, że Jol wyciągnie wnioski z błędów i ich nie powtórzy, jednak transfery są niezbędne, dzisiaj było to widać.

  4. Dnipro przegrało 1-3 z Szachtarem, Kalinić strzelił gola, a minutę później dostał czerwoną kartkę przynajmniej tak podaje Livesports.

  5. Faktycznie przydałby się ktoś w wieku polskich talentów, czyli 25 lat. 😉 Bo jak na razie nasze nabytki, może i perspektywiczne, ale do składu szybko nie wskoczą (raczej). Jeżeli chodzi o to co pisze Piter, to taka jest moja opinia od dawna – Etuhu ma swoje zalety, zdarzają mu się świetne mecze, ale ja bym go widział w spotkaniach na wyjazdach i z trudnymi rywalami. Dzisiaj spokojnie mógłby Sidwell zagrać, zwłaszcza dodatkowo zmotywowany grą przeciwko byłemu pracodawcy.

  6. Tak w ogóle, to zapomniałem pochwalić Riise, bardzo mi się podobał, zwłaszcza gdy skontrastować go z Salcido. Bardzo pewny, często się podłączał, nic nie można było mu zarzucić w defensywie, choć czasami ryzykowanie kiwał. 😉

  7. Dzięki za link do skrótu, wczoraj każdy stream mi okrutnie ciął, więc oglądanie porzuciłem (jak widać słusznie) w przerwie.
    Zgadzam się z tym, co piszecie Bad Tomiemu o Etuhu. To typowy przecinak, bardzo skuteczny w defensywie. Hughes próbował zrobić z niego bardziej ofensywnego gracza i dziwnym trafem zbiegło się to w czasie z gorszymi wynikami i sporą ilością traconych goli. Sidwell na pewno nie walczy tak zażarcie w obronie, ale prezentuje większe możliwości z przodu. W ogóle jestem zdziwiony, że Jol nie dokonywał żadnych zmian, poza Dembele.
    A sam Moussa najlepiej by się czuł w takiej taktyce, jaką preferował Hodgson, na pozycji Zoltana Gery. Ni to napastnik, ni to pomocnik, sporo gry z przodu, sporo kombinacyjnych akcji z Bobby’m Zamorą.

  8. Relacja bardzo mi się podoba, brawo Macu.

    Ze zdziwieniem obserwuję to, co dzieje się na paru forach, bowiem Senderos spod ognia krytyki (choć ten ogień bardziej był skierowany na rozbijanie naszego duo przez Jola) szybko przeszedł na miano jednego z najlepszych zawodników meczu. Dla mnie jest to nieporozumienie. Owszem, nie tracimy nic z tyłu, owszem, nadal aktualna jest fajna statystyka, że z Senderosem w składzie nie przegraliśmy, ale jakie to ma znaczenie, jeśli ratuje nas zwykły fuks, jeśli on niemalże z ukłonem zaprasza Heskeya w pole karne, w ogóle go nie kryjąc i dając mu strzelić- powtórzę się z wczoraj, na miejscu Emile’a byłby Bent i dziś mówilibyśmy o porażce (sytuacja gdzie Bent był na spalonym dobrze pokazała jak perfekcyjnie ma nastawiony celownik). Niektórzy bronią takiego ustawienia Jola twierdząc, że gdy ruszaliśmy lewą stroną z użyciem Riise, to reszta obrońców przechodziła do wariantu z trzema stoperami, którzy byli błyskawicznie przygotowani na kontrę. Szczerze mówiąc, czegoś takiego nie zauważyłem, a AV raczej nie tyle została zatrzymana przez naszą obronę, co po prostu średnio kwapiła się do strzelania. Poza tym, jeśli granie wyłacznie lewą stroną ma być jakąś naszą taktyką, to wszyscy rywale za tydzien-dwa będą o tym doskonale wiedzieć i nie dopuszczą Johna do piłki. Potrzeba ataków z obu stron, przywracanie Aarona do tej pozycji nie ma sensu. BadTomi, na siłę to Jol trzyma duet Senderos-Hangeland i w efekcie Hughes znalazł się na boku obrony. Boję się, że wrócimy do standardowego ustawienia dopiero po tym, jak skończy się utratą gola i punktów i Jol bedzie mądry po szkodzie.

    Dembele będzie oczywiście grał następne mecze jako podstawowy zawodnik, ale wczoraj nikt tego nie oczekiwał, jak napisał Macu- dopiero wraca po kontuzji. Ściąganie Zamory i wprowadzenie Moussy było jednak dziwną decyzją personalną, bo z przodu nie mieliśmy już żadnego wysokiego gracza, a taki Senderos to jedyne co robił, to słał długą piłkę na połowę Villi. Atak już zupełnie się obniżył, jak Moussa zszedł wręcz do środka pomocy – to też było ciekawe, jak parę razy próbował zastąpić na rozegraniu Danny’ego. Dembele faktycznie nie da się wsadzić do szufladki z jakąkolwiek pozycją. Na pewno dużo nabroi jako taki wolny elektron, widać, że drybling ma nadal rewelacyjny. Ale w takiej sytuacji sam niewielki Andrzej z przodu to zdecydowanie za mało.

    O Etuhu i Sidwellu już powiedzieliście. Dickson jak dla mnie kiepsko spisał się w całokształcie, pamiętam jego kilka nieudanych akcji obronnych i mam nadzieję, że w następnym meczu zagra Sid. Choć następny ligowy rywal to… Wolves na wyjeździe.

    Krzysiek, w pierwszej połowie faktycznie szukanie transmisji było mordęgą. W drugiej przesiadłem się na atdhenet, co do którego miałem przeczucie, że wreszcie ruszy z jakąś transmisją i miałem rację, było perfekcyjnie. Dlaczego słusznie porzucileś oglądanie? Druga połowa była znacznie bardziej atrakcyjna 😛

    Meczu na Ukrainie nie oglądałem, chęć szybko się skończyła, ale wieści faktycznie nawet dobre. Skróty dla zainteresowanych tu: http://www.youtube.com/watch?v=bfbtnZoUOAQ, Kalinić dostał czerwo za pracujący łokieć,ale widać że to nie żaden złośliwy atak tylko przyzwyczajenie z Anglii. Generalnie Dnipro nie pokazało się tak źle, jak wskazuje wynik, prowadzili grę a Szachtar kontrował. Ale może przyjadą dzięki temu gorzej nastawieni. Ramos w pewnym momencie wygląda już bardzo blado, może będziemy mieć do czynienia z lekko rozbitą drużyną. No i że też nie powiedziałem na samym początku, na bramce mają bardzo przeciętnego Jana Lastuvkę, który byl kiedyś na wypożyczeniu w Fulham (wypożyczaliśmy go… z Szachtara), bronił w paru spotkaniach, pamiętam go, był naprawdę bardzo średni.

  9. Wypisuja niby ze mialby przyjsc Crouch do nas, na wzmocnienie ataku nie chce widziec tego parality u nas,uwazam ze to chyba jakis zart. Mam nadzieje.Niech lepiej cos wymysla lepszego mialo byc na transfery cos okolo 20mln.jak do tej pory wydali chyba z 8mln. to powinno cos zostac,chyba ze to koniec siana na ten sezon.Z roku na rok coraz gorzej!

  10. Jak juz maja wybierac miedzy takimi jak Crouch lub Jerome to wole zeby dali szanse graczowi z Bristol City jest tam Nicky Maynard ma 24 lata w ubieglym sezonie cos go trapily kontuzje dwa sezony poprzednie mial naprawde dobre strzelal duzo bramek mysle ze jest nie zly zwlaszcza ze w Bristol tak wysoko nie byl a umial strzelic 20 bramek dwa sezony temu.

  11. czesc, mam pytanie. moze ktos byl w londynie? bo sie wybieram na craven cottage, tylko jak tam siedostac? metrem? mieszkac bede mile od wembley. napiszcie do mnie na meila: mmozdz@gmail.com … dzieki, pomocy. nie wiem jak tam sie dostac, bede na lotnisku, od razu wtedy chce jechac na craven 😉 bo bede tam o 10 rano, a hotel od 14 dopiero mozna… pozdrawiam, pomocy i kontaktu…

  12. No i mamy potwierdzenie wypożyczenia Salcido. Chyba nie ma co po nim płakać, choć zawsze to jeden zawodnik mniej w składzie…

    A co do Londynu… Może kiedyś zrobić mały zjazd na jakimś meczu na CC? 🙂

    No i jeszcze jedna sprawa. Mam do sprzedania dwa zafoliowane DVD FFC-MU 2-0 i 3-0 z 21.03.2009 i 19.12.2009. Ktoś zainteresowany po 5 euro od sztuki?

  13. czerwek, napisz moze na meila, zeby pomoc? 🙂 proooosze

  14. Radar, odezwij się koniecznie do Maca. Jego gg zapewne masz, bo swego czasu prosiłeś nas o nie z okazji pracy przy stronie, a jeśli nie, to podeślę Ci kontakt do niego mailem. Chyba tylko on lub Jacek mogą tu pomóc, co do Krzyśka – nie wiem, ja niestety nie, żałuję. Chyba, że dasz radę ze wskazówkami z tej strony: http://www.fulhamfc.com/Contact/DirectionsToCravenCottage.aspx .

    Taki zjazd to kapitalny pomysł, kiedyś na pewno trzeba to zrobić 🙂

    Wstawię zaraz info o Salcido, w sumie wszyscy byliśmy gotowi na odejście już po zakonczeniu poprzedniego sezonu, ale rzeczywiście wąski skład robi się jeszcze bardziej przerażająco wąski.

  15. Co do transferów zaproponowanych przez Bad Tomiego: Jol pewnego razu zdementował plotki o braniu kogokolwiek z Tottenhamu, zresztą myślę, że poszukuje jakiegoś napastnika na zmianę, a Crouch to z miejsca stałby się jedną z głównych gwiazd zespołu i byłby problem z Bobbym Zamorą, a to nie wchodzi w grę. Myślę, że Jol może szukać w takich Nickych Maynardach, ale zawodnik, który spędził większość poprzedniego sezonu na leczeniu kontuzji, nie jest dla nas zachęcającą opcją, jeśli szukamy jakiegoś w miarę nadającego się gościa, który ma wejść, kiedy AJ, Zamora i Dembele standardowo nabawią się urazów 😛

    Cieszy mnie, że powrócił temat El Hamdaouiego, Jol dał jakiś wywiad holenderskiej prasie, z którego wynika, że nie mówi nie.

  16. Kolejny piłkarz odchodzi, będziemy musieli grać praktycznie co mecz tą samom jedenastką jeżeli się szybko nie wzmocnimy, oczywiście trzeba się liczyć z jakimiś kontuzjami. Myślę, że wykupią Salcido. Mimo wszystko bardzo mu dziękuje za to co dla nas zrobił i życzę powodzenia.
    Ja co do El Hamdaouiego miałbym wątpliwości, bo nie sądzę by się pogodził z rolą rezerwowego, a ma dość trudny charakter.
    Crouch? Nie, cieszy mnie stanowisko Jola.

    Tak sobie przypomniałem, że u nas za przygotowanie fizycznie odpowiada Michael Lindeman, a więc ten sam człowiek, który przygotowywał polską kadrę na EURO2008, gdzie wyglądaliśmy fatalnie pod tym względem, na szczęście Ajax przez cały sezon 2009/2010 wyglądał bardzo dobrze pod względem fizycznym gdzie razem z Jolem pracował Lindeman. Mam nadzieję, że tu będzie jak w Ajaxie, a nie jak na EURO 2008.

  17. Trochę się poplątałem z „pod tym względem”, przepraszam.

    Jak będzie coś bliżej rozmawiać o wspólnym wyjeździe na mecz, to proszę podzielcie się o tym z mną, choć nie sądzę bym mógł się wybrać.

  18. Jakieś ewentualne rozmowy na pewno będą odbywać się tutaj, ale to i tak nie chodzi raczej o najbliższy czas.

    Jol jako trener Ajaxu radził sobie właśnie doskonale z charakterem El Hamdaouiego, który nie tyle jest zresztą temperamentny, bo nie chodzi o jego wyczyny boiskowe, tylko bardziej indywidualistą, do którego trzeba podejsć w odpowiedni sposób. Jol ten sposób zna, wszystko jeśli chodzi o El Hamdaouiego w Ajaksie posypało się, gdy trenerem został tam Frank de Boer.

    Faktycznie, masz rację, Lindeman wchodził na Euro 2008 w skład sztabu Leo. Myślę, że na swoją dyspozycję wpływ miały również same nasze orły. Jolowi dobrze układała się współpraca z Lindemanem w Hamburgu i Ajaksie, więc my również powinniśmy obdarzyć go zaufaniem.

  19. Radar

    Z Wembley to bedziesz mial bracie kawal drogi 😦 jesli przylatujesz na Stansted lub Luton wysiadaj na Victorii i lec na District Line (metro) tam wsiadasz w kolejke jadaca w strone Wimbledon. Wysiadasz na przystanku West Brompton i wychodzac skrecasz w prawo i dochodzisz do przystanku autobusow. Naprzeciwko przystanku jest blok gdzie kiedys mieszkalem 🙂 wsiadasz albo w 74 albo w 430. Pierwszy przystanek za cmentarzem wysiadasz i przechodzisz na druga strone ulicy i zaczynasz isc prosto Harbord Street do konca a potem skrecasz w lewo i jestes na Stevenage Road, zreszta bedziesz widzial CC idac od autobusu.

    jesli w czym bede mogl pomoc to napisz: hanskloss@hotmail.co.uk

    PS. Udalo mi sie zdobyc bilety na Blackburn 🙂

  20. Ha, Cookie, żebyś wiedział, że miałem taki pomysł, by w wakacje, na początku sezonu, wybrać się na Craven Cottage, miałem nawet proponować Tobie i Macu’emu’owi taki wyjazd, ale plany trochę się zmieniły. Niemniej przyszły wakacje, trzeba poważnie o tym pomyśleć. Myślę, że Jacek nie miałby nic przeciwko temu, by robić za przewodnika i pokazać nam jakieś prawdziwe angielskie Ale. 😉

  21. @ Radar

    Wysiadasz na stacji Paddington, na światłach na druga stronę, mijasz Piccadilly Circus, muzeum figur woskowych, Pałac Buckingham, następnie koło zamieszek w lewo i jesteś.
    Tak, nigdy nie byłem w Londynie. :[ Berlin, Barcelona, Rzym, Paryż, Wiedeń, Lwów, Strasbourg, Nicea, a jakoś nigdy w Anglii.

  22. Ty tylko o jednym 😛

  23. No cóż, mimo choroby nadrabiam braki w nowościach kapslowych na polskim rynku. 😉

  24. Haha. Piękna wymiana zdań. 😉

    Radar —> Myślę, że lepiej byś słuchał się Jacka, bo w bez wątpienia zna lepiej system komunikacji miejskiej w Londynie niż moja skromna osoba. Ja ci mogę tylko napisać, że stacja metra najbliżej stadionu to Putney Bridge, jak wysiądziesz na niej to pójdź wzdłuż Tamizy z buta i po 15 minutach dojdziesz na stadion. Ja właśnie tak przybyłem na Cottage. 🙂 Przy okazji bardzo fajne tereny rekreacyjne zobaczysz, idealne na taki spacerek.

    Co do planów jakiegoś polskiego najazdu na Londonborough of Hammersmith and Fulham, jestem jak najbardziej za. 😉

  25. Tak tez mozna a spacerek przez Bishops Park przyjemny 🙂
    Co do zlotu na Tamiza to zdecydowanie tak a nawet 3 X TAK


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: