Napisane przez: Macu | Sierpień 21, 2011

Gra niegodna nagłówka. Wolverhampton 2-0 Fulham.

Wysoka wygrana nad Dnipro dawała podstawy by sądzić, że Fulham w pełni skupi się na meczu z Wolves i powalczy o choćby jeden punkt. Niestety rzeczywistość okazała się brutalna i drużyna prowadzona przez Martina Jola poległa z kretesem na Molineux przegrywając 2-0. Dwa decydujące ciosy zostały wyprowadzone pod koniec pierwszej części gry, kiedy do siatki kolejno trafiali Doyle i Jarvis. O ile sama porażka z piłkarzami McCartney’a jest do zaakceptowania, zdecydowanie bardziej martwiący jest styl w jakim się ona odbyła. Cottagers zagrali zwyczajnie słabo, nie potrafili zapanować nad przebiegiem wydarzeń. Mecz ten dał również wiele do myślenia holenderskiemu szkoleniowcowi Fulham, który zbiera coraz bardziej zdecydowaną krytykę za swoje kontrowersyjne decyzje.

Martin Jol nie posłuchał. A przecież tak ładnie prosiliśmy go na łamach naszego serwisu, by dokładnie przemyślał swoją decyzję o rozbiciu dwójki H-H (Hangeland – Hughes) i odsunięciu od składu Chrisa Bairda. Poddawaliśmy też pod wątpliwość zasadność wystawiania w środku pola Dicksona Etuhu, aczkolwiek na silne fizycznie wilki opcja z Nigeryjczykiem nie wydawała się najgorszym rozwiązaniem. Mimo dużego sprzeciwu wśród fanów Fulham, Holender uparcie tkwi przy swoich pomysłach, a niepowalające na kolana wyniki w lidze nie pomagają mu zjednywać kibiców do swoich pomysłów taktycznych. Bo o ile do gry Philippe Senderosa na środku obrony nie można mieć większych zastrzeżeń, to pomysł z Aaronem Hughesem na prawej flance wydaje się niedorzeczny. Mecz z Wolves dobitnie ukazał, że zwyczajnie Północny Irlandczyk nie nadaję się na tę pozycję. Zarówno Roy Hogdson jak i Mark Hughes zdawali się to znakomicie rozumieć i stosowali taki wariant jedynie w wypadkach awaryjnych. A skoro już przy nich jesteśmy, w niedzielnym meczu zagrać nie mógł Bobby Zamora. Choć relacje dotyczące przyczyn absencji są sprzeczne, jedne źródła twierdzą, że wynikła ona z lekkiej kontuzji kostki, inne, że było to podyktowane chęcią dania odpoczynku jednokrotnemu reprezentantowi Anglii, pewnym jest, że Jol musiał wymyślić wariant zastępczy. No i wymyślił, Dempsey powędrował do ataku, Damien Duff na lewe skrzydło, a do składu wskoczył młodziutki Kasami, który tak dobrze zaprezentował się w meczu z Dnipro. Ku zaskoczeniu wszystkich Moussa Dembele nadal pozostał na ławce. Niestety, jak się okazało, liga angielsko to zupełnie inne tempo gry niż Liga Europy, a Kasami był jednym z tych, którzy szybko się o tym przekonali. Jol ponownie przestrzelił. Oczywiście obarczanie doboru składu całą winą za porażkę byłoby nieco niesprawiedliwe, ale zdaje się, że była to jedna z przyczyn tego co miało później nastąpić. Wilki słabość przeciwnika wyczuły i bezwzględnie wykorzystały. A wydawałoby się, że wskazanie najmocniejszej jedenastki Fulham to takie proste zadanie…

Spotkanie na Molineaux rozpoczęło się z pięciominutowym opóźnieniem i zostało poprzedzone złożeniem hołdu dwójce zmarłych niedawno zawodników, Frankowi Munro, byłemu piłkarzowi Wolverhampton i reprezentantowi Szkocji, a także byłemu graczowi Fulham Rogerowi Brownowi. Obaj piłkarze występowali na pozycji stopera, a swojego czasu bramka Browna z Lincoln dała Fulham awans do Second Division, a semu zawodnikowi status ulubieńca kibiców. Początek meczu nie zwiastował katastrofy Fulham. The Whites w ostatnim czasie nie słynęli z nazbyt solidnej gry na wyjazdach, choć końcówka sezonu pod wodzą Hughesa zaczęła przynosić zmiany w tym aspekcie. Teraz ubrani na biało piłkarze zaczęli nieźle, spróbowali zagrać otwarty futbol, co przełożyło się na szybkie tempo pierwszego kwadransa. Aktywny był Andy Johnson, któremu zabrakło milimetrów by głową uderzyć na bramkę Hennessey’a po dośrodkowaniu Duffa. Ale i tak Anglik był na spalonym. W 11 minucie role się odwróciły, AJ w swoim stylu zbiegł do linii końcowej i po ziemi cofnął piłkę do zawodnika znajdującego się w polu karnym, którym był Duff. Irlandczyk strzelał swoją gorszą, prawą nogą i niestety uderzył wprost w walijskiego bramkarz Wilków. Chwilę później kolejna akcja przyjezdnych ładnie się zazębiła, gracze wymienili kilka podań na dużej szybkości, zrobiło się miejsce na uderzenie zza pola karnego, jednak Etuhu nie należy do zawodników dysponujących atomowym strzałem, i nieczysto uderzona piłka przez Nigeryjczyka nie sprawiła większych kłopotów Weyne’owi Hennessey’owi. Po tej okazji dla gości to gospodarze coraz wyraźniej dochodzili do głosu. Duże kłopoty na lewym skrzydle miał z Jarvisem Aaron Hughes, który ewidentnie czuł się niekomfortowo naprzeciwko tak zwinnego piłkarza, pierwszego od wielu lat reprezentanta Anglii w barwach wilków. Fulham masowo zaczęło popełniać błędy w rozegraniu, coraz częściej piłkarze decydowali się na rozegranie długiej piłki. Niska efektywność takiej taktyki jeszcze raz ukazała jakże ważnym zawodnikiem jest Bobby Zamora, który potrafi długie zagrania opanować, przetrzymać futbolówkę i poczekać na przybycie partnerów. W 29 minucie The Cottagers otrzymali pierwsze ostrzeżenie, kiedy Kevin Doyle w wydawało się niegroźnej sytuacji powalczył do końca, wydarł piłkę spod nóg Hangelanda w okolicach linii końcowej, minął Schwarzera, by na koniec fatalnie przestrzelić, przenosząc piłkę nad bramką.  Chwilę później swoich sił spróbował O’Hara, ale strzał z dystansu byłego gracza Tottenhamu został odbity nad bramkę przez bramkarza Fulham. Tempo gry stale malało, tymczasem gra Fulham nie ulegała poprawie. Zespół notował mnóstwo strat, a bardzo słabe zawody rozgrywał Pajtim Kasami, który w wielu akcjach był spóźniony o tempo i podejmował za późno decyzje. Szwajcara czeka jeszcze dużo nauki, by w pełni zaaklimatyzować się do gry na wyspach. Tragedia rozegrała się podczas ostatnich trzech minut pierwszej połowy. W 42 minucie niegroźny korner sprawił olbrzymie zamieszanie w polu karnym Schwarzera, Kevin Doyle jakimś cudem przepchnął piłkę koło Hangelanda, a następnie z ostrego kąta pokonał goalkeepera rodem z Australii. Gol sprawił mu taką radość, że śladem Patryka Małeckiego piłkarz Wolves postanowił zedrzeć z siebie koszulkę, co oczywiście nie uciekło uwadze sędziego Deana, który ceremonialnie wręczył Irlandczykowi żółty kartonik. Jakby tego było mało, Fulham zafundowało sobie nie jednego, a dwa gole do szatni. W 45 minucie Hunt wrzucał w prawej strony boiska na głowę nowego kapitana wilków Johnsona, Schwarzer wybrał się na pusty przelot, były piłkarz Birmingham strącił piłkę, która pofrunęła na słupek. Już zdawało się, że Fulham ucieknie spod topora, ale nic z tych rzeczy. Do piłki dopadł Jarvis i umieścił ją w pustej siatce. Piłkarze McCarthy’ego prowadzili zatem już 2-0, a Fulham potrzebowała wyjazdowego cudu w drugiej połowie, by ten mecz odwrócić.

Fruwajacy Kasami. W 45 minucie Schwarzer postanowił wybrać się na własną lekcję latania.

Oczywiście zjawiska kwalifikujące się do cudów czasami się zdarzają, ale szczęściu trzeba pomóc. Jak się okazało, dwie zmiany przeprowadzone przez Jola to było zdecydowanie za mało. Słabiutki Kasami został zastąpiony przez Dembele, a całkiem nieźle grający Dickson Etuhu (wbrew olbrzymiej krytyce na forach internetowych) znalazł swojego zmiennika w postaci Sidwella. Niestety na niewiele się to zdało, bo Fulham grało równie słabo i niemrawo co w pierwszej połowie, a taktyka rzucania długich piłek na Johnsona była aktem walenia głową w mur. Jakakolwiek kontrola nad środkiem pola odeszła już w przeszłość, a żaden z zawodników nie zasłużył na wyróżnienie. Niewidoczny był Dempsey, Dembele dużo poruszał się z piłką, ale robił to nieefektywnie. Tymczasem pod bramką The Whites raz po raz robiło się groźnie, wpierw uderzał Jarvis, potem Fletcher, ale obaj nieznacznie się pomylili. Po raz kolejny swoje umiejętności strzeleckie testował też Jimie O’Hara, ale  tym razem sprawdził on wytrzymałość krzesełek na nowo budowanej i jeszcze nie otartej trybunie Molineaux, rząd „Z”. Podczas ostatnich 20 minut Fulham spróbowało podjąć jeszcze walkę. Dobrze ustawiona defensywa wilków wypchnęła rywala przed pole karne, właśnie stąd uderzenie spróbował Dempsey, ale i on nie był w stanie trafić w światło bramki. Najlepsza okazja na wlanie nadziei w już mocno osuszone serca kibiców nadarzyła się w 79 minucie, wówczas Murphy wreszcie błysnął zagrywając prostopadle do Dembele, ten wypuścił Johnsona, który uderzył z ostrego kąta, a Hennessey zdołał jedynie odbić piłkę przed siebie. Gol wydawał się nieuchronny, bo do zamknięcia akcji szykował się Dempsey, jednak heroiczna interwencja Warda sprawiła, że piłka do bramki się nie wtoczyła, a Fulham miało jedynie korner. Chwile potem w polu karnym przedzierał się Riise, ale i jemu nie udało się zdobyć gola. To był już ostatni podryw Fulham, które chwilę potem straciło impet i pogodziło się porażką. Wolves odniosło pewne zwycięstwo 2-0, a Londyńczycy raz jeszcze do stolicy Anglii wrócili na tarczy. O ile z porażką można się pogodzić, bardziej zastanawiającym jest styl w jakim została odniesiona i jej przymioty: kompletny brak wyrazu zespołu, jakaś taka apatia i nijakość. W stosunku do spotkań wyjazdowych z końcówki poprzedniego sezonu zaobserwować można duży regres. Jola czeka jeszcze mnóstwo pracy, a rozwiązania potrzebne są na szybko, o ile Holender nie chce po wizycie na St. James’ Park znaleźć się w strefie spadkowej.

Piłkarze Fulham walczyli jak równy z równym jedynie w grze słownej.

Reklamy

Responses

  1. Swoją drogą, Etuhu to jakiś kozioł ofiarny. Akurat dzisiaj grał bardzo dobrze, celnie podawał, wykazywał większą inicjatywę niż Murphy, a wszyscy po nim jeżdżą.

  2. Zgadzam się, mało można mu zarzucić, ogólnie nikt po pierwszej połowie nie zasłużył na burę (może tylko Schwarzer dał ciała przy bramce nr 2), gra długi czas się kleiła i te 2-0 dla Wolves wzięło się stąd, skąd wzięło się 2-0 dla nas z Dnipro w I połowie – tak się zdarza. Pierwsza bramka to czyste Wolves: chaos, przypadek, Doyle jakoś doszedł do piłki, zwód i strzał „na pałę”. Poszli za ciosem i szybko strzelili drugą. Wyraźnych indywidualnych błędów (prócz tamtego Schwarza) więc nie było i to właśnie boli, że tak niezła piłkarsko grupa zaprezentowała taki koszmar, taki brak pomysłu jak wynik zrobił się niekorzystny. Za Hughesa te wyjazdy wyglądały naprawdę dobrze, puszczania bramki za bramką nie kojarzę, walka do końca, atrakcyjna gra kombinacyjna. A tu słanie nieskończonych górnych piłek na Andrzeja. Jakbyśmy cofnęli się w rozwoju i nie rozumieli, że to nie ma sensu. Po ziemi próbowali bardzo mało akcji, głównie na starcie II połowy jak mieliśmy jeszcze jakieś siły. Demps był niby o włos od bramki, jak go ktoś wyprzedził wślizigiem, ale pewnie na 2-1 by się maksymalnie skończyło. Jol narobił niezłego bałaganu i za tydzień ma pierwszy poważny test z tego, czy potrafi wyciągać odpowiednie wnioski. I niech sprawi, by plotki o Bairdzie idącym do WBA za milion (trzymajcie mnie 🙂 ) zniknęły na dobre 🙂

  3. Rzeczywiscie, choc ogladalem po lebkach mecz (rozne rzeczy do roboty mnie od niego odrywaly) to dla mnie gra byla moze nie zenujaca, ale naprawde niesatysfakcjonujaca, mowiac naprawde lekko.
    W ogole nie pokazywal sie Kasami, a to z nim wiazalem wielkie nadzieje… ogolem gra naszych w zadnym stopniu nie przypominala meczu z Dnipro.

    Wracajac do tego Londynu, jutro o 6,30 wsiadam w autobus i jestem tam, bede probowal odwiedzic Craven. Rozumiem, wsiadam na Victorii, i co dalej? Jakis zabytek jest moze kolo CC, to obejrze przy okazji? ;p wsiadam na victorii, jaka liniaa? i gdzie wysiadam? i gdzie mma sie kierowac? 😉

  4. Zespół, który jest w formie jest poukładany, nie traci 2 bramek i niemożna tłumaczyć tym, że tak się zdarza, bo jak napisałem zespół w formie nawet jak straci gola to i tak mecz wygra zresztą bardzo dobrym przykładem jest mecz Śląska z Rapidem.
    Faktycznie graliśmy tak nie po holendersku, mieliśmy tak naprawdę tylko jedną okazje na gola, mimo że przegrywaliśmy 2 golami to wilki stwarzały sobie okazje bramkowe i przede wszystkim groźnie strzelały, nie wiem ile było strzałów w drugiej połowie, ale to stanowczo za mało, przez zdecydowaną część pierwszej połowy to oni przeważali.
    Naprawdę niedobrze wygląda sprawa Bairda, bo wygląda jakby Jol go nie chciał, a nie mamy kim go zastąpić. Trzeba powrócić do naszej pary stoperów, Bairda na prawej i Riise na lewej.
    To Zamora miał kontuzję czy co?

    Na całe szczęście chociaż Śląsk wygrał i to w jakim meczu.

    cookie
    Myślę, że Jol sprawi, że szybko znikną te plotki, po prostu go sprzeda. Tak niestety mi się wydaje obym się mylił.

  5. To co widzialem ogladajac skroty meczow wieczorem nie napawa optymizmem, boje sie o ten mecz z Newcastle

  6. Nasza gra była beznadziejna. Trzeba to otwarcie powiedzieć. Jak dla mnie, to najlepiej z rozgrywania piłki wywiązywał się Etuhu, ale niestety w przerwie zniknął. Pasami nie nadaje się jeszcze na taki poziom. Nie rozumiem też czemu gramy długie piłki jak z przodu nie ma Zamory. W ogóle pod względem zamysłu w grze ten mecz był żałosny. Z resztą swoją opinię na jego temat wyraziłem w relacji.

  7. Rozjebal obrone,nie ma pomyslu na gre,sklad od kilku sezonow ten sam jestem ciekaw jak dlugo bedzie jeszcze grac dziadkami. Mlodych kupil. Taki Kasami to nie wiedzial gdzie kurwa jest na boisku.Jesli nasz boss Al nie siegnie do kieszeni to co rok bedzie trener zwalniany lub sam bedzie odchodzil kto nowy przyjdzie to gra tym skladem co poprzednik a gdzie jakis zakup mlodych pozniej przeciez nie wymienia nagle na raz calej druzyny bo beda mieli po 40 lat jakim cudem jak co roku kupuja maksymalnie za 5-8 milionow grajkow. Cos mi sie zdaje ze poprawy to jeszcze przez dlugi czas nie bedzie oby nie byl to poczatek konca.

  8. Wlasnie skonczylem ogladac mecz M United z Tootenhamem to co zagrali mlodzi z Manchesteru przeciw przeciez nie slabej druzynie to jest wlasnie to.Wiem ze moze gatunkowo i finansowo sa nie osiagalni dla takich druzyn jak my ale nadal uwazam ze czas najwyzszy zrobic u nas zmiany i wprowadzac nowe twarze.

  9. Offtop: O, Bocanegra w Rangersach, ciekawe.

  10. Dzięki za relację, Macu, gratuluję samozaparcia 🙂 Tak, Boca zaraz po przejściu miał nawet debiut z Mariborem w LM (dzień później bodajże) i tak jak cały zespół Rangersów zagrał piach 😛 szkoda, nawet się nastawilem że obejrzę od święta jakiś mecz St. Etienne, skoro tam byli Boca i Steed, ale Bocanegry już nie ma, a Malbranque nie gra.

    O meczu z Wolves powiedzieliśmy już wszystko. Więcej rozpaczać chyba nie ma co, oby Jol umiał wyciągnąć odpowiednie wnioski. W sumie, Roy i Sparky też nie mieli idealnych początków, no ale i tak Jol na razie bije ich choćby faktem, że nie wystawia naszej najlepszej 11-tki. O taktyce to w ogóle nie wspominając, mam nadzieję że już nigdy nie ujrzę tego obrazka, jak na siłowy zespół z wysokimi stoperami ruszamy z jednym Andrzejem z przodu i ślemy na niego wrzutki. Podejrzewanie, że taki był plan jaki dał im Jol wręcz obraża jego inteligencję. Wyglądało to tak, jak gdyby grali na Zamorę, tylko bez Zamory. Wersja klubowa brzmi jednak, że przed meczem coś sobie zrobił z kostką i w czwartek też może nie zagrać.

    Zawiódł mnie też Riise, bo o ile z Villą był pewnym punktem, o tyle z Wolves z rzadka się udzielał i bał wchodzić w dryblingi, a przecież krył go także przestawiony ze stopera Stearman. Rozegrał taki emerycki, bojażliwy mecz, nic z gościa który mimo 30 lat miał być jedną z naszych gwiazd.

    Fergie ma faktycznie raj z tymi młodzikami, w chwilę przeistoczyli się z najstarszej ekipy obok nas w jedną z najmłodszych -i cały czas wszystkich łupią. Jak będzie u nas- niby walczymy o te gwiazdeczki z Eredivisie, oprócz Ruiza i Mounira pojawily się plotki o co najmniej pięciu innych, no ale konkretów na razie niestety żadnych. Jol daje gwarancję, że ktoś przyjdzie, obyśmy się nie zawiedli. Powiedział też, że „1-2 graczy jest blisko odejścia” – wiadomo że jeden to Halliche co do którego Jol już powiedział, że szukają dla niego klubu, no a druga osoba? Z przerażeniem dochodzę do wniosku, że to może być Bairdinho. Nadal nie wiadomo, co się dzieje. Ale mimo tego, takiego transferu nie uzasadni nic i Jol nagrabi sobie u kibiców niebywale.

  11. No nie powiem żeby łatwo się taki artykuł pisało, ale przynajmniej miałem okazję wylać swoje smutki i spostrzeżenia dotyczące błędów Jola. Choć warte zauważenia jest także to, że w ostatnim okresie grudniowym i noworocznym byłem jednym z tych, który chętnie wykopałby Hughesa w trybie natychmiastowym. Jak się później okazało, myliłem się okropnie. Dla tego daję Jolowi jeszcze trochę czasu, nie mniej, tak jak napisałeś/zasugerowałeś, Holender wyczynia chyba największe dziwactwa i podejmuje najbardziej kontrowersyjne ruchy.

    Co do Chrisa, nie wiem czy wśród kibiców jest chociażby jeden sprawny umysłowo, który chciałby żeby Północny Irlandczyk odszedł. Przecież Baird wygrał nieomal plebiscyt na najlepszego piłkarza poprzedniego sezonu.

    Słuszne spostrzeżenie odnośnie Riise, po AV wydawało się, że to duże wzmocnienie, tymczasem z Wolves zagrał przeciętnie. Choć w grze defensywnej nie mylił się. Ale jego zachowawcza gra w ofensywie kładzie kłam teorii, że Hughes jest na prawej obronie po to, by zabezpieczać ją podczas akcji zaczepnych w które angażuje się Norweg.

  12. Swoja droge ciekawe na ktorej pozycji bedziemy na przelomie grudnia i stycznia….

  13. Oczywiście, że jeszcze sporo wody musi upłynąć w Tamizie, by w ogóle pojawił się jakikolwiek temat zagrożonej pozycji Jola w klubie – mam zresztą nadzieję, że do tego w ogóle nie dojdzie i że powyciąga właściwe wnioski – ale wybaczyć tak ignoranckiego podejścia do Chrisa nie wybaczę. Tak jak gdyby został Sparky, to mimo tego, że gościa naprawdę z czasem mocno polubiłem, to nie umiałbym mu wybaczyć zmarnowania – jednak – Zoltana. Dziwne te powiązania między szokującymi odejściami, a plebiscytami na piłkarzy sezonu – są one trochę jak pocałunek śmierci 🙂 Bo to nawet nie chodzi o to, że wyrózniających się nam podkradają, tylko sami odsuwamy ich od składu i się pozbywamy. Trzymaj się, Clint 🙂

    Pisząc ustawienie Fulham na dzisiejszy mecz, dało się wyraźnie zauważyć, że katastrofalnie jest u nas z przodu. Zero zapasu, Clinta już trzeba przesuwać, a nawet jak nie trzeba i zagra na skrzydle, to z przodu jest tylko dwójka ludzi którzy ani do siebie nie pasują, ani nie gwarantują nam gradu bramek – Moussa i AJ. Z tego co pisze prasa, Jol zwija się jak w ukropie i wysyła kolejnym klubom jakieś paniczne oferty na napastników. Twente wyśmiało naszą propozycję za niejakiego Chadliego, dokładając też, że temat Ruiza został wyjęty z księżyca, Borriello z Romy nie wygląda na chętnego do pójscia w ślady Montelli, a Freiburgowi to nawet nie wiem, po co składamy ofertę na Cisse, skoro też nie zapłacimy im tyle, ile chcą, a do tego wśród petentów jest takie PSG. W międzyczasie, Blackburn robi podchody pod Mounira. Albo panikuję przez nadmiar niesprzyjających plotek, w których i tak nie ma źdźbła prawdy i Jol dopina już jakieś poważne wzmocnienie ataku, albo wygląda to niestety bardzo blado. . .

  14. […] po dwóch kolejkach, były niespodziewanym liderem tabeli Premier League z kompletem punktów (ogrywając u siebie Fulham 2:0 w drugim meczu sezonu). Irlandczyk zdołał jednak odnieść ledwie trzy zwycięstwa w następnych 23 ligowych […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: