Napisane przez: Macu | Wrzesień 11, 2011

O dwóch takich co chcą, ale nie mogą. Fulham 1-1 Blackburn.

Dwa punkty, 18 pozycja i brak wygranego meczu. Tak w skrócie wygląda forma ligowa drużyny prowadzonej przez Martina Jola.  Do dzienniczka możemy wpisać co najwyżej dwóję, a to i tak raczej na zachętę. W niedzielę The Cottagers raz jeszcze nie potrafili sięgnąć po trzy oczka i jedynie zremisowali 1-1 z typowanym do spadku Blackburn. Gospodarzom nie pomogła obecność na boisku Bryana Ruiza, nowego nabytku zespołu. Kostarykanin zagrał słabo i został zmieniony w przerwie. Piłkarze z Steve’a Keana objęli prowadzenie w 32 minucie za sprawą Rochiny, 6 minut później wyrównał Zamora. W całym spotkaniu The Whites byli stroną dominującą, zwłaszcza w drugiej połowie, ale po raz kolejny potwierdzili swoją nieudolność w ataku. Czy kibice powinni zacząć się martwić?

Co wspólnego ma Usain Bolt z Fulham? Oboje zaliczyli niedawno falstart. Po trzech kolejkach ligowych i godnej pożałowania zdobyczy jednego punktu, zdawało się, że lepszej okazji na wyjście z bloków być nie może. Bowiem piłkarze Martina Jola grali na własnym stadionie ze słabo spisującym się Blackburn Rovers. Cel na takie spotkanie mógł być tylko jeden – trzy punkty. Drużyna z Lancanshire z roku na rok prezentuje się coraz słabiej kadrowo, a w obecnym sezonie typowana jest jako jeden z kandydatów do spadku. Fulham przystąpiło do rywalizacji Rovers z kilkoma zmianami w składzie w porównaniu z poprzednim spotkaniem. Ponownej reorganizacji uległa linia obronne zespołu, partnerem Brede Hangelanda raz jeszcze mianowany został Philippe Senderos, a mianem prawego obrońcy ochrzczono Aarona Hughesa. Po kontuzji do składu wrócił John Arne Riise. Chrisa Bairda zabrakło nawet na ławce rezerwowych. Zastanawiającym jest czy był to efekt niechęci Holendra do obrońcy z Irlandii Północnej, czy też Baird przygotowywany jest na mecz Ligi Europejskiej z FC Twente. W środkowej linii ponownie byliśmy świadkami partnerstwa dwóch Anglików: Murphy’ego i Sidwella, wspomaganych przed Duffa i pozostały tercet ofensywny, w skład którego wchodzili Zamora, Dempsey i Ruiz. Ustawienie Fulham było niezwykle płynne, stąd trudno określić kto tak na prawdę grał na skrzydle przeciwległym do tego zajmowanego przez Duffa. Do bocznych sektorów boiska schodził nawet Zamora. Czuje jednak dziennikarski obowiązek by powrócić jeszcze do nazwiska Bryana Ruiza, by obwieścić wszech  i wobec, że mecz z Blackburn był dla kupionego za około 11 milionów funtów zawodnika oficjalnym debiutem w białej koszulce. Wszelkie źródła podają, że rosły skrzydłowy wystąpił w linii ataku wraz Zamorą, ale w rzeczywistości najczęściej widywany był na prawym skrzydle, dość daleko od bramki rywala, tymczasem Zamorę najczęściej wspierał Dempsey. W drużynie gości swój debiut w barwach niebiesko-białych zaliczył  Scott Dann, jednak piłkarzem którego najbardziej obawiali się kibice był David „Junior” Hoilett, strzelec pięknej bramki w poprzednim pojedynku zespołów na Cottage.

Nie po raz pierwszy w obecnych rozgrywkach Fulham zaczęło bardzo mocno, spychając rywala do defensywy. I nie po raz pierwszy nie potrafiło przełożyć swojej dominacji na sytuacje bramkowe, nie mówiąc już o golach. Już od pierwszych minut rzucała się w oczy przewaga The Whites w bocznych sektorach boiska. Goście pozostawiali w nich hektary wolnej przestrzeni dla gospodarzy, ale ci okazali się niebywale wprawni w swojej nieumiejętności skorzystania ze słabości rywala. Przodował w tym Damien Duff, który nie był w stanie celnie dograć do żadnego z partnerów. Sytuację dla Blackburn ratowała nieco czujna postawa we własnej piątce Paula Robinsona, który wyłapał kilka groźnych wrzutek. Pierwsza poważna okazja bramkowa nadarzyła się w 12 minucie, a rozegrała się ona pod bramką Marka Schwarzera. Z dużą łatwością jeden z zawodników Keana zagrał prostopadłą piłkę za nie najlepiej ustawioną linię obrony Fulham. Do futbolówki doszedł Rochina, przełożył ją na lewą nogę i zamiast odpalić w kierunku bramki, zdecydował się poszukać raz jeszcze drugiej stopy, ale pod naciskiem defensorów jego techniczny strzał był bardzo słaby i Schwarzer bez problemów złapał piłkę. Wychowanek Barcelony tę okazję zaprzepaścił, ale od początkowego gwizdka był zdecydowanie wyróżniającym się graczem gości, a większość akcji przechodziło właśnie przez niego. Dwie minuty później szczęścia próbował David Goodwillie, ale strzał przewrotką byłego gracza Dundee okazał się minimalnie niecelny. Sylwek Patejuk mógł uśmiechnąć się z poczuciem wyższości. W 20 minucie z powodu kontuzji boisko musiał opuścić Aaron Hughes, a w jego zastępstwie na murawie zagościł Stephen Kelly. Wreszcie chwilę później Craven Cottage mogło zawrzeć z emocji. Fatalne podanie do tyłu w wykonaniu Scotta Dunna zostało przejęte przez Zamorę, ten nawinął sobie obrońcę, ale niestety nieco się poślizgnął, co spowolniło akcję. Bobby zdołał jednak wpaść z piłką w pole karne i w tym momencie wpadł na niego Michel Salgado. Znany z bezpardonowej gry były obrońca królewskich miał duże szczęście, gdyż Howard Webb orzekł, iż przewinienia nie było, choć z pewnością kilku innych arbitrów miałoby inne zdanie. Podczas pierwszej połowy piłkarze Jola kilkukrotnie starali się poczynić jakieś przemeblowania w ustawieniu: Duff zmieniał skrzydło, Dempsey cofał się do pomocy, ale jakkolwiek by to nie wyglądało, Bryan Ruiz prezentował się fatalnie. Kostarykanin zdawał się nie radzić sobie z presją, nowym środkownikiem i angielskim stylem gry. Wielokrotnie tracił futbolówkę za długo ją przytrzymując, a jego błagalne spojrzenia z poziomu murawy na Webba nie przynosiły efektu. To właśnie strata nowego nabytku Fulham doprowadziła w 32 minucie do nieszczęścia. Hoilett zaszarżował po lewym skrzydle, zagrał do ustawionego przed 16-tką Rochiny, a ten atomowym strzałem od poprzeczki wyprowadził Rovers na prowadzenie. Aktywna gra Hiszpana została wynagrodzona. Po golu obraz gry nie uległ zmianie, The Cottagers nie rzucili się do szaleńczych ataków, ale lekko dominowali. Duff nadal miał cały pas startowy na prawej flance, ale za nic w świecie nie potrafił tego wykorzystać. Wreszcie w 38 minucie niefrasobliwość defensorów rywala pozwoliła Fulham wyrównać. Zamora otrzymał piłkę od Murphy’ego po osławionej prawej stronie boiska, dość szczęśliwie przepchał się z piłką za Giveta, a następnie fantastycznym technicznym strzałem na długi róg nie pozostawił złudzeń Robinsonowi.  W dużej mierze był to jednak efekt przypadku, a nie jakiejś fenomenalnej transformacji Fulham, stąd nie dziwi, że do końca pierwszej połowy drużyna Jola stworzyć żadnej innej okazji nie dała rady, a piłkarze schodzili do szatni z nikogo nie zadowalającym remisem.

Swoją przygodę z angielskim futbolem Ruiz zaczął od częstych inspekcji murawy.

Po przerwie, wśród głów wyłaniających się jedna po drugiej z tunelu kibice nie dojrzeli już Christophera Samby i Bryana Ruiza. Stopera Blackburn zmienił Martin Olsson, co spowodowało, że Gael Givet powędrował do serca defensywy. Było to mądre posunięcie byłego asystenta Steve’a Colemana, gdyż pozycja lewego obrońcy była ewidentną piętą achillesową zespołu z Blackburn. Tymczasem w drużynie gospodarzy w miejsce Ruiza na murawę wybiegł Moussa Dembele, tym samym Martin Jol nijako przyznał się do błędu, gdyż Kostarykanin od pierwszego gwizdka grać nie powinien. Tym samym debiut byłego gracza FC Twente zakończył się kompletną klapą i nie było wątpliwości, że Ruiza czeka jeszcze długi okres aklimatyzacji do angielskich realiów piłkarskich. The Cottagers rozpoczęli drugą połowę z dużym animuszem, o ile pierwsza część gry była wyrównana, o tyle to co zobaczyliśmy po przerwie to kompletna dominacja Fulham. Niestety, ponownie dawała znać o sobie nieumiejętność dogrania ostatniej piłki. Bardzo starał się Dembele, ale nieprzywiązany do żadnej pozycji Belg w swoim stylu bezgłowego jeźdźca robił dużo szumu, ale pożytku z tego było mało. W 57 minucie byliśmy jednak bliscy obejrzenia bramki, kiedy Riise pokazał jak należy wrzucać piłkę z bocznej strefy boiska, nieprzyjemne dośrodkowanie po ziemi niechybnie zmierzało na nogę powracającego do formy Zamory, ale niczym spod ziemi wyrósł Givet i odciął Anglika od tej piłki. Napór trwał, ale Robinson pozostawał bezrobotny. Wreszcie w 73 minucie zapamiętany ze swojego kiksu z Chorwacją były bramkarz reprezentacji Anglii zmuszony był pokazać klasę. W rzadkiej dla siebie ofensywnej roli znalazł się Murphy, który zmylił defensorów przepuszczając sobie piłkę między nogami, a następnie wparował w pole karne i technicznym strzałem poszukał długiego roku bramki. Robinson wyciągnął się jak długi i zażegnał niebezpieczeństwo. Na 10 minut przed końcem Jol zagrał va banque, z boiska ściągnął Riise i wpuścił na nie Andy Johnsona. Niewysoki, łysogłowy snajper natychmiast ruszył nękać linię obronną rywala i przejawiał dużą aktywność. W 83 minucie po rożnym główkował Hangeland, ale nie potrafił trafić w światło bramki. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry zdawało się, że Cottage wybuchnie radością. Dempsey miał dużo miejsca przed polem karnym, dobrze dysponowany tego dnia Amerykanin uderzył technicznie, zakręcając futbolówkę w kierunku prawego słupka. Jednak i tym razem Robinson uchronił Blackburn przed utratą bramki i wspaniale interweniował. Wreszcie w 92 minucie broniące się głęboko Blackburn wybiło długą piłkę na uwolnienie z własnego pola karnego, a przesunięte do ofensywy Fulham zostawiło Stephena Kelly’ego jeden na jeden z Hoilettem. Solidnie grający przez całe spotkanie Kelly źle odbił piłkę głową, Hoilett wyszedł sam na sam ze Schwarzerem, ale Austalijczyk wybiegł przed pole karne i spróbował interwencji głową. Młody napastnik Blackburn ani myślał żałować swojego ciała w tej sytuacji i zderzył się z potężnym bramkarzem The Whites. W rezultacie całego zamieszania goście otrzymali rzut wolny tuż przed polem karnym Fulham, Schwarzer obejrzał żółty kartonik, a Kanadyjczyk został odwieziony do szpitala z urazem głowy. Szczęśliwie, jak się później okazało, szybkiemu jak błyskawica Juniorowi nic się nie stało. Tymczasem na boisku piłkarze też nie dostarczyli materiału na nagłówki gazet, gdyż Olsson nie dał rady zaskoczyć goalkeepera gospodarzy z wolnego. Wkrótce Howard Webb zakończył to widowisko, a piłkarze obu drużyn zeszli do szatni przy akompaniamencie gwizdów.

To był pojedynek dwóch zespołów, które ewidentnie przechodzą obecnie kryzys. Ich niemoc była momentami wręcz zatrważająca, a ilość składnych akcji żałośnie niska. The Whites potrafili w drugiej połówce zepchnąć Rovers do głębokiej defensywy, ale mimo olbrzymiego posiadani piłki gospodarze nie byli już w stanie choć raz dokładnie dograć w obrębie pola karnego rywala. Tymczasem piłkarze Keana też mieli swoje kontry, ale nie potrafili ich wykorzystać. Tym samym po czwartej kolejce obie drużyny będą towarzyszami w strefie spadkowej, a przed trenerami obu drużyn stoi mnóstwo ważnych decyzji taktycznych i personalnych. Fulham łatwego harmonogramu nie ma, bo już w czwartek mierzy się w Lidze Europy z FC Twente, a w niedziele będzie gościć Manchester City. Na razie The Cottagers zanotowali najgorszy start do sezonu od rozgrywek 1990/1991, kiedy w the Third Division (czwarta klasa rozgrywkowa) także nie byli w stanie wygrać żadnego z czterech pieszych meczów. Z The Citizens widocznymi na horyzoncie bicie niechlubnych rekordów może okazać się nieuniknione.

Schwarzer nokautuje Hoiletta. Momentami chciało się zaproponować piłkarzom obu drużyn by spróbowali swoich sił w innych dyscyplinach.

Reklamy

Responses

  1. Postaram sie dodac pare zdjec z przedwczorajszego meczu razem ze zdjeciami z meczu z Twente. O tym co wczoraj widzialem na CC i komentarzach ktore slyszalem szkoda nawet pisac.

  2. Podzielam zdanie jak sie kupuje zawodnikow przy schylku kariery a nie mlodszych i to od paru sezonow to nie ma co sie dziwic mlodzi kupieni jeszcze nie w temacie starzy po prostu zaslabi.Moim zdaniem zmiana pokoleniowa zawodnikow jest za pozno.W obronie sa zawodnicy ktorzy potrafia duzo tylko ze jakos Jol nie potrafi tego zauwazyc. W pomocy juz dawno powinni znalesc rozgrywajacego moze i defensywnego tez nie mowiac o lewej stronie,co z tego ze Duff robi tylko wichure biegajac malo jest z jego z strony dokladnych podan i strzalow i taka jest prawda,ogladajac polska lige tak samo gra Manu z Legii.Moze lepiej niech tego Ruiza przeniesie na lewe skrzydlo a do Zamory niech dojdzie Johnson z przodu i niech wreszcie znajdzie miejsce dla Dembele.

  3. Jacek —> No czekamy na zdjęcia! Rzeczywiście ciężko jest posilić o komentarz, bo widząc tak słabo grający zespół zwyczajnie odechciewa się pisać. Niby rok temu też słabo zaczęliśmy, ale przynajmniej byliśmy długo niepokonani. Z resztą Hughes był bardziej konsekwentny, a Jol strasznie się miota w swoich decyzjach. No ale osobiście dałbym mu jeszcze troszkę czasu, mimo że pod przypływem chwilowych emocji już go kilka razy zwalniałem… 🙂

    Bad Tomi —> No na pewno starzenie się składu to jedno, ale też zdaje mi się, że na razie trochę piłkarze z formą nie trafili. Duff rzeczywiście słabo zagrał z Blackburn, no ale Irlandczyk na pewno ma wystarczające umiejętności by dalej grać na najwyższym poziomie. Po prostu musi wypalić, tak jak w poprzednim sezonie, też miał słaby początek. To samo tyczy się Zamory, Dempsa, Moussy. Co do Murphy’ego, ja jestem zdania, że nadal powinien mieć miejsce w składzie. Czasami zdarzy mu się głupia strata, ale nadal to on jest mózgiem zespołu, reguluje tempo gry. Bez wydania dużych pieniędzy nie znajdziemy żadnego pewniaka na jedno miejsce. A przecież statystyki poprzedniego sezonu pokazały, że Danny nadal należy do najlepszych pomocników ligi. Z resztą, kto miał asystę z Blackburn? Oczywiście, że Murphy. Niestety, ani Sidwell, ani Dickson takich prostopadłych piłek nie grają.

  4. qrwa… juz nawet telewizja nas olewa, dzis pokazuja mecze Stoke i Birmingham 😦

    Racja Macu, rowniez uwazam ze na okrzyki „Jol out” ktore slyszale po tym fatalnym meczu jest chyba troche za wczesnie ale cholernie potrzebujemy jakiegos przelamania.

    Dzis ponoc zagramy bez Zamory, Hughesa, Sanderosa i Etuhu.Ruiz jak wiadomo grac nie moze

  5. http://allegro.pl/listing.php/search?sg=0&string=fulham&params_top_cookie=635c8699ec6a48ca70780f0e041b45ce82fe39d8&category=13368

    Trochę obrodziło w aukcje z fulhamowymi ciuchami.

    W ogóle co ja mam z tym całym Fulham, znowu nie obejrzałem meczu, bo goście byli, znowu nie obejrzę, bo co najmniej 2 najbliższe nakładają się z Legią.

  6. Jacek –> To już nawet u nas pokazują mecz w Polsacie Sport. Ale pewnie tylko dla tego, że jesteśmy z Wisłą w grupie.

    Ta bluza fajna, ale nie mój rozmiar. 🙂

  7. Niestety cały czas mam na głowie porachunki na ZiUTku i wciąż nie mogę się od nich uwolnić, stąd taki mój opóźniony zapłon. Powiem tylko, że nie odbieram niedzielnego meczu aż tak źle. Mogliśmy i powinniśmy to wygrać, nikt nie narzekałby na absolutnie prawdopodobne 2-1 czy 3-1 (dużo bardziej niż 1-1), może poza Webbem który chyba gdzieś zagrał na zero rzutów karnych w tym spotkaniu… W każdym razie, zabrakło wykończenia, ale posiadaniem piłki, grą pozycyjną gnietliśmy Blackburn, robiliśmy coś, do czego nas na CC przyzwyczaili. Ale jest ten fakt, że znudziło nam się remisowanie wygranych meczów, mozolne budowanie wszystkiego od początku, zaliczanie gaf na początku i zwyczajnie taki remis jest wielkim rozczarowaniem. Jest, absolutnie – ale to było najlepsze Fulham w tym sezonie. Bobby się wstrzelił, to rewelacyjnie, ale brakowało w napadzie więcej ludzi z dobrym celownikiem. Clint standardowo trochę tego zmarnował. Robinson świetnie wyjął kilka piłek. Brakowało mi też bardzo… prawoskrzydłowego, tak, zawodnika, który w 99% zespołów jest kimś obowiązkowym i który po prostu wrzuca jak automat piłki z prawej nogi. U nas na prawej biegał Duff, w pierwszej połowie trochę posiedział tam też lewonożny Ruiz, biegał tam lewonożny Dembele, a do tego na prawe skrzydło zaczął też na koniec zbiegać Zamora, który nie dość że też lewonożny, no to przede wszystkim wrzucał piłki w miejsce, w którym sam powinien być. Brakuje kogoś – pozycją, niekoniecznie nazwiskiem – pokroju Simona Daviesa. Chyba że Demps zrozumie, że teraz musi pobiegać po prawym boku i wrzucić trochę piłek.

    A co ten Duff robił przez chwilę w środku pola, to jeden Jol wie.

  8. Zastanawia mnie co jest z tą czarną koszulką, że nikt jej do tej pory nie chce. A bluza owszem, fajna, na 183 cm, niby mam 185-6, ale poprosiłem o dokładniejsze wymiary. 😉

  9. Macu, jakie zdanie odnośnie oryginalności białej koszulki Pumy? Ten krój bardzo mi się wtedy podobał i rozmiar nawet pasuje, tylko z tym sponsorem dziwnie by się biegało po boiskach w Polsce… 😛

    Czarna mi się nie podoba ani trochę, PIPEX+Airness to kombinacja z piekła rodem ale dziwne że nikt nie weźmie tego nawet za złotówkę.

    Do tej bluzy jakoś mnie nie ciągnie, ale zaciekawiło mnie te GB. Jednym z trenerów akademii jest Gary Brazil, prawdopodobnie to „jego” bluza.

  10. […] porażki, jednak w zachodnim Londynie, gdy kiepski debiut w białej koszulce zaliczał Bryan Ruiz, Blackburn wywalczyło pierwszy punkt w rozgrywkach. Spotkanie to nie zmieniło kursu obieranego przez Rovers, choć w następnych tygodniach, na Ewood […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: