Napisane przez: Macu | Wrzesień 18, 2011

Aż chciało się zatańczyć „Poznań”. Fulham 2-2 Manchester City.

Emocjonalny rollercoaster. Tak wyglądał dzisiejszy dzień dla kibiców zgromadzonych na Craven Cottage. Fulham zaczynało swoje spotkanie z Manchesterem City jako zespół znajdujący się na samym dnie ligowej tabeli. Wszystkich przedmeczowych optymistów można było zapakować do jednego samochodu. Z resztą i oni zwiesili głowy, kiedy po dwóch bramkach Aguero The Citizens prowadzili po 46 minutach 0-2, a Fulham na boisku nie istniało. I kiedy zdawało się, że The Cottagers pogrążą się w jeszcze głębszy marazm, Zamora strzelił gola, który wlał nadzieje w serca londyńczyków. Piłkarze Jola przycisnęli, a po szczęśliwym rykoszecie Murphy wyrównał na 2-2. Wszystko stanęło na głowie, nagle to kibice Fulham zaczęli tańczyć słynną poznańską cieszynkę. Ostatecznie The Whites zgarnęli tylko jeden punkcik, ale dzięki niemu nie są już na dnie tabeli, a remis z Manchesterem zasmakował jak zwycięstwo.

Po serii przeciętnych, bądź zwyczajnie fatalnych meczów w wykonaniu The Whites, z duża obawą wyczekiwałem pojawiania się na horyzoncie jakiejś wielkiej jednostki pływającej, której potężne działa kruszą jedną obronę po drugiej. W końcu Fulham nabrało już wody w starciach z działami o znacznie mniejszym kalibru. No i stało się, w całym swym blichtrze i okazałości na Cottage zawitał pancernik Manchester City, który dotychczas zakładników brać nie zwykł. City wygrało cztery wcześniejsze spotkania w lidze, prezentując przy tym znakomity, kombinacyjny futbol, a jednymi z ofiar Obywateli były Koguty z White Hart Lane, które otrzymały srogie lanie i zgubiły niemal wszystkie swoje pióra. Co prawda w środku tygodnia futboliści z niebieskiej części Manchesteru zostali zaskoczeni przez posiadające ducha Maradony Napoli, które ze swoją żelazną defensywą i zabójczymi kontrami popsuło debiut The Citizens w Lidze Mistrzów i wyrwało remis. Nie mniej, rozwścieczony Manchester rywalem przyjemnym bez wątpienia nie jest, tak więc wśród kibiców Fulham trudno było szukać powodów do optymizmu. Martin Jol zdaje się jeszcze badać grunty na jakich przyszło mu pracować. Choć rotacje w składzie są zrozumiałe ze względu na dodatkowy wysiłek wkładany w zmagania na froncie europejskim, pewne decyzje Holendra nie znalazły uznania w oczach sympatyków The Cottagers. Na naszym blogu dużo miejsca poświęciliśmy rozbiciu pary stoperów Hangeland – Hughes i forsowaniu osoby Senderosa. Kiedy tydzień temu Hughes został zmuszony do opuszczenia murawy z kontuzją, zdawało się, że „problem” sam się rozwiązał. Ależ nic bardziej mylnego. Zdaje się, że Jol lubuje się w wyprowadzaniu w błąd dziennikarzy przygotowujących grafikę z przewidywanymi składami. Zarówno w spotkaniu z Twente, jak i w dzisiejszej rywalizacji z City, trener Fulham zdecydował się delegować do gry obok Brede Hangelanda Chrisa Bairda. Nie dość, że Północny Irlandczyk jest jakaś chimera, raz pojawiająca się w kadrze meczowej, innym razem znikająca, to na dodatek teraz zaczął grać na pozycji o którą nikt by go nie posądzał. Bo owszem, Chris jest graczem wszechstronnym,  widywany był i na lewej obronie, i jako defensywny pomocnik, ale w sercu defensywy spotkać można było go rzadko. Czemu zatem Jol wpadł właśnie na taki pomysł, czemu nie Senderos? Doprawdy ciężko mi na te pytania odpowiedzieć. Na takim obrocie wydarzeń najlepiej wyszedł Stephen Kelly, który z gracza niemal zapomnianego za Hughesa, teraz stał się ważną częścią zespołu. To właśnie Irlandczyk, znający się z Jolem jeszcze z czasów gry w Tottenhamie, dostał dzisiaj szansę gry na prawej stronie przeciwko gwiazdom Manchesteru City. Na pozostałych boiskowych pozycjach obsada była już dość przewidywalna, choć warto wspomnieć, że do pierwszego składu wskoczył Moussa Dembele, niejako w akcie zdejmowania olbrzymiego obciążenia z barków Bryana Ruiza, które w spotkaniu z Blackburn okazały się być zdecydowanie zbyt wątłe. Rekordowy transfer Fulham zasiadł jedynie na ławce rezerwowych. A szukający formy Belg, który powinien częściej szukać również podania, dostał zadanie połączenia linii pomocy z jednoosobową linią ataku autorstwa Bobby’ego Zamory. Roberto Mancini również nieco namajstrował w defensywie swojego zespołu, choć już przyzwyczaił nas do tego, że swoich bocznych obrońców wymienia niczym opony w bolidzie. Para stoperów pozostała bez zmian. W ataku ponownie ujrzeliśmy Dzeko wraz z Aguero, czyli kolejny dowód na to, że duży z małym mogą wiele. Tysiące par oczu zgromadzonych na Craven Cottage miały szybko okazję się o tym przekonać…

Aguero Show. Wystawiany do 46 minuty.

Pierwsza połowa to prawdziwy koszmar. City szybko narzuciło swój styl gry i przyparło Fulham do muru. Niby Fulham próbowało: czarował, dryblował, szarpał Dempsey. Adresata wrzutek szukał Duff. Ale przebieg wydarzeń wskazywał na jeden możliwy scenariusz, wszyscy czekali na egzekucję, której Manchester miał niebawem dokonać. Raz się nie udało, bo sędzia odgwizdał spalonego Dzeko. Goście próbowali zatem dalej. W 18 minucie pokazali kolejną fantastyczną akcję, w której wymieniali piłkę na jeden kontakt. Wreszcie dyrygent Silva zagrał prostopadle do Aguero, a ten filigranowy argentyński egzekutor puścił piłkę koło próbującego interweniować Schwarzera. Co prawda snajper przeciwnika był minimalnie na pozycji spalonej, ale liniowy tego nie zauważył i bramkę uznał. Cottage ucichło, bo goście szynko złamali opór swojego rywala, a w głowach kibiców zaczynały się pisać najczarniejsze scenariusze, pojawiały się reminiscencje z poprzedniego pojedynku obu zespołów nad Tamizą. The Citizens nie zamierzali spocząć na laurach, a Fulham w swoich atakach było niestety bezradne. Ewidentnie dawał się w znaki brak kogoś pokroju Zoltana Gery, kto byłby w stanie rozgrywać futbolówkę za plecami Zamory. Dembele nie najlepiej radził sobie w tej roli, a wiele jego zagrań było niecelnych. Tak więc nieliczne akcje zaczepne gospodarzy najczęściej na skutek niecelnych podań nie przynosiły żadnego zagrożenia. A napór gości przyniósł kilka wysokiej klasy interwencji Schwarzera, choć trzeba powiedzieć, że defensywa The Cottagers spisywała się całkiem znośnie. Kelly raz jeszcze pokazał, że poniżej pewnego poziomu nie schodzi, a Chris Baird nieźle sobie radził na pozycji stopera. Jego umiejętność wyprowadzenia piłki spod własnej bramki niejednokrotnie się przydała. Do przerwy gospodarze schodzili z jednobramkową stratą i gdzieś tam tliła się jeszcze nadzieja. Jednak 11 sekund po wznowieniu gry Aguero brutalnie zdmuchnął ten ostatni promyk. Chlichy rzucił długą piłkę do przodu, tam Hangeland przegrał pojedynek główkowy z bośniackim kolosem Dzeko, a do futbolówki dopadł Aguero, który ładnym strzałem z linii pola karnego nie dał szans Schwarzerowi. Mając w pamięci pierwsze 45 minut, wniosek mógł być tylko jeden: game over. Kibice, którzy przyjechali z Manchesteru oddali się celebracji gola wzorowanej na sposobie dopingowania przez fanów Lecha Poznań, a wszyscy sympatycy Fulham zapewne pogodzili się z ostatnią pozycją w ligowej tabeli i po cichu zaczynali się podlić o jak najmniejszy wymiar kary. W tej grupie byłem i ja. Kilka minut po tych wydarzeniach Aguero niemal nie skompletował hat-tricka, ale choć umieścił piłkę w bramce, sędzia odgwizdał ofsajd. Następnie mieliśmy kilka minut przestoju. City, jakby pewne siebie, nieco odjęło nogę z pedału gazu. I wtedy stało się! W drużynie The Whites wreszcie coś się zazębiło, Dembele w swoim stylu przedryblował z piłką parę ładnych metrów, ale tym razem dobrze podał do będącego w polu karnym Dempsey’a, który z kolei zgrał do Zamory. Bobby miał trochę wolnego miejsca, nie myślał nazbyt długo i prawą nogą huknął na bramkę Harta. Niektórzy zdążyli już obwieścić powrót Zamory z sezonu 2008/2009, kiedy spotykał się z druzgoczącą krytyką. Teraz osoby te musiały ugryźć się w język, bo geniusz Anglika spowodował, że piłka zatrzepotała w sieci, a Fulham, ku zaskoczeniu wszystkich, wróciło do gry. I co to był za powrót! Nagle to na bramkę Harta zaczął sunąć jeden atak za drugim, The Whites zdominowali rywala. Wcześniej zupełnie ciche i smutne Cottage, teraz wypełniło się krzykami i śpiewami, a piłkarze przypomnieli sobie jak się gra w piłkę. Po długiej piłce od Dembele Dempsey był o milimetry od oddania strzału z bliskiej odległości, ale ofiarna interwencja Richardsa uratowała gości. Zaraz potem Dembele szarżował wzdłuż pola karnego, i ku zaskoczeniu wszystkich, oddał strzał. Hart z największym trudem wybił piłkę na korner. Nie minęło kilka minut a Dempsey strzelał głową, a bramkarz reprezentacji Anglii raz jeszcze paradował. Fulham grało wysoko, ale City nie było wstanie groźnie skontrować. Przemiana Fulham była tak nieprawdopodobna, tak wielka, że Mancini natychmiast reagował, wprowadzając na boisko za świetnego Silvę defensywnego Zabaletę. Ale to niewiele zmieniło. The Cottagers byli znowu w polu karnym rywala, ale tym razem Riise nie opanował dobrego zagrania od Murphy’ego. Wreszcie w 75 minucie padł gol, który spowodował nienotowaną od dawna skalę radości w zachodnim Londynie. I kłamstwem byłoby powiedzenie, że był to gol nieoczekiwany. Ostre wejście Kelly’ego pozwoliło na odzyskanie piłki na prawej stronie. Dembele zagrywał do środka, a w polu karnym znowu znalazł się Zamora, który spróbował sprytnym zagraniem uruchomić partnera znajdującego się w polu karnym. Jako że Bobby został jednak zablokowany, postanowił on skorzystać z planu „B” i wyłożył futbolówkę przed pole karne. Tam znajdował się Murphy, który w swoim stylu szukał długiego rogu plasowanym strzałem. Pewnie skończyłoby się na kolejnej interwencji Harta, gdyby nie to, że po drodze piłka trafiła w defensora City, zupełnie myląc blondwłosego bramkarza. Erupcja radości była natychmiastowa, a szaleństwo nabrało takich rozmiarów, że niektórzy kibice The Whites zaczęli tańczyć „Poznań”, na złość sympatykom The Citizens. W pewnym momencie rozmarzyłem się, licząc, że w konfrontacji tych dwóch zespołów znowu pojawi się magiczne 3:2 dla Cottagers. Ostatecznie tak się jednak nie stało, bo Fulham spuściło z tonu, a goście zaczęli dążyć do strzelenia trzeciej bramki. Dogodną okazję mieli tak na prawdę jedną, ale heroiczna postawa Hengelanda, który zablokował uderzenie Teveza pozwoliła utrzymać ten jeden, jakże cenny psychologicznie punkcik. Manchester City został zatrzymany, a wraz z nim klubowe rekordy i statystyki, bo najlepszy start do sezonu od 99 lat już na pewno będzie świętował swoje stulecie.

Kibice Fulham postanowili zadrwić z fanów City i pokazali swoją wersję "Poznania".

Nadzieja. Wreszcie choć trochę tego drogocennego uczucia wlało się w serca kibiców Fulham. The Whites zostali pierwszym zespołem w tym sezonie, który powstrzymał piłkarzy Manciniego, jednocześnie w po przerwie piłkarze Jola wreszcie pokazali grę ofensywną jaką chcemy oglądać. Zamora błysnął skutecznością, Dempsey irytował defensorów rywala swoją nieprzewidywalnością, a Dembele wreszcie grał efektywnie, a także oddał groźny strzał. Świetną robotę w środku pola wykonywali Murphy i Sidwell, którzy odebrali mnóstwo piłek. Dzisiaj podobał mi się zmiennik Kasami, którego chyba trochę niesprawiedliwie krytykowałem na łamach bloga. Szwajcar na pewno ma potencjał, a w rywalizacji z City wcale nie zląkł się klasy rywala. Choć z tyłu znowu nie zagraliśmy na zero, mając na uwadze potencjał ofensywny przeciwnika, występ defensywy można zaliczyć za udany. Zwłaszcza, że nadal jestem zdania, iż to stabilizacja jest najlepszym lekarstwem na problemy linii obronnej. Bramka kontaktowa przemieniła FFC w groźny, agresywny, ofensywny zespół, zarazem grający uważnie w obronie. Czy nie można tak grać zawsze? Fulham z drugiej połowy proszę mi zapakować, zabieram do domu. To co było w pierwszej połowie proszę natomiast wyrzucić do śmieci. Remis, który smakuje jak wygrana? Czemu nie – na dobry początek.

Czy trafienie kapitana odmieni zespół na dobre?

Advertisements

Responses

  1. Świetny mecz. Z początku myślałem, że dostaniemy w tyłek, jednak zawzięliśmy się i wyciągnęliśmy remis. Do pojedynku z Royem! Aha, jeszcze Chelsea…

  2. Świetne spotkanie, to i u Maca wróciła ochota i flow 🙂 znakomita relacja.

    Dawno ten klub nie przyniósł mi takiej radości, jak po golu Murphy’ego, którego zresztą bardzo lubię i doceniam i jego bohaterska rola (no ok, na wpół z nogą pechowego Kompanego) pewnie właśnie tę radość spotęgowała. Ale głównie chodziło o te pierwsze za kadencji Jola poczucie, że mamy ducha walki, że jeszcze dużo w nas mocy i że to jest te Fulham które na swoim staromodnym obiekcie potrafi ujarzmiać gigantów. I to czuli chyba wszyscy kibice tego klubu, bo żeby poczuć stadionową atmosferę, nie trzeba dziś tam było być, głośniki same pękały od ‚Come on Fulhamów’ 🙂 widać również było wielką radość po samej drużynie, element rodzinny i poczucie więzi jest cały czas bardzo obecne.

    Podejrzewam, że bardzo niewiele drużyn zatrzyma w tym roku City, a przynajmniej drużyn z naszej półki, więc na wytykaniu czegokolwiek nie bedę się skupiał. Zagraliśmy wielką drugą połowę. Te 45 minut faktycznie powinno być teraz nagrane na kasety i zapakowane do plecaków piłkarzy, tudzież w ramach terapii puszczane im w czasie snu by jakoś podświadomie to zakodowali. To było właśnie te najlepsze Fulham, te 4-5-1 z wielkim Bobbym i wciąż dającym radę Dannym, jak dobrze wiedzieć że na to jeszcze jest szansa. Oczywiście, pochwały należą się dziś także wszystkim innym, w drugiej połówce całą 11-tką zagraliśmy znakomicie. Riise (wreszcie) i Kelly (miłe zaskoczenie, zasłużył na grę na tej pozycji) odważnie ruszyli do przodu. Chris i Brede niemal perfekcyjnie wszystko asekurowali, a Hangers czasem w swoim stylu ruszył na połowę rywala. Demps i Moussa czarowali techniką i nie pozwalali odebrać sobie piłki. Ogólnie myślę, że Dembele zagrał wielki mecz, wreszcie strzelał, wreszcie widział też ludzi. Równie świetny był Sidwell, nasza ruda bestia, wymowne było to że w koncowych minutach po przyjacielsku poklepał się z Yayą Toure po ramionach. No i Pajtim. Był rewelacyjny, pokazał dlaczego to on dostał 0,5 godziny a nie Ruiz. Tak jak od samego początku imponował mi już tym, że jako 18-latek daje radę siłowo i kondycyjnie, tak tutaj, po paru spotkaniach, to już prawdziwy wojownik który regularnie podnosi się też piłkarsko. Był naprawdę jedną z głównych postaci, która poniosła nas do przodu. Kiedy zobaczyłem, jak zaraz po wejściu wywalczył róg i natychmiastowo, z wielką determinacją sam pobiegł go wykonać, to poczułem, że możemy mieć z niego wielki pożytek.

    Na końcówkę wszedł też Bryan, spisał sie lepiej niż poprzednio choć to trochę niepoważne mówić tak o 5-minutowym występie. Zaczyna czuć jednak Anglię i jestem pewien, że niebawem nam wystrzeli. Liczyłem że może właśnie dziś jakimś cudownym trafem w ogóle bedzie bajkowo i Ruiz strzeli coś w ostatnich sekundach, ale nie ma co narzekać. To i tak naprawdę smakuje jak wygrana. Tylko niech to będzie miało jakiś sens. West Brom, QPR, tam trzeba to potwierdzić. Chelsea potraktujmy jednak drugorzędnie…

  3. Pojawiły się skróty MOTD: http://www.dailymotion.com/video/xl63ti_fulham-v-manchester-city_sport#from=embed . Już sobie zapisuję na dysku, do bramki Danny’ego pewnie chętnie bedę wracał. No i ciepłe pomeczowe analizy ekspertów, polecam. Poznańskiego tańca niestety nie ma, żadna telewizja tego chyba nie uchwyciła ale ludzie na forach wrzucili fotki 🙂

    Mimo wszystko, choć to kapitalna spontaniczna radość i jeden z najzabawniejszych momentów na trybunach CC w historii, to jednak wolę, żeby te nieco festyniarskie tańce nie weszły do programu na stałe i było to tylko, jak to świetnie ujęto, „taking a pee on City in style” 🙂

    Yhyhyhy, Mancini twierdzi, że City nie miało ludzi i nie mogło robić żadnych zmian po meczu w Europie, a my po swoim mogliśmy 🙂 Naprawdę, nie trawię słuchać tego gościa, bufon do potęgi.

  4. No spotkanie oczywiście wielkie, radość podobnie. Po 46 minutach zamierzałem się skupić tylko i wyłącznie na meczu z Rosją w siatkę, a tu nagle Fulham przeszło taką metamorfozę. Doprawdy zagrali wspaniałą drugą połowę, którą można pokazywać jako materiał instruktażowy. Zmusiliśmy City do cofnięcia się i myślenia o obronie wyniku, a to o czymś świadczy. Atmosfera na trybunach rzeczywiście zrobiła się gorąca i od razu przyszły na myśl te najlepsze mecze w LE, czy też spotkanie z Birmingham w 2008 roku, kiedy niemal dach nad trybuną nie odfrunął. No i to nieme wypowiedzenie „fuck you” w kierunku kibiców City. Z pewnością będzie to długo wspominane.

    Zawodników starałem się ocenić w relacji, ale faktem jest, że w drugiej połowie wszyscy zagrali fantastycznie. Z wyłączeniem drugiego gola City, przy którym obrona się nie popisała, ale oczywiście tę bramkę można rozpatrywać jaką należącą do pierwszej odsłony meczu. Bardzo ucieszyła mnie postawa Moussy, który rzeczywiście zagrał kapitalnie (choć w pierwszej połowie parę razy nawalił źle podając), było widać, że wziął sobie rady trenera do serca. Przed meczem rozmyślałem, że w sumie w takim spotkaniu należałoby postawić w środku pola na kontuzjowanego Etuhu, ale muszę przyznać, że Sidwell spisał się świetnie, bo zagrał z należytą agresją i zacięciem. Podobał mi się Baird, który bezbłędnie zagrał na stoperze, potrafił nawet wygrywać pojedynki główkowe. No i ten nieszczęsny Ruiz, rzeczywiście grał króciutko, ale już lepiej to wyglądało w jego wykonaniu. I oczywiście Cookie nie był jedynym, który cichutko liczył na jego trafienie. 🙂

    Na zakończenie, rozśmieszyło mnie, że podczas meczu komentator powiedział, że wśród trenerów będzie rozbieżność zdań dotycząca sytuacji przy drugiej bramce Fulham i rzekomym faulu na Dzeko. No i nie pomylił się, bo oczywiście Mancini twierdził, że faul był, a Jol, że wręcz przeciwnie. Muszę przyznać, że chyba sędzia powinien to gwizdnąć, ale wynagrodził nam kontrowersję ze spalonym. 🙂

    Czekamy na Chelsea!

  5. filmiki z meczu z Twente

    http://videobam.com/sTJBM
    http://videobam.com/EfUsV
    http://videobam.com/uByrK
    http://videobam.com/lCpmP

  6. Świetny wynik, świetna druga połowa. Miałem szczęście oglądać ostanie 30 minut meczu i to była drużyna na którą czekamy. Nawet Mancini przestaszył się naszych ataków 🙂

    A jakby ktoś chciał to mam link do wideo z drugą połową meczu:
    [video src="http://www.filesonic.com/file/r000216945/2050303751/Fulham_vs._Manchester_City_9-18-2011_2nd_Half_fullmatches.net.wmv" /]

  7. Dzięki Jacku za filmiki.

    Oglądałem ten mecz jeszcze dwa razy, a dokładniej drugą połowę, bo pierwsza do wyrzucenia, na Polsacie Futbol dali powtórkę tego meczu.

    Zgadzam się z cookie, też nie chciałbym żeby ten taniec zagościł na stałe na CC. Widziałem zdjęcia tego tańca na oficjalce.
    Teraz to dopiero czekają nas mecze, derby z Chelsea, pojedynek z Royem i no i kolejne debry tym razem z QPR, zwłaszcza tego ostatniego meczu nie mogę się doczekać.

    Siedzę teraz cały dzień w domu, bo jestem chory i czekam aż pojawi się zapowiedź meczu z Chelsea, a tu wciąż niema, mam nadzieję, że pojawi się przed 15, bo później będę mógł dopiero przed samym meczem to przeczytać.

  8. Dzięki Jacku, praktycznie nigdy nie miałem okazji zobaczyć, jak wyglądają te wstępy do spotkań Ligi Europy, a jednak także ma to swoją małą magię.

    Dzięki Leszek, chyba pokuszę się o pobranie tego pliku i zapisanie gdzieś. Jedna z najlepszych połówek ever. Może także będzie pokazany ten Poznań, bo pamiętam, że już podczas meczu w głośnikach słyszałem komentatorów którzy o tym mówili, ale wtedy wpisywałem tu komentarz i nie miałem spotkania przed sobą.

    Zapowiedź niestety zagościła dopiero koło 17-tej, miałem w planach wrzucenie jej od razu wczoraj, kiedy tylko ją rozpocząłem, ale zmogło mnie niestety zmęczenie. Składów brak, bo to niemal jak skreślanie kuponów w totka.

    Macu, osobiście bym czegoś takiego nie gwizdnął, w Anglii, zwłaszcza w końcówce meczu, raczej puszcza się grę. Zresztą, prócz Manciniego niewiele osób zwraca na to uwagę, a jeśli zwraca, to dodaje przy tym, że gol dla Fulham wisiał w powietrzu.

  9. […] są przed meczem z The Whites, mimo, że to Fulham jako pierwsze w tym sezonie zatrzymało City, wywalczając na Craven Cottage remis 2-2. Punkty z obiektu Citizens wywoziły w tym sezonie jedynie Napoli (remis w Lidze Mistrzów) oraz […]

  10. […] temu, oba zespoły także mierzyły się w Londynie w początkowej części sezonu, a remis 2-2 oznaczał, że Fulham było pierwszą ekipą, która zatrzymała wygrywających dotychczas […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: