Napisane przez: Macu | Wrzesień 25, 2011

Roy miałby powody do dumy. West Bromwich 0-0 Fulham.

Spotkanie z West Bromwich Albion na the Hawthorns było pierwszym meczem Fulham przeciwko byłemu menadżerowi zespołu Roy’owi Hogdsonowi. Po bardzo przeciętnym, wręcz nudnym spotkaniu padł bezbramkowy remis. Za czasów angielskiego trenera taki rezultat uznawany byłby za sukces, jednak wobec wielkiej potrzeby zdobywania punków w której znajduje się obecnie Fulham, jak również wobec nieznacznej przewagi gości w sobotnim meczu, kibice ponownie nie mają powodów do zadowolenia. I trudno uznawać brak Zamory i Johnsona za jedyny powód niezadowalającego rezultatu i braku bramek.

Na spotkanie z Roy’em Hogdsonem czekaliśmy długo. Jakkolwiek z jego odejściem związane jest wiele kontrowersji, wypowiedzianych zostało wiele wściekłych słów, jedno pozostaje bez zmian. Pod wodzą angielskiego szkoleniowca Fulham zaliczyło najpiękniejszy okres w swojej historii, wpierw cudem unikając relegacji, by potem osiągnąć najlepszy finisz ligowy  (siódme miejsce) i zagrać w finale Ligi Europejskiej. Kiedy nareszcie nadszedł czas na ponowne randez vous, jego okoliczności stoją w olbrzymim kontraście z przywołanymi wspomnieniami. Obie drużyny przed meczem znajdowały się w strefie spadkowej, a ich gra była daleka od pożądanej. Od momentu objęcia zespołu przez Martina Jola drużynie Holendra nie udało się wykształcić jakiegoś wyraźnego stylu gry, a sam trener nie zdołał znaleźć recepty na małą ilość bramek strzelanych przez The Whites. Co więcej, Fulham jako jedyny zespół ani razu nie wychodziło w meczu na prowadzenie, a co za tym idzie nie miało na swoim koncie wygranej. Czy pojedynek ze słabym WBA pomógł w zmianie tych niechlubnych statystyk?

Przy okazji tego konkretnego spotkania niezwykle trudno jest uciec od porównań poczynań Jola z Hogdsonową wizją futbolu w Fulham. Pamiętamy przecież okres w którym w ciemno można było typować jedenastkę The Cottagers, gdyż nie ulegała ona praktycznie żadnym zmianom. Co prawda Hogdson miał wówczas to szczęście, że piłkarze pierwszego planu nie ulegali żadnym kontuzjom, nie mniej taka polityka personalna przynosiła zespołowi wiele korzyści, zwłaszcza linii obrony, która rozumiała się wręcz znakomicie. Tymczasem w sobotnie popołudnie Martin Jol raz jeszcze namieszał w składzie, co po części spowodowane było chorobą Zamory i Andy Johnsona, jak również problemami osobistymi Damiena Duffa. Partnerem w środku defensywy Brede Hangelanda ponownie został Chris Baird, jednak na prawej stronie zabrakło tym razem Kelly’ego, a w jego miejsce do składu wskoczył Grygera. W pierwszej jedenastce wybiegł również Pajtim Kasami, Moussa Dembele i Orlando Sa. Zachwycającego w derbowej potyczce z Chelsea Freia zabrakło nawet na ławce rezerwowych. Ofensywna linia Fulham została zestawiona w sposób płynny, który może i miał na celu zmylenie rywala, jednak w równie dużej mierze namieszał  chyba w głowach zawodników Jola. Bryan Ruiz zasiadł tylko i wyłącznie na ławce rezerwowych, mimo że Orlando Sa jest z zespołem równie krótko co Kostarykanin.

Kasami nie miał tyle szczęścia co Aguero. Jemu odgwizdano spalonego.

Jeżeli chodzi o przebieg meczu, niestety nie jestem w stanie zrelacjonować go z pełną rzetelnością, a to dla tego, że niska atrakcyjność meczu spowodowała, iż trudno było znaleźć należycie działającą internetową relację wideo. Nie mniej, pierwsza połowa w wykonaniu gości była niezła. To gospodarze kompletnie się gubili, nie potrafiąc rozegrać piłki w najprostszych sytuacjach. The Baggies daleko było od jakości prowadzenia ataku pozycyjnego prezentowanego niegdyś przez Fulham na własnym stadionie. Już w 10 minucie The Whites zdołali pokonać Bena Fostera po tym, jak Dempsey uderzył z daleka, a po nie najlepszej interwencji bramkarza futbolówkę do siatki wepchnął Kasami. Niestety pani Sian Massey podniosła swoją flagę sugerując spalonego, a piłkarzom Jola nie wypadało nawet dyskutować z posiadającym imponujący kucyk arbitrem. Jak pokazały jednak powtórki, gracze z Craven Cottage mieli jak najbardziej uzasadnione prawa do protestów, gdyż Kasami był na równi z obrońcą WBA. Jeżeli tydzień temu zaliczono gola Aguero, trafienie Kasamiego tym bardziej zasługiwało na taki werdykt. Kontrowersyjna sytuacja choć na chwilę ożywiła The Hawthorns, jednak ogółem mecz toczony był w nudnym, żmudnym tempie, a obie jedenastki raziły nieporadnością, jakby potwierdzając zasadność zajmowanych w tabeli miejsc. Proste straty i brak konceptu na grę cechowały oba zespoły. W Fulham moment obrotowy akcjom nadawały indywidualności, próbował przedzierać się Dembele, szczęścia szukał Dempsey, jednak mało w tym było gry zespołowej. The Whites byli w pierwszej części nieznacznie lepsi, jednak ich występ nadal pozostawiał wiele do życzenia. W drugiej połówce było jużż nieco ciekawiej, głównie za sprawą podopiecznych Hogdsona, którzy zaczęli grać zdecydowanie lepiej. Jeszcze w 48 minucie z woleja uderzał Dempsey, futbolówka obiła się od głowy Olssona i poszybowała przedziwną parabolą na poprzeczkę. Tego dnia nawet szczęście było przeciwko The Cottagers. Dobra gra w środku pola w wykonaniu Mulumbu pozwoliła jednak The Baggies na nieco bardziej groźną i ofensywną grę. W 63 minucie Youssouf Mulumbu, który niedawno zrezygnował z gry dla reprezentacji Konga,  zagrał piękną prostopadłą piłkę do Petera Odemwingie, wykorzystując nieco złe ustawienia Bairda. Gwiazdor zespołu z West Bromwich, który w obecnym sezonie nie może odnaleźć formy, pomknął na bramkę Schwarzera i mając hektary wolnego miejsca uderzył wprost w bramkarza Fulham. Piłkę przejął Hangeland i ogrywając przeciwnika wyprowadził ją z pola karnego, pokazując rzadki w tym meczu moment geniuszu. Szkoda, że autorstwa obrońcy. Po mini dawce emocji znowu zrobiło się nudno, dopóki Mark Schwarzer nie wylądował niebezpiecznie na swoich plecach po interwencji w szesnastce. Zdawało się, że okazję do debiutu będzie miał Neil Etheridge, jednak Filipińczyk ostatecznie musiał ponownie przywdziać dres, mimo że w międzyczasie zdołał już się z niego rozebrać. W meczu mieliśmy jeszcze dwa ciekawe zdarzenia. W 76 minucie z wolnego uderzał Riise, Foster zdołał szybko zejść do parteru  i obronić ten strzał, jednak wypluł piłkę wprost do nadbiegającego Ruiza. Wprowadzony na boisko zawodnik kopnął piłkę tak szybko jak umiał, ale okazało się, że było już za późno, bo Foster zdołał podnieść się i sparować strzał na słupek. W 89 minucie WBA niemal nie zadało decydującego ciosu, kiedy Chris Brunt, kapitan zespołu, huknął swoją gorszą prawą nogą zza pola karnego, a milimetry dzieliły go od tego by futbolówka weszła od słupka do bramki. Ostatecznie żadne gole nie padły, a po słabym spotkaniu drużyny podzieliły się punktami.

Optymizm po konfrontacjach z mocnymi rywalami można już włożyć między bajki. W spotkaniu w którym trzy punkty znajdują się na wyciągnięcie ręki, kiedy wystarczy tylko po nie sięgnąć, Fulham nie potrafiło wykonać nawet tak prostej czynności. Największą bolączką londyńskiego zespołu zdaje się być brak atutów ofensywnych. Bez Zamory linia ataku nie istnieje. Co gorsza, w moim przekonaniu nie chodzi tu nawet o personalia. Dempsey, Dembele, Duff zdają się być zawodnikami o odpowiednich umiejętnościach by Fulham zaczęło strzelać gole. Trzeba ich jednak mądrze poustawiać. Tymczasem na chwilę obecną wygląda to tak, jakby każdy z nich grał dla siebie, poruszając się z pełną dowolnością po całej szerokości boiska. Kiedy z WBA zabrakło Duffa, Fulham kompletnie pozbawione było typowych skrzydłowych, co tylko pogłębiało wrażenie chaosu. Brak stabilizacji nie pomaga również defensywie. Co prawda Bromwich gola nie strzeliło, jednak kolejne wariacje na temat linii obrony z pewnością nie wpływają pozytywnie na wzajemne zrozumienie. Jak długo będziemy musieli czekać aż Jol przedstawi swoją ostateczną wizję zespołu? Chyba już najwyższy czas.

Kwaśne miny nie dziwią. Oba zespoły grały równie słabo.

Reklamy

Responses

  1. Dzięki Macu. Zgadzam się, że nawet i w najsilniejszym składzie to mogłoby wyglądać tak samo, po wejściu podstawowych zawodników w meczu z Chelsea naprawdę wyglądaliśmy wtedy gorzej. Brakuje nam zgrania, niestety chyba jeszcze jakiś czas będziemy przeżywać tę frustrację związaną z niemocą wykończenia akcji. Co może zrobić Sa, wzięty za darmo z Porto, co może zrobić 19-letni Kasami. Temu ostatniemu przyklaskuję, bo mimo że nie strzela i nie asystuje hurtowo (choć to też mógłby, gdyby nie miał tego pecha), to błyskawicznie wkomponował się w Premier League i czasem już w ogóle nie widać różnicy między nim a innymi zawodnikami, niekiedy jest nawet naszym motorem napędowym. Orlando zresztą też spisuje się dobrze jak na wolny transfer, kondycyjnie daje radę, wygrywa sporo główek, niestety za bardzo chce koniecznie samemu coś strzelić i już co najmniej dwie zespołowe akcje tym skopał.

    Martwię się, jak to będzie z Bryanem, Al Fayeda już pewnie Stevie Marlet nawiedza w snach 😛 Z Odense nie zagra, z QPR trzeba wygrać więc kto wie czy Jol mu zaufa, moze znów wejdzie na 15 minut. I ile zdziała. Potrzebuje wyrozumiałości i czasu na aklimatyzację, a na taki luksus przez słabe wyniki zbytnio pozwolić sobie nie możemy.

  2. Jakiś czas temu naszła mnie taka refleksja: Czemu kupujemy zawodników niesprawdzonych w Premier League? Przecież zawsze są spadkowicze, zawsze znajdzie się u nich kilku ciekawych graczy. Ponadto na pewno było kilka innych możliwości transferowych. Skoro płacimy ponad 10 milionów za Bryana, skoro wyłożyliśmy wcale niemało za Kasamiego, to chyba było nas na to stać. A tak to mam wrażenie, że w zasadzie nie wzmocniliśmy składu, a bardziej go rozszerzyliśmy. No dobra, Ruizowi trzeba dać czas, Kasami też może okazać się świetnym zawodnikiem, bo już ma przebłyski. Ale nam najbardziej trzeba było chyba jakiegoś napastnika pokroju Sidwella, który zna smak gola w PL.

    W relacji zapomniałem jeszcze umieścić dwóch elementów:
    – Słabo na prawej obronie spisał się w moim mniemaniu Grygera. Kilka łatwych strat, nie najpewniej w obronie. Na środku obrony z Chelsea grał lepiej.
    – Reakcja Murphy’ego na ściągnięcie go z boiska. Najszczęśliwszym człowiekiem nie był. Nie przypominam sobie by Danny kiedykolwiek tak się zachował w stosunku do Roy’a, czy też Sparky’ego.

  3. A tak w ogóle, mam jeszcze ciekawostkę – z fulhamfc.pl:

    gall, 02.09.2011; godz.23

    Tak dla zainteresowanych strona jest na sprzedaż… :]

    🙂

  4. Widziałem, ciekawe, skąd wie takie rzeczy 😀 no i na kupno tej strony przez kogoś się raczej nie zapowiada. Chyba, że Ty masz takie plany, Macu 😀

    A dlaczego taka była teraz nasza polityka – Jol miał na celu przede wszystkim odmłodzenie składu, a wiadomo że za rodzimych, angielskich nastolatków, czy dwudziestoparolatków płaci się jak za zboże. Wybrał ciekawe nazwiska z zagranicy, wziął ryzyko, czy sprawdzą się oni, czy nie. Moim zdaniem na młodych ogranych w Anglii szans nie mamy, jak United podkupują za 15 baniek 18-letniego Jonesa z Blackburn, albo Arsenal płaci podobną kwotę za kogoś jeszcze młodszego.

    Nie widziałem, co działo się jak Danny schodził, miałem już wtedy dosyć patrzenia na ten ‚spektakl’. W każdym razie wielkich pozytywnych fluidów wokół Jola nie widać, cały mecz przesiaduje ze spuszczoną głową, wskazówki dla zmienników daje Lewington, a kiedy Kasami zmarnował karnego z Chelsea, to zamiast spodziewanego stania w napięciu, jakiegoś podskoczenia, nabrania krzywej miny, wykrzyczenia paru cierpkich słow w niebiosa – czyli zachowanie a’la Sparky – Jol po prostu siedział i machnął ręką jak dziad. Aż przypomniał mi się wtedy z tym zatroskaniem i zainteresowaniem nieśmiertelny epizod Wójcika w Widzewie 🙂 (http://www.youtube.com/watch?v=8fUaIvmGcyk)
    Ale aż tak źle chyba nie jest 🙂

  5. BHR na wypożyczeniu w Portsmouth do 7 listopada.

  6. Dobrze, wraca po kontuzji, ogra tam się trochę. Z wypożyczenia do Dundee wrócił natomiast przed terminem Keanu Marsh-Brown i jestem ciekaw, czy historie, jakie wypisuje The Sun (http://www.thesun.co.uk/scotsol/homepage/news/3840038/Soccer-thief-gets-boot-from-Dundee-United.html), mają jakiś związek z prawdą 🙂

  7. Cookie —> Tak, od dawna roztaczam chytry plan monopolizacji polskich stron internetowych o Fulham. Zawładnę umysłami wszystkich kibiców zespołu. 😀

    No zgodzę się, że po poczynaniach transferowych L’poolu było widać, że młodzi Anglicy osiągają zupełnie irracjonalne ceny. Popieram wizję Jola dotyczącą odmłodzania składu, ale myślę, że można było poszerzyć go jeszcze o piłkarzy w średnim wieku, znających realia ligi angielskiej. Taki Parker majątku nie kosztował, a jednak jest parę lat młodszych od Murpy’ego. No ale oczywiście akurat w przypadku Parkera raczej ciężko by było go skusić na grę w Fulham. 🙂

    Wracając jeszcze do samego Jola, nie ma co rozdmuchiwać tej sytuacji. Myślę, że na razie zawodnicy stoją za nim i nie próbują jeszcze go zwalniać. No a że Murphy się wkurzył, miał do tego prawo. Mam nadzieję, że zwyczajnie panowie wyjaśnili sobie po męsku tę sytuację po meczu i już dziś ujrzymy kapitana w pierwszej jedenastce.

    Co do Marsha, mógłby trochę formy popodkradać od zawodników Dundee i podrzucić naszym. A sam artykuł wybitnie tabloidowy.

  8. Myślę, że nawet gdybyś dał za wygraną z tym monopolem i pozwolić komuś innemu kupić tamtą domenę, i tak nadal władałbyś umysłami wszystkich fanów FFC 🙂 bo innych, niż tu na blogu, wiele najprawdopodobniej nie ma. A szkoda.

    Na Scotta Parkera szans rzeczywiście nie było zbyt dużych 🙂 ale rozumiem Twoją ideę, jeden ograny zawodnik by się przydał. W zasadzie, można taką łatkę przyczepić Riisemu starszemu, ale on rzeczywiście nieco zapomniał, jak się na Wyspach gra. A szkoda.

    Oczywiście, nie wieszczę jakiegoś rychłego upadku Jola, jedynie ma on po prostu swój specyficzny charakter, który nawet za lepszych wyników raczej się nie zmieni i Arnie nadal będzie z posępną miną patrzył, jakby chciał wszystkich na boisku pozabijać 🙂 A szkoda. Lubiłem w Sparkym te młodzieńcze odruchy.

  9. No też wolałbym nieco więcej wigoru przy linii bocznej. Może nie aż tak przeskalowanego jak w przypadku Moruinho, ale z pewnością jakaś sensowna dawka byłaby wskazana. Natomiast najbardziej interesują mnie wyniki i atmosfera w klubie, ale tego to chyba nie muszę pisać. 🙂

    Szczerze, to myślę, że jeszcze są jakieś zbłąkane dusze. Mam taką nadzieję 😛 Podczas pierwszej odsłony bloga pisało na nim jeszcze mniej osób. Teraz jest nas więcej, dyskusje są na prawdę fajne, oby tak dalej. 🙂

  10. W sumie racja, po objawieniu się Leszka, który okazał się mieć największy staż spośród osiedlonych w Polsce fanów, nic mnie już nie zdziwi 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: