Napisane przez: Macu | Wrzesień 30, 2011

Książę Andrzej oczarował Fionię. Odense BK 0-2 Fulham.

To zdecydowanie nie była urzekająca historia, pełna pięknych momentów i zapierających dech w piersiach popisów. Scenariusz był niespójny, akcja rwana, a aktorzy niemrawi. Szczęśliwie na scenie pojawił się jedyny bohater z prawdziwego zdarzenia – Andy Johnson. Z książęcą gracją wziął na swoje barki losy swoich braci i mężnie poprowadził ich do zwycięstwa wyprowadzając dwa zabójcze ciosy. W taki oto sposób ten niepozorny wojownik stał się postrachem zielonych równin  starego kontynentu, a jego kolekcja sześciu skalpów najokazalszą w Europie.  Fionia została zdobyta.

Andy Johnson jako bohater epopei?  Czemu nie. Jak na razie strzeleckie wyczyny Anglika na europejskich boiskach predestynują go do bycia obsadzonym w roli pierwszoplanowej. W spotkaniu w którym obejrzeliśmy zatrważająco mało składnych akcji, w którym brakowało jedności pośród zawodników występujących pod wspólną flagą, Andy Johnson okazał się prawdziwą gwiazdą. Wystarczyło, że na scenie zrobiło się nieco miejsca, że Johnson miał okazję do pokazania swoich umiejętności, do przelania na ekran choćby drobnej dawki swojego talentu. Nie było żadnej tremy, żadnych niepotrzebnych nerwów, drżących kończyn. Kiedy AJ znalazł się w świetle jupiterów, swoją rolę odegrał bezbłędnie. Były reprezentant Albionu dwukrotnie umieścił futbolówkę w siatce, tym samym strzelając swojego gola numer pięć i sześć w europejskich pucharach. Nad próbującym go ścigać Rojasem z norweskiego Aalesunds Johnson ma gola przewagi. Oczywiście, że Andy jest scenicznym rutyniarzem, w tym sezonie wystąpił we wszystkich możliwych odcinkach europejskiego pucharu. Jednak nie ma wątpliwości, że AJ należą się słowa uznania. Dzisiaj w Odense był on człowiekiem, jak mówią Anglicy, który zrobił różnicę. Mecz z grubsza przypominał bezładną kopaninę, ale kiedy futbolówka wreszcie spadała pod nogi Johnsona, ten wiedział co ma z nią zrobić. Teraz marzy się by Książę Andrzej wrócił na swoim białym rumaku w rodzime strony, do królestwa funta i zawijanej w gazetę ryby. By pokazał swoje męstwo i umiejętności. Tutaj czeka już na niego jego wierny kompan Zamora, chcący by jak za starych dobrych czasów ruszyć w bój ramię w ramię z AJ. Stawka jest niebagatelna, w końcu rozchodzi się o panowanie nad zachodnim Londynem. Ale to dopiero w następnym odcinku.

Wycieczka do Odense została potraktowana przez Jola z dość dużą powagą. Tak przynajmniej można wnioskować po składzie, który wystawił Holender. W gruncie rzeczy, zawiódł on oczekiwania wielu fanów, którzy marzyli o tym by ponownie ujrzeć Karima Frei’a, tak zachwycającego w spotkaniu pucharowym z Chelsea. Młody skrzydłowy zasiadł zaledwie na ławce rezerwowych, z resztą na boisku nie pojawił się w ogóle. Tymczasem w wyjściowym składzie znalazło się wielu piłkarzy doświadczonych, stanowiących o sile zespołu w Premier League. Co prawda poza wyjściową jedenastką znalazł się Riise, a w jego zastępstwie zagrał Briggs, ale obok młodego anglika obejrzeliśmy tak rutynowanych piłkarzy jak Murphy, Hangeland, Schwarzer i Duff. Co prawda Jol postanowił dalej testować wszelkie możliwe kombinacje i pary, stąd w obronie mieliśmy dwójkę Hangeland-Senderos, w pomocy Murphy-Etuhu, a w ataku Dempsey-Johnson, jednak generalnie pod względem personalnym zaskoczenia nie było. Bez kontuzjowanych Zamory i Dembele pole manewru było z resztą mocno ograniczone.

Niestety zmiany obrazu gry drużyny z Craven Cottage również nie doświadczyliśmy. Goście po raz kolejny w tym sezonie nie byli w stanie zdominować rywala, a bardziej mu się podporządkowali, grali tak, jak Odense na to pozwalało. Fulham nie było w stanie skonstruować  żadnej składnej akcji, a w grze londyńczyków panował chaos. Dużą liczbę głupich, prostych strat notował Murphy. Indywidualne próby czy to Kasamiego, czy to Dempsey’a nie przynosiły skutku, niewidoczny był Duff. Amerykanin co prawda próbował uderzać parę razy zza pola karnego, ale w tym sezonie pociski wystrzelane przez amerykańskiego rewolwerowca zagrażają co najwyżej postronnym obserwatorom, a nie bramce rywala. Jednocześnie Fulham nie przekonywało grą obronną. Piłkarze Henrika Clausena starali się nacierać skrzydłami, w czym przodował Norweg Espen Ruud, boczny obrońca, który wykonał w pierwszej części gry niezliczoną liczbę dośrodkowań w pole karne Marka Schwarzera. Piłki te, co gorsza, sprawiały duże kłopoty defensywie The Whites, która zwyczajnie nie potrafiła oddalić niebezpieczeństwa od własnej bramki. Słabo tego dnia dysponowany był Senderos popełniający mnóstwo błędów, przy wrzutkach nieco źle ustawiał się Kelly. Jedynie Hangeland trzymał swój wysoki poziom, rządził i dzielił w powietrzu. W 13 minucie Djiby Fall powinien był strzelić po jednej ze wspomnianych wrzutek, ale uderzył za lekko, a kapitalną interwencją popisał się Schwarzer, pokazując godną uznania gibkość. Tak na prawdę, to OB było drużyną lepszą, a gdyby Fall dysponował lepszą skutecznością, Duńczycy mogliby prowadzić całkiem wysoko. A jednak to Fulham strzeliło gola. Nie po żadnej wspaniałej akcji zespołu, a po indywidualnym przebłysku geniuszu i błędzie rywala. W 36 minucie Dempsey jakimś cudem przebił się z piłką przez kilku przeciwników, w próbie iście desperackiej i skazanej z góry na niepowodzenie. Dograł do Andy Johnsona, który będąc po lewej stronie pola karnego zagiął do środka i uderzył w kierunku bramki Wesselsa. Czemu obrońca Odense nie atakował Anglika i czemu nie spodziewał się tak oczywistego ruchu ze strony AJ? Ciężko było powiedzieć. Ale Fulham miało swoje wyjazdowe prowadzenie. Prowadzenie, którego jeszcze w tym sezonie ligowym osiągnąć nie potrafiło. Po zamianie połów obraz gry nie uległ znacznej poprawie, a mecz nadal był mocno szarpany, cechował się dużą ilością strat z obu stron . The Cottagers zagrali może nieco lepiej, Murphy miał większy wpływ na obraz gry swojego zespołu, dobrze uzupełniał go Etuhu. Na samym początku Schwarzer raz jeszcze musiał paradować, kiedy Kadrii przymierzył zza pola 16-tki. Potem było względnie spokojnie, by nie powiedzieć, że nudno. Żadnych groźnych uderzeń na którąkolwiek z bramek nie doświadczyliśmy. Fulham osiągnęło umiarkowaną kontrolę nad przebiegiem boiskowych wydarzeń. Duńczycy ograniczali się do długich piłek w pole karne londyńczyków, które z resztą najczęściej kończyły swój żywot na czuprynie Hangelanda. I pewnie takiego nużącego końca byśmy się doczekali, gdyby nie przypadek, który znowu wspomógł Fulham. W 88 minucie Senderos zrobił typowy „wyjazd”, wykopując piłkę gdzie popadnie, byle dalej od własnej bramki. Tak się złożyło, że z tego kopnięcia wyszło wspaniałe podanie do Andy Johnsona, który kilkadziesiąt metrów dalej skleił sobie piłkę i pobiegł w kierunku Wesselsa. Ponownie nie atakowany przez obrońcę, zdołał sobie kilkukrotnie poprawić futbolówkę, a następnie technicznie uderzył po długim rogu, wyprowadzając gości na 0-2 i przypieczętowując wygraną. Kto jak kto, ale Johnson na tego gola zasłużył, bo był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem Fulham. Tuż przed ostatnim gwizdkiem z boiska wyleciał jeszcze Malijczyk Traore, który wpierw dwoma nogami upolował Briggsa, za co otrzymał żółty kartonik, by potem wzbogacić swoją kolekcję o taką samą kartkę, po próbie wyeliminowania Duffa.Wkrótce potem kurtyna opadła.

Fulham w Fionii wygrało, ale swoich kibiców uszczęśliwiło tylko połowicznie. Duża doza przypadkowości, nadmiernie indywidualna gra, dziury w obronie, wszystko to przed pojedynkiem derbowym z Queens Park Rangers nie napawa optymizmem. W grze piłkarzy Jola nadal nie widać znaczącego progresu. Na duńskiej wyprawie zapewne najwięcej skorzysta Andy Johnson. Swoich egzekucji dokonał z wielką gracją i dziwne by było jakby Książę Andrzej z QPR nie zagrał. Innych pozytywów nie stwierdzono.

Trailer można zobaczyć tutaj.

Niech Kraków się strzeże. Może być następny.

Reklamy

Responses

  1. http://www.footballshirtculture.com/11/12-kits/fulham-2011-2012-kappa-third-football-shirt.html – Ale ohyda. 🙂

    Oczywiście w komentarzach trochę sobie poużywali:

    „Nice choice of statue, could have been worse they could have had the Michael Jackson statue”. 😀

    No ale może w ten sposób przypomnimy szerszej publiczności, że na Cottage jest zdecydowanie bardziej istotny posąg, z resztą w zdecydowanie bardziej eksponowanym miejscu.

  2. Jak by to był Jackson to bym oszalał.

    Co do meczu, to trzeba się cieszyć z 3 punktów i postawy AJ’a.
    W grze wciąż niema postępu, a przecież graliśmy mocnym składem, trudno się spodziewać wielu zmian na QPR, więc pewnie trochę będzie widać to zmęczenie.
    Na początku sezonu się tak bardzo nie martwiłem naszą formą, na starcie zeszłego sezonu, różowo też nie było, a teraz nowy trener itd. ale coraz bardziej się martwię, Jol w końcu miał cały okres przygotowawczy do dyspozycji, a poza tym to już październik, a w naszej grze wciąż nie widać poprawy.
    Też nie widzę, by drużyna miała jakiś styl, taki stempel Jola, przynajmniej ja tego nie widzę.

  3. Kapitalny koncept, Macu! 😀 Książe Andrzej! 😀 książe Odense, książe Fionii – od dzisiaj dołączają do jego przydomków. W końcu my lubimy po udanym meczu nazywać kogoś „bohaterem z Burgas” lub „księciem Paryża”…:P

    Tylko to raczej Andy jest kompanem Zamory, mimo że AJ ma pewny siebie, sztubacki charakter, to jednak przy Bobbym wygląda jak młodszy brat 🙂

    Mamy dobre humory po meczu (i po fajnej relacji!) i to się liczy, zwycięstwo odrobinę przypadkowe, ale czy inaczej było z takim Stoke. Oby teraz czekał nas podobny rozwój wydarzeń, mecz z QPR to batalia, w której muszą wreszcie pokazać charakter.

    Myślę, że jednak kilka zmian w niedzielę będzie, na pewno JAR, na pewno Sid, na pewno Moussa i Bob. Chciałbym Kerima, bo to przestępstwo nie dawać mu kolejnych szans. Mecz z kolejnym zespołem zza miedzy byłby dobrą szansą. Arnie, nie daj ciała, poznałeś już wszystkich i dobierz 11-tkę na zwycięstwo.

    Hołd Kappy dla Haynesa jest warty przemilczenia, ciekawy nadruk ale dlaczego na trzecim, złotym stroju? 😛

  4. Andrzej zasługuje ogólnie na wielkie oklaski po drugiej bramce, wyszło cud-malina, nawet zgorzkniały Arn-Jol-d w wywiadzie pomeczowym stwierdził, że to było coś perfekcyjnego. Choć swoje w mojej opinii zrobił przy obu bramkach także przeciętny Wessels.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: