Napisane przez: Macu | Październik 16, 2011

Za słabi na punkt. Stoke City 2-0 Fulham.

Czy po rozbiciu QPR na Craven Cottage aż 6-0 coś się zmieniło na lepsze? Jeżeli tak, to piłkarze Fulham zdecydowanie nie dali tego po sobie poznać w sobotnim spotkaniu na Britannia Stadium. Po serii kilku meczów bez przegranej zawodnicy Martina Jola polegli w Stoke, będąc zespołem zdecydowanie gorszym. Początek nie zapowiadał smutnego scenariusza, gdyż piłkarze Fulham zaczęli ambitnie i mieli duży wpływ na kreowanie wydarzeń boiskowych. Niestety, im dalej szliśmy w las, tym przyjezdni stawali się coraz bardziej zagubieni. Powróciły duchy z przeszłości i niemożność stworzenia sobie choć jednej dogodnej sytuacji strzeleckiej. W całym meczu Fulham oddało jeden celny strzał, na dodatek w doliczonym czasie gry. Tymczasem Stoke grało jak zawsze, twardo, przywiązując dużą wagę do stałych fragmentów gry, często atakując skrzydłami. Aktywni przez cały mecz byli Pennant i Etherington. Nieźle prezentował się Crouch, który zdawał się już zgłębić filozofię gry swojego nowego klubu i kilkukrotnie bezpardonowo wparował się w będącego w własnym polu bramkowym Marka Schwarzera. W pierwszej połowie The Whites byli jeszcze w stanie postraszyć Stoke. Już na samym początku z rożnego świetnie dorzucał Murphy, ale nikt nie potrafił przeciąć tej piłki. Następnie ładna akcja kombinacyjna została zakończona strzałem Riise, który ostatecznie przefrunął nad bramką Begovicia. Wreszcie w 43 minucie po wrzutce Bairda główkował Zamora,  ale nie potrafił trafić w światło bramki, choć pomylił się niewiele. Tuż przed przerwą Stoke powwino prowadzić 1-0, ale Pennant przestrzelił z kilku metrów niczym amator. Warto wspomnieć, że Britannia Stadium po raz kolejny okazało się pechowe dla Moussy Dembele, który z powodu kontuzji musiał opuścić murawę jeszcze przed końcem pierwszej połowy. Brak żywotnego Belga był ewidentnie widoczny w późniejszych fragmentach gry, a pozostający bez formy Duff nie stwarzał tak wielu problemów rywalowi. Druga część gry należała już tylko do Stoke. Fulham nie potrafiło zawiązać jednej dobrej akcji, a pilkarze Tony’ego Pulisa przykręcili śrubę i począwszy od 60 minuty zaczęli pukać do drzwi londyńczyków. Wielkie kłopoty defensywie The Whites sprawiały wszelkie stałe fragmenty gry (w tym auty), kilkukrotnie z piłką mijał się Schwarzer, powodując nie mały bałagan i dezorientację we własnej 16-tce. W 65 minucie Delap trafił w słupek. W 78 minucie Fulham miało rzut wolny niedaleko bramki Begovicia. Goście rozegrali go wystawiając piłkę do Riise, rudowłosy Norweg huknął z całą mocą, piłka zabujała się w powietrzu i zatrzymała się na spojeniu bramki gospodarzy, wprawiając ją w niemałe wibrację. Fulham było o milimetry od prowadzenia. Jednak piłka okazała się tym razem sprawiedliwa. Dobra gra Stoke w drugiej połówce zasłużyła na wynagrodzenie. Dosłownie 120 sekund później mieliśmy kolejny kocioł w polu karnym Schwarzera. Etherington próbował strzelać, futbolówka zatańczyła w lesie nóg zawodników, a następnie okazała się łaskawa do Waltersa, potoczywszy się pod jego nogi. Ten z najbliższej odległości się nie pomylił. Gospodarze po 7 minutach zdołali dorzucić jeszcze drugą bramkę i przypieczętować trzy punkty. Już chyba pogodzeni z przegraną przyjezdni zdekoncentrowali się przy rzucie wolnym, a wrzutka Etheringtona została zamieniona na gola przez zupełnie niekrytego Delapa. Riise już chyba marzył o prysznicu, bo ewidentnie przysypał w tej sytuacji. Wyrównany w pierwszej połowie mecz przerodził się w jednostronne widowisko w drugiej części. Tym razem Fulham nie miało już tak wielkiego szczęścia na Britannia Stadium jak za poprzednim razem. Jeżeli gracze Jola byli w fazie wznoszącej, po sobotnim spotkaniu bez wątpienia nieco obniżyli loty. Czy to wystarczy by pokonać słabą ostatnio Wisłę? Dowiemy się w czwartek.

Crouch nie szczędzil kuksańców Schwarzerowi

Advertisements

Responses

  1. Mecz nazbyt spektakularny nie był w naszym wykonaniu, a jednocześnie mam mało czasu, więc proszę mi wybaczyć skrótowość. 😀

  2. Macu, spokojnie 🙂 na pewno po raz kolejny i tak poświęciłeś najwięcej „papieru” na relację spośród wszystkich mediów 🙂 mecz bez historii, przynajmniej II połowa, którą oglądałem. Sami poprosiliśmy o bramki, oddając wiele łatwych wolnych i autów (które w przypadku Stoke są, jak wiadomo, jak wolne). Była bardzo duża nerwowość w naszych szeregach, miejscami wydawało mi się, że za wszelką cenę chcą przede wszystkim pokazać, „kto tu rządzi”, a wynik był sprawą drugorzędną. Fajnie, że nie daliśmy się takiemu zespołowi stłamsić, ale lepiej było jednak zagrać po swojemu. Oby tak było w kolejnych meczach wyjazdowych, w których takiej presji jak na Stoke chyba już nie będzie…

    Jeszcze słowo o Riise – coraz bliżej jest jego bramki z wolnego, ale poza tym spisuje się, jak dla mnie, słabo. Żeby tylko w piłce nożnej było można robić zmiany jak w siatkówce, tam wchodzą tylko na chwilę na podwyższenie bloku, u nas Riise wchodziłby tylko na egzekwowanie wolnych… 😛

  3. Macu tak za bardzo to nie było co opisywać.

    Po meczu z QPR napisałem że Fulham spina się tylko na takie ważne spotkania, jak derby czy mecz z MC, a kiedy gramy np. z Newcastle to brak tej determinacji i woli walki.
    To kolejny bardzo słaby mecz w naszym wykonaniu, moim zdaniem Stoke było lepsze i tyle ja wciąż nie widzę postępu w takich zwykłych meczach.

    cookie ma rację Riise gra co najwyżej przeciętnie, myślałem, że będzie super wzmocnieniem i będzie potrafił dać coś extra drużynie, ale na razie cały zespół jest słaby, więc niemożna go skreślać.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: