Napisane przez: Macu | Listopad 4, 2011

Sprowokowani do wygranej. Fulham 4-1 Wisła Kraków.

Gdzie kończy się Polska?

Wisła Kraków na dzień dzisiejszy to twór niezwykle dziwaczny. Drużyna z Krakowa jest niczym statek pływający pod polską banderą, ale nie mającą z krajem nad Wisłą nazbyt wiele wspólnego. Na pokładzie znajdują się majtkowie z najróżniejszych zakątków świata, najczęściej nieco podstarzali i niechciani na innych pokładach. Za sterami siedzi z lekka pyskaty i zadufany Holender, który coraz częściej wprowadza swoją jednostkę na mieliznę. Prawdziwy kosmopolityzm. Tylko jak tutaj utożsamiać się z taką drużyną jako Polak? Nikt mi nie zarzuci, że nie próbowałem. Do pierwszego meczu podchodziłem  z neutralnym nastawieniem. Po prostu chciałem obejrzeć dobre spotkanie. Ale gdy mówię spotkanie, to nie mam na myśli gry aktorskiej. Nunez chyba pomylił powołanie. O ile piłkarzem jest co najwyżej przeciętnym, o tyle turlanie się po ziemi i umiejętne kontrolowanie mimiki twarzy wychodzą mu znakomicie. Oczywiście czerwona kartka w Krakowie dla Dembele nie była jedyną przyczyną przegranej. Wisła zagrała dobrze, a przyjezdni z Londynu dość wyraźnie odpuścili. Ale piszę to wszystko, bo wtedy, po meczu, coś we mnie pękło. Uświadomiłem sobie, że, za przeproszeniem, Wisła to dupa, a nie polska drużyna i nie muszę jej kibicować. Świętem jest jest gdy na boisku w trykocie z białą gwiazdą biega więcej niż dwóch zawodników o polsko brzmiących nazwiskach (tak jak to miało to miejsce w rewanżu na Cottage). To już w Borussii Dortmund mamy podobny stosunek polaków do obcokrajowców. W takim razie czemu nie kibicować piłkarzom z Westfalii?  Jeżeli najbardziej wyraźnym elementem polskości wiślacskiego zespołu mają być jego kibice i ich „kurwy pokonamy”, to ja już chyba wole wsłuchiwać się w splot niemieckich spółgłosek formujących trudne do zrozumienia dla zwykłego śmiertelnika słowa. No i jeszcze jedno: pan Maaskant. Na początku miałem do niego szacunek, wydawał się porządnym gościem, mającym pojęcie o futbolu. Ale im dłużej jest w Polsce, tym coraz częściej widzę w jego osobie bufona, kogoś krytykującego innych, ale nie zważającego na własne błędy. Deja Vu? Pamiętam takiego jednego siwego jegomościa…

Bo Jaliens przy Zamorze to amator

Tak więc w czwartkowy wieczór moja dusza podzielona już nie była. Trzymałem kciuki za słabo ostatnio grających, poczciwych, a za razem wyjątkowo brytyjskich staruszków z Fulham. Proszę mnie źle nie zrozumieć, Wiśle nadal życzę wszystkiego najlepszego, zwłaszcza w europejskich pucharach (chociaż to chyba już w przyszłym sezonie). Ale projekt Roberta Maaskanta zupełnie mnie nie przekonuje. Jest on wadliwy już u samej podstawy. Jak można opierać grę defensywną zespołu na takiej osobie jak Kew Jaliens? Nieważne czy pada, wieje, gwiżdże, czy śwista. Na środku obrony krakowskiej drużyny zawsze pojawia się holenderski stoper. Co z tego, że Wisła ofensywę ma całkiem niezłą: Biton posiada snajperskiego nosa (bez skojarzeń), Illiev i Kirm potrafią dobrze oskrzydlić akcje. Nawet bez Maora, Małeckiego i Sobola gracze z Polski potrafili na Craven Cottage skonstruować kilka groźnych sytuacji. Jednak obrona białej gwiazdy to istna tragedia, a wiodącym jej aktorem jest, nie, nie Nunez, a wspomniany właśnie Jaliens. Po pierwszych sekundach spotkania miałem nieodparte wrażenie, że mecz ten będzie dla Fulham spacerkiem, w którym londyńczycy będą kontrolowali tempo chodu. Wszystko dla tego, że Maaskant raz jeszcze postanowił wręczyć swoim przeciwnikom kluczyk do własnej bramki. Zamora obracał ten kluczyk kiedy tylko chciał.

Wielkie gole i małe prowokacje

Znaczenie tego meczu dla Fulham dobitnie zostało ukazane w wyjściowej jedenastce delegowanej do gry przez Martina Jola. Po raz pierwszy w Lidze Europejskiej zagrał tak silny zespół Fulham. Tym razem tacy piłkarze jak Dempsey, Zamora i Riise na odpoczynek liczyć nie mogli. W Krakowie duma londyńczyków została urażone, ci zatem postanowili wziąć srogi rewanż. Oczywiście, zgodnie z przepowiedniami, wrogiem publicznym numer jeden był Gervasio Nunez. Argentyńczyk został niemal napromieniowany gwizdami, co nie przeszkodziło mu znakomicie odnajdywać się w boiskowych gierkach psychologicznych. Od samego początku prowokował Damiena Duffa, któremu sprzedał nawet przepiękny cios z łokcia, niezauważony przez arbitra. Tymczasem Fulham również nie przebierało w środkach. Jak przystało na zespół, który zakwalifikował się do LE dzięki klasyfikacji fair play, zawodnicy the Whites grali bardzo ostro i agresywnie, co niemal skończyło się łzami w oczach Cezarego Wilka. Jednak piłkarsko zdecydowanie górował jeden zespół – Fulham. Krakowianie przebłyski mieli, potrafili wykorzystać mankamenty tej chybotliwej konstrukcji stworzonej w defensywie przez Jola (a może rozchybotanej przez niego?). Ale trafili tylko raz, na dodatek po rykoszecie. Tymczasem the Cottagers Pareikę pokonali aż czterokrotnie, a trzy gole były najwyższej klasy. Trudno mi rozstrzygnąć która bramka była ładniejsza. Czy może pierwsza, gdzie Zamora oparł się o Jaliensa, idealnie zgrał do Johnsona, który dograł w tempo do Duffa. Druga, kiedy Johnson strzelił z woleja, a futbolówka od słupka wpadła do bramki. A może gol numer trzy, kiedy piłka poszła jak po sznurku, a kolejne zagranie na jeden kontakt Zamory pozwoliło AJ stanąć w sytuacji w której nie mógł się pomylić. Nawet ostatni gol był niczego sobie, świetne dośrodkowanie Duffa, który wreszcie wyglądał na zawodnika w formie, zostało bezlitośnie wykorzystane przez Sidwella. Ktoś powie, że 4-1 to był za wielki wymiar kary. A i owszem, aż tak dobrze the Whites nie grali. Fulham traciło za wiele piłek w środku pola, za często popełniało błędy w wyprowadzaniu piłki z defensywy, przesadzało z ilością długich piłek. Ale to cechuje wielkie drużyny, że nie muszą grać dobrze by wygrywać.  I to wysoko. Przebłyski geniuszu duetu Zamora – AJ wystarczyły do tego, by krakowski sen o Lidze Europy ostatecznie wyrzucić do kosza. Teraz piłkarze Jola są o krok awansu do następnej rundy, co nie wątpliwie wiadomością jest świetną. Tylko czy Fulham będzie w stanie kilka razy z rzędu zagrać na podobnym poziomie? Niech the Whites wreszcie wybiorą bohatera w którego chcą się wcielić.

W pierwszym meczu Nunez pokazał się jako dobry aktor. Jak się okazało, w prowokowaniu jest równie niezły.

Reklamy

Responses

  1. Ja jestem zadowolony z wyniku choć chciałbym dużo więcej goli zobaczyć gra mogła być lepsza.
    Tak byłem zawiedziony jak Pareiko wyciągnął strzał Kasamiego, interwencja niesamowita tylko, wolałbym, żeby tak bronił w barażach o EURO, a nie dzisiaj.
    Wisła z przodu wyglądała nawet nieźle, ale z tyłu to szkoda gadać, oby dyspozycja obrony utrzymała się na mecz Śląska.
    Jeśli chodzi o nas to mimo efektownego wyniku gra tak dobra niebyła, a przecież to była tylko Wisła, proste i głupie błędy obrony naszej w PL wybaczone nie będą, cieszyła mnie gra Duffa, bo zagrał chyba najlepszy mecz w sezonie, ale to byli tylko obrońcy Wisły.
    Gol AJ’a na 2:1 PRZEPIĘKNY, z woleja i do tego z pół obrotu, oby to był jego sezon.
    Piękna kombinacja przy rzucie wolnym, dobrze, że znowu Riise nie polował na kibiców, bo to się mogło by skończyć jak w przypadku Cisse i Sunderlandu.
    Fajnie, że byliśmy lepsi w dwumeczu od Wisły i solidnie ich tutaj skopaliśmy i to nie tylko jeśli chodzi o wynik, ale także było dobrze widać po oku Wilka, cieszę się, że komentował też mój ulubiony komentator, a więc Przemysław Pełka.
    Bardzo mi się podobało też jak potraktowaliśmy Nuneza, szkoda, że np; Sidwell nie zrobił tego co Carew, Nunez był chyba najczęściej faulowanym piłkarzem Wisły, a do tego piękny wślizg Etuhu, miał farta, że trafił w piłkę, bo teraz byłby w szpitalu, ale dobrze mu tak brzydzę się takim zachowaniem jak w Krakowie, a do tego co zrobił Duff’owi, to już mnie do wściekłości do prowadził dobrze, że mecz Wisła – Śląsk to mecz przyjaźni, bo usiadłbym gdzieś nisko i nie wiem co bym zrobił tej szmacie.

  2. Też ważne, że wygrywamy drugi mecz z rzędu, może dzięki tej malutkiej serii zespół uwierzy w siebie i zacznie grać na miarę oczekiwań, no i atmosfera się poprawi w zespole i wokół zespołu.

  3. „usiadłbym gdzieś nisko i nie wiem co bym zrobił”
    hehe głupoty napisałem, wybaczcie emocje.

  4. ej Piter, masz w zupelnosci racje, Fulham ma tendencje do lekcewazenia niektorych rywali i czasami to sie bardzo msci. Wygrana cieszy, godnie pomscilismy wczesniejsza porazke 🙂
    WP i prasa angielska pisze dzis o „cudzie nad Tamiza” ponoc nie doszlo do zadnych powazniejszych incydentow. Oby dobra passa nie skonczyla sie na niedzielnym meczu z Tottenham

  5. Wlasnie przegladam oficjalne forum…okazuje sie bardzo szwankowala organizacja, kibice Wisly siedzieli na caly stadionie i tylko ci ktorzy siedzie na Hammy End zostali przesunieci do Putney End.

    http://cc.fulhamfc.com/forum/topics/never-again-do-i-want-to-see-75-of-the-home-end-celebrating-an

  6. „Cud nad Tamizą”, jak rozumiem nie w kontekście wyniku, tylko tego, że stadion pozostał w całości? 😛 to prawda, dziwnie wyglądało to wszystko na polskich sektorach i fakt, że siedzieli na ponad 100-letniej trybunie, nie miało dla nich pewnie żadnego znaczenia. Ciekawe, ile tych kibiców było razem, bo czasami rzeczywiście miało się wrażenie, że te śpiewanie (ach, jak polsko się zrobiło, „gola, gola, strzelcie …. gola” :P) dobiega ze wszystkich czterech stron. Ale i Fulham dało się oczywiscie słyszeć, zwłaszcza jak przy piłce był Nunez.

    Do gry pewnie można mieć zastrzeżenia, ale na pewno nie graliśmy wczoraj na 100%. Bramki zdobywało się lekko, więc po co było wkladać w to trochę więcej sił. Te niech zostawią na Tottenham. Zgadzam się, że Duff zagrał świetnie, myślę że nie tylko przeciw obrońcom Wisły da jeszcze radę. Że też w tym momencie jest tylko rezerwowym. Na skrzydłach mamy naprawdę dużo ciekawych opcji. Kasamiego szkoda mi dlatego, bo ten pech, ta blokada, cały czas za nim krąży. Przestrzelony karny z Chelsea, nieuznana prawidłowa bramka z WBA, teraz Pareiko broni to w niesamowity sposób i to jeszcze przy stanie 1-4. To może być za dużo destruktywnych wydarzeń dla 19-latka 😛

    Ogółem cieszę się podwójnie, jak nie potrójnie, ostrzegłem znajomych żeby szykowali się na rzeź niewiniątek i Fulham mnie nie zawiodło. Zwłaszcza ta trzecia bramka, po niej, będąc fanem, można naprawdę było być dumnym, a nie będąc fanem, zrobić naprawdę wielkie oczy.

  7. Na oficjalce opinie podzielone ale w duzej czesci bardzo przychylne dla kibicow Wisly, atmosfery, spiewow etc ale tez bardzo duzo uzasadnionej krytyki klubu za zla organizacje. W koncu jak mozna bylo przepuscic dwie swiece dymne przez security check? Dlaczego wiedzac ze mecz ten bedzie cieszyl sie duzym powodzeniem wsrod Polakow, nie oddano im calego Putney End jako sektora dla przyjedznych? Dobrze ze byl ten cud i dobrze ze nic powazniejszego sie nie stalo poza kibicami Wisly walczacymi miedzy soba w Bishops Park 🙂

  8. Strasznie mnie denerwuje rysowanie polskich kibiców jako chuliganów. Nie robiłem jakiś badań w tej sprawie, ale zdaje mi się, że problem ten jest straszliwie przerysowany. I niestety ten przesadzony obraz przepłynął z naszych mediów do świadomości ludzi zza granicy. No wiadomo, że mamy problemy z huliganami, ale bez przesady. Jako całokształt, kibice Wisły w naszym dwumeczu wypadli bardzo pozytywnie i również widziałem wiele pochlebnych opinii na forach. A Angole chyba myśleli, że się będą na nich z nożami rzucać. 😉

    Tak jak napisałem w relacji – cały czas miałem wrażenie, że kontrolujemy grę i możemy strzelić gola kiedy nam się tylko spodoba. Wisła potrafiła zagrać parę razy groźnie, ale na litość boską, niech wymienią tego Jaliensa, Lamey’a i Diaza, bo z taką defensywą mogą znaleźć się poza podium ekstraklasy…

  9. No właśnie zapomniałem napisać o tych irytujących długich piłkach na Bobby’ego, strasznie mnie to denerwowało tak jak byśmy chwilami nie mieli innego pomysłu na grę.
    Dobrze Macu napisał o Wiśle co ten klub ma wspólnego z Polską, ja nawet nie miałem dylematu komu kibicować mimo, że jestem kibicem Śląska Wrocław.

    Macu
    Masz trochę racji jeśli chodzi o kibiców, ale nie do końca, bo na meczach często wszystko wygląda dobrze, jednak w drodze powrotnej często jest już dużo gorzej.
    Weźmy np. Śląsk, na stadionie Dundee było świetnie, doping był niesamowity, ale w drodze powrotnej często pijani kibice Śląska w nocy zachowywali się potwornie, policja nie potrafiła ich opanować, zdarzało się, że atakowali, zaczepiali przypadkowych przechodni, włamywali się do sklepów itd. ogólnie było fatalnie.

    Wybaczcie za błędy, ale się śpieszę, bo jutro muszę wcześnie wstać.

  10. Macu to sa efekty kitu typu „Ross Kemp on Gangs” gdzie wiekszosc nie zdawala sobie sprawy ze nie sa to programy dokumentalne a rzekomi kibole byli po prostu podstawieni. No coz wiadomo ze media manipuluja nie tylko w tym temacie… ze wzgledu na opinie jak panuja na temat naszych kibicow i Polakow generalnie, Angole spodziewali sie zachowania jakie opisuje Piter a czegos takiego po prostu nie bylo. Swoja droge ciekawe co by sie dzialo na meczu np z QPR gdyby kibice byli tak wymieszani w sektorach jak na meczu z Wisla…

  11. Z pewnością nie byłoby jak na meczu futbolu gaelickiego, o którym nauczyłem się kiedyś dzięki wywiadowi ze Stephenem Kellym, że atmosfera jest niezwykle pokojowa przez wymieszanie ze sobą kibiców na trybunach 🙂

    Dodam jeszcze od siebie, że bardzo spodobała mi się formuła artykułu Maca, trafił perfekcyjnie w celowany przez siebie od dawna blogowy format. Zgrabnie rozdzielone paragrafy z osobnymi nazwami, lużny styl z nieznacznym nawiązaniem do boiskowych wydarzeń. Czułem się jakbym miał w ręku dobry dziennik sportowy. Brawo Macu 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: