Napisane przez: cookie | Grudzień 5, 2011

Ciężki test sumienia. Fulham – Liverpool

LiverpoolPo blisko miesięcznej tułaczce po stadionach Anglii i Europy, nad Tamizę wracają synowie marnotrawni Craven Cottage, z sumieniami obciążonymi przejściem obok pucharowego meczu z Twente Enschede. Jako, że futbol nie jest sprawą życia i śmierci, a kibice potrafią w jednej chwili na powrót pokochać swoich pupili, jakkolwiek rozczarowujące nie było w ich wykonaniu ostatnie spotkanie, błyskawiczne odpuszczenie grzechów jest możliwe także i w przypadku piłkarzy Martina Jola. Warunek postawiony im przez fanów Fulham jest prosty – muszą dać dziś z siebie wszystko. Jak mocne okażą się u The Cottagers żal za grzechy i postanowienie poprawy, doskonale oddadzą to wydarzenia boiskowe, gdyż na SW6 przyjeżdża bardzo wymagający rywal – Liverpool Kenny’ego Dalglisha.

Entrée do dzisiejszego pojedynku wyglądałoby zupełnie inaczej, gdyby podróże The Whites zamknęły się na wyjazdach do Sunderlandu oraz Emirates Stadium. W spotkaniach z dwójką ligowych rywali, Fulham ugrało dwa przyzwoite remisy, przedłużając passę bez porażki poza domem do trzech meczów – sytuacja jak na ten klub wręcz rzadka i dająca powód do dumy. Traf chciał, że na The Whites, pracujących na powrót nad Tamizę z tarczą, czekała jeszcze eskapada do Enschede, mająca rozstrzygnąć losy pierwszego miejsca w grupie Ligi Europy. To w tym momencie, gdy chodziło o miły dodatek do szaroburej ligi, o dodatkową radość dla swoich sympatyków, The Cottagers zawiedli tak bardzo, że poprzednie wyjazdy ukryły się w cieniu zapomnienia, a do południowo-zachodniego Londynu postanowiono wezwać spowiednika. W obrębie 90 minut, które miały stać pod znakiem atrakcyjnej dla oka rywalizacji z futbolowo frywolnymi Holendrami, piłkarze Martina Jola popełnili szereg kardynalnych grzechów, odwracając od siebie swoich fanów. Niemal eksportowy skład The Whites, desygnowany przez Jola w celu wywiezienia z Enschede punktów, wykazał się jawną arogancją, wkładając w spotkanie absolutne minimum zaangażowania. Takich obrazków nie znosi oglądać kibic żadnego klubu, nawet gdy chodzi o nie najistotniejszą przecież sprawę pierwszego miejsca w grupie, z której równie dobrze można awansować z pozycji drugiej. Pycha została ukarana gniewem najwierniejszych sympatyków, a klątwę można zdjąć tylko w jeden sposób – stawiając The Reds warunki dokładnie odwrotne do tych postawionych Twente i ruszając na rywali tak, jak rozjuszony byk rusza w kierunku tego, co czerwone.

Podopiecznych Kenny’ego Dalglisha z pewnością nie będzie trzeba mocno nakłaniać do solidnego przetestowania sumień piłkarzy w białych koszulkach – nie tylko mają po prostu wpajaną w mentalność grę o zwycięstwo w każdym spotkaniu, ale i poniosą ich dobre wspomnienia z ostatniej wizyty na Craven Cottage, kiedy orkiestra dyrygowana przez Luisa Suáreza i Maxiego Rodrígueza wprawiła gospodarzy w chocholi taniec, wywożąc z SW6 pogrążające 5:2. Powodów do nadziei na powtórzenie takiego wyniku w obozie The Reds nie brakuje – Liverpool jest niepokonany w lidze od ośmiu kolejek, a z coraz lepszej strony pokazują się letnie nabytki Dalglisha – José Enrique, Charlie Adam, Jordan Henderson czy Stewart Downing (choć mogły być to równie dobrze pomysły dyrektora sportowego The Reds, Damiena Comolliego, który, gdy pełnił podobną funkcję w Tottenhamie trenowanym przez Martina Jola, był znany z robienia transferów bez ich uzgodnienia z managerem). Wnikliwe oko zauważy jednak, że, obok wygranej z Chelsea na wyjeździe (powtórzonej także kilka dni temu w Pucharze Ligi), czy remisami z ekipami z Manchesteru (Liverpool jest drugim po… Fulham zespołem, który odebrał w Premier League punkty Citizens), chlubie czerwonej części miasta Beatlesów przydarzyły się też zdecydowane wpadki, jak remisy na Anfield ze Swansea i Norwich. Na kolejne potknięcie, szansa może być tym większa, że z gry do końca sezonu wypadła właśnie kluczowa postać The Reds – Lucas Leiva – który we wspomnianym pucharowym pojedynku z Chelsea zerwał więzadła krzyżowe w kolanie.

W zespole Fulham, z uwagi na silny skład, jaki zagrał z Twente, większość wyjściowej 11-tki utworzą pokutnicy z Enschede (choć w tamtejszej drużynie były oczywiście pojedyncze jasne punkty). Uwaga powinna być skupiona zwłaszcza na dwóch – to byli herosi Anfield, Danny Murphy i John Arne Riise. Dla Norwega, zawodnika Liverpoolu w latach 2001-08, który do dziś wspominany jest w Merseyside z wielką sympatią (nie inaczej jest zresztą z kapitanem The Whites), będzie to pierwszy mecz w Premier League przeciwko swojemu byłemu klubowi. Czwartkowych grzeszników powinno wzmocnić kilku piłkarzy z czystymi sumieniami – Chris Baird, Clint Dempsey czy Bryan Ruiz. Nie w zbawczą rolę piłkarzy niesplamionych „holenderskim incydentem” trzeba jednak wierzyć, a w autentyczny rachunek sumienia przeprowadzony przez resztę.

Przewidywane składy:
Fulham (4-4-2): Schwarzer – Baird, Senderos, Hangeland, Riise – Ruiz, Etuhu, Murphy, Dempsey – Dembélé, Zamora
Kontuzje: Duff, Sidwell, Davies, Grygera
Liverpool (4-4-2): Reina – Johnson, Škrtel, Agger, Enrique – Kuyt, Henderson, Adam, Rodríguez – Bellamy, Suárez
Kontuzje: Gerrard, Lucas 

Zły Jol

A jeśli moralizatorskie kazania to zła droga, niech piłkarze Fulham po prostu nie nadużywają cierpliwości tego dżentelmena...

Reklamy

Responses

  1. Ciekawe, jak będą wyglądać pojedynki Riise z Bellamym, jeśli do takich dojdzie – kiedy obaj grali w Liverpoolu, zdarzyła się awantura na polu golfowym, kiedy Bellamy przyłożył Johnowi z kija 😛

    Nie wiem, czy śledzicie plotki transferowe, ale ponownie wracają historie wyssane z palca, oparte na tym, gdzie pracował wcześniej Jol. Otóż sporo gazet twierdzi, że Shreku jest zdesperowany, by… wypożyczyć Berbatova z MU. A może? 😛

    Bardzo podoba mi się losowanie styczniowej rundy w Pucharze Anglii. Zagramy na CC z Charlton(em), od razu przypominają się wspólne potyczki w Premier League.

  2. Fajnie, że pociągnąłeś motyw spowiedzi, oba teksty kapitalnie się uzupełniają. 🙂 Wziąłem sobie twoją zapowiedź w formie wydruku do jednego ze środków komunikacji miejskiej (chodzi o metro, ale już się nie chcę chwalić:P), dawno nie czytało mi się nic z taką przyjemnością. Pewnie ludzie się musieli dziwić z czego się tak zacieszam. 😀

    No już tylko około kwadransa dzieli nas od momentu, kiedy dowiemy się, czy rzeczywiście dzisiaj zagramy z prawdziwym serduchem. Zwyczajnie piłkarze są to winni kibicom, więc mam nadzieję, że dzisiaj zobaczymy inne spotkanie.

    Poruszając temat Lucasa, czytałem ciekawy felieton na Eurosporcie, w którym właśnie podkreślano, że z zawodnika, którego kibice nie lubili, wykpiwanego, w obecnym sezonie stał się ulubieńcem, bez którego ciężko wyobrazić sobie wyjściową jedenastkę. Teraz Daglish będzie musiał zaimprowizować, bo nie ma żadnego innego defensywnego pomocnika z prawdziwego zdarzenia. Ciekawe kogo cofnie, Adama?

    A na plotkę z Berbą się gdzieś już natknąłem. Pewnie wyssane z palca, ale akurat pomysł nie najgorszy.

    Składzik: Schwarzer; Kelly, Hangeland, Senderos, Riise; Ruiz, Etuhu, Murphy, Dempsey; Dembele, Zamora

  3. Hm, ciekawe czy po prostu Kelly cieszy się zaufaniem Jola, czy z problemami rodzinnymi Bairda jest coś poważnego…

    To miłe, że wydrukowałeś sobie tę zapowiedź, choć też byłbym chyba nieco zdziwiony widząc osobę czytającą jakąś dziwną rzecz z obco wyglądającej strony 😛 jeszcze z uroczym spojrzeniem Jola 😛

    Z Lucasem było dokładnie jak mówisz, to tylko pokazuje, że niektórym potrzeba czasu na aklimatyzację. Dlatego wciąż nie mam wielkich wymagań wobec Bryana… choć będzie trochę inaczej, jeśli spojrzy nam w oczy groźba spadku.

  4. Hm, Rafał Nahorny powiedział właśnie „w Fulham brakuje kontuzjowanych Duffa, Sidwella, Daviesa i Grygery”, tak jakby czytał słowo po słowie tę zapowiedź 😛

    Rolę Lucasa przejął chyba młody Spearing.

    Uh, znów skuteczny Moussa… 😛

  5. Ponoć to 500-tny mecz Schwarzera w Premier League. Szacunek. I niewykluczone, że nie dobił jeszcze do swojej ostatniej setki…

  6. Dobra I połowa, o taką właśnie reakcję drużyny chodziło, choć mieliśmy dużo szczęścia przy strzale Hendersona. Podoba mi się waleczność wszystkich, obserwuję zwłaszcza Senderosa i Etuhu o których się odrobinę bałem, ale grają znakomicie. Dużo pokazuje się Riise, niestety rzadko go widzą, czyżby bali się że i tak sknoci akcję przeciw swojej ukochanej ekipie? 😛 Najsłabiej wypada chyba Bobby, niestety kryją go bardzo pieczołowicie i ledwo dotyka piłkę.

    Dużo pomyłek Charliego Adama, na szczęście. W wywiadzie przez meczem wypowiadał się o Murphym z najwyższym uznaniem, być może jakaś trema?

  7. Ja oglądam na SKY Sports, jakość lepsza jak na moim znakomitym kineskopowym TV sprzed 100 lat. 😀

    Ciekawe z tym Nahornym. 😉 Fajnie by było!

    Z ciekawostek zasłyszanych, mamy za sobą 49 meczów PL w których nie spowodowaliśmy karnego. Ostatni taki wypadek miał miejsce w 2 kolejce poprzedniego sezonu, kiedy graliśmy z Man U. Zresztą Stocky obronił karnego, a mam wrażenie, że był on mocno wyssany z palca. Jakaś kontrowersyjna ręka, bodaj Duffa.

    Co do meczu, na razie niezwykle solidnie. Wyrównane spotkanie, Liverpool ma więcej piłki, ale pod względem sytuacji już zdecydowany remis. Nawet mam wrażenie, że jesteśmy w lepszych pozycjach, ale podejmujemy złe decyzje, wide sytuacja Dempsa, który zamiast zagrać na lewo do Riise, huknął z całej siły w obrońcę.

    Na obecny moment, najbardziej na plus: Senderos (nie spodziewałem się) i Dickson (trzyma środek pola). Oczywiście Brede też się spisuje wzorowo, ale to oczywiste.

    Ryan znowu słabo, złe decyzje (pcha piłkę do przodu – sam popełniam ten błąd grając:P), tylko lewa noga, dużo strat. Ale do Moussy dograł ładnie.

    Liczę, że tak jak z Arsenalem zaskoczymy ich! COYW!

    Ps. Jak tego Moussa nie strzelił? Powinien raz dotknąć piłki i „wziąć” ją za bramkarza.

  8. Oho, obaj wyróżniliśmy Phila i Dicksa, oni rzeczywiście są najbliżsi rozgrzeszenia 🙂 chociaż Senderos nie grał chyba w czwartek.

    Zgadzam się, że marnujemy te fajnie wypracowane okazje i rzeczywiście najwięcej marnotrawimy ich, nie zauważając Riise na lewej. Była też okazja gdy defensywa Live się pogubiła i mogliśmy trójką ruszyć na Reinę, niestety Bobby przyjął piłkę niczym Rasialdo i ta w mgnieniu oka przetransportowała się z jego łydki pod nogi Reiny…. 😛 Moussa zawiódł niestety w tamtej akcji na całej linii, być może nie wszedł jeszcze wtedy w mecz. Parę minut potem odkuł się, odpalając fantastyczny pocisk z dużej odległości, ale Reina niestety wyjął opuszkami palców.

    Ciekawa statystyka z rzutami karnymi, oby była ta 50-tka i więcej, choć na spryt Suareza trzeba bardzo, ale to bardzo uważać…

    Z Nahornym podałem niestety niepełny fakt, zaraz potem dodał o problemach rodzinnych Bairda, które w zapowiedzi już pominąłem, więc korzystał chyba z innych źródeł… ale jeśli jest inaczej – pozdrawiamy, Panie Rafale! 🙂

  9. PS. Od zawsze zastanawiam się, dlaczego w przerwie ZAWSZE leci kawałek „A Town Called Hypocrisy” zespołu Lostprophets. Ani z nich fani Fulham, z tego co czytałem, ani to utwór futbolowy… na forach rozkładają mi na te pytanie ręce… czy kiedyś się dowiem? 😛

  10. Gol, gol, dotrzymajmy to!!!

  11. Dotrzymali!! 🙂 Było dużo szczęścia, arbiter mógł uznać gola Suareza, ale wreszcie całe gdybanie jest nieistotne. Wygrywamy, brawo Fulham!

  12. I znowu Dempsey strzela Liverpoolowi gola o ogromnym znaczeniu, chociaż przy bramce najbardziej popisał się oczywiście Pepe Reina.

  13. gratuluje. kibic Liverpoolu…

  14. Yeah, yeah, yeah! Trochę farta, ale ogólnie świetny mecz (i naszego zespołu i ogółem), no i wreszcie wygrana! Teraz muszę wyjść z psem (nie moim), ale potem coś jeszcze skomentuje. Mam nadzieję, że znajdę jutro czas na relację, muszę! 🙂

    BRAWO!

    michalLFC —> Dzięki!

  15. Również dzięki, Michał, doceniam Twoją postawę. Powodzenia dla Liverpoolu w następnych meczach!

    Macu – jeśli dasz radę z czasem, to jestem ciekaw, co wyjdzie, bo aż prosi się o zrobienie z tego trzeciej części trylogii o synach marnotrawnych i pokucie 🙂 PS. Dziwne hobby, wychodzenie z czyimś psem 😛

  16. Naprawdę bardzo dobry mecz, widzisz cookie mówiłem, że niema co się martwić, w najważniejszych meczach gramy naprawdę nieźle, czerwona kartka miała duże znaczenie, też wydaje mi się, że gol Suareza powinien być uznany choć powtórka idealna nie była.
    Mecz naprawdę bardzo dobry akcja przenosiła się z pod bramki pod bramkę, świetny mecz naszej dwójki stoperów, Etuhu i jeszcze Dembele zagrali dobrze.
    Cieszy to zwycięstwo, oddaliliśmy się nieco od strefy spadkowej, ale coś mi się wydaje, że niedługo i tak wszystko wróci do normy.

    michalLFC
    Dzięki

  17. Rzeczywiście miałeś rację Piter, to było takie Fulham, jakie chcieliśmy oglądać. Oczywiście też miałem cichą nadzieję, którą jak zwykle przemyciłem w zapowiedzi. 3 punkty już oficjalnie zdobyte to jednak zupełnie inne, rewelacyjne uczucie. Tym bardziej, że Liverpool to naprawdę cholernie dobra ekipa.

    Powraca jednak nasze ulubione pytanie – czy znów nie poprzewraca się naszym w baniakach? 🙂 za tydzień Swansea, za dwa Bolton. To są chyba jednak te najważniejsze mecze…

  18. Pies nie mój, a wujka. Jako że wyjechał, to muszę niestety (czasami stety:P) z nim wychodzić, bo psiakość piszczy mi pod nosem. Akurat ciekawa analiza w SKY Sports była. ;P

  19. To dobry z Ciebie opiekun zwierzaka, oby Mikołaj dziś do Ciebie przyszedł 😛

  20. Na Mikolaja/Died Moroza/Sainta Clausa nie mozna w tym roku narzekac, mialo byc w wariancie optymistycznym 3 punkty, 1 w pesymistycznym a urwalismy 5 tylko ze mam podobne odczucia jak Cookie co do meczow z Swansea i Boltonem…i troche nie bardzo rozumiem tej fali hurra optymizmu na oficjalnym forum

  21. Zwykły optymizm jest uzasadniony, Jacku, jak po każdym zwycięskim meczu, a zwłaszcza z potentatem, ale przesadzać faktycznie nie ma co. Swansea to ciężki teren, z Boltonem na CC będziemy pewnie faworytami, a to nam nie leży. To są najważniejsze grudniowe próby, jeśli je wygrają, mamy ponad 20 punktów na półmetku i wtedy można odetchnąć. Jeśli nie… będą musieli ograć United lub/i Chelsea 🙂

  22. Chelsea mamy w drugi dzien swiat (Boxing Day) i tak jak pamietamy roznie to bywa z tymi meczami (mecz z WH na CC w zeszlym roku) Licze ze Santa i tym razem bedzie dla nas bardziej laskawy niz Died Moroz dla rebiaty Abramowicza 🙂 inaczej czeka mnie tydzien sprzatania i gotowania bo znowu sie zalozylem ale tym razem o remis 🙂

  23. No, termin meczu z Chelsea jest genialny, gdyby chcieli nam sprawić jakiś miły prezent. O ile pamiętam, graliśmy z nimi w okolicach świąt na CC i było 2:2 po bramkach Clinta i Lamparda. Remis jest więc możliwy, ale chyba wygrywasz także wtedy, Jacku, kiedy my wygrywamy? 🙂

  24. a tak to bylo w 2008 ale i 2006 to tez bylo jakos blisko swiat i gdyby nie samoboj Roseniora(?) to bylobo zwyciestwo.Inna sprawa ze to chyba Boccanegra w ostatnich minutach wywalczyl dla nas remis.Jakos mi sie wydaje ze na historyczne zwyciestwo na SB przyjdzienam jeszcze troszke poczekac

  25. Aha, bo gramy na Stamford. Tam rzeczywiście są zacięte mecze, ale nie wygrywamy. A to samobój Smallinga, a to samobój Roseniora. Pamiętam ten mecz z 2006, Volzy strzelił wtedy gola nr 15.000 w Premier League. Pamiętam, jak w innym meczu, oczywiście też świątecznym na SB (coś ich dużo), Helguson położył przy karnym Cecha jak zawodowiec (dziś by się to przydało). Zawsze jest jakiś pozytywny moment w meczach na SB, oby teraz było chociaż tyle. Po dzisiejszym niestety znów deprecha i na zwycięstwo się nie nastawiam.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: