Napisane przez: Macu | Grudzień 11, 2011

Smoków bać się można. Ale żeby łabędzi? Swansea 2-0 Fulham.

Niestety, tak dobrze nie ma. Tytuł, który omyłkowo pojawił się na stronie wieścił zwycięstwo Fulham na Liberty Stadium w stosunku 2-0. Rzeczywistość była jednak zdecydowanie bardziej okrutna: po spotkaniu stojącym na niskim poziomie the Whites ulegli Walijczykom 0-2.  Z dużą przykrością muszę poinformować, że wobec dużego natłoku obowiązków przedświątecznych zmuszony jestem skrócić tę relację do minimum, mimo że i tak zamieszczam ją z dużym opóźnieniem

Stało się to, czego wszyscy się obawiali. Po niespodziewanym i nieco szczęśliwym triumfie nad Liverpoolem, zespół Jola powrócił do swojej szarej codzienności i bez walki oddał spotkanie ze Swansea. Jakkolwiek walijski smok może budzić przerażenie, o tyle krągłe kształty łabędzia ze Swansea powinny działać kojąco na duszę. Tymczasem piłkarze z Londynu zagrali na Liberty Stadium tak, jakby na przeciwko siebie zobaczyli o ile nie ziejącego ogniem potwora, to przynajmniej czerwonego diabła z rogami.  W rezultacie zagrali do bólu bojaźliwie, chowając się w mroku i nieśmiało wystawiając głowę zza winkla. To gracze Brendana Rodgersa w pierwszej połowie prowadzili grę i to oni byli zdecydowanie bliżej strzelenia bramki. Oczywiście przyczyn takiego stanu rzeczy można było dopatrywać się w tajemniczym braku Bobby’ego Zamory, czy też naczelnego dyrygenta Murphy’ego. Niewątpliwie wariant z nomen omen Walijczykiem Simonem Daviesem w środku pola był ekstremalnym eksperymentem. W końcu oznaczony numerem 29 zawodnik tym meczem wracał do wyjściowego składu Fulham po długiej kontuzji, a jednocześnie na pozycji rozgrywającego wcześniej grywał z rzadka. Wszystko to prawda. Problem tkwił w tym, że w grze zespołu ponownie zabrakło ikry i prawdziwego zapału. Dopiero szczęśliwa bramka Swansea z 55 minuty (rykoszet) ożywiła nieco poczynania zespołu. Co prawda Dembele zapadł w swój kolejny mikro sen i nawet przymus odrabiania strat go nie rozbudził, o tyle Dempsey jak najbardziej się uaktywnił. The Cottagers mieli swoje szanse, a chyba najlepszą z nich zmarnował Ruiz, który przegrał pojedynek oko w oko z bramkarskim okryciem tego sezonu Michelem Vormem. Kiedy w 85 minucie debiutujący w Premier League Frei podłożył się na karnego, zdawało się, że nieco lepsza gra zespołu w drugiej odsłonie pozwoli na wywiezienie oczka z obiektu Swansea. Dempsey jednak nie wytrzymał presji i strzelił równie mocno, co i nieprecyzyjnie, marnując tym samym kolejną jedenastkę w trykocie Fulham. W doliczonym czasie gry Graham dołożył drugą bramkę dla gospodarzy i ustalił wynik meczu. Walijczycy wygrali to spotkanie jak najbardziej zasłużenie i dzięki temu przeskoczyli the Whites w tabeli. Swansea wróciło zatem do wygrywania, a Fulham? Powoli staje się przekleństwem bukmacherów, a już na pewno jest mniej przewidywalne niż wyniki wyborów w Rosji.

Mark Schwarzer stawał na głowie, ale to Michel Vorm obronił karnego.

Reklamy

Responses

  1. Sorry, że nic nie pisałem, ale nie miałem czasu. Dopiero dzisiaj wieczorem poczytam komentarze i coś napiszę. Mam nadzieję. Mecz widziałem prawie cały. Znowu zaczęliśmy grać po stracie gola… No a Dempsowi jako wykonawcy karnych chyba już dziękujemy. 🙂 😦

  2. Wynik niestety padł odwrotny 😛

    Przenosząc dyskusję spod poprzedniego newsa nt. Bobby’ego, Jol rzeczywiście tłumaczy to całkiem zgrabnie, oszczędzaniem BZ na Odense i tym, że jako rezerwowy Zamora się nie przydaje, więc nie było co sadzać go też na ławkę – w sumie racja. Ale da się jednak wyczuć coraz gęstszą atmosferę w teamie, lekkie zmęczenie materiału. Mobilizować chce im się jedynie na mocarzy, meczów o nieco mniejszej stawce to oni dość zagrali świetnych przez parę poprzednich sezonów i teraz koło nich przechodzą. Wyczuwam zmiany w styczniu. Z AJ’em nowego kontraktu nie ugadali, więc to niemal pewne (inaczej odejdzie latem za darmo), za Bobby’ego niektóre kluby skłonne są dać 10 milionów a taka cena też zmusza do zastanowienia. Ciekawi mnie tylko, czy Jol, wobec tych coraz bardziej nagłaśnianych możliwych odejść naszych napastników, ma kogoś na zastępstwo.

  3. taka sprawa, zmień tytuł Macu, bo według niego to wygraliśmy z nimi 😉

  4. Dzięki Macu. Dobra puenta 🙂 Ciężko się z nią nie zgodzić. Choć w pewnym sensie nasze nierówności formy i zawodzenie w meczach takich, jak ten, powoli stają się dla mnie jednak przewidywalne.

    Zapowiedź do meczu z Odense pojawi się najprawdopodobniej jutro, w dzień meczu (gramy nietypowo w środę). Niestety także nie narzekam na brak obowiązków.

    Poważne kroki zaczyna stawiać bardzo interesujący mnie piłkarz rezerw: http://www.fulhamfc.com/Club/News/NewsArticles/2011/December/TrottaLoanUpdate.aspx . Dwa gole w dwóch meczach na wypożyczeniu, jak na razie. Tylko, że patrząc na losy takiego Freia, widać, że tym największym talentom można od razu dawać szansę w jakichś mniej ważnych meczach pierwszej drużyny (Briggs także zagrał ledwie jedno spotkanie na wypożyczeniach). Bo z kolei Lauri Dalla Valle czy Danny Hoesen (dodałbym też Marsh-Browna, ale jego wyrzucili już z klubu) są non stop na tych „loanach” i nic z tego że dobrze się tam spisują, bo po powrocie pójdą pewnie na wypożyczenie gdzieś indziej…

  5. Jutro napewno nie zagraja Danny i Sidwell (po operacji przepukliny) , do konca nie wiadomo tez czy zagra Schwarzer bo ponoc ma jakies problemy z kregoslupem

  6. Niestety rzeczywiście coś jest w tym, że nasza mobilizacja na mało ekscytujące mecze jest słaba i nasze wyjazdowe porażki z takimi rywalami powoli stają się prawidłowością. Już nawet nie wiem co można napisać. W poprzednich sezonach na wyjazdach graliśmy zachowawczo. Teraz dodatkowo jeszcze bez zaangażowania. Zobaczymy co pokażą dzisiaj, jest na nich presja, muszą wygrać, znając życie tym razem będzie im się chciało.

    Ja myślę, że Bobby nigdzie się nie ruszy, o ile rzeczywiście ta sprzeczka to wymysł medialny. On musi sobie zdawać sprawę, że jest już u szczytu swoich sił. Każdy ruch transferowy będzie teraz ryzykowny – duże oczekiwania, możliwe problemy z aklimatyzacją. Przecież jak przychodził do Fulham początkowo zupełnie nie zachwycał. Nie wiem czy będzie chciał podejmować takie ryzyko. Inna sprawa, że obecnie jest bez formy, a jego motywacja też pozostawia wiele do życzenia.

    W poprzednim wątku pisaliście o Kasamim i dziwiliście się, że nie znalazł się w kadrze. Dla mnie transfery tego typu to wielka porażka. Mamy tyle utalentowanej młodzieży, a kupujemy za niemałe pieniądze równie nieprzewidywalny piłkarsko produkt. Duże ryzyko. Tymczasem jeżeli chodzi o Bryana, ja jestem nieco bardziej pozytywnej myśli niż Jacek. Gość ma niespotykaną technikę, ale musi się przyzwyczaić do wymogów PL. Moim zdaniem robi postępy, więc trzymam kciuki!

  7. Jeśli o mnie chodzi, nie przekreślałbym absolutnie Kasamiego, miał bardzo dobre wprowadzenie do drużyny i potem zahamował się chyba przez towarzyszącego mu pecha, Właściwie to można tylko gdybać, co z nim, bo nie widzimy go już prawie wcale i może to być równie dobrze dlatego, że Jol ogranicza już eskperymenty ze składem do minimum. Ja dawałbym mu kolejne szanse.

    Nie wiem, co myśleć o rzekomej kłótni Boba z Jolem. Informację o niej można znaleźć już w każdej gazecie i wyjaśnienia Jola nie skończyły się na tej weekendowej wypowiedzi o oszczędzeniu Bobby’ego na Odense. Teraz odpowiada już na masowo zadawane bardzo konkretne pytanie, co jest między nim i Zamorą i… sami oceńcie. Wypowiada się bardzo obszernie (m.in. tu: http://www.dailymail.co.uk/sport/football/article-2073782/Martin-Jol-I-know-Fulham-players-dont-like-me.html#ixzz1gUpVLm00 oraz tu: http://www.independent.co.uk/sport/football/european/jol-hints-at-an-exit-for-restless-zamora-6276543.html?), przyznając otwarcie że zdarzają się zawodnicy którzy go nie lubią, że Zamora czasem narzeka – jak wielu, że zawsze zdarza się „a little bit of disagreement”. Generalnie nie szukałbym w jego słowach sensacji, dobiera kontrowersyjne słowa, ale jest znany właśnie z tego że jest „zbyt szczery”, nieco naiwny wobec mediów, które z każdego takiego słowa zrobią aferę stulecia. No a już gdyby naprawdę był jakiś konflikt, to na miejscu Zamory łatałbym go, zamiast szukać innego miejsca. QPR, Sunderland czy Villa dają mu taką szansę gry na Euro, jak my, a nawet mniejszą, bo u nas może zagrać na wiosnę w LE. Chyba że BZ dopadła po prostu typowa dla 30-letniego piłkarza pazerność na kasę i uprze się iść gdzieś na lepszy kontrakt, co widzieliśmy w przypadku Bullarda. Oby nie.

    Co do Odense, wydają się zbyt łatwym rywalem i to mnie trochę niepokoi, ale jednak przeważa pewność, że nasi potraktują ten mecz odpowiednio.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: