Napisane przez: Macu | Grudzień 14, 2011

Architekci własnego nieszczęścia. Fulham 2-2 Odense BK.

Budujemy!

To już dwa lata od momentu kiedy na Stadionie Świętego Jakuba w Bazylei, po heroicznej walce, Fulham wygrało 2-3 z FC Basel i awansowało z drugiego miejsca do fazy pucharowej Ligi Europy. Już sam fakt wyjścia z grupy był wówczas uznawany za wielki sukces,  a późniejsza wędrówka aż po sam mecz finałowy w deszczowym Hamburgu była osiągnięciem o niespotykanej skali. Jednak by zobaczyć i zrozumieć fundamenty tego sukcesu musimy cofnąć się do sezonu ligowego 2008/2009. To właśnie wtedy the Whites zaczęli budować swoją pozycję i wizerunek w futbolowym świecie. Ówczesny trener, Roy Hogdson, idealnie dobrał taktykę do zespołu ludzi jakim dysponował, i od podstaw zaczął konstruować  drużynę, która miała zająć historyczne 7 miejsce w rozgrywkach ligowych i dojść do finału Ligi Europy. Za jej najważniejsze elementy składowe należy  uznać niemal bramko-odporną defensywę, wysoki poziom determinacji i boiskowej pracy, szczyt formy kilku piłkarzy, a także status Craven Cottage – twierdzy nie do zdobycia. Niestety, wraz z niespodziewanym odejściem doświadczonego angielskiego szkoleniowca, który zostawił po sobie konstrukt niezwykle trwały i solidny, miejscami nawet połyskujący, konstrukcja ta zaczęła nieco podupadać. Pierwsze miesiące pod nadzorem Marka Hughesa pozbawiły ją wszelkiej oryginalności, elementów wyróżniających z tłumu. W pewnym momencie drużynie Walijczyka w oczy zaczęło zaglądać widmo spadku z ligi. Szczęśliwie, architekt Hughes wniósł niezbędne poprawki, a Fulham raz jeszcze odżyło, swoją grą nawiązując do wspomnianych wcześniej fundamentów, odzyskując swój blichtr i połysk. Zespół skończył sezon 2010/2011 na wysokim ósmym miejscu. Wszystko zdawało się zmierzać w dobrym kierunku, kiedy walijski szkoleniowiec ogłosił, ku zdziwieniu wszystkich,  że z klubu odchodzi. Na niebie znów pojawiły się ciemne chmury.

Rekonstrukcja i pierwsze pęknięcia

Receptą na ich rozpędzenie miał być Maritn Jol. Holenderski szkoleniowiec prędko przystąpił do przeplanowania zespołu wedle własnego uznania. Znana z czasów Hogdsona stabilność składu odeszła do przeszłości. Jol wprowadził całą masę rotacji, a chyba najbardziej kontrowersyjną decyzją byłego trenera Tottenhamu było rozbicie pary stoperów Hughes – Hangeland. Holender sięgnął po najdroższy zakup w historii klubu, Bryana Ruiza, który okazał się mieć problemy z aklimatyzacją w Anglii. Podobnie jak pozostałe transfery Holendra. Statystycznie, wyniki the Cottagers pod batutą Jola wcale nie są gorsze od tego co z zespołem początkowo osiągał Hughes, nie mogą być one przyczyną druzgoczącej krytyki. A jednak na powierzchni konstrukcji zaczęły pojawiać się pęknięcia. Fulham gra bardzo nierówno, świetne występy z wymagającymi rywalami przeplata ze wpadkami, takimi jak mecz w Swansea, czy też Krakowie. Jednak najbardziej martwiące są sygnały o pozaboiskowych tarciach na linii szkoleniowiec – piłkarze. Coś, co tak mocno uderza w idylliczny obraz przyjacielskiej atmosfery z czasów Roya Hogdsona.  W wielu meczach można było odnieść wrażenie, że graczom zwyczajnie brakuje motywacji. Czy przyczyną takiego stanu rzeczy może być osoba holenderskiego szkoleniowca? Kamery mogą kłamać, ale obserwowany w nich język ciała Jola nie wydaje się przekazywać pozytywnych bodźców. Dla mnie z Holendra emanuje negatywność, bylejakość i demotywujące sygnały. Być może się mylę, ale w mojej opinii to właśnie obecny główny budowniczy Fulham może być źródłem wielu problemów. Może warto go zmienić? Zanim będzie za późno.

Fall – znaczy upadek.

Nie chcę być złym prorokiem, ale boję się, że wczorajszy remis z Odense może być początkiem końca fulhamowej świetności. Liga Europy miała być przyjemną wycieczką, a okazała się fatalnym koszmarem, po którym w Fulham powstało ryzyko zawalenia. Przed ostatnim meczem w stosunkowo łatwiej grupie the Whites musieli wygrać na własnym stadionie ze słabiutkim klubem z Danii (przy założeniu zwycięstwa Wisły z FC Twente). Mimo mocno eksperymentalnego składu, pierwsza część gry nie zwiastowała katastrofy. The Cottagers rządzili i dzielili na boisku, a bramki były kwestią czasu. Młodziutki Frei brylował na lewym skrzydle, Gecov imponował swoją agresywną grą i dużą ilością przechwytów, wbrew opiniom na forach internetowych, dobrze prezentował się Zamora. Piłkarz wyglądali na zmotywowanych do gry i chcących udowodnić swoją piłkarską wyższość. Zastępujący w bramce Marka Schwarzera Neil Etheridge podczas pierwszych 45 minut musiał interweniować tylko raz – wyłapać dośrodkowanie. Tymczasem jego odpowiednik w barwach Odense, Stefan Wessels, dwukrotnie wyciągał piłkę z siatki. Wpierw piękne wyłożenie piłki przez Bobby’ego Zamorę zostało zamienione na gola przez Dempsey’a, który celnie przymierzył z 18 metra. Kiedy wizjonerskie podanie Dembele pozwoliło Frei’owi zdobyć pierwszego gola w profesjonalnej piłce, zdawało się, że nic nie odbierze awansu piłkarzom z Londynu, mimo korzystnego wyniku Białej Gwiazdy w Krakowie. Największą zagadką pozostanie co zdarzyło się w szatni Fulham w przerwie tego spotkania. Hipotezy można mnożyć, bowiem drużyna, która zmiażdżyła rywala w pierwszej odsłonie, na drugą połowę wyszła jakby po zażyciu niemałej dawki środka uspokajającego. The Cottagers oddali pole rywalowi, a z ich gry zniknęło zaangażowanie i nieustanna presja wywierana na rywala. Kiedy w 64 minucie Etheridge źle ustawił mur, a Andreasen wykorzystał ten błąd strzelając bezpośrednio z wolnego, można było mieć nadzieję, że Fulham ponownie wrzuci wyższy bieg. Nie wrzuciło. Ataki Duńczyków dalekie były od miana huraganowych, ale jednak kilka akcji można było uznać za dzwonek ostrzegawczy. Gra piłkarzy Jola nie uległa znacznej poprawie, ale do 90 minut utrzymywał się korzystny wynik. Wówczas Holender wprowadził na murawę Orlando Sa, który zmienił Zamorę. Decyzja ta miała okazać się kluczowa dla przebiegu spotkania, a także dla fanów krakowskiej Wisły. Jestem daleki od zrzucania winy na barki Portugalczyka, bowiem faktycznych przyczyn kompromitacji można wskazać wiele. Ale fakt jest taki, że bezpośrednią przyczyną była strata Sa, który zamiast podać do wychodzącego na czystą pozycję Duffa postanowił pójść na przebój i stracił futbolówkę. Odense wyprowadziło kontrę prawą stroną, mający koszmarnie dużo miejsca zawodnik Odense wrzucił piękną piłkę w pole karne, a Senegalczyk Djiby Fall uciszył kompletnie Craven Cottage. Dosłownie chwilę później arbiter zakończył mecz. Remis oznaczał jedno: Fulham pożegnało się z europejskimi rozgrywkami, a Kazimierz Moskal i Biała Gwiazda dostała od zawodników Fulham najwspanialszy z możliwych prezentów świątecznych. Ponieważ, wbrew powszechnej opinii, to nie Odense zagwarantowało awans Wiśle. The Whites stracili go na własne życzenie.

Co dalej? Remont?

Następne tygodnie nad Tamizą będą bez cienia wątpliwości gorące. Piłkarze Fulham, grzesznicy-renegaci, będą musieli ciężko zapracować na kolejny akt łaski ze strony kibiców. Będzie to niebywały test charakteru. Trzeba podnieść głowy, ponownie znaleźć wspólny język i przystąpić do remontu. Odnowienia wymaga wiele obszarów: relacje z kibicami, z trenerem, motywacja i kultura gry. Wczorajsza katastrofa miała głównie charakter symboliczny. Miejmy nadzieję, że posłuży jako ostrzeżenie przez prawdziwą katastrofą, która grozi zespołowi: runięciem do Championship. Najbliższe tygodnie pokażą jak prawdziwe są te groźby.

Na koniec, o patriotyzmie słów kilka

Wczorajsza nowina spłynęła do Krakowa tak niespodziewanie, jak wojska tatarskie w XIII wieku. Zawodnicy Białej Gwiazdy dziękowali kibicom za doping z nieco posmutniałymi minami, pewni, że Fulham zwycięski wynik dowiezie do końca. Łukasz Garguła pozwolił sobie na puszczenie zalotnego oczka do kamery, choć na jego twarzy wielkiej radości nie było. Nagle trybuny zawrzały, a piłkarzom krakowskiego zespołu została przekazana wieść o golu Falla na Craven Cottage. Na stadionie przy ulicy Reymonta, dosłownie w przeciągu sekundy, z pogrzebowej atmosfery zrobiła się prawdziwa feta. Tymczasem nad Tamizą w Londynie, wręcz przeciwnie, fani pogrążyli się w grobowej ciszy. Smutek jednych oznaczał radość drugich. W futbolu nic nie ginie. Świadomość, że strata gola przez Fulham skutkowała awansem polskiej drużyny, okazała się okładem na moje obolałe serce.  Jakakolwiek ta Wisła by nie była, mało polska, brzydko grająca, mająca w składzie Nuneza, jako Polak nadal będę jej kibicował. Trzymałem za nią kciuki jak mierzyła się z Lazio, jak walczyła z Panathinaikosem i APOELem. Będę trzymał kciuki i teraz, kiedy wraz z Legią będzie reprezentowała nasz kraj w fazie pucharowej Ligi Europy. Dla tego mocno zabolały mnie wpisy kibiców Wisły, którzy zamieszczali na tej stronie mało przyjemne komentarze. Gratuluje Wam awansu i życzę więcej rozsądku. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości obie drużyny będą miały okazję do rewanżu.

Jedni mogli ręce rozkładać, inni musieli chować w nich twarz. Fall pozbawia Fulham awansu.

Reklamy

Responses

  1. Fulham take a FALL…

    Jutro coś naskrobie, będzie o czym pisać…

  2. Jakie statystyki, to się nie mieści w głowie…

  3. a Jol szuka powodu porazki w „zmeczeniu”

    http://www.fulhamfc.com/Club/News/NewsArticles/2011/December/JolOdenseReaction.aspx

    Wlasnie czytam posty na oficjalnym forum…jest co poczytac

  4. Mógł zdjąć tych, po których zmęczenie widać było najbardziej, np. Frei’a. Ale generalnie widać po nim wściekłość z powodu tej naszej niedojrzałości w ostatnich minutach, co jak co, ale z tym Jol raczej nie miał nic wspólnego. Trochę mu współczuję, nasi nie za bardzo grają dla trenera… ale może to nie przypadek?

    Też czytam wątki na forach i nie dziwię się, że rozpętała się burza. Często miewaliśmy doły i wieszczyliśmy czarne scenariusze, ale takie wydarzenia jak wczoraj, w poważnym klubie, przelewają przysłowiową czarę goryczy i zmuszają do otwartej debaty. To było czystej wody frajerstwo, które kosztowało nas odpadnięcie z czegoś, do czego wrócić możemy nieprędko – więc trzeba z tym cyrkiem skończyć i zagrać w otwarte karty. Nie dziwi mnie, że prócz chóralnego domagania się zwolnienia Jola, ludzie nazywają niektórych piłkarzy od najgorszych. W składzie było wczoraj wielu doświadczonych ludzi, który wykazali skandaliczne tchórzostwo i minimalizm – żeby już oszczędzić tego biednego, choć ponoszącego dużą winę Orlando. Ci doświadczeni powinni byli cały czas przeć do przodu, by wypracować pewny wynik i nie pozwalać na nerwówkę. Litości, to było Odense. A co robili? Rozgrywali rzuty wolne głęboko na połowie rywala w taki sposób, że… piłka trafiała pod nogi Etheridge’a. Skandal i w pełni zasłużona kara. Nie wykazali w II połowie cienia zaangażowania, by załatwić sprawę profesjonalnie, nie pierwszy raz w tym sezonie zresztą. Może taka czkawka nauczy ich, by wreszcie walczyć o każdy punkt w każdym meczu i z powrotem przywrócić tej drużynie ducha, z czego przecież słynęliśmy. Jeśli są zawodnicy, którzy patrzą już na to spode łba i myślą że oni to swoje zrobili i teraz nastał czas relaksu i odcinania kuponów, to dziękujemy. Nie ukrywam że myślę tu o Bobbym, który może i piłkarsko niczym wczoraj nie podpadł, ale ponownie przejawiał dziwne gesty, np. ten mający coś wspólnego ze zmianą w I połowie, albo gdy schodził, przemykając z murawy na krzesełko w tempie, jakiego nie pokazywał na boisku, dodatkowo nie przybijając sobie piątek z nikim prócz zmiennika, jak gdyby przebywał wokół obcych osób. Ktoś/coś na pewno przeszkadza w odtworzeniu charakterystycznej dla klubu atmosfery i te źródło trzeba znaleźć.

    Szkoda tak wielu rzeczy. Szkoda tego obiektu, który mógłby przynieść kolejne magiczne wieczory w środku tygodnia. Szkoda Ruiza, na którego miejscu czułbym się, jakbym wykonał wielki krok do tyłu. Szkoda Marka, który prawdopodobnie już w europejskich pucharach nie zagra. Szkoda tego klubu, bo brak LE, jaki czeka nas teraz przez pewnie jakiś czas, oznacza że cięzko będzie kogoś ściągać, a co lepszym z obecnego składu nietrudno będzie znaleźć motywację do odejścia.

  5. Ale się namęczyłem z tym tekstem. Momentami sam zacząłem mieć wątpliwości czy się zgadzam z tym co piszę. Ciekaw jestem waszych opinii. Tymczasem spadam, później napiszę więcej.

  6. Ale się zgraliśmy 🙂 Wysłałem komentarz w podobnym momencie, co Ty opublikowałeś rozszerzoną relację. Świetny artykuł. Mamy bardzo zbieżny punkt widzenia w kwestii rozpatrywania tej porażki jako końca pewnej epoki i niepewności, co do przyszłości. Być może Twoje wątpliwości wzięly się z tego, że trzeba było tu użyć naprawdę mocnych słów. Sam zrobiłbym jednak dokładnie to samo, nie trzeba też o to pytać innych fanów którzy masowo wylewają żale na forach. Miło było ponownie przeczytać o wszystkim, co klub osiągnął dwa lata temu, ale kontrastując to z tym, co mamy teraz, to jak losy jakiejś innej, obcej drużyny. Zanika entuzjazm, zanika atmosfera, zanika serce. Co prawda zdarzają się nam za Jola pamiętne mecze, ale ich nieliczność jest tylko dowodem na to, że „dziadziejemy” i chce nam się wykorzystywać potencjał od święta, podczas gdy za Roy’a przeważnie dawali z siebie maksimum. Wyjścia są dwa – albo piłkarze po takiej lekcji z powrotem utworzą zjednoczoną i zmotywowaną grupę, albo należy najmniej przejętym podziękować. Ludzie jednak zmieniają się ponoć tylko na gorsze, więc czy można liczyć, że obecna kadra przywróci jeszcze stare Fulham…

  7. Macu tekst jak zwykle na wysokim poziomie. Co do drużyny to mam szczere wątpliwości czy nasi po takim meczu wezmą się w garść. Sytuacja jest rzeczywiście wyjątkowa bo odpadliśmy w tragiczny sposób, ale to nie pierwszy raz kiedy zawodzą, a Jol raczej nie wyciąga wniosków i brnie uparcie w swoje błędy. Nie widać u niego chęci, emocji, zaangażowania. Piłkarze też nie grzeszą zaangażowaniem i chyba nie traktowali na poważnie tych rozgrywek, przynajmniej takie można było odnieść wrażenie. Zresztą widać to po innych angielskich zespołach, które grały w LE. Mam jednak nadzieję, że moje przeczucia sa błędne i da to wszystkim do myślenia. Szkoda tej LE bo chyba nikt nie liczył na powtórkę z ostatniego naszego występu w tych rozgrywkach. No i tak jak napisaliście – nieprędko do nich powrócimy.

    A tak z drugiej strony to rzeczywiście niesamowita historia z tym awansem Wisły 🙂 Jeżeli ktoś nie widział to jest film ze stadionu Wisły:

    UWAGA!!! FILM PRZEZNACZONY DLA KIBICÓW FULHAM O MOCNYCH NERWACH!!! 🙂

  8. Bardzo dobrze napisane Macu, powinniscie razem z Cookie zaczac robic to profesjonalnie 🙂

  9. „The former FC Twente boss is hoping to solve unrest in the squad by listening to offers for Andy Johnson, Damien Duff, Aaron Hughes and skipper Danny Murphy, according to the Daily Star”

    Daily Star to brukowiec ale to by wyjasnialo pare spraw

    http://www.sportsmole.co.uk/football/fulham/news/jol-to-overhaul-first-team_10616.html

  10. Jeśli uważają, że Jol to były boss Twente, to ja jednak uważam ich za zbyt niewiarygodny brukowiec 😛 sprzedaż AJ’a mnie jednak nie zdziwi. Pozostała trójka raczej pozostanie, zresztą Danny musi zostać, połowa sezonu to zły czas żeby eksperymentować z playmakerami.

  11. To tak jak Odense mialo byc klubem holenderskim 🙂 a przypadku Jola to pomylili bossa z playerem 🙂

  12. Albo pomylili bossa Twente z bossem Ajaxu, kto wie, w każdym razie tragiczny wielbłąd 😛 podobnie jak z tym holenderskim Odense, ale z tym artykułem się nie spotkałem. W ogóle to o tym sportsmole pierwsze słyszę, chyba nikt poza nimi nie cytuje Daily Star 😛

    Leszek, bardzo bolesny ten filmik. Jednak dużo większy ze mnie kibic Fulham niż polskich klubów 😛 przynajmniej tych spoza mojego miasta.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: