Napisane przez: cookie | Grudzień 21, 2011

„Diabeł” nie musi się cieszyć. Fulham – Man Utd

Manchester UnitedOd Świąt Bożego Narodzenia dzieli nas już tylko ostatnia prosta. Choć mają one zasiewać spokój, są poprzedzone okresem masowej histerii, wywołanej największą w skali roku gorączką sklepową. Dużo radości musi wówczas odczuwać przysłowiowy diabeł, na którego twarzy jawi się uśmiech, gdy człowiek ulega pokusie pośpiechu. W owym przedświątecznym szale, okazję do poprawienia nastroju będą miały także nieco bardziej symboliczne diabły, a konkretnie – „Czerwone Diabły” z Manchesteru United, jednak w ich przypadku nie jest wykluczone, że cieszyć z czego się nie będzie. Mistrz Anglii zawita dziś na Craven Cottage, na którym nie wygrał w lidze w trzech ostatnich sezonach i którego nie zdobyły w tych rozgrywkach takie firmy, jak Manchester City czy Liverpool. Fulham nie jest bez szans na kolejny wielki skalp, o ile podopieczni Martina Jola uporają się wreszcie z problemem nieregularności i po dobrym meczu, utrzymają właściwy poziom w następnym.

Nazwa rywala, który zawita jutro tuż nad Tamizę, zazwyczaj powoduje u śmiałka podejmującego najbardziej utytułowany – po majowym mistrzostwie – klub w Anglii tak wielkie nerwy, że spotkania oddawane są podopiecznym Sir Alexa Fergusona jeszcze przed ich rozegraniem. Na tym tle, ostatnie potyczki Manchesteru United na Craven Cottage wydają się być absolutnym unikatem, przynajmniej biorąc pod uwagę wizyty „Czerwonych Diabłów” na terenach klubów z półki The Whites. W trzech ostatnich ligowych pojedynkach, jakie United rozgrywało na ziemi Fulham, goście zdobyli zaledwie jedno oczko, właściwie za każdym razem prosząc się o stratę punktów swoimi nerwowymi poczynaniami na boisku. Na porażkę 0-2 mocno wpłynęły dwie czerwone kartki pokazane „Diabłom”; w kolejnym spotkaniu, wygranym przez The Cottagers 3-0 (to działo się naprawdę!), otwierająca bramka padła przez szkolny błąd Paula Scholesa; wreszcie, na początku ubiegłego sezonu, United wywiozło z Londynu remis 2-2, ale Nani nie wykorzystał pod koniec meczu rzutu karnego. Będąc kibicem The Whites, można wręcz być spokojnym o lapsusy w wykonaniu piłkarzy Fergusona, gdy ci odwiedzają urokliwy, stołeczny obiekt. Nie można oczywiście traktować tego jednak w kategoriach żadnej zasady, a bardziej można być gotowym na to, że szkocka legenda trenerska podwójnie zmotywuje swoich podopiecznych do przełamania niekorzystnej serii na the Cottage. W walce z kompleksem zachodniego Londynu z pewnością pomogła United ostatnia kolejka, w której ograli na wyjeździe Queens Park Rangers. Ogółem, mistrzowie Anglii notują passę czterech zwycięstw z rzędu, będąc niepokonanym od siedmiu rund, nie zaznając również smaku porażki w żadnym z wyjazdowych spotkań w obecnych rozgrywkach Premier League. Przegrali jednak swój bodaj najważniejszy pojedynek poza domem w tej połówce sezonu, ulegając FC Basel w meczu decydującym o awansie do wiosennej fazy Ligi Mistrzów.

Nie tylko szwajcarska wpadka United, w obliczu tak innych wspomnień fanów Fulham z pojedynków z FC Basel, ma poprawić humor przed starciem z mistrzami kraju. Piłkarze The Whites są po prostu zdolni postawić kolejnemu możnemu Premier League ciężkie warunki, po tym, jak zatrzymali na the Cottage Manchester City i Liverpool, ale także choćby po pechowych wspomnieniach z porażki z Tottenhamem. Fulham gra dobre spotkania z teoretycznie najmocniejszymi zespołami ligi, a ostatni mecz – choć akurat z jedną z najsłabszych ekip w elicie, Boltonem – pokazał, że można lokować swe nadzieje w ofensywnej trójce Dempsey – Dembele – Ruiz. Tym razem, w ataku, zamiast Andy’ego Johnsona, może ich wspomóc Bobby Zamora, który – po ominięciu spotkania z „Kłusakami” – powrócił do meczowej dyspozycji i wydaje się być groźniejszą bronią na tak zdyscyplinowanego rywala. Istotnymi punktami zespołu będą także Danny Murphy – nie tylko ze względu na pełnioną w Fulham rolę, ale także z powodu bramkostrzelności w meczach z United (7 bramek w karierze), oraz David Stockdale, na którego czeka jutro pierwsza poważna przeprawa od czasu awaryjnego powrotu do The Whites, ale który ma świetne wspomnienia związane z „Czerwonymi Diabłami” – to właśnie klubowy bramkarz numer 2 obronił wspominaną jedenastkę wykonywaną przez Naniego. Wszystkie dobre passy – a ostatni bilans meczów Fulham z United na the Cottage to seria wręcz rewelacyjna – mają oczywiście swój koniec, ale… może jeszcze nie dziś?

Przewidywane składy:
Fulham (4-4-2):
Stockdale – Baird, Senderos, Hangeland, J. Riise – Ruiz, Etuhu, Murphy, Dempsey – Dembele, Zamora
Kontuzje: Schwarzer, Sidwell, Davies, Grygera
Manchester United (4-4-2): De Gea – Smalling, Ferdinand, Evans, Evra – Valencia, Jones, Carrick, Nani – Rooney, Welbeck
Kontuzje: Vidić, Owen, Anderson, Cleverley
Inne absencje: Fletcher (zawieszenie kariery na czas nieokreślony z powodu problemów zdrowotnych)

Bryan Ruiz

Pewien dżentelmen szybuje w górę w rankingach kibiców Fulham. Czy Bryan Ruiz nie przestraszy się ligowego giganta?

Reklamy

Responses

  1. Czytając artykuły z prasy internetowej pod napisanie tej zapowiedzi upewniłem się, jak bajdurzą na nasz temat i jak istnieje coś takiego, jak antyfulhamowa propaganda w mediach. Bobby Zamora uczestniczył w poniedziałek w zwykłym treningu przygotowującym do rytmu meczowego, tzw. „recovery session”, wraz z innymi zawodnikami nie grającymi z Boltonem zresztą, a sprzyjający nam dziennikarze nazwali to tymczasem „upokarzającym potraktowaniem reprezentanta Anglii” i „kolejnym dowodem na kłótnię Jola z BZ i opuszczenie klubu przez Zamorę zimą”. Co jak co, sam mam obiekcje co do paru zachowań Bobby’ego, ale to jest bardzo irytujące bajkopisarstwo.

    Wymagań wobec wyniku nie mam, liczę po prostu na dobrą grę. A nuż znów się uda ukraść coś mocarzom. COYW!

  2. Pewnie każdy podchodzi tak do tego meczu w obozie Fulham. Byle nawiązali walkę, a jak uda się coś ugrać i podtrzymać tę niebywałą passę, tym lepiej. Zresztą uważam, że w tym sezonie jest doprawdy mocno przeciętne, to nie ta sama potęga co jeszcze z Ronaldo w składzie. Minus dla nas jest taki, że Rooney zdaje się ponownie odzyskiwać formę. Generalnie, dzisiaj ostatni dzień na uczelni, mam nadzieję, że po prostu wrócę do domu i obejrzę dobry meczyk. Bardzo podoba mi się ostatnie zdanie – a nuż znowu się uda. 🙂

    To rzeczywiście niezłe głupoty ta prasa pisze. Ciekaw jestem jak Cottage przyjmie Bobby’ego, o ile ten oczywiście zagra. Na forach pojawia się dużo krytycznych komentarzy dotyczącej jego postawy i skrzykują się by go wygwizdać. Ale mimo wszystko sądzę, że to jakaś mniejszość. Zresztą w obecnym momencie to chyba przesada.

  3. Macu, naprawdę są takie plany kibiców co do Bobby’ego? To nie wiem, to coś musiało wypełznąć, bo przecież Zamora z Boltonem nawet nie grał, a z Odense nie ponosi winy za odpadnięcie z LE. Chyba że to frustracja ludzi z powodu tych zwykłych niejasności związanych z BZ i Jolem, ale wtedy taka reakcja na coś, co nigdzie nie zostało wiarygodnie udokumentowane, to faktycznie bezsens.

    Co do składu MU, zgadzam się, nie wygląda specjalnie rewelacyjnie i gdy przyjrzeć się mu bliżej, to odpadnięcie United z LM już takim szokiem nie jest. Nie mają środka, bardzo niepewny bramkarz – na którym swoją drogą fajnie byłoby się odegrać, bo to nasz „ulubiony” de Gea z finału LE 🙂 Jestem też ciekaw, jak Smalling spisze się na prawej obronie bo tam ma niby grać. W ostatnim meczu na OT, grając na stoperze, jak profesor przykrył Bobby’ego. Tutaj będzie mu ciężej, na pewno i Clint i Moussa i Bryan parę razy wybiorą się w akcję jego stroną.

  4. No właśnie, ku mojemu zdziwieniu, ludzie mieli pretensje o mecz z Odense. Że niby znowu się nie angażował, że robił miny. Ale ja obserwowałem go uważnie i nic takiego nie zauważyłem. Ale tak jak pisałem, to chyba jest jakaś krzykliwa mniejszość, a dzisiaj z trybun i tak usłyszymy „go Bobby Zamora”. Zwłaszcza, że ponoć zimno jest, więc kibice mają być bardziej skłonni do śpiewania, by się rozgrzać. 🙂

    Dla mnie Man U ma braki w każdej formacji. Teraz im jeszcze Vidić wypadł, to już w ogóle tragedia.

  5. To dla mnie mecz wyjątkowy bo gramy mój ukochany klub z najbardziej znienawidzonym, nie wyobrażam sobie porażki i to w dzień moich imienin.
    Na pewno nie stoimy na pozycji straconej przecież w tym sezonie właśnie najlepiej gramy z gigantami.
    Mam nadzieję zobaczyć starego dobrego Zamorę i Fulham grające na 150%.

  6. No niestety Piter, życzenia to ja Ci mogę złożyć – najlepszego!, ale Fulham dzisiaj chyba tego nie zrobi… Beznadziejna gra w obronie, zupełna niemoc i jakoś nie mam wielkiej ochoty oglądać drugiej połowy…

  7. Dzięki Macu

    Co do meczu to wynik mówi wszystko gramy katastrofalnie, nie tylko beznadziejnie w obronie, ale każda formacja gra beznadziejnie, AJ nie istnieje, pomocnicy są kompletnie zdominowani przez graczy MU.
    Trzeba walczyć o honor, gramy nawet gorzej niż w zeszłym sezonie z Liverpoolem, na walkę o punkty tak jak w meczach z City i Tottenhamem gdzie też w pierwszych połowach graliśmy słabo, a później rzuciliśmy się i walczyliśmy, a teraz o punkty nie powalczymy.

  8. Dziękuję Telekomunikacji Polskiej za zrujnowanie mi tego wieczora. Jak to się dzieje, że net pada na początku meczu i zaczyna działać z powrotem dopiero pod jego koniec. Ktoś chyba chciał, żebym nie ryzykował zdrowia na oglądanie naszych poczynań…

    Co tu robi AJ? Ani trochę mnie nie dziwią Wasze opinie, że nie istnieje… to było wiadomo, zanim ten mecz się rozpoczął, Jol przekombinował… no i ogólnie, syndrom drugiego meczu jednak istnieje, znowu nieregularność.

    Wszystkiego najlepszego, Piter, niech Ci Bóg derbami wynagrodzi 🙂

  9. Stary, dobry, pudłujący Andrzej… i teraz jeszcze piąty… żenada, wyłączam.

  10. Skuteczność w drugiej połowie wyborna. Może wynik trochę niesprawiedliwy, ale różnica klas widoczna była gołym okiem.

    Bobby jednak poparcie trybun ma, tak jak się spodziewałem. 🙂 Chociaż parę gwizdów moje ucho wyłapało.

  11. cookie
    Dzięki, mam nadzieję, że twoje życzenia się spełnią.

    Co do meczu to brak słów, trudno to opisać słowami jedna z największych klęsk w ostatnich latach.
    Ja już pana Jola mam dosyć i dołączam do zwolenników wyrzucenia go, niema kroku w przód cały czas gramy katastrofalnie i nie wierzę by coś się miało zmienić.

    Ktoś kiedyś (nie pamiętam gdzie i kto) napisał po finale LE przegranym przez nas, że to porażka w stylu Fulham nieprzynosząca ujmy, ale za Jola jednak niektóre rzeczy się zmieniły.

  12. Totalna kleska i Bog dzieki ze tego nie ogladalem. Po przeczytaniu gazet i komentarzy :Waszy i na oficjalnym forum nie bardzo chce nawet ogladac skrotow.

  13. Też mi się do tych skrótów nie spieszy, ale nie rozpaczam, niestety baty były wkalkulowane, może nie takie, ale czy to miało znaczenie, że wbili czwartego, piątego. Być moze jestem ciut spokojniejszy dlatego, bo ominęła mnie wątpliwa przyjemność obejrzenia spotkania. Liczę, że z Chelsea coś jednak zdziałają – w końcu derby, Chelsea miała wpadkę z Wigan, dziś może mieć kolejną ze Spurs (ciężko będzie to zresztą nazwać wpadką), no i na tej głupiej zasadzie naszego dobrego grania co drugi mecz. Oczywiście porażka znów będzie wkalkulowana, trzeba się na nią przygotować. Punktów należy kategorycznie wymagać w meczu z Norwich.

    Co mi się bardzo wczoraj nie spodobało, to ten wariant z przodu, wiadomo że Andy ma nieuleczalną blokadę na takie klasowe teamy i zwyczajnie był tam potrzebny taran Bobby. Znów wraca więc pytanie „o co chodzi z Zamorą”. Poparcie z trybun jednak było widoczne i po takim meczu, z którym BZ generalnie nic wspólnego nie miał, na pewno w nim będzie oparta nadzieja fanów w meczu z Chelsea.

    Słowa o porażce w stylu Fulham odnośnie finału LE są autorstwa Maca, ale myślę, że i on się zgodzi że za Roy’a też zdarzało się takie okazyjne, brutalne lanie. Pamiętam 0-4 właśnie z United u siebie w Pucharze Anglii, pewnie znalazłoby się coś jeszcze. Poczekajmy z oceną na koniec roku, rok temu o tej porze wywalaliśmy Hughesa, a na Sylwka każdy miał nadzieję po meczu ze Stoke, teraz też możemy mieć zupełnie inne nastroje po Chelsea i Norwich.

  14. cookie
    Też sobie przypomniałem, że dostaliśmy lanie od MU wtedy chyba przegraliśmy 3 mecze z rzędu u siebie i jeszcze od Arsenalu też 0-4 tyle, że na wyjeździe, ale to było tuż przed finałem LE i zagraliśmy rezerwami.
    To jedyny mecz u siebie odkąd drużynę objął Hodgoson aż do teraz który przegraliśmy większą różnicą bramek niż 3, to właśnie to 0-4.
    Poza tym mamy już 3 porażki na CC do 17 kolejki tak źle nie było już od paru sezonów, do tego w grze niema postępu i ja bym nie liczył, że coś się zmieni, Chelsea gra powoli coraz lepiej i nie mogą sobie pozwolić na stratę punktów, a Norwich jest wyżej od nas i gra u siebie lepiej niż my.

    Faktycznie teraz sobie przypomniałem jak tu na blogu, archiwum przeglądałem to gdzieś przeczytałem to i zapadło mi w pamięć.

  15. Sprawdziłem i wczorajszy mecz to najwyższa porażka w XXI wieku, to chyba dużo mówi.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: