Napisane przez: Macu | Styczeń 2, 2012

Zamora powraca? Fulham 2-1 Arsenal

Zabrakło tylko szampana

Trudno było wymarzyć sobie lepsze rozpoczęcie nowego roku. Jeszcze do przerwy nic nie zapowiadało, że Craven Cottage przerodzi się w miejsce hucznej zabawy i wrzasku rozładowanych gardeł. Jedyną grupą, która dobrze się bawiła, byli przyjezdni z the Emirates Stadium. Piłkarze Arsenalu zrobili bowiem wszystko by wprowadzić ich w szampański nastrój, jakże właściwy dla tego okresu roku. W pierwszej połówce Kanonierzy byli zdecydowanie lepsi od drużyny Fulham, a swoją dominację przypieczętowali (tylko) jedną bramką. Tymczasem gracze Jola poczynali sobie dokładnie tak samo jak the Whites z końcówki anno domini 2011.  Byli nieprzekonywujący. Jednak w przerwie, niczym na jakimś sylwestrowym balu przebierańców, the Cottagers musieli zrzucić swoje szaty, przywdziać coś bardziej finezyjnego i podjąć postanowienia, o ile nie noworoczne, to przynajmniej na drugą połowę. Nagle odziani w białe koszulki piłkarze ruszyli do przodu z wigorem i szturmem zajęli zielony parkiet na Craven Cottage. Z każdą akcją temperatura na stadionie Fulham rosła w przyroście geometrycznym, a upragniony gol zdawał się wisieć w powietrzu. Kiedy Steve Sidwell swoją rudą czupryną wyrównał stan rywalizacji, publika nie przyjęła tego wydarzenia jako punkt kulminacyjny. Lud chciał bawić się dalej, impreza nie mogła się już kończyć. The Whites zmusili się do ostatniego wysiłku. Ze wszystkich zawodników Fulham na murawie, to Bobby Zamora posłał z woleja taki sylwestrowy fajerwerk, który wpadł do siatki Szczęsnego. To wydarzenie sprawiło, że kibice eksplodowali niczym noworoczny korek szampana, a radość wylała się na krzesełka Cottage, tak jak wino musujące moczyło nasze koszule w sylwestrową noc. Jedyne czego zabrakło to właśnie wspomnianego trunku w rękach celebrującego gola Zamory. Ale przed ekranem swojego komputera ja i tak czułem ten smak radości i zawrót głowy. Wspaniale rozpoczął się nam ten 2012. A tak na marginesie, Zamora swojego szampana dostał po meczu. Został wybrany jego najlepszym zawodnikiem. Slainte Mhath, Bobby!

Na trzeźwo

Uff. Jeszcze trochę głowa boli, ale po pełnym ekscytacji wstępie czas zejść na ziemię i trzeźwym wzrokiem spojrzeć na bój z Kanonierami. Kolejna niespodzianka w Premier League stała się faktem, Fulham zagrało w drugiej połowie koncertowo, ofensywnie, z zacięciem i bez odstawiania nogi. A jednak daleki jestem od obwieszczania cudu,  czy też jakiejś niebywałej metamorfozy. Teraz czas jest chwycić za miotły, posprzątać po zabawie i pomyśleć co dalej. Nie można stracić ze wzroku faktu, że mecz z Arsenalem miał dość szczęśliwy dla Fulham przebieg. Wbrew temu co napisałem wcześniej, the Whites wcale jakoś tragicznie w pierwszej połówce nie grali. Proszę mi wybaczyć to małe zakłamanie, ale pozwoliło mi ono wzmocnić intensywność przekazu. Co prawda goście z the Emirates byli wyraźnie lepszym zespołem, ale także i Fulham miało swoje okazje. No i w bramce the Cottagers stał David Stockdale.  Jakim cudem Anglik wybronił dwa strzały, jeden po drugim, z 23 minuty, nie mam pojęcia.  Fakt jest natomiast taki, że do przerwy było zaledwie 0-1, choć Arsenal mógł czuć się nieco oszukany, kiedy sędzia Probert nie podyktował faulu (?) w polu karnym na Gervinho. Po zmianie stron stało się jednak rzeczywiście coś dziwnego. Piłkarze Wengera zaczęli grać tak, jakby dopadł ich jakiś wirus, być może ptasia, a dokładniej kanarkowa grypa z Norwich.  Wcielili się oni w rolę Fulham z sobotniego meczu, kiedy po świetnej połowie, piłkarze ze wschodniego Londynu zupełnie oddali inicjatywę zawodnikom Paula Lamberta i cofnęli się do defensywy. Także i tym razem, chyba i po drugiej stronie miasta było czuć, że gol unosi się w powietrzu. Pierwsza wycieczka Szczęsnego w przestworza skończyła się jeszcze szczęśliwie, bowiem Senderos minimalnie chybił. Ale kiedy główkujący Dempsey mylił się równie niewiele, było to ostatnie ostrzeżenie dla Arsenalu. Oczywiście czerwona kartka dla Djourou, moim zdaniem słuszna, nie pomogła the Gunners. Ale sami prosili się skarcenie. No i w 85 minucie stało się. Beznadziejne krycie w drużynie Wengera i nie najlepsza interwencja polskiego bramkarza spowodowały, że były gracz (choć to chyba za dużo powiedziane) Arsenalu, Steve Sidwell, mógł cieszyć się z wyrównania.  I kiedy kilka minut później bezpańska piłka spadała na nogę Zamory, było już wiadomo, że to jest jeden z tych dni kiedy fortuna uśmiecha się do Fulham. Mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że the Whites na tę wygraną zasłużyli, bowiem w drugiej połówce ani przez chwilkę nie spuścili z tonu i nie złożyli broni. Ale jednak zdrowy rozsądek podpowiada, że te trzy punkty należy przyjąć z dystansem. Najbliższa ligowa potyczka z Blackburn nie koniecznie musi obfitować w kolejne piłkarskie fajerwerki. Choć nie ukrywam, że do mojego serca dostał się pewien promyk nadziei.

O promyku

Promyk ten nazywa się Bobby Lester Zamora. Jeszcze niedawno zdawało się, że nie ma już takiej możliwości by kibice Fulham ujrzeli ponownie jego światło. Tajemnicze kontuzje, wiadomości prasowe, materiały wideo. Konfikt Bobby’ego z Martinem Jolem był wręcz niepodważalny, a fani zaczęli oswajać się z wizją zespołu bez potężnie zbudowanego snajpera z numerem 25 na plecach. Jakież było zatem zdziwienie wszystkich, kiedy nazwisko Zamory pojawiło się w pierwszym składzie na pojedynek z Arsenalem! Złośliwi wytykali, że stało się to tylko dla tego, że mecz ten transmitowany był w telewizji SKY, co stanowiło znakomitą okazję do zareklamowania niechcianego napastnika. Jeżeli to prawda, to jego cena bez wątpienia znacząco wzrosła. Zmiana taktyki zaproponowana przez Jola, czyli powrót do 4-2-2, zeszła na drugi plan. Bowiem jedyny powrót jaki się liczył, to powrót Zamory. Spotkanie z Kanonierami dobitnie pokazało, że Bobby jest dla Fulham zawodnikiem kluczowym, pełni rolę ostatniego puzzla w układance. Nawet w słabej w wykonaniu the Whites pierwszej połowie Anglik należał do najlepszych na boisku, grał agresywnie, świetnie się zastawiał, czarował niezłą techniką i świetnymi zgraniami do partnerów. Zwyczajnie dawał innym graczom opcje, których wcześniej nie było.  W drugiej połowie kontynuował swój bardzo dobry występ, a gol z woleja był jak wisienka na torcie. Rzecz jasna Zamora sam tego meczu nie wygrał, a na pochwałę zasługuje cała drużyna, w szczególności Sidwell, Dempsey, Stockdale, Hangeland i Ruiz. Nawet Riise zyskał tego wieczora moje duże uznanie, ponieważ niestrudzenie pracował. A jednak mecz ten już na zawsze będziemy głównie kojarzyć z nazwiskiem Bobby’ego Zamory. Miejmy nadzieje, że w ten sposób Bobby obwieścił swój powrót, a nie godnie pożegnał się z klubem. Pomeczowa scena kiedy Martin Jol ścisnął rosłego napastnika the Cottagers pozwala na pewną dozę optymizmu. W 2012 rok wkraczamy zatem z Zamorą w składzie i z imponującą wygraną. Byle w sylwestrową noc Fulham przyrzekło być choć nieco bardziej przewidywalne…

Jeżeli Zamora chcę z Fulham odejść, radość udaje znakomicie.

Advertisements

Responses

  1. http://i41.tinypic.com/10oqs1t.png 🙂

  2. LOL, mina Jola rozpierdziela system 😀

  3. czekamy na przeróbki 😀

  4. Brawa naleza sie calej druzynie!jest jednak pewna roznica pomiedzy ogladaniem meczu na stadionie a przed monitorem np.” atmosfera” lecz uwazam jednak ze po obejrzeniu powtorek na ekranie,mozna wyciagnac duzo wiecej wnioskow.Tak jak pisalem na poczatku cala druzyna zagrala bardzo dobry mecz ale z tych wszystkich zawodnikow wyroznil bym Senderosa,mimo tego jednego bledu-lekkiego faulu na Gervinho zagral bardzo solidnie.Robin van Persie wczoraj chyba sobie nie pogral,przy stanie 1:1 jego ciag na bramke i poganianie gry pierwsza klasa,wygladalo jakby cos mial do udowodnienia,z reszta ostatni mecz z Chelsea bramka dla nas pada po zaczetej akcji przez Senderosa.Chcialbym napisac pare slow do Krzysia i jego wczesniejszych wypowiedzi.A wiec drogi Krzysiu moze i powinien Arsenal w pierwszej polowie strzelic wiecej bramek ale taka jest prawda ze w drugiej polowie Arsenal nie istnial ich obronca z szedl 10 minut przed koncem spotkania a nie na poczatku drugiej polowy jeszcze jak grali w 11-stu mogli dostac 3 bramki po glowkach Senderosa i Dempseya oraz szczale Ruiza.To ze opuscil ich zawodnik boisko po zasluzonej 2 zoltej kartce moze i nam ulatwilo gre co nie pomniejsza faktu ze zwyciestwo i dominacja w drugiej polowie bylo bezapelacyjne.Co do Bairda chlopak ma mocne uderzenie i rownie dobrze potrafi strzelac rzuty wolne.Pisalem wczesniej ze arsenal wyjedzie bez punktow i tak sie stalo mam nadzieje jeszcze na 2-3 transfery i danie czasu dla Jola a bedzie coraz lepiej.

  5. http://www.eurofutbol.pl/news/411006-Hartson-krytykuje-Wengera-za-jego-pretensje-do-sedziow/

    I słusznie, prawie padłem ze śmiechu jak usłyszałem pomeczową wypowiedź Wengera. Z całym szacunkiem, ale używa retoryki podobnej do Kaczyńskiego.

    http://www.sportyhub.com/league/fulham-vs-arsenal-2-1-motd-goals-highlights-premier-league-212012-video_cb59263d6.html – Jak by ktoś jeszcze nie widział, porządny skrócik (MOTD).

  6. Dokładnie, nieprawdopodobne że Wenger próbował zrzucić porażkę na arbitrów. Probert czekał i tak wyjątkowo długo na wyrzucenie Djourou, a skoro Wenger żalił się, że wiedział, że Jol wpuszcza Freia po to, żeby zmuszać Djourou do fauli, to mógł Djourou ściągnąć. Proste. Nie mam też pojęcia, o jakie inne decyzje sędziowskie chodzi, chyba nie o ten pad Gervinho na ziemię w I połowie, jakby dostał kijem w plecy. Pamiętam też, jak pod koniec meczu, kiedy Bryan wychodził sam na sam, odgwizdano nam nieistniejącego spalonego.

    Fajnie ogólnie posłuchać Hartsona, miał przecież spore problemy zdrowotne. Nie zgadzam się z nim jednak, że niby padamy sprytnie na murawę, jak tylko ktoś nas dotknie – Wenger miał raczej pretensje o to, że nie odgwizdywano fauli na jego ekipie. Da się zauważyć że jesteśmy naprawdę świetnie przygotowani fizycznie i wczoraj odbijali się od naszych jak od ściany. Ale wszystko w granicach przepisów.

    Już załączam sobie MOTD, a na dodatek podrzucam fajny link z fulhamowymi materiałami: http://youfulham.com/ . Można tam teraz odgrzać sobie ostatnie 10 minut meczu z Arsenalem, na pewno każdy sobie z chęcią je przypomni.

    Obyśmy faktycznie byli przewidywalni i coś ugrali na terenie Blackburn, choć wczorajszym spotkaniem raczej po raz kolejny udowodnili nam nieprzewidywalność 🙂 do grona zasługujących na pochwałę zaliczyłbym też Senderosa – ponownie, jak z Chelsea, walnie przyczynił się do bramki dającej powrót do meczu, a poza tym był wczoraj fantastycznie zmotywowany na swój były zespół, pod koniec meczu biegał jak szalony do uciekających piłek żeby wyprowadzić rzut wolny, a wolno schodzącego z murawy Gervinho prawie wziął za fraki i wyrzucił 🙂

  7. Zdecydowanie się zgadzam co do tych „kontrowersji” Natomiast jestem zdania, że akurat karnego sędzia mógł gwizdnąć. Gervinho bez wątpienia dużo dołożył od siebie, ale faktycznie Senderos lekko go podciął. Inna sprawa, że żeby to wypatrzeć trzeba było obejrzeć 3 powtórki w slow motion. Tymczasem Djourou powinien już wylecieć za przytrzymanie Frei’a przy lini końcowej. Ogólnie, ponoć prasa mocno wysmiała Wengera, trudno się dziwić.

    A z Hartsonem, faktycznie super sprawa. Wielka wola walki na boisku, chorobę pokonał w równie imponujący sposób. No i skoro taki wielki chłop mówi, że faul był, to chyba można wziąc go za słowo.

    Tak, rzeczywiście Senderosa też powinienem wyróżnić. Dla tego nie znoszę robienia tego, bo zawsze się o kimś zapomni. 🙂

    Na koniec wrócę do tego co napisał Bad Tomi. Strasznie mnie wkurzyło jak po bramce wyrównującej w SKY jeden komentator spytał drugiego (bodaj Matta Le Tissier), czy Fulham zasłużyło na punkcik. A ten mu na to odpowiedział: „raczej tak”, czy coś takiego. Dobra, w pierwszej połowie Arsenal był lepszy, ale na litość boska, w drugiej nie istniał. Nie pamiętam ich żadnej akcji. A pod bramką Szczęsnego ciągle coś się działo, Główka Senderosa, zaraz potem Dempsa. Przecież to był straszliwy niefart, że nic nam nie chciało wejść. Wygraliśmy zasłużenie, nie mam co do tego wątpliwości.

  8. Nie narzekaj Macu, w C+ mecz komentowali będący w kiepskiej formie Nahorny oraz… Piotr Laboga. Olaboga, jakiż ten człowiek jest daremny, odniosłem wrażenie, że o EPL nie wie nic i kiedy tylko dało, to wtykał jakieś informacje o La Liga. Hitem było, jak zaczął przybliżać widzom sylwetkę Kerima Freia. Albańskie pochodzenie, wicemistrz świata do lat 21, były gracz Palermo. Chociaż w porównaniu do Rosłonia nie wciskał, że Dembele jest Senegalczykiem. Za to Nahorny, co mnie okrutnie zdziwiło, bo to przecież doświadczony spec od angielskiej piłki, cały czas odmieniał Fulham jak rzeczownik rodzaju męskiego (Fulham strzelił, wygrał, przejął inicjatywę).

  9. hhh

  10. Fulham FC pieknie wkoncu rozjebalismy tych pedalow z zydowskiej wioski brawo

  11. vini, zachęcam do bardziej kulturalnego wysławiania się.

    Krzysiek, Ty jednak czasem oglądasz Fulham 😀 pamiętam i tego Freia który rzekomo przyszedł z Palermo, i Dembele – Senegalczyka, komedia. Mimo, że w naszych oczach Fulham chyba jednak trochę urosło marką w ostatnich sezonach i komentatorzy powinni coraz więcej uczyć się o tym klubie, to wciąż jesteśmy traktowani po macoszemu. Staram się oglądać możliwie często skróty MOTD, tam mecze Fulham zazwyczaj są na samym końcu, więc mówi się o nich najmniej, ale wyczułem że zapraszani tam goście, jak Hansen czy Shearer w tych jedno-, dwuzdaniowych ocenach przemycali jakąś sympatię do nas. Co stało się, kiedy mecz Fulham-Arsenal został puszczony na MOTD jako pierwszy, był głównym daniem wieczoru i eksperci mogli powiedzieć o nas znacznie więcej? Nie stało się nic, non stop trajkotali o Arsenalu, czasem dodając że „terrific result for Fulham”.

    A można by powiedzieć dużo. Zachęcam do obejrzenia tych ostatnich 10 minut na http://www.youfulham.com , mówią sporo o poszczególnych zawodnikach. Absolutnym liderem zespołu był w tym meczu Bryan, non stop przy piłce a gdy jej nie miał, machał rękami, by mu ją dać. Dyrygował ludźmi w ataku i obronie, wskazując im, gdzie mają pobiec czy kogo pokryć. Sam też bardzo poprawił się w grze obronnej, odbiera coraz więcej piłek, jest z nim też coraz lepiej jeśli chodzi o grę siłową. Powoli zaczyna nam się spłacać. Moussa był z Arsenalem absolutnie w cieniu Ruiza, ale też pelnił pod koniec ciekawą rolę, stał na środku niczym przecinak i kiedy Arsenal wybijał pilkę ze swojego pola karnego, to Dembele natychmiast ją przechwytywał i w te pędy słał kolejną piłkę do przodu. Bycie snajperem strzelającym wiele bramek chyba nie leży po prostu w jego naturze. Ale może to i lepiej? Powoduje to, że wielkie kluby jeszcze się tak po niego nie pchają.

    Na youfulham jest też parę klipów z The Great Escape, właśnie obejrzałem sobie skrót z meczu z Birmingham. Oglądając, czułem, że w Birmingham biegała jakaś znajoma persona na prawej obronie – i faktycznie, komentator wypowiedzial niebawem nazwisko „Kelly”.

  12. Tak, też się śmiałem z Senegalczyka Dembele, trochę wstyd takie błędy robić. Frei mnie ominął, to chyba w jakimś innym meczu, niż ten z Chelsea? Bo z zasady wolę po angielsku oglądać. 😛 Tak swoją drogą, Eurosport umieścił Dembele w jedenastce najlepszych zawodników pierwszej części sezonu (http://uk.eurosport.yahoo.com/06012012/58/dugout-mid-season-review-top-8-players.html). Trzeba uważać, by go nie stracić, bo faktycznie rozwija się fenomenalnie.

    Co do Ruiza, rzeczywiście z Arsenalem zagrał bardzo dobrze. Ale niektórzy przesadzają na forach z pozytywnymi reakcjami. Ktoś już nawet porównał go do Fabregasa. 😀 Wpierw niech Bryan zacznie grać w ten sposób regularnie i dołoży trochę skuteczności. Wtedy nawet i ja zacznę go chwalić. Na razie, mając na uwadze nieodłącznie z nim związaną metkę z ceną, jestem umiarkowanie zadowolony. 🙂

    Super link Cookie, nie znałem tej strony. Dorzuciłem do polecanych stron po prawej.

  13. Gość przedstawiający Freia jako Kasamiego był teraz w meczu z Arsenalem. Na eurosporcie mogli sobie darować takie wyróżnianie Dembele, a juz optymistycznie przewidywałem, że kluby nie bedą się tak po niego pchać 😛 a tak, wybija się na tle reszty bardzo, każdy z United czy innego City, rewelacyjny Demba Ba i… Moussa.

  14. […] mimo przegrywania 0-4). Czy Fulham przedłuży serię dobrych wyników z meczach z The Gunners (2-1 w styczniu dzięki ostatniej bramce Bobby’ego Zamory w białej koszulce, a wcześniej 1-1 na Emirates i […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: