Napisane przez: Macu | Luty 1, 2012

Dempsey to za mało. Fulham 1-1 WBA.

W kierunku granicy…

Kiedy we wczorajszy wieczór reflektory rozświetliły pogrążone w mroku Craven Cottage, a stadion zaczął wypełniać się kibicami, w powietrzu unosiło się coś jeszcze, prócz siarczystego jak na brytyjskie realia mrozu. Nawet w przekazie telewizyjnym można było wyczuć, że położony nad Tamizą obiekt został owładnięty mieszanką niepewności i antycypacji.  I nie chodziło o powrót na stare śmieci Roya Hodgsona. Wydarzenie to zeszło na dalszy plan wobec poczucia, że wypadki dnia poprzedniego mogą mieć wielki wpływ na losy klubu i decydować o jego sukcesie bądź porażce.  O transferze Bobby’ego Zamory napisaliśmy już prawie wszystko, więc pozwolę sobie po cichu przejść obok tego tematu. Nie mam jednak wątpliwości, że podobnie jak ja, tak i całe Craven Cottage z niemałą ciekawością, ale i obawą przypatrywało się temu, co na łamach naszego serwisu odważyliśmy się nazwać nową erą. Kibice wyczuli zresztą, że tego dnia, tak jak rzadko kiedy, drużyna potrzebowała  wsparcia i swojego rodzaju legitymizacji, stąd od samego początku fani gorąco wspierali piłkarzy

Granica?

Oczywiście daleki jestem od wyjmowania z piwnicy wiadra z farbą i odrysowywania linii, która oddzieli to co dotychczas było, od tego co będzie. Zimowe okienko transferowe, choć spowodowało niemały wstrząs wewnątrz klubu, w żadnej mierze w samym sobie nie stanowi żadnej granicy. Procesy zmian i transformacji mają to do siebie, że z zasady są rozłożone w czasie. Zatem odejście Zamory, osoby o wielki wpływie na drużynę, należy mimo wszystko uznać jedynie za swoisty katalizator, coś co zwiększyło tempo tych zmian. Nie było to jednak równoznaczne z naciśnięciem guzika, który przeniósł nas do nowej rzeczywistości. Tak więc choć mecz z WBA wywołał u nas wiele emocji i wzbudził dużą uwagę, tak na prawdę miał bardziej wymiar symboliczny i nie powinniśmy traktować go jako wyznacznik,  czy papierek lakmusowy. Jak na ironię, mecz ten potwierdził to, co wiedzieliśmy już wcześniej.

Bezzębni

Ograniczone zasoby kadrowe zmusiły Martina Jola do wystawienia składu, który raczej nie ma najmniejszych szans na długotrwały byt. Kontuzja Moussy Dembele, brak uprawnienia do gry Pogrebniaka i rzekomy uraz pachwiny Andy’ego Johsona spowodowały, że za zadanie ofensywne odpowiedzialna była para napastników, która niemal przez cały sezon występowała wcześniej w pomocy. Mam tu na myśli Clinta Dempsey’a i Bryana Ruiza. Pozostałe formacje zostały skomponowane w sposób, którego można było się spodziewać, choć powrót Simona Daviesa do wyjściowego składu można było uznać za małą niespodziankę. Za to zgodnie z przewidywaniami przebiegało samo spotkanie. Okres wyrównanej gry na samym początku powoli przeradzał się w coraz bardziej wyraźną przewagę Fulham. The Whites długo utrzymywali się przy piłce, ale niestety nie przekładało się to na ilość stwarzanych sytuacji w polu karnym rywala. To piłkarze Hodgsona, za sprawą Fortune byli dwukrotnie bliscy wyjścia na prowadzenie w pierwszej połowie, ale Francuz nie był w stanie wykorzystać swoich pół-sytuacji. W drużynie the Cottagers karty starali rozdawać się Murphy i Duff, napędzający akcje gospodarzy. Niestety trudno było pozbyć się wrażenia, że mimo wielkiego wysiłku wkładanego w ten mecz przez Ruiza i Dempsey’a, atakowi zespołu nadal czegoś brakowało. Kostarykanin często wracał się do środka pola, by wziąć udział w rozgrywaniu akcji, tym samym skazując Amerykanina na osamotnienie. Clint dzielnie walczył z typową, uważną Hodgsonową defensywą, ale o sytuacje strzeleckie było trudno. A kiedy już kilkukrotnie skrzydłowi dawali radę przedrzeć się przez defensywę rywala na skrzydle, brakowało celności w dograniu. Żeby być fair dla duetu napastników, trzeba im oddać, że momenty przebłysku były. Najlepszy tego dowód mieliśmy w 69 minucie, kiedy Ruiz świetnie zamarkował strzał i wypuścił Dempsey’a. Amerykanin tylko raz dotknął piłki, ale zrobił to na tyle skutecznie, że Foster musiał ją wyjmować z siatki. Któż inny mógł pomóc drużynie w tych trudnych momentach? Tylko niezawodzony Dempsey. Wydawało się, że skoro piłkarze Jola już wysunęli swoje nosy na prowadzenie, tej pozycji nie zamierzają już oddać. Niestety obraz boiskowych wydarzeń był jednak inny, a kolejne okazje Odemwingie i Fortune mogły martwić. Tymczasem Fulham nie było w stanie pójść za ciosem. Mało widoczny był Simon Davies.  Ogółem gospodarze grali w sposób nazbyt czytelny i wolny. No i w końcu doigrali się, kiedy Somen Tchoyi strzelił na 1-1, na Cottage zrobiło się cicho, a do głów kibiców wróciły te pełne pesymizmu myśli i wizje. Fulham raz jeszcze się poderwało, ale niestety nie dało rady strzelić kolejnej bramki. Choć jak już pisałem, trudno uznawać ten mecz za wyznacznik, remis jest wynikiem znakomicie oddającym nastroje wokół klubu. Jest jakby wartością środkową, zawieszoną gdzieś między wygraną, a porażką. Jego synonimem jest niepewność. Czy Jol okażę się skutecznym dentystą i czy będzie w stanie odbudować utracone w zimowym okienku transferowym zęby? Ludzie niezastąpionych nie ma. Ale sam proces zastępowania wymaga czasu, prób i dużej dawki bólu. Ale skoro ząb był dziurawy, może warto pocierpieć dla pięknego uśmiechu?

Zamyślony Damien Duff. W ostatnich dniach wielu z nas wzięło na filozofowanie.

Reklamy

Responses

  1. Przepraszam za to grafomańsko – patetyczną próbę artykułu, która na dodatek ledwo trzyma się kupy. Miałem dużo przemyśleń, ale nie starczyło mi czasu i umiejętności by je w sensowny sposób przelać na papier. Mam nadzieję, że choć po części zrozumiałe jest to, co miałem na myśli. Choć niestety mało w tym treści, a dużo biadolenia. 😛

  2. No i znowu Dempsey strzela,oby Jol nie zrobił nam niespodzianki sprzedając,tym razem Clinta bo nie wiem kto by zdobywał bramki.

    Tekst super:)

  3. Sidwell znowu złapał kontuzje.Czytałem,że może pałzować nawet 5 tygodni 😦

  4. Dzięki Becks, ale mimo wszystko nadal będę zdania, że jest mocno niedorobiony. 😛

    No szkoda Sidwella, bo dopiero co wrócił, ale dobrze, że to nie Murphy. Za Steve’a zawsze możemy wystawić Chrisa i Dicksona. Murphy’ego ciężko byłoby zastąpić, zwłaszcza, że w ostatnich dwóch meczach grał zaskakująco dobrze.

  5. Ja również mogę za artykuł tylko pochwalić, trzymasz stały poziom, Macu i przesadzasz ze skromnością. Ciekawie to ująłeś na końcu – Bobby faktycznie był trochę jak taki niby stały, nieusuwalny ząb, ale jednak dziurawy, sprawiający problem. Jol mówi już teraz prosto z mostu, że Bobby chciał transferu od miesięcy (http://www.independent.co.uk/sport/football/premier-league/bobby-zamora-exit-good-for-fulham-insists-martin-jol-6298314.html). Szreku podjął śmiałą decyzję, by nie cerować tej dziury w prowizoryczny sposób, tylko usunął wszystko wraz z korzeniami. Fajnie, ale nie mam najmniejszych wątpliwości, że to będzie ciężkie pół roku, na własne życzenie. Bobby chciał i musiał odejść – OK, nie będę za nim tęsknił, ale można było się lepiej zabezpieczyć.

    Ponoć było bardzo blisko pozyskania rzutem na taśmę El Hamdaouiego: http://www.cottagersconfidential.com/2012/2/2/2766287/el-hamdaoui-rejects-fulham-at-last-minute?. Tego właśnie bardzo zabrakło, kogoś jeszcze oprócz Pogrebniaka. Nawet, jeśli ten ktoś nie kopnął piłki od 9 miesięcy.

    Jak spisywał się arbiter w tym meczu? Mark Halsey to ponoć zawzięty fan QPR i na forach ludzie wrzeli, bo niby podjął parę kontrowersyjnych decyzji na korzyść WBA. Z drugiej strony, oglądałem sobie przed chwilą archiwalny mecz z Tottenhamem z 2002 roku (polecam: http://www.friendsoffulham.com/forum/index.php?topic=8877.0 – spora kolekcja fulhamowych rzeczy, sporo niestety już niedostępnych, ale nadal jest właśnie mecz ze Spurs czy zwycięskie derby z Chelsea z 2006 roku) i tam Halsey podyktował dla nas bardzo stykowy karny.

    Becks – na szczęscie Jol nie może teraz sprzedać Dempsey’a, chyba że do Anżi Machaczkała 😀

  6. Z tego co pamiętam sławetny wtorek, to gdzieś (albo na twitterze, albo na newsnow.co.uk) pojawiła się informacja, jakoby Arsenal chciał kupić Dempsey’a za 14 mln…

  7. Tak ponarzekałem, bo w środku pisania jakoś skończył mi się koncept i tak jakby nieco urwałem pisanie w środku.Ale skoro nie jest tak źle, to się cieszę.

    Co do sędziego, faktycznie publika momentami żywo reagowała na jego decyzję, może kilka pomniejszych poszło nie po naszej myśli, ale ogółem nie można było mieć większych zastrzeżeń. Jakiś ewidentnych błędów nie było.

    No szkoda, że się nie udało z tym Hamdaouim. Ogólnie trzeba było jeszcze kogoś pożyczyć przynajmniej. A jak to jest z Pawłem, na jakich zasadach on przyszedł? Bo tu też są rozbieżności.

  8. Na oficjalce jest info, że Pogrebniak dołącza „wstępnie do lata”. Zapewne jest to 6-miesięczne wypożyczenie z koniecznością wykupienia zawodnika po tym okresie (i wtedy wchodzą podawane przez media 3 miliony funtów). Coś jak kiedyś z Greeningiem.(tylko za niego płaciliśmy 5 :P).

    Czerwek – pewnie kolejna z miliona plotek w tamtym dniu… o ile pamiętam, Wenger lub ktoś z zarządu Arsenalu już we wczesnym etapie okienka mówił, że nikogo nie zamierzają kupić.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: