Napisane przez: Macu | Wrzesień 22, 2012

O Hugo co nie cieszył się długo. Wigan 1-2 Fulham.

Po ciężkim boju na DW Stadium Fulham wraca do Londynu z pierwszymi punktami wywalczonymi poza Craven Cottage. Podobnie jak przed rokiem, the Whites zdołali zabrać piłkarzom Roberto Martineza wszystkie trzy oczka, a nie mały w tym udział miał były podopieczny hiszpańskiego szkoleniowca Hugo Rodallega, który otworzył wynik spotkania. Drugą bramkę dorzucił Damien Duff, a honorowego gola dla gospodarzy strzelił Arouna Kone. Choć widowisko nie należało do nazbyt ekscytujących, dla kibiców the Cottagers największą wagę ma fakt odniesienia jakże rzadkiego zwycięstwa poza własnym stadionem.

Zanim zagłębimy się w przebieg wydarzeń, które doprowadziły do obserwacji niezwykle rzadkiego zjawiska, to jest wyjazdowego triumfu Fulham, słowem wstępu zmuszony jestem nieco ostudzić wszelką ekscytację i raz jeszcze podkreślić jeden fakt. O ile w rzeczy samej the Whites od dawien dawna mają problemy ze zdobywaniem oczek poza Craven Cottage, a ujrzenie zwycięstwa jest równie prawdopodobne co spotkanie z tygrysem tasmańskim, to jednak DW Stadium to niemal drugi dom londyńczyków. Nie przegrali tutaj od ponad siedmiu lat i dzisiejszy dzień nie stanowił wyjątku. Chociaż tym razem było jeszcze lepiej niż zazwyczaj, gdyż the Cottagers sięgnęli po komplet oczek, a z zasady musieli zadowalać się tylko remisem. Powyższym nie chcę bynajmniej deprecjonować osiągnięcia drużyny Martina Jola, ale z lekkim przymrożeniem oka zmuszony jestem zauważyć, że dzisiejszy triumf był jak rekord świata na 100 metrów przy nazbyt silnym wietrze w plecy. Chcielibyśmy doświadczyć potwierdzenia tej formy w kolejnych wyjazdowych meczach, kiedy ta korzystna aura Lancashire nie będzie już obecna. Wiem, wiem, szukam dziury w całym i zaraz sam w nią wpadnę. Więc próbując odwlec uwagę od mojego wywodu napomknę jeszcze, że na stan z wieczornych godzin sobotnich Fulham jest czwarte w tabeli Premier League, na miejscu premiowanym Ligą Mistrzów. A jak pokazał dzisiejszy mecz, co najmniej jeden gracz jest godny udziały w gwiezdnych wojnach. Ba, wystąpił w nich wielokrotnie, ale zawsze przegrywał finalną batalię…

My tu gadu, gadu, ale czas zejść na ziemię i przedstawić jakieś konkrety. Goście wyszli na murawę swojego ulubionego DW Stadium dokładnie w takim samym składzie jaki zagwarantował efektowną wygraną nad West Bromwich Albion. Jest to o tyle istotne, że mimo powrotu do zdrowia Mladena Patricia, były piłkarz Wigan Hugo Rodallega mógł zmierzyć się ze swoimi byłymi kolegami i wykorzystać pokłady dodatkowej motywacji i znajomość rywala. To również oznaczało, że dobrze funkcjonująca przeciwko Drozdom para środkowych Baird – Sidwell raz jeszcze miała okazję do współpracy.  Wobec prawdopodobnie poważnej kontuzji Mahamadou Diarry to właśnie ta dwójka jest już niemal skazana w najbliższym czasie wspólną koegzystencję w środkowej strefie boiska. Jako że nie mieliśmy żadnych zmian kadrowych, możemy szybko przejść do przebiegu spotkania i występów poszczególnych graczy. Od pierwszych minut można było zaobserwować, że obie drużyny prezentują wyrównany poziom. Mieliśmy falowe okresy przewagi jednej, bądź drugiej ekipy, przeplatane momentami nieco bezładnej kopaniny w środku pola. Fizyczności tej rywalizacji doświadczył nawet sędzia Lee Probert, który w przekomicznym incydencie ucierpiał po tym jak swoistego sandwicha sporządzili z niego Steve Sidwell i Ben Watson. Bez dwóch zdań nie był to mecz pełen wirtuozyjnych zagrań i zabójczego tempa. Nie mniej Fulham nie grało przesadnie defensywnie i nie popełniło błędu, które tak drogo kosztował West Brom tydzień temu.  Co więcej, w swoich atakach gracze Jola byli nieco bardziej kreatywni niż przeciwnicy. O ile the Latics atakowali głównie skrzydłami, zwłaszcza lewą stroną, skąd Beausejour wrzucił w pole karne Schwarzera całą masę lepszych i gorszych piłek, to the Whites zaprezentowali zdecydowanie większą różnorodność w swoich ofensywnych zapędach. Raz jeszcze swoją klasę pokazał Berbatov, który grając w trykocie Fulham (tym razem w zupełnie nowym trzecim komplecie strojów) bezsłownie wytłumaczył na czym polega przeniesiona z angielskiego, wyświechtana fraza: „robić różnicę”. Bułgar dobrze przytrzymywał piłkę, mądrze podawał i przez całe spotkanie był aktywny. Choć zwłaszcza w drugiej połowie nie ustrzegł się kilku strat i zmarnował okazję do podwyższenia wyniku, to jednak stale na boisku się wyróżniał. Kiedy rywal spodziewał się zwodu w prawo, Berba szedł w lewo, a podsumowaniem jego wirtuozerii był bezczelny sposób w jaki były gracz Manchesteru przerzucił sobie piłkę nad Ramisem, zupełnie go przy tym oszukując. Berbatov co prawda gola nie strzelił, ale to on w 31 minucie dokładnie dorzucił na głowę Rodallegi, który uderzeniem głową pokonał Al-Habsiego. Kolumbijczyk strzelił tym samym swoją pierwszą ligową bramkę dla Fulham, ale z respektu dla swojego byłego pracodawcy i kolegów, swojego debiutanckiego gola nie celebrował. Co ciekawe, było to 15 trafienie Hugo na stadionie Wigan, w ten sposób Rodallega dołączył do Henri Camary na szczycie listy najskuteczniejszy piłkarzy na tym obiekcie. Długimi monetami Wigan próbowało odrabiać straty i spychało the Whites do głębokiej defensywy. Piłkarze Jola mieli nieco szczęścia, bowiem Jordi Gomes trafił w słupek, a kilkoma świetnymi interwencjami popisał się najlepszy na boisku obok Berbatova i Damiena Duffa Mark Schwarzer. W 58 minucie boisko opuścił rozgrywający gorsze zawody Kacaniklić, a w jego miejsce wszedł powracając po kontuzji Bryan Ruiz. Kostarykanin nieco irytował łatwymi stratami, ale to dzięki niemu 10 minut później the Cottagers prowadzili już 0-2. Ruiz znalazł się w polu karnym, i kiedy zdawało się, że zaraz straci futbolówkę, ponownie przegrywając pojedynek fizyczny, popularny „łasica” zdołał pchnąć piłkę w kierunku Damien’a Duff’a. Irlandczyk, który ostatnio zrezygnował z gry w reprezentacji Trapatoniego, huknął ze skraju pola karnego prawą nogą i po raz drugi pokonał bramkarza the Latics. To była trzecia bramka w sezonie Duff’a, który, nie przebierając,  przeżywa swoją 10 młodość.  Co ciekawe, chwilę wcześniej Wigan powinno było wyrównać, ale Mauro Boselli, powszechnie uważany za klapę transferową, z kilku metrów nie był w stanie trafić do pustej bramki gości. Doprawdy większych umiejętności wymagało nietrafienie do siatki, aniżeli trafienie do celu. Co oczywiste, do końca spotkania gospodarze próbowali gonić wynik. Berbatov zaprzepaścił wspomnianą wcześniej okazję, a Schwarzer jeszcze kilkukrotnie zmuszony był do pokazania swoich umiejętności, między innymi parując strzał Ramisa na poprzeczkę. Wreszcie w 91 minucie jeden z lepszych w drużynie Wigan Arouna Kone skorzystał z potwornego zamieszania po rzucie rożnym i bliskiej odległości pokonał Australijczyka, ku dużej złości całej linii defensywnej Fulham. W ostatnich sekundach meczu w pole karne the Cottagers powędrował nawet Ali Al-Habsi, ale nie zdołał dołączyć do Ali Ahamady, tworzącego zaszczytne, zapewne jednoosobowe grono bramkarzy, którzy strzelili gola w ten weekend. Mecz zakończył się wynikiem 1-2.

Mieszanka okresów dobrej gry, wysokiej dyspozycji Schwarzera i odpowiednio dużej dawki szczęścia pozwoliły na triumf nad Wigan. W dotychczasowych pięciu meczach Fulham zebrało tym samym zadowalającą liczbę dziewięciu oczek, notując najlepszy start od sezonu 2009/2010, kiedy to udało się zgromadzić dokładnie identyczną zdobycz punktową. Co ciekawe, jak na razie londyńczycy dają się poznać jako zespół bezkompromisowy, nieremisujący. Tymczasem wobec następnej potyczki, jaką jest konfrontacja z mistrzem Anglii Manchesterem City na Craven Cottage, można by się zastanowić, czy taki remis nie byłby mile widzianą odmianą. Tylko czy z Berbatovem w składzie wypada grać o remis? A niech ta jego boiskowa arogancja przeniesie się na resztę składu, zatem: Hajże! Na City!

Tutaj można zobaczyć kanapkę z sędziego Lee Proberta. Sędzia wyciągnął nawet czerwoną kartkę, ale szczęśliwie Steve Sidwell nie został nią ukarany za swój wślizg od tyłu.

Obszerny skrót z meczu do obejrzenia na tej stronie.

Natomiast tutaj gol Ali Ahamady, jakby kogoś to interesowało. Główka jakiej nie powstydziłby się żaden napastnik. 🙂

Tutaj Berbatov w cieniu celebrującego Duffa. W meczu obaj grali pierwsze skrzypce.

Reklamy

Responses

  1. Dzieki za super (jak zawsze) relacje z meczu, trzy punkty ciesza zwlaszcze te zdobyte away. A ja wczoraj czulem sie jak…zdrajca. No coz udawalo mi sie wymigac od tego przez prawie trzy lata ale wczoraj wsrod 41 tysiecy ogladalem naprawde zalosne widowisko w wykonaniu the Blues and the Potters 😦 na szczescie dziewczyna dostala od kogos bilety za darmo i jedyna pociecha ze nie nie musialem jeszcze za to placic. Teraz juz wiem dlaczego mimo tego ze przez pare lat mieszkalem tak blisko SB, nigdy nie czulem zadnych niebieskich inklinacji 😦

  2. Dzięki Macu, nic, tylko podpisać się pod słowami Jacka. Ciekawa statystyka dotycząca Hugo, jak również nawiązanie do tego bramkarza, który strzelił bramkę we Francji. W kontekście jego trafienia rzeczywiście pachniało trochę golem Al Habsiego i nagłówkami w gazetach o bramkostrzelnych bramkarzach o imieniu Ali 🙂

    Wyjazdowa wygrana osiągnięta bardzo szybko, jak na nas, nie ma co szukać dziury w całym, tylko brać te trzy punkty obiema rękami. Kolejne wyjazdy również zapowiadają się nie najgorzej – będą to pojedynki z Southampton i Reading, choć wcześniej, oczywiście, City. Co wymyśli Jol na ten mecz? Myślę, że nie wystawi po raz trzeci z rzędu tego samego składu. Niewykluczone, że wykombinuje coś specjalnego, tak jak wtedy, gdy rzucił na wyjazdowy mecz z Chelsea swoje niesamowicie trafione 4-1-4-1. Pewniacy do składu na przyszły tydzień jednak oczywiście są. Poza Berbą, Markiem, Aaronem i Brede powinni to być również Duffer i Riether. Współpracują na prawej znakomicie, chyba można już śmiało nazwać wypożyczenie Saschy kolejnym strzałem w dziesiątkę w wykonaniu Fulham. A jeszcze do niedawna niemal co mecz narzekaliśmy na tę prawą obronę. Nie ma co kopiować Twoich słów odnośnie Berby, Jolowi należy się pomnik za taki transfer. Dimka może dać temu klubowi dużo, dużo więcej niż Dembele. Gole i asysty, tego u Moussy brakowało, Berbatow to z kolei wręcz synonim tego, że tych goli i asyst będzie co niemiara. Na chwilę obecną, razem z United strzeliliśmy najwięcej bramek w lidze 🙂

    Jacku – wyrazy współczucia! 🙂 Szkoda, że w końcówce byłeś świadkiem strzelenia gola przez Chelsea, bo inaczej można byłoby wręcz mówić o bohaterskim sabotażu w Twoim wykonaniu 🙂 niech dziewczyna wie, jak ciężkie psychicznie było to dla Ciebie doświadczenie i jak bardzo się poświęciłeś – by w przyszłości to się nie powtórzyło i jedyne wspólne wyjścia były już tylko na CC 🙂

  3. w związku z problemamy Diarry pojawia się taka opcja…
    http://www.footballcourier.com/news/story/1523354/fulham-manager-martin-jol-may-turn-to-nigel-reo-coker-to-reinfor/full_story.html

  4. http://www.cottagersconfidential.com/2012/9/24/3384958/jol-hitzelsperger-hargreaves-and-reo-coker

  5. Przede wszystkim zacząłem wprowadzać do swoich relacji to co Cookie już od dawna używa w swoich zapowiedziach, tj. wytłuszczanie istotnych informacji. Mam nadzieję, że to pomocne dla tych, którym nie chce się czytać całości. Cieszę się również, że znalazło się parę rzeczy, które was zaciekawiły. 🙂 Tak swoją drogą, to akurat mój brat wyszperał mi tę bramkę goalkeepera we Francji. 🙂

    Co do przygody Jacka, zdecydowanie Cookie dobrze prawi, teraz musisz pokazać jak bardzo cierpiałeś, a następnie wybrać jakiś ciekawy mecz na Cottage i przekonać dziewczynę do the Cottagers! 🙂 Swoją drogą, byliście razem na jakimś meczu Fulham? Inna sprawa, że skoro Twoja obecność na Stamford nie służy niebieskim, to o ile nie chcę już Cię zsyłać na dodatkowe katorgi, to może wybierz się tam kiedy nasi będą grali tam na wyjeździe? 😉 Wszakże z roku na rok jesteśmy coraz bliżej zwycięstwa na tym stadionie.

    Co do Riethera, przyznaję, że początkowo mi się nie podobał, ale z każdym mecze robi coraz lepsze wrażenie, bo łączy niezłą grę defensywną z dużym zaangażowaniem ofensywnych. W sumie to oczywiste, że na tej pozycji potrzeba jednak parudziesięciu treningów i meczów w zespołem by wyrobić zrozumienie i automatyzmy w grze. Obecnie dzięki kolejnej młodości Duffa i dobrej grze Sashy nasza prawa flanka prezentuje się bardzo dobrze.

    Natomiast jeżeli idzie o wyjazdy, tak trochę z dystansem podszedłem do tych trzech punktów, bo ile bardzo mnie cieszą, to nadal się obawiam, że w kolejnych meczach szczytem naszych możliwości będzie remis, mimo tego korzystnego terminarza pozadomowego. No ale jest w zespole kilka pozytywów, które pozwalają wierzyć, że może wreszcie będzie inaczej.

    A co do kolejnych planów kontraktowania free agentów, no nie wiem czy to jest droga. Sid i Chris spisują się na tyle dobrze, że można na nich obecnie opierać budowanie środka pola, natomiast w obwodzie mamy Karagounisa, który z każdym tygodniem będzie bliżej formy. Czy warto kupować kolejnego kota w worku? Ja bym chyba wolał już poczekać do zimy.

  6. Smiejcie sie szydercy 🙂 Najbardziej ucierpialem wspinajac na East Stand Upper (cholernie wysoko) i placac Ł4.20 za kubek kiepskiego piwa 🙂 o kibicach CFF: ok my mamy cichych piknikow ale na SB nie bylo w sumie duzo glosniej niz na CC (moze dlatego ze grali fatalnie) o reszcie moich wrazen co do kibicow nie bede pisal bo mi sie dziewczyna obrazi 🙂 Co do naszego meczu z Chelsea to jesli beda grac tak jak ze Stoke to mamy b.duze szanse na zwyciestwo, tu bardziej obawialbym sie meczow z Pottersami chyba ze Baird sie obudzi i walnie im znowu 2 bramki na wyjezdzie 🙂 Sabotaz na meczu z nami nie wchodzi w rachube bo nie wiadomo czemu bilety na mecze z Chelsea sa praktycznie dostepne tylko dla posiadaczy season tickets zarowna u nas jak i na wyjezdzie, mnie przynajmniej od dwoch lat nie udalo w zaden sposob ich zdobyc. Co do wspolnego ogladania meczy pisalem juz kiedys ze najsmieszniej jest kiedy gramy z Chelsea bo ogladamy mecz w oddzielnych pokojach 🙂 Moja dziewczyna byla wiecej razy na CC niz na meczach swoich pupilkow: CSK, Swindon w FA Cup, Man City, Wolfsburg, Werder Bremen(http://www.youtube.com/watch?v=5fDW34eoMtk to nie moj film ale ten mecz bardzo milo wspominam),NSÍ Runavík i Twente. Napewno byloby tych meczy wiecej i ja pewno kupilbym season ticket ale niestety mam tylko jeden wolny weekend w miesiacu – tak to jest jak sie pracuje dla Transport for London 😦

  7. Również jestem zdania, że można by się już z tym wstrzymać do zimy. Oczywiście, że nie będzie idealnie, jeśli ktoś z dwójki Baird/Sidwell połamie się, a wtedy do składu będzie musiał wskoczyć Kara i na ławce na środek nie zostanie zupełnie nikt, ale skoro mamy kasę i za 3 miesiące można nabyć kogoś dużo lepszego niż Reo-Coker, to chyba lepiej zaryzykować i poczekać. No, chyba, że da się takiego Reo-Cokera zakontraktować tylko na te 3 miesiące, ale takich umów raczej nie ma i przede wszystkim nikt nie będzie chciał dołączyć do klubu na takiej zasadzie. Na środku, w desperackim wariancie może też grać przecież Riether, choć oczywiście lepiej wystawiać go na prawej obronie.

    Z wolnych agentów mówię głównie o tym Reo-Cokerze, bo tylko on wydaje się realną opcją z tych linków od Piotra. Ściąganie szklanego i drogiego Hargreavesa mija się z celem, a Hitzlsperger, mimo, że były gracz Wolfsburga, czyli znałby się z takim np. Dejagahem, trenuje ponoć od jakiegoś czasu z Evertonem.

    Jacku – czyli nie udało się podczas tych wielu wspólnych wypadów na CC zachęcić dziewczyny do zmiany barw? 😀 to chyba jedyne wyjście, żeby kiedyś obejrzeć derby w jednym pokoju. Z Fulham na Chelsea przerzucić się nie da 😀

    Werder jasne, że pamiętny, hat-trick Zoltana i chyba jego ostatnie miłe chwile tutaj. A znając Fulham, zapewne faktycznie będzie trudniej na wyjeżdzie w Stoke, niż na Stamford Bridge 😀

  8. Niestety Cookie z zmiana to chyba nie wyjdzie, widzialem o tym kiedy sie poznawalismy, tak ze derby osobno 🙂 a co do przerzucania to kiedys w pubie slyszalem ze wlasnie sporo kibicow Fulham ” turned blue” na poczatku lat 90tych kiedy wydawalo sie ze dla FFC nie ma juz ratunku, no ale to juz dawne dzieje

    Werder, az lza sie w oku kreci jak czytaja nasz sklad no i ta bramka Edwarda „The wingless eagle” Johnson 🙂

    Dzisiejsza prasa potwierdza treningi Hitzlspergera z Evertonem a za Hargreavesa serdecznie dziekujemy….nie zapomne tych samo-lansujacych filmikow na youtube w stylu „look at me how fit Im please sign me” 😦

  9. Jeżeli chodzi Hargreavesa to on wcale nie jest zły, tylko bardziej chodzi o to że jest strasznie kontuzjogenny.:)

  10. no to pięknie… Berbatov ponoć dwa tygodnie ma z głowy…

  11. Ciekawa sprawa z tymi zmianami lojalności u kibiców. Ciekawe, czy te „transfery” do Chelsea były po prostu spowodowane chęcią oglądania pojedynków na dobrym poziomie i ci ludzie wrócili na CC po postawieniu Fulham na nogi, czy też rzeczywiście odeszli bezpowrotnie na Stamford Bridge.

    Zaskakujące, ale Jol faktycznie ogłosił, że przyjdzie tu kolejny wolny agent na środek pomocy. Nie będzie to jednak ani Reo-Coker, ani Hargreaves. Dla mnie generalnie to wciąż dziwny ruch, to musiałby być ktoś bardzo dobry, żeby nie było tak, że za pół roku, po powrocie Diarry i ewentualnym kupnie kogoś w styczniu, okaże się szrotem do skreślenia.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: