Napisane przez: Macu | Październik 27, 2012

Beniaminkowy scenariusz. Reading 3-3 Fulham

Emocji co nie miara, równie dużo bramek i szalona końcówka. Po dzisiejszej potyczce Fulham z Reading będzie o czym, nomen omen, poczytać. Tylko punktów jakoś mało. Fulham niemal powtórzyło wyjazdowy scenariusz ze spotkania z innym beniaminkiem, to jest Southampton, tyle że tym razem aż dwukrotnie dało sobie wydrzeć ciężko wywalczone, jakkolwiek zasłużone prowadzenie. Tymczasem niewiele brakowało, a the Royals, specjaliści od nieprzewidywalnych meczów, w doliczonym czasie gry zdobyliby komplet oczek.

W sobotni poranek, wybudzających się ze snu warszawiaków (i zapewne nie tylko) powitał nie lada widok. Mimo że na kalendarzu jeszcze październik, za oknem mogli oni dojrzeć padający potem niemal przez cały dzień śnieg, malujący na biało jeszcze niedawno mieniące się pięknymi koralami drzewa. Biel niemal zawładnęła moim wzrokiem. Dopiero przenosiny na Madejski Stadium w Reading pozwoliły mi ujrzeć zieleń murawy, jakże kontrastującą z aurą za szybą. I choć trawa wyglądała na jak najbardziej normalną, pogoda płatała figle także i w tej pod londyńskiej miejscowości. Niska temperatura, silny wiatr, raz pojawiające się, raz znikające słońce, wreszcie opady zimnego deszczu. Istny meteorologiczny zawrót głowy. W tę aurę idealnie wpisali się piłkarze, serwując kibicom prawdziwie zakręcony i nieprzewidywalny mecz. Reading, które pamiętamy chociażby z okraszonych wieloma bramkami potyczek z 2007 roku z  Portsmouth (4-7) i z Tottenhamem (4-6), czy też z meczu z Chelsea w obecnym sezonie (2-4), raz jeszcze zaserwowało znakomite widowisko. Padło aż sześć bramek, gospodarze i goście podzielili się punktami, ale czy był to wynik sprawiedliwy? Proszę czytać dalej.

Nie będzie niczym nowym jak napiszę, że Martin Jol raz jeszcze nieco zaskoczył osoby przepowiadające wyjściowe składy drużyn. O ile w obronie nic rewolucyjnego nie znaleźliśmy, o tyle linia pomocy była już dużą niespodzianką. Powracający po chorobie Duff raczej jeszcze nie dziwił, ale już para środkowych Diarra – Baird owszem. Tutaj spodziewaliśmy się jednak, że kosztem Irlandczyka z północy w pierwszym składzie wybiegnie były Królewski Steve Sidwell. Tak się jednak nie stało i to strzelec zwycięskiej bramki z Aston Villą był partnerem Malijczyka. Niespodzianką była również obecność na lewej flance Kierana Richardsona, który, delikatnie mówiąc, z Villą nie zachwycił. Być może wybór ten był wymuszony niedyspozycją Kacaniklicia, bowiem Szweda zabrakło nawet na ławce (próbuję zdobyć informacje na ten temat). Tymczasem skład the Cottagers był uzupełniony parą napastników, którą tworzyli Berbatov i Rodallega. Mladen Petrić musiał zadowolić się miejscem przy linii bocznej boiska.

Pierwsza połowa nie zapowiadała nam pakietu emocji, który piłkarze zaoferowali nam w drugiej odsłonie. Gra toczyła się w jednostajnym tempie, a jej obraz był w zasadzie niezmienny. Było to trochę jak patrzenie na spadające płatki śniegu, które z uporem maniaka wybierają się w drogę z niebios aż na ziemię. Na Madejski Stadium to Fulham miało inicjatywę, próbowało atakować pozycyjnie, ale rozbijało się o defensywę gospodarzy, tak jak śnieg kończy swoją wędrówkę na ziemi. Goście grali za wolno i nie potrafili stworzyć żadnej sytuacji bramkowej. Baird i Diarra dobrze wywiązywali się z zadań defensywnych, ale brakowało im kreatywności i tego „ostatniego podania”. Stąd podopieczni Martina Jola atakowali głównie skrzydłami, lecz rzadko kiedy udawało się dobrze dograć futbolówkę do napastników, którzy osamotnieni, mieli małe szansę dojść do podania. A kiedy wreszcie Duffowi udało się dobrze wrzucić na głowę Rodallegi, w dogodnej sytuacji Kolumbijczyk strzelił wprost w McCarthy’ego. Tymczasem Reading grało głównie z kontry i taktyka ta zdawała się sprawiać the Cottagers duże kłopoty. Już w szóstej minucie Paweł Pogrebniak, wygwizdywany przez bardzo liczną i niezwykle głośną grupę kibiców Fulham, mógł strzelić przeciwko swojemu byłemu klubowi, ale z bliskiej odległości główkował koło bramki Schwarzera. Reading nie grało wielkiej piłki, również nie potrafiło kreować nazbyt wielu okazji strzeleckich, ale kiedy w  26 minucie po dryblingu McAnuffa na lewej flance do uderzenia na wprost bramki doszedł Leigertwood, piłkarze Briana McDermotta, byłego gracza Fulham (3 mecze na wypożyczeniu z Arsenalu), wyszli na prowadzenie. Anglik z 25 metra idealnie trafił futbolówkę, która pofrunęła w samo okienko bramki. Reakcja gości była jednak anemiczna, tak więc do przerwy wynik zmianie nie uległ, a co gorsza, należało się martwić o ponownie wędrującego, szukającego gry Berbatova, bowiem Bułgar raz po raz łapał się za bok, ewidentnie odczuwając dyskomfort po jednym ze starć.

Po zmianie stron the Whites wcale nie rzucili się do szarży kawaleryjskiej, a raczej kontynuowali wcześniejszą grę w podchody. To Reading miało lepsze okazje, a gdyby nie Riether, który w ostatniej chwili wybijał piłkę sprzed linii, gospodarze mogli wysforować się na dwubramkowe prowadzenie. Nie widząc żadnego progresu w grze i nie najlepszą współpracę Rodallegi z Berbatovem Jol postanowił zdjąć byłego gracza Wigan i wprowadzić powracającego po kontuzji Bryan’a Ruiz’a. Kostarykanin nadal czeka na przełom w swojej karierze na Wyspach Brytyjskich, tak więc zapewne wielu fanów the Cottagers miało co do tej zmiany mieszane uczucia. Bryan tym razem pokazał jednak swój geniusz. W 61 minucie Duff wyłożył piłkę na 17 metr, Ruiz przyjął ją od razu ułożywszy sobie futbolówkę do strzału, a następnie potwornie mocno kopnął w kierunku bramki. Bramkarz Reading nie miał nic do powiedzenia, gdyż piłka wpadła dokładnie w to samo okienko, w które zawitała przy okazji uderzenie Leigertwooda. Było to trzecie trafienie Kostarykanina dla Fulham (pierwsze w sezonie), i jak trzeba przyznać, kolejne niezwykłej urody. Co jednak kluczowe, gol ten zupełnie odmienił losy meczu. Teraz to goście poczuli się pewniej, a nadający na tych samych falach i dysponujący bajeczną techniką Ruiz i Berbatov zaczęli napędzać kolejne akcje przyjezdnych. W międzyczasie Jol wycofał z murawy dobrze dysponowanego Duffa, pozostawiając na nim niezachwycającego Richardsona, a na prawą pomoc wpuścił Dejagaha, który szybko przejawił dużą ochotę do gry. Napór gości trwał, Bułgarski snajper z bliskiej odległości trafił w boczną siatkę, natomiast po uderzeniu z wolnego Bairda zabrakło centymetrów. Ale goście mieli korner. Piłkę w narożniku ustawił nie kto inny jak Ruiz, dorzucił na krótki słupek, gdzie niemal w identyczny sposób jak przed tygodniem zbiegał Baird. Tym razem Chris uderzył głową, ale z efektem jednakowym – piłka zatrzepotała w siatce. Mieliśmy 77 minutę, Fulham po raz pierwszy w tym spotkaniu wysforowało się na prowadzenie. Niestety chwilę po swoim golu Baird musiał opuścić murawę, gdyż lądując po główce Irlandczyk z północy przykręcił swoją kostkę. W jego miejsce zameldował się przywitany gromkimi oklaskami Sidwell. I kiedy wydawało się, że goście kontrolują boiskowe wydarzenia i zmierzają po kolejne w tym sezonie wyjazdowe punkty, boiskowe turbulencje pogodowe zaczęły się na dobre. Koszmar z Southampton powrócił, ale w jeszcze bardziej przerażającym wydaniu. 84 minuta. Zmiennik Robson – Kanu wszedł w drybling na lewym skrzydle, podał w pole karne, Roberts fatalnie przyjmował piłkę, ale ta tak mu odskoczyła, że idealnie trafiła do McLeary’ego. Ten z pięciu metrów nie mógł się pomylić i mieliśmy remis. Goście szybko zareagowali na przebieg wydarzeń i ruszyli do ataku. Ponownie futbolówka długo krążyła od nogi do nogi, ale tym razem w o wiele szybszym tempie niż w pierwszej połowie . Wreszcie serię 10 czy 11 podań kończy dogranie Sidwella do nieobstawionego w polu karnym Berbatova. Bułgar przyjął futbolówkę, ustawił ją sobie do strzału  i posłał kapitalne, kręcone uderzenie na dalszy słupek. Tylko on mógł coś takiego zrobić. Kibice przybyli z Cottage wpadli w ekstazę, pełne rozpromienienie, bo to musiał być zwycięski gol! Co więcej, gol zasłużony, bo choć goście mieli momentami problemy, to jednak na przestrzeni całego meczu pokazali większą piłkarską klasę.  Ale moment, moment, cóż to za czarne chmury? Niestety, radość była przedwczesna, ponieważ Fulham raz jeszcze roztrwoniło swoją jednobramkową przewagę. W 90 minucie Riether sfaulował przy linii końcowej McLeary’ego, jakkolwiek zawodnik gospodarzy zdołał już dawno wrzucić piłkę w pole karne. Reading miało rzut wolny, a do piłki podszedł pożyczony do Fulham w sezonie 2009/2010 Nicky Shorey. Były reprezentant Anglii wrzucił w pole karne, tam powstało niesamowite zamieszanie, a jego efekt był taki, iż Robson-Kanu wepchnął futbolówkę do bramki. Mieliśmy remis 3-3. Gracze the Whites w taki rozwój wypadków uwierzyć nie mogli, a ich niedowierzanie mogło być jeszcze większe, bowiem w doliczonym czasie gry Reading miało dwie wspaniałe okazje by rozstrzygnąć rywalizację na swoją korzyść. Szczęśliwie, wpierw dwukrotnie wybitnie bronił Schwarzer, a potem Jason Roberts nieznacznie się pomylił. Ostatecznie Fulham podzieliło się punktami, choć ponownie było niezwykle bliskie odniesienia wyjazdowego zwycięstwa. Jeszcze dwa lata temu, aż trzy strzelone gole na wyjeździe byłyby niemal gwarantem wygranej. Jednak dzisiaj nawet i one nie wystarczyły. Tyle czy na pewno wolelibyśmy oglądać nudne i wymęczone 0-0? Pewien niesmak pozostanie, ale słoneczne momenty zapamiętać warto.

Tym razem Bryan Ruiz jeźdźcem bez głowy bez dwóch zdań nie był. Zawodnik meczu,.


Responses

  1. Szkoda tych punktów, ale patrząc z perspektywy kilku godzin, i tak fajnie, że zdobiliśmy choć jedno oczko. Jakiś tam progres zobaczyć można, bo przecież jeszcze 2-3 sezony temu takie mecze przegrywaliśmy. Wiadomo, że jestem wkurzony, bo znowu mam wątpliwości co do zasadności tego rzutu wolnego, nie mówiąc już o naszej grze obronnej. Ale mam nadzieję, że wreszcie nauczymy się coś na własnych błędach.

    Dzisiaj na plus najbardziej:
    – Ruiz – świetna zmiana, wydawał się dobrze rozumieć z Berbą, nie bał się trudnych podań, udane dryblingi. Pytanie, czy to rozwiązanie na 1szy skład, czy też może tajna broń z ławki.
    – Schwarzer – to co mógł, wybronił. Uratował punkty.
    – Duff – jak dla mnie potwierdził, że Dejagah będzie musiał się wielce wytężyć, by go wygryźć. Szkoda, że nie dostał szansy na lewej za beznadziejnego Richardsona.
    – Berba – monnetami denerwował, zwłaszcza w 1szej polówce, no ale bramka kapitalna, podobnie jak parę innych zagrań. No i przy tej klasie zawodnika, czasami wystarczy, że po prostu jest. Ściąga uwagę.
    – Baird – wiadomo, że nie zagra nie wiadomo jakiej piłki, ale miał kilka ładnych przerzutów, no i znowu bramka.😉

    Największe minusy:
    – Richardson – może wrzucić potrafi, ale poza tym słabiutko. Mnóstwo niecelnych zagrań, nieudane dryblingi, pod koniec w ogóle nie widoczny.
    – Hangeland – mimo wszystko muszę napisać to, bo to on dyryguje defensywą, która straciła dwie beeeeznadziejnie łatwe bramki.
    – Diarra – słabo grał, szczerze mówiąc. Dużo strat, niecelnych podań, w defensywie bez fajerwerków. Dzisiaj widziałem tego słabego Diarrę ze spotkań Realu.😛
    – Rodallega – nie jestem jego fanem. Cienizna.

  2. Reading 3 Fulham 3 | Goal Fest – Match Stats & Individual Player stats too #RFC #FFC
    Reading 3 Fulham 3 – Full Time Stats
    34.1% | Possession | 65.9%
    288 | Passes Total | 612
    69% | Pass Accuracy | 85%
    112 | Final Third Passes | 173
    54% | Final Third Pass Accuracy | 80%

    Reading Stats
    ——————-

    – Mikele Leigertwood was top passer for Reading with 51 passes however only 75% were accurate.

    – Most accurate on the day for Reading was Jay Tabb with 88% passing accuracy (21/24).

    – Nicky Shorey was top creator for Reading with 3 chances.

    – Goal Assists came from Jobi McAnuff (4th of season) and Jason Roberts.

    Fulham Stats
    ——————-

    – Mahamadou Diarra was top passer with 95 passes (87% accurate).

    – Most accurate was Damien Duff with 94% accuracy (33/35).

    – In 32 minutes goal scorer Brian Ruiz also created 3 chances (including 1 assist). An exceptional performance from the bench.

    – Damien Duff also created 3 chances (including 1 assist).

  3. Na Everton można by było wypuścić ten sam skład, z niewielkimi zmianami:
    – Duff za Richardsona – Damien jest lewonożny, także wybór wiadomy, grając na prawym skrzydle cały czas szuka tej lewej nogi, także na lewej flance będzie mógł lepiej konstruować akcje,
    – Bryan za Diarrę – przy takim ustawieniu Kostarykanina można nawet posunąć się do diamentu – Bairdinho jako DM, Ruiz jako AM,
    – Petrić za Rodallegę – jestem skłonny stwierdzić, że Mladen trafiłby przynajmniej jedną główkę z dwóch, które Hugo zepsuł.
    To wszystko. Można było wygrać, nie udało się, ten mecz to już historia.

  4. http://www.fulhamweb.co.uk/news/berbatov-could-be-out-for-weeks.aspx

  5. Znowu kontuzja? No ja pierniczę.

  6. Z tego newsa nie wynika, że Berba musi być kontuzjowany, więc poczekajmy na kolejne informacje. Jak dla mnie wyglądał zdrów jak ryba kiedy strzelał na 3-2.

    Macu, masz rację, że względem poprzednich lat to jest progres, że zaciskamy zęby nie po wyjazdowych porażkach, a po remisach, jednak skład z Berbatowem, Ruizem czy Diarrą to jest coś, z czym Soton czy Reading równać się nie mogą i wychodząc w meczach z takimi ekipami na prowadzenie, powinniśmy to jednak utrzymać… Boli, kiedy pomyśli się, że to mogło być 18 punktów i miejsce w strefie Champions League, przynajmniej na moment. Martwi mnie strasznie powrót koszmaru ostatnich minut, spójrzmy na ostatnie spotkania:
    – 2-1 z Wigan – bramka Kone w 90 minucie;
    – 1-2 z City – bramka Dzeko w 87 minucie;
    – 2-2 z Soton – bramka Fonte w 90 minucie;
    – 3-3 z Reading – bramka Robsona-Kanu w 90 minucie

    Gdyby Benteke z AV trafił tę dwusetkę zaraz po golu Bairdinho, mielibyśmy pięć meczów z rzędu, w których tracimy bramkę w końcówce. Czy to jest przypadek? z Wigan i Reading absolutnie nie, traciliśmy bramkę po niesamowitym chaosie, którego przy obronie na naszym poziomie być nie powinno. Faul Riethera na ten wolny na 3-3 faktycznie kontrowersyjny, jednak przy stanie 3-2 tak ostrego wejścia przy linii pola karnego w ogóle nie powinno być. O kryjącym powietrze Brede nie mówiąc, chyba jest bliżej niż dalej jego odejścia z CC…

    Również myślę, że powinniśmy spróbować ponownie ustawić Duffera na lewej, bo Richardson to po prostu poziom gościa co najwyżej wchodzącego z ławki. Zresztą, czy Damien nie grał na lewej pomocy na Euro? Natomiast co do Ruiza uważam, że w meczu z Evertonem utworzy atak z Berbą. Ani Mladen, ani Hugo nie do końca spełniają oczekiwania i w tym momencie w sumie żaden z nich nie zasługuje na podstawową jedenastkę w następnym meczu. Mahamadou musi grać, to może nie był jego poziom w meczu z Reading, ale to i tak poziom nieosiągalny dla reszty zawodników środka pola.

    Berba był trochę niepokojący w I połowie z tym aroganckim rozkładaniem rąk przy nieudanych zagraniach innych, ale widząc jak cieszy się z gola Bairdinho i jak cieszy się ze swojej bramki, chyba można aż tak strasznie się tym nie przejmować i po prostu przyjąc, że on tak ma.

  7. Na forach snują teorię, że absencja Kacy wynika z gadaniny jego agenta w mediach (http://www1.skysports.com/football/news/11681/8179296/Alexander-Kacaniklic-remains-fully-committed-to-Fulham-amid-transfer-speculation, „The interest has increased since he started playing in the Premier League”, „There are some fantastic clubs interested”) i że Jol chciał po prostu ochłodzić głowę Alexa. Bo on faktycznie powinien chyba nieco inaczej dogadać takie „wystąpienia” ze swoim przedstawicielem. Innego wytłumaczenia nie ma, normalnie pojechał z drużyną na mecz, wiemy że jest w dobrej formie i w normalnych warunkach spokojnie zalapałby sie co najmniej na ławkę.

  8. Dimityr Berbatow w końcówce spotkania z Reading zapewnił punkt swej drużynie. Jednak Bułgar nie zapamięta tego meczu dobrze, bo zakończył go z urazem żebra.

    Berbatow jeszcze przed przerwą miał problemy z żebrem i wydawało się, że w przerwie meczu może zostać zmieniony. Jednak po opiece klubowych lekarzy i otrzymaniu zastrzyku, napastnik mógł kontynuować grę, a w końcówce strzelił nawet bramkę.

    – To była trudna decyzja, bo wydaje mi się, że Berbatow złamał żebro – mówił menedżer Fulham, Martin Jol. – Myśleliśmy, że po przerwie już nie zagra, ale na szczęście po zastrzyku było lepiej.

    Holender rozczarowany był nie tylko ze względu na uraz swego podopiecznego, ale także przez wynik, jakim zakończył się mecz z Reading: – Straciliśmy dwa punkty. Strzelając trzy bramki przeciwko Reading na wyjeździe, zasługuje się na wygraną. Byliśmy lepsi, ale nie wykorzystaliśmy przewagi.

  9. Czyli mam rozumieć że Berbatov znowu jest kontuzjowany ? Jestem w szoku ;/ Przez cały okres w United miał jedną kontuzję..

  10. Miejmy nadzieję, że to nic poważnego, jestem pewien że gdzieś przeczytałem o tym, że z Berbą nie jest tak źle, ale nie potrafię przytoczyć linka.

    Chciałem jeszcze tylko dodać, że kibice Fulham byli niesamowici, było słychać tylko ich, od standardowego pokrzykiwania po piosenki o Karagounisie.

    A dziś na Madejski… 5-7 dla Arsenalu😀

  11. No, to był piękny mecz, szkoda mi Reading no ale trudno. Niewiem czemu ale gdzie spojrze, a jest taki wynik widze Reading. Kibice mają ładną rozrywke🙂

  12. Szybkie pytanie🙂
    Kto mieszka w Londynie?

  13. No Reading znowu zaliczyło mecz-horror z hokejowym wynikiem mają to we krwi jak widać, ale też głupio przegrać mecz w którym się prowadzi 4:0.

    Nie wiem co z Berbą ale ja słyszałem, że ma złamane żebro, a to jest już duży problem.

    Też mam takie jedno pytanie, dlaczego nasza akademia nie gra w Nextgen series czy jakoś tak, przecież to akademia Fulham zdobyła tytuł mistrza PL, więc teoretycznie powinni nasi tam grać, dlaczego nie ma Fulham w tych rozgrywkach?

  14. Piotr – z regularnych użytkowników bloga chyba tylko Jacek (przepraszam za wydanie!🙂 )

    Piter – organizacja tych rozgrywek jest trochę inna niż w przypadku LM, to chyba dopiero druga edycja tego NextGen i na razie wybór klubów odbywa się tylko na zasadzie specjalnych zaproszeń. Ale to faktycznie nielogiczne, że jako najlepsza akademia w Anglii Fulham takiego zaproszenia nie dostało (a gra sześć innych angielskich klubów).

  15. Dalla Valle na wypożyczeniu w Crewe Alexandra. Może w końcu coś pokaże.

  16. “Berbatov is fine,”
    Tyle w temacie. Z Bairdinho też wszystko w porządku.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: