Napisane przez: Macu | Listopad 3, 2012

The Toffees o włos od zasłużonego zwycięstwa na Cottage. Fulham 2-2 Everton.

Wynik lepszy niż gra. Tak w skrócie można podsumować spotkanie w którym the Cottagers po raz kolejny nie potrafili pokonać Evertonu. The Whites objęli co prawda prowadzenie po strzale Ruiza z rzutu wolnego i niefortunnej interwencji Howarda, jednak zdecydowanie dominujący Everton odpowiedział dwoma trafieniami brylującego nie tylko fryzurą Fellainiego. Kiedy Belg trafił w słupek i niemal nie skompletował hattricka, zdawało się, że the Toffees raz jeszcze zatriumfują na Cottage. Jednak znakomite dośrodkowanie Riethera i strzał Sidwella dały graczom Jola niekoniecznie zasłużony remis.

Jeżeli ktoś liczył, że Dimitar Berbatov pomoże zakończyć niechlubną passę bez zwycięstwa nad Evertonem, srogo się dzisiaj mógł zawieść. Bułgar rozegrał bowiem bodaj najgorszy swój mecz w białej koszulce, irytująco tracił piłki, mało uczestniczył w grze, a co gorsza, miał pretensje do całego świata, a zwłaszcza do kolegów. I choć część uwag mogła być jak najbardziej zasadna, wobec olbrzymiej przewagi Evertonu od samego początku spotkania i całej masy nieudanych zagrań po stronie gospodarzy, gesty i ogólna ekspresja Bułgara mogły irytować. Niestety, po stronie the Whites nie był to jedyny denerwujący aspekt, a tych negatywnych było znacznie więcej niż pozytywów. Słabo zaprezentował się Bryan Ruiz, który po dobrej zmianie jaką dał z Reading otrzymał szansę do gry od pierwszego gwizdka sędziego. Co prawda Kostarykanin już w 7 minucie gry przyczynił się do zdobycia gola, kiedy po jego uderzeniu z wolnego piłka odbiła się od Howarda i wpadła do braki, to niestety liczba udanych zagrań byłego gracza FC Twente nie była imponująca. Ruiz nie potwierdził wcale, iż w parze z Berbatovem rozumieją się doskonale, raczej wręcz przeciwnie. Mimo że Fulham szybko wyszło na prowadzenie, ani przez chwilę pierwszej połowy nie wyglądało na lepszy zespół. Everton spychał gospodarzy do głębokiej obrony, a szczególnie aktywni byli dwaj Belgowie Mirallas i Fellaini, których w ofensywnych zapędach wspierał Osman. Fulham cofało się tak głęboko, że boczni obrońcy drużyny Moyes’a, Baines i Coleman, grali niemal jak skrzydłowi, raz po raz nękając Riise i Riethera. Zwłaszcza Norweg na długo zapamięta ten sobotni wieczór, jakkolwiek nie będzie to wspomnienie pokroju pamiętnego finału Ligi Mistrzów w Stambule. O dziwo, w pierwszej połówce napór the Toffees i cała plejada okazji bramkowych wyrównania nie przyniosły, ale Liverpoolczycy mieli jeszcze trzy kwadranse.

Jak to często bywa, po zmianie stron wydawało się, że the Cottagers grają nieco lepiej, po niezłej wrzutce Riise udało się nawet stworzyć jakieś zagrożenie pod bramką Howarda. No i oczywiście w tym właśnie okresie meczu Everton wyrównał. Była 55 minuta, grający z żółta kartką Riise pozostał bez asekuracji ze strony Kacaniklicia i dał się ograć. Mirallas dorzucił z prawej strony, a całą akcję strzałem nogą zakończył olbrzym Fellaini. Znany z nietuzinkowej fryzury reprezentant Belgii ma istny patent na Fulham, bowiem w poprzednim sezonie trafiał do bramki Schwarzera dwkurotnie i za każdym razem the Toffees wygrywali (łącznie aż trzy razy). Strata gola nieco obudziła Fulham, ale nadal to piłkarze Moyesa sprawiali wrażenie pewniejszych siebie, jakby grających na własnym terenie, co zwłaszcza było wyrażone długim okresem jaki utrzymywali się przy futbolówce. Widząc problemy Riise, Martin Jol postanowił zareagować, wprowadził Dejagaha i na lewą obronę cofnął grającego niegdyś na tej pozycji w Newcastle Duffa. Na niewiele się to zdało, bo Everton nadal miał olbrzymią przewagę w tej strefie boiska. Ogółem w Fulham ciężko było wskazać choć jednego gracza, który wybijał się ponad występ innych. Momentami nieźle grający Kacaniklić miał problemy z grą w defensywie, zatem po ponad godzinie gry w jego miejsce wszedł Sidwell, co zresztą oznaczało kolejne przetasowanie defensywy, na pozycję lewego obrońcy powędrował Baird, a Duff wrócił na pomoc, tym razem na nietypową dla siebie lewą flankę. Manewr ten wcale nie pomógł, ba, wydawało się nawet, że od momentu zejścia Riise formacja defensywna stawała się z każdą minutą jeszcze bardziej zagubiona. Kiedy w 71 minucie Fellaini spokojnie wygrał pojedynek siłowy z Hughesem, a następnie strzałem na krótki róg zmylił Schwarzera, można było przepowiadać, że dla the Whites nie będzie już powrotu. Wprowadzenie Petricia nie przyniosło żadnej znaczącej odmiany w grze gospodarzy. To fantastyczny tego dnia Fellaini był bliżej strzelenia kolejnej braki, aniżeli Fulham dorporwadzenia do remisu. Przed skompletowaniem hattricka powstrzymały go tylko wpierw wyborna interwencja Schwarzera (akurat do niego nie można mieć pretensji o ten mecz), a następnie słupek, po której nastąpił zresztą pokaz w jaki sposób piłki nie dobijać w wykonaniu Naysmitha. Fulham waliło głową w mur, a w momencie gdy Moyes wysłał do boju piątego obrońce Distina, mało kto spodziewał się już zmiany wyniku. Tymczasem w 90 minucie Fulham było stać na jeszcze jeden zryw. Chyba najlepszy w drużynie Riether, który sprawiał w ostatnio dziurawej obronie Fulham najbardziej pozytywne wrażenie, pociągnął na prawym skrzydle, dośrodkował mocno w pole karne, tam Berbatov fatalnie skiksował, ale zrobił to na tyle fortunnie, że piłka idealnie poleciała do zamykającego akcję Sidwella. W ten sposób zrobiło się 2-2 i tym razem to Fulham w ostatnich sekundzie uratowało punkty, bowiem wkrótce sędzia zagwizdał po raz ostatni. Obiektywnie patrząc, wynik był to wielce niesprawiedliwy, gdyż trudno było wskazać choć jeden piłkarski aspekt w którym the Toffees nie byli by lepsi. Jedyne pocieszenie może być takie, iż the Whites utrzymali swój znakomity bilans na Cottage i jak na razie w swojej świątyni dali się pokonać tylko Manchesterowi City. Tyle że z tak paniczną i dziurawą obroną fakt ten szybko może ulec zmianie. Małe cerowanie tychże dziur byłoby jak najbardziej wskazane.

Sidwell bohaterem, a Berba wreszcie się uśmiechnął. Czyli ratujemy jeden punkt.


Responses

  1. Hangeland to jest faktycznie duży problem, ciężko się spodziewać takiej decyzji, ale ja chciałbym, żeby Jol posadził go na ławce w następnym meczu i do Hughesa dołączyłbym Senderosa zwłaszcza, że gramy z Arsenalem klubem na pewno szczególnym dla Szwajcara i może to obudziło by Hangelanda.

    Znaczy ja nie wiem czy Dymitarowi się nie chciało tak patrzyłem to bardzo się ucieszył z gola Sidwella, więc zależy, mu, ale jego reakcje na różne nieudane zagrania kolegów są faktycznie denerwujące i Jol musi z nim pogadać.

  2. Właśnie zobaczyłem dziką radość Berby po golu Sida. Pozwala zapomnieć o wszystkim😀

    Arsenal może być paradoksalnie łatwiejszym meczem niż ten dzisiejszy, tam to my powinniśmy mieć fizyczną przewagę, no i będzie pełne pole do popisu dla takich wirtuozów jak Berba czy Bryan.

    Phila też chciałbym w końcu zobaczyć, defensywa H&H wpuściła już 16 bramek i dobrze to o niej nie świadczy.

  3. Dokładnie, Brede już pewnie ma wszystko w dupie (co podkreślał Tomi) :O
    Tak samo jak wy, chętnie zobaczyłbym Szwajcara w kolejnym meczu. A na kapitana…Bairdinho😀

  4. Rowniez mysle ze posadzenie na lawce Hangelanda w nastepnym meczu bedzie najlepszym wyjsciem niech zagra za niego Senderos,albo przedluza kontrakt a jak nie niech odchodzi bo widac ze myslami jest gdzies indziej niz na boisku to nie jest ten sam zawodnik co kiedys ktory kierowal obrona tak ze zawsze mielismy sezo w sezon malo straconych bramek. Frei niech wraca z wypozyczenia i razem z iranczykiem widze ich na skrzydlach sa szybdzy o dobrym wyszkoleniu mam szacunek do Duffa ale jak dla mnie ten pilkarz juz nic nie jest w stanie wiecej nam zaoferowaczawsze walczy do konca i za to szacunek ale nic wiecej.Kacaniklic tak jak pisalem wczesniej jeszcze musi nauczyc sie duzo na cwaniactwie boiskowym konczac to nie jest grajek na zespoly z pierwszej szostki lub dziesiatki jeszcze nie ogarnia wszystkiego i tyle w temacie.Dobrze byloby szybko przedluzyc kontrakt z Jolem i mysle ze na 4 lub 5 lat bo znajac zycie i skurwiale ruchy w naszym klubie to nam go ktos pierdolnie jak zwykle i znowu bedzie lament ze Fulham nie ma trenera.

  5. Już jutro meczyk z Arsenalem. Jaki wynik obstawiacie? Pozdrawiam.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: