Napisane przez: Macu | Listopad 10, 2012

A gdzie my zapakujemy te wszystkiego gole? Arsenal 3-3 Fulham.

Najlepszy mecz futbolowy tego weekendu na całym świecie? Niewykluczone. Arsenal i Fulham dostarczyły na the Emirates iście nadmiernej dawki emocji w spotkaniu, w którym nie brakowało niczego. Kibice byli świadkami całej kanonady bramek, plejady znakomitych zagrań oraz popisu geniuszu i technicznej maestri takich zawodników jak Berbatov, Ruiz i Giroud. Nie obyło się bez karnych, tych strzelonych i tych spudłowanych, błędnych decyzji sędziego, jak również chwili grozy. Arsenal prowadził już 2-0, ale goście zdołali strzelić trzy bramki z rzędu, co pozwoliło marzyć o pierwszym triumfie the Cottagers na stadionie the Gunners. Tyle że z tradycji musiała stać się zadość, zatem prowadzenie zostało roztrwonione, a mecz skończył się remisem 3-3. Choć na minutę przed końcem nic na to nie wskazywało…

Witamy na pokładzie, prosimy dobrze zapiąć pasy i zaopatrzyć się w popcorn. Wyruszamy właśnie w podróż na the Emirates Stadium, gdzie będziemy świadkami jednego z bardziej ekscytujących wyjazdowych meczów Fulham. Odjeżdżając, pomachajmy tym nudnym bezbramkowym remisom i innym w bólach wydartym wyjazdowych punktom. One powoli odchodzą do przeszłości. Fulham Martina Jola, który dumnie dzierży kierownicę tego autokaru, to drużyna, która nie tylko trafia do siatki rywala poza domem, ale i przywozi z tych wojaży punkty. Kanonierzy bardzo się starali by utrafić ten fulhamowy pojazd, ale mimo że artylerii dostarczał im nawet sędzia, nie dali rady. W niedaleką drogę powrotną na Cottage wrócimy z jednym oczkiem.

Ale nie wybiegam już w przyszłość. Na razie najwyższy czas by rozejrzeć się dookoła i zobaczyć na kogo tym razem spadł zaszczyt gry w podstawowej jedenastce. Martin Jol nie byłby sobą gdyby nie wprowadził kilku zmian. I tak za kontuzjowanego Diarrę do pierwszej jedenastki wskoczył Sidwell, natomiast w miejsce Duffa na prawej flance ujrzeliśmy robiącego dobre wrażenie podczas występów z ławki Dejagaha. Dla Irańczyka był to pierwszy mecz w wyjściowym składzie. Ku zaskoczeniu wielu kibiców, na przeciwnym skrzydle pojawił się Kieran Richardson, który akurat swoimi występami raczej w ostatnim czasie nie zachwycał. To oznaczało, że prócz wspomnianego Irlandczyka, komfort siedzeń na stadionie Arsenalu sprawdzał również Kacaniklić. Dodam jeszcze, że o sile ognia the Whites, prócz Berbatov’a, który jest absolutnym pewniakiem, decydować miał również Bryan Ruiz.

I zaczęli. Od pierwszych sekund można było już przedzierać oczy ze zdumnienia, bowiem to the Cottagers szybko zdobyli przewagę i klepali futbolówkę na jeden kontakt. Arsenal musiał na własnym stadionie gonić za piłką, coś co byłoby jeszcze kilka lat temu czymś w stylu policzka wymierzonego w Arsene’a Wengera. Zdawało się, że możemy być świadkami wyrównanego pojedynku, a the Whites na pewno nie przyjechali na Emirates by murować bramkę. Pech chciał, że po niezłym początku i kilku groźnym akcjach, w 11 minucie Arsenal miał korner. Giroud zgubił krycie zdecydowanie niższego od niego Hughes’a, nabiegł na wrzutkę Walcotta i pięknym strzałem głową nie dał szans Schwarzerowi. Szybko stracona bramka mocno podcięła skrzydła gościom, bowiem weszli chyba w swój najgorszy okres w całym spotkaniu. Co gorsza, po nieco ponad kwadransie gry, Richardson ruszył do sprintu, ale natychmiastowo zatrzymał się i z grymasem bólu na twarzy zaczął łapać się za mięsień dwugłowy. Było oczywiste, że Anglik nie będzie mógł kontynuować gry, zatem opuścił murawę i Fulham przez chwilę grało w dziesiątkę. Zastępujący go Kacaniklić nawet nie zdążył powąchać trawy, a już było 2-0. Riise tak nieszczęśliwie wybijał piłkę, że Artera znalazł się w dogodnej pozycji do dośrodkowania, zagrał po ziemi wzdłuż bramki, a całą akcję zamknął Podolski. Posiadający polskie korzenie Niemiec wyprzedził swojego rodaka i byłego klubowego kolegę Riethera, który w tej sytuacji nieco zaspał, po czym piłka zatrzepotała w siatce. Mimo momentami niezłego początku w wykonaniu the Whites, szybko odniesione dwa ciosy zdawały się stawiać pod znakiem zapytania szanse przyjezdnych na jakąkolwiek zdobycz punktową. Niestety dla fanów Arsenalu, zespół, który niegdyś niezwykle rzadko trwonił taką przewagę, obecnie jest w swojej niefrasobliwości o wiele bardziej regularny. Dopiero co we wtorek, w meczu Ligi Mistrzów, Kanonierzy prowadzili już takim samym stosunkiem z Schalke, by dać sobie strzelić dwa gole. Na the Emirates historia ta się powtórzyła. Wszystko zaczęło się od niewinnego rzutu rożnego, wywalczonego przez aktywnego w ofensywie Riethera pół godziny po rozpoczęciu gry. Piłkę w narożniku ustawił Bryan Ruiz, ta pofrunęła na 6 metr, gdzie zupełnie niepilnowany Berbatov skierował ją głową do siatki. Dwaj najlepsi piłkarze Fulham na boisku dali o sobie znać Wengerowi po raz pierwszy, a ja pozwolę poświęcić im parę słów. O klasie Berbatova chyba przekonywać nikogo nie trzeba. Raz jeszcze Bułgar okazywał się być mózgiem i architektem wszystkiego tego, co było dobre w grze the Cottagers. Słaby mecz z Evertonem puszczamy mu w niepamięć, podobnie jak całą tą jego nadmierną gestykulację boiskowego dyrygenta. Jego pozytywne cechy także pozwolę sobie przemilczeć, bo chyba każdy je doskonale zna. Bardziej pragnę skupić się na Bryanie Ruizie, który momentami zbierał niemałe cięgi za swoje występy. Na the Emirates Bryan był, mówiąc w skrócie, kapitalny. Niezbyt ostra gra obrońców i pomocników Arsenalu leżała mu idealnie, bowiem robił z nimi co chciał, stale wyprowadzając ich w pole dryblingiem i balansem ciała. Ruiz dużo cofał się do drugiej linii i mądrze rozrzucał futbolówkę na boki. Nie notował strat, a co najbardziej mogło zaskoczyć, to zawodnicy Kanonierów odbijali się od niego, a nie na odwrót, jak to miało z zwyczaj miejsce. Choć czasem za bardzo zwalniał akcje, mimo tego drobnego mankamentu był to chyba dotychczas najlepszy mecz kupionego z FC Twente gracza. W 40 minucie padło wyrównanie, jakkolwiek w tej akcji akurat Ruiz bezpośredniego udziału nie wziął. Był tam natomiast Berbatov, który znakomitym ruchem bez piłki zmusił Riethera do podania, a następnie wrzucił w pole karne z prawej strony boiska. Tak dograną futbolówkę zaatakował głową Kacaniklić, uderzył celnie, przy słupku, zmuszając do kapitulacji Vito Mannone  (Szczęsny był tylko na ławce). Tuż przed przerwą Fulham niemal nie wyszło na prowadzenie, jednak Dejagah nie dał rady umieścić piłki w siatce będąc tyłem do bramki, a Berbatov spoźnił się z zamknięciem akcji. Choć bramka wyrównująca wcale nie wyzwoliła uśmiechu na twarzy Jola, wręcz przeciwnie, to z pewnością wewnątrz Holender mógł być dumny z postawy swoich podopiecznych. Druga połowa zapowiadała się ekscytująco.

 I w rzeczy samej żaden kibic nie mógł być zawiedziony, gdyż oglądaliśmy wspaniały otwarty, mecz, gdzie obie drużyny dążyły do zwycięstwa. W 59 minucie fani the Whites przeżyli chwilę grozy, bowiem ukarany już kartką Sidwel sfaulował przed polem karnym Carozlę. Chociaż przewinienie nie było nazbyt brutalne, ręka sędziego Dowda szybko powędrowała w kierunku tylnej kieszonki, gdzie znajdowały się kartki. Piłkarze Fulham popatrzyli po sobie z niedowierzaniem, serca kibiców mocno przyspieszyły, tymczasem okazało się, że żółty kartonik przeznaczony był dla Ramsey’a, za jego wcześniejszy faul przy akcji the Cottagers. Odetchnęliśmy z ulgą. Co ciekawe, Walijczyk kilka minut później sam bezsensownie faulował podczas kontrataku nie kogo innego jak Sidwella i był bliski wylecenia z boiska. Druga połowa stała pod znakiem lekkiej przewagi gospodarzy, ewidentnie chcących zdobyć trzy punkty i zakończyć nie najlepszą passę w ostatnich spotkaniach. Jednak Fulham cały czas stanowiło zagrożenie z kontrataku. Nadeszła 67 minuta. Mikel Arteta przejął futbolówkę w strefie obronnej Arsenalu, ale zamiast ją jak najszybciej wyekspediować, zwlekał z wybiciem. Ten moment zawahania wystarczył, by Ruiz nie po raz pierwszy w tym spotkaniu pozbawił kanoniera piłki. Jako że sytuacja miała miejsce bardzo blisko branki, Arteta panicznie próbował swój błąd naprawić, ale mogło to mieć tylko jedną konsekwencję – rzut karny. Futbolówkę na wapnie ustawił Berbatov, a następnie ze stoickim spokojem odesłał Mannone na zwiedzanie drugiego rogu bramki, niż ten, w który posłał piłkę. Fulham prowadziło już 2-3, a to oznaczało, że stoi przed szansą na historyczne zwycięstwo z Arsenalem na jego własnym obiekcie. Tyle że historia ostatnich meczów nauczyła nas, że pierwsze kilka minut po wysforowaniu się na prowadzenie jest krytyczne, bowiem gracze Jola często dawali sobie szybko strzelić gola. Tym razem nie mogło być inaczej, nie minęły dwie minuty, a już był remis. Giroud będąc sam na sam ze Schwarzerem trafił w słupek, ale piłka potoczyła się do Walcotta, który raz jeszcze wrzucił w pole karne. Świetnie grający głową Francuz tym razem nie pomylił się i zrobiło nam się 3-3. Wspomnienia z Reading powróciły. Końcówka spotkania była już kompletną jazdą bez trzymanki, obie drużyny grały otwarty futbol i do końca szukały zwycięskiej bramki. Z zasady niezawodny Berbatov tym razem przegrał pojedynek z Koscielnym, podczas jednej z licznych kontr Fulham. Słynny zegar pochodzący jeszcze z Highbury powoli wskazywał końcówkę czasu i zdawało się, że już nic w tym meczu się nie zmieni, a zespoły sprawiedliwie podzielą się punktami. Byliśmy już w czwartej doliczonej minucie,  wówczas wprowadzony na murawę Arshavin, perosna non grata nawet we własnym kraju, przeprowadził ostatnią akcję meczu lewą flanką. Rosjanin spróbował dośrodkować, ale trafił w ustawionego półtora metra od niego Riethera. Niemiec faktycznie dostał piłką w rękę, ale nie dość, że miał ją przy ciele, to na dodatek nie było fizycznej możliwości by w tak krótkim czasie od kopnięcia Arshavina miał jakąkolwiek szanse na reakcję. Ku kompletnej furii graczy Fulham, Phill Down był innego zdania i podyktował drugi w tym meczu karny. Chris Baird został ukarany żółtkiem za protesty, tymczasem Arteta już ustawił piłkę na jedenastym metrze. Hiszpan strzelił nieźle, po ziemi, w prawy róg bramki, jednak Mark Scharzer szybko sprowadził swoje ciało do parteru i swoją silną lewą ręką wybronił jedenastkę. Arbiter natychmiastowo zakończył mecz, a Australijczyk padł w obcięcia kolegów z zespołu.

Takież to właśnie fantastyczne widowisko mogliśmy obejrzeć w derbach Londynu, po którym na Cottage przywieźliśmy trzy kolejne gole. Po słabym występie z Evertonem, Fulham udowodniło, że w tym sezonie, mając w składzie Berbatova, może powalczyć z każdym. Choć może irytować nieco nieporadna gra w obronie, ta fantastyczna skuteczność w ofensywie wynagradza z nawiązką dużą częstotliwość z jaką Schwarzer musi sięgać do własnej sieci. Wystarczy pomyśleć, że w tym sezonie the Whites w każdym ze swoich meczów wyjazdowych zdobyli co najmniej dwie bramki, z wyłączeniem nieszczęsnej potyczki z West Hamem (porażka 3-0). W ostatnich trzech meczach poza domem Fulham zdobyło łącznie osiem bramek, tymczasem nie trudno przypomnieć sobie serie trzech meczów za Roya Hodgsona, kiedy tych goli wyjazdowych nie udawało się zdobyć w ogóle. I jeśli ktoś odczuwa niedosyt po kolejnym roztrwonieniu prowadzenia, logika nakazuje z pokorą cieszyć się z remisu odniesionego z wielkim Arsenalem. Nawet jeśli działa Wengera to już nie ten sam kaliber co kiedyś.

Czterdziestolatek broni Fulham przed niesprawiedliwością sędziego.


Responses

  1. Oglądałem niestety tylko część pierwszej i całą drugą połowę ale naprawde…nie przypominam sobie żeby do ostatniego gwizdka takie emocje trzymały- choć w przypadku Fulham to norma w tym sezonie. Jestem sercem i rozumiem za ManUtd ale Fulham jako kopciuszkowi kibicuje skrycie już od koło 4-5 lat i progres w grze jest niesamowity- Ruiz dzisiaj naprawde pokazał że Dembele i Dempseya można spokojnie zasytąpić (w parze z Berbą to jest idealny mix duet). A jako sędzia zwiazkowy w noge powiem coś, czego nie wiem czemu kibice Arsenalu nie mogą zrozumieć- karny sie w żadnym wypadku nie należał dla Gunnersów i myślałem czy tu sie śmiać czy płakać jak Dowd to gwizdnął… ale skończyło się wybornie- szkoda tylko że już któryś mecz w tym sezonie Cotta wygrywają i tracą to prowadzenie- jakby Riise trzymał linie spalonego to Giroud by nie wyrównał… A i na koniec- nikt Mark’a nie chwali- a to gość tu utrzymał to wszystko i mu zawdziecza się w dużej części ten punkt- wielki szacunek dla Niego, Berby i Brayana- reszta też wysoki poziom zaprezentowała, więc teraz czas na zwycięstwa;)

  2. Czasem mam wrażenie, że Dowd przy swoim mięśniu piwnym padnie zaraz na zawał :O

  3. Dzięki Macu, świetne podsumowanie, dużo ciekawych statystyk.

    @Dawid – witamy, dzięki za podzielenie się opinią. Faktycznie, kilku fanów Arsenalu o dziwo uważa karnego za sprawiediliwy, absurd. A Marka nie wyrózniamy być może dlatego, że każdy z nas ma go za czołówkę ligi i każdy po cichu czuł, że wybroni bohatersko tę 11-tkę🙂

    Kaca nie zdążył właśnie niestety wejść przed utratą bramki na 2-0 i to miało duży związek z tym, że strzelili. Jol najprawdopodobniej liczył, że uda się przywrócić na boisko Kierana (teraz już chyba można być pewnym, że szybko w pierwszej 11-tce nie zagości…), nie robił zmiany, lewa flanka pozostała wolna, Brede zszedł na lewą stronę pomóc Riise, zrobiła się dziura w środku i Poldi miał najłatwiejszą z okazji… Bramka na 3-3 to również fatalne zachowanie obrony, mniejsza z nieudaną pułapką ofsajdową, bo podanie które Giroud zamienił na strzał w słupek dotarło do niego bardzo, bardzo szczęśliwie, natomiast kiedy Francuz chwilę potem pokonał Marka główką, był kompletnie wolny, bo nasi stoperzy woleli pokryć powietrze… O ile wariant w pomocy i ataku powoli się krystalizuje i Mladen oraz Hugo muszą powoli godzić się z rolą ławkowiczów, o tyle Jol musi spróbować zrobić coś z tą obroną. Jesteśmy najgorsi w tym aspekcie w lidze, gdyby nie liczyć dziurawego sera southamptońskiego, więc taki Senderos jak najbardziej zasługuje na swoją szansę.

    Słowo o kilku innych:
    – Dobrze, że Jol wreszcie dał pograć Ashkanowi, biegał jak szalony, notował dużo udanych dryblingów. Kreował jednak stosunkowo niewiele, wciąż musi się lepiej zrozumieć z drużyną, no i było wyraźnie widać, że oddychał już rękawami koło 75 minuty, więc na razie całego meczu zagrać w stanie nie jest.
    – Jeden z największych bohaterów to również Sidders, wydawało mi się, że czerwona to będzie kwestia czasu, ale jednak Steve zrozumiał sytuację i do końca grał perfekcyjnie. Dużo udanych odbiorów, człowiek idealny na wyjazdy.
    – Bairdinho był praktycznie niewidoczny, gdyby nie powyższe statystyki, nie uwierzyłbym że grał. Bryan wyręczył go w 100% z kreatywnymi zadaniami, więc Chris nie za bardzo miał się do czegokolwiek przydać. Mogliśmy postawić na tej pozycji Karagounisa czy jakąś inną twardą zaporę, wtedy być może nie przepuścilibyśmy tylu ich ataków.

  4. No i słowo o Match of the Day, bo jak zwykle pseudoeksperci wspięli się na wyżyny swoich możliwości odnośnie Fulham. Pokazali skróty (są już na http://www.youfulham.com), a potem, gdy mieli okazję wypowiedzieć się (Shearer i Keown) na temat meczu, oczywiście trajkotali bez przerwy o obronie Arsenalu. Aha – i chwilę o Berbie, tak jakby nie istniał Ruiz, tak jakby nie istniał Riether, Kaca, Dejagah, tak jakby nie istniała obrona Schwarzera, a karny dla Arsenalu nie był niczym kontrowersyjnym. Tak jakby Fulham w tym meczu nie istniało. Są żałośnie przewidywalni i jeszcze gorsi niż nasi krajowi „spece”. Kiedy już do obrzydzenia gadali o tym Arsenalu, prowadzący Lineker (też nie gorszy cep jako „pundit”) napomniał ich „ok, to może teraz coś o Fulham?”, na co Szira odparł „a tak, dobrzy są, Ruiz i Berba są dobrzy, dobry zespół”. Lineker skwitował to błyskotliwym „ok. Next game.”. Może za tydzień raczą powiedzieć coś wiecej o tym zespole, o ile trafi się dobry wynik z Sunderlandem. A nie – przecież taki mecz automatycznie spadnie na koniec kolejki, pokażą go na samym końcu i będą tylko same skróty bez komentarza. Al Fayed ma całkowitą rację, ignorując i wypinając się na brytyjskie media😛

  5. Dawid:

    To jest dość imponujące, że będąc kibicem United (ja i ty) znajdujemy się na stronie Fulham. Tylko jest jeden problem, w meczu Fulham-United będziesz kibicował Diabłom, ja Fulham, do tego licze na hat-trick Berbatova i przeżutą orbit SAF-a. Niestety, to jest tylko i wyłącznie moja opinia, i niewiem czy jako kibic United powinienem to pisać, ale to jak został Bułgar potraktowany przez Fergusona w pale się nie mieści, Król Strzelców na ławkę…a Fulham z tego myśle że skorzystało, myśle że za takiego zawodnika kwota nie była wielka. a już się spłaca bramkami.

    Pozdrawiam!

  6. Panowie głosować na Chelsea – Fulham !

    http://www.canalplus.pl/sport/liga-angielska

  7. http://www.canalplus.pl/sport/liga-angielska glosowac na Chelsea – Fulham

  8. dawid123i —> Dzięki za zabranie głosu i podzielenie się swoimi sympatiami🙂. Powiem szczerze, że patrzyliśmy przysłowiowej śmierci w oczy po odejściu Dempsey’a i Dembele, tymczasem teraz się ukazuje, że o tym pierwszym zapomnieliśmy nad wyraz szybko. Wiadomo, że Dembele rozstał się w zdecydowanie bardziej pokojowej atmosferze, stąd jednak sentyment pozostaje większy. No i kolejną rzeczą nie do pomyślenia jest fakt, że Fulham gra teraz atrakcyjnie i strzela na wyjazdach całą masę bramek. Zresztą to właśnie chciałem pokazać w tekście, zupełna odmiana w stosunku do niedalekiej przeszłości. A co do Marka, w końcu niedoszłego kanoniera, oprócz karnego, to niezbyt mógł się wykazać.🙂 Ale rzecz jasna, wielce mu dziękuję za tę interwencję, bo Fulham na punkt bez dwóch zdań zasłużyło. BTW, pytanko dotyczące naszego weterana, ile karnych obronił w barwach the Whites? Ja tylko pamiętam tego z Romą na Cottage, no i te jedenastki z moich pięknych hamburskich snów…😛

    Cookie —> Tak, tak, wiem, że Kacy jeszcze wtedy na murawie nie było, źle trochę to ująłem w relacji, bo jest dwuznaczne.🙂 Faktycznie brak lewego pomocnika pełniącego zadania defensywne mógł być w tej akcji kluczowy. Natomiast myślę, że Jol od razu wiedział, że Kieran już nie pogra. Sądzę jednak, że Szwed musiał się jeszcze chwilę rozgrzać (by jemu też dwójka nie strzeliła…) i ubrać, bo zapewne w tak wczesnym stadium meczu nie był zupełnie gotowy na wejście.

    Co do defensywy, nie zaszkodzi dać szansę Senderosowi, ale nie sądzę by to jakoś bardzo pomogło. Zwyczajnie gramy bardziej ofensywnie i takie są skutki. Chociaż mając na uwadze, że przy kilku bramkach w obecnych rozgrywkach popełniliśmy dość głupie błędy (też strasznie wkurzyłem się na efekt oczarowania, kiedy Giroud trafiał w słupek), może rzeczywiście dało się uratować parę punktów.

    Ashkan niezłe wrażenie zrobił, widać było, że przeciwnik niezbyt go zna i nie wiedział czego się spodziewać. A takiego Duffa, mimo że świetnie gra obiema nogami, to mimo wszystko wszyscy znają już na wylot. Sam mam dylemat na którego stawiać, najchętniej widziałbym rotację. No i jednak na taki mecz jak z Arsenalem wolałbym Duffa, ze względu na pracę defensywną. W drugiej połowie obserwowałem Irańczyka w momencie gdy Arsenal atakował prawym skrzydłem. Szczerze mówiąc, to Dejagah stał i patrzył się na akcję Arsenalu jak w malowane wrota. Tymczasem Duff pewnie goniłby przeciwnika ze swoimi stalowymi płucami do końca. No ale być może powodem takiej postawy Ashkana był już wspomniany brak sił.

    MOTD standardowo po udanym meczu obejrzałem (nie mam nerwów oglądać porażek:P) i miałem podobne odczucia. Chciałem posłuchać o tym, że karny z kapelusza, o kreatywnej grze Berby i Ruiza, tymczasem o Fulham padły trzy zdania, przytoczone przez Cookiego. Czasami bywa lepiej, ale jak gramy z „wielkimi”, to więcej niż pięciu zdań nie ma co się spodziewać.

    Cris —> W pełni rozumiem taką postawę. Miałem podobną fazę w stosunku do Realu, kiedy zaczął mnie irytować swoimi transferami.

  9. Oj, chyba Marek się pożegna dzisiaj ze swoją wymarzoną posadą, gdzie może realizować swoje ambicje.

  10. A jaki wygadany był, że poparcie zarządu ma😀

  11. Cris – dobrze czytam, że w meczu Fulham-MU naprawdę będziesz kibicował tym pierwszym?🙂 Berbatow jest jednak magiczny🙂

    Przepraszam Was za mocno opóźnioną zapowiedź i jej wątpliwą jakość, dramat z czasem.

    A takiego scenariusza losów QPR nie napisałby przez sezonem nawet najbardziej niepoprawny optymista wśród kibiców Fulham😀 Bajka, od dłuższego czasu myślę, że Hughes to jednak sekretny double-agent Fulham, który robi tam krecią robotę😀

  12. Powiem Ci Cris że kibicowanie ManUtd od 1999 roku już jednak daje mi to coś- czyli wiare w to, że Fergie z reguły trafia ze swoimi koncepcjami (przypadki Berby, któremu kibicuje jeszcze od czasów Jego gry w Bayerze – na jego meczu tam byłem i po prostu mnie oczarował ten gość; czy Bebe pokazują że ma też niewypały). Lubie styl Berby ale zgadzam się z tym że to gruby bład Sir Alexa- takiehgo diamentu sie nie wypuszcza z rąk za 5 mln-ów (chyba że to dobry pomysł na potracenie pktów przez Jego głównych rywali). A jak jest mecz Fulham- ManUtd to jestem od jakiś 4-5 lat bezstronny- sędziuje piłke nożną więc musze taki z reguły akurat być ale sympatii mi nikt nie odbierze.

    A co do odejścia Dembele i Clinta… szkoda że ten drugi odszedł za półdarmo- ale wystarczajaco dużo zeby za tą kase kupić Berbę Petricia i Riethera i Rodallegę- mam tu na uwadze zarobki piłkarzy bo tamci dwaj zarabiali bodaj najwięcej.
    Ale lubiłem styl jednego i drugiego- mam tylko nadzieje że już zimą- a najpóźniej po sezonie kupimy klasowego środkowego pomocnika jakim był Dembele

    Co do Senderosa… póki co Hangeland nie był jakoś fest pewny ale w meczu z Arsenalem tylko w sumie 1 błąd jak Giroud trafił- Szwajcar dostanie jeszcze swoją szanse ale Brede to kapitan i niech tak zostanie- on trzyma tą drużyne w ryzach z tyłu razem z Riise

  13. cookie

    Całkowicie mówię poważnie.:))

    dawid:

    sędziujesz mecze? Szczerze mówiąc w Polsce troche bym się bał😛

  14. a powiem Ci że do okręgówki nie ma źle- im wyżej tym bywa trudniej
    Ale cóż tu o tym gadać jak człowiek znowu musi przełknąć porażkę nie tylko Fulham ale i ManUtd;/

  15. No niestety, 1-0 z Norwich to nie jest szczyt marzeń, zresztą tam nieraz mieliśmy problemy, pamiętam że kiedyś Giggs w 93 minucie podajże dał nam 3 pkt. Szkoda bo mogliśmy utrzymać lidera, i do tego oddalic się od Chelsea.
    Pozdrawiam.

  16. Myślę, że Chelsea po tych zawirowaniach można już nie brać pod uwagę, o ile Benitez nie znajdzie sposobu na wskrzeszenie Torresa (a w sumie akurat on może to zrobić), to szału tam nie będzie. Powinen być kolejny wyścig pomiędzy Manchesterami i na razie w ogólnym rozrachunku dużo lepiej wygląda United, mimo tego, że chwilowo jest drugie. City wyleciało z LM, Mancini będzie teraz mecz po meczu stąpał po bardzo grząskim gruncie. Możliwe przetasowania jak w Chelsea.

    Chciałbym Was też zapytać, jaka jest Wasza ogólna ocena Chrisa Smallinga? Dziwna historia, my tu na blogu autentycznie cieszyliśmy się, że SAF kupuje go za te 10/12 milionów, bo chłopak nie wydawał się przebojowy, a i byliśmy całkowicie zadowoleni z pary Hughes-Hangeland. Potem przyszedł mecz na Old Trafford i Smalling jak zawodowiec przykleił się na cały mecz do będącego wtedy w bardzo dobrej formie Zamory, który w tym spotkaniu nie istniał. Smalling zaszokował mnie wtedy całkowicie i znowu było trzeba uchylić czapkę dla Fergie’ego. Teraz jednak, z tego co się orientuję, Smalling jest już takim koziołkiem ofiarnym dla kibiców MU – tak bardzo się stoczył?

  17. […] w ostatnich dniach z wypożyczenia Alexa Kačaniklicia i Szwed, który strzelił jedną z bramek w jesiennym meczu obu drużyn na Emirates (3-3), będzie brany przy ustalaniu składu. Do zespołu Fulham wraca także Steve Sidwell, który odbył […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: